| Ten SMS absolutnie zdarzyć się nie powinien - Radny Tomasz Hurkała, groził, ubliżał.. |
|
|
Taki SMS może wywołać wrażenie tłumienia krytyki życia publicznego, a tego w państwie demokratycznym absolutnie być nie może. Pracownicy, czyli politycy, powinni się z tą krytyką liczyć, co więcej - to jest aspekt też związany z pewnym pręgierzem publicznym Po to jest prasa, żeby opinii publicznej dobre, ale i niekoniecznie dobre zachowania administracji czy polityków pokazywać. Polityk też powinien umieć powiedzieć słowo przepraszam. Poseł Andrzej Romanek o pogróżkach i zastraszaniu dziennikarzy. Często można usłyszeć z ust opozycji ostrą krytykę pod adresem rządu. Gdyby po takim krytycznym wystąpieniu otrzymał Pan w godzinach nocnych SMS-y o treści: „o dwa słowa za dużo” i „do rozumu daleko, ale rozumu uczymy”, a nadawcą byłby urzędnik wysokiej rangi np. z kancelarii premiera Tuska, to co by Pan zrobił? Ja odpowiem na to pytanie w ten sposób: zarówno od urzędników administracji rządowej, jak i administracji samorządowej, powinniśmy wymagać pewnego spokoju, ale też i sposobu wysławiania się. Nawet jeżeli to budzi pewną krytykę, dziennikarze mają do niej prawo. Czasami jest ostra, ale takie jest dzisiaj życie publiczne. Jednak ten pracownik administracji publicznej nie powinien stosować jakieś formy retorsji wobec krytykującego, ale z pokorą, spokojnie, przynajmniej ten aspekt spróbować wyjaśnić, a nie stosować słów, które mogłyby być odebrane jako przejaw pewnej groźby czy retorsji. Wiadomość nie musiała mieć takiego charakteru, ale może być tak odebrana. Natomiast co do krytyki rządu, otóż ja czasami bardzo mocno krytykuję rząd. Nie twierdzę jednak, że używam słów, które byłyby słowami niecenzuralnymi czy słowami nieeleganckimi. Nie spotkałem się nigdy, mimo tej stanowczej i zdecydowanej krytyki, żeby ktokolwiek wysyłał do mnie SMS-y czy mówił mi na korytarzu sejmowym, że powiedziałem za dużo, zbyt ostro. Kiedyś spotkałem się z taką sytuacją, że mój znajomy, nie pamiętam już który parlamentarzysta i z jakiej formacji politycznej, mówi: Andrzej, no trochę ostro jedziesz. Nie boisz się? Mówię to zupełnie poważnie: Nie boję się, bo czego mam też się bać? Nie mówię czegoś, co jest prawdą objawioną, tylko mówię o faktach, okolicznościach, które w mojej opinii są robione nierzetelnie albo robione są nie tak jak ja bym sobie wyobrażał to jako parlamentarzysta, który działa w interesie narodu. Ale podkreślam, z żadnym takim elementem się nie spotkałem. Krytyka często jest pokazywana w różnym wymiarze – słownym, ale też obrazowym. Nie da się funkcjonować w życiu publicznym bez tego czynnika. Krytyka musi być. Podkreślam i na jedno zwracam uwagę, bo czasami się w tym kontekście bulwersujemy i denerwujemy, może nawet jak jest krytyka czasem przesadna, to ona i tak służy dobru publicznemu. Krytyka nigdy nie szkodzi. Przy czym podkreślam, dziennikarze - bo o tym też trzeba wiedzieć - nie powinni używać przesadnych słów. Zdarza się to czasami, jak się na przykład dziennikarz zdenerwuje - widziałem takiego dziennikarza w telewizji, który strasznie się zdenerwował bo coś na stole było brudne. Nagrali to i okazało się, że padło kilka słów co najmniej niecenzuralnych. Zgadzam się z tym w zupełności. My mamy obecnie do czynienia z taką sytuacją, przy czym nawet nie pozwoliliśmy sobie na ocenę czynu, podaliśmy informacyjnie, że urzędnika można było spotkać na stoku w godzinach jego pracy. Tomasz Hurkała – sekretarz w UMiG Szczwnica, bo o nim mowa, wysyłał SMS-y o przytoczonej treści do wydawcy. Zostało naszym zdaniem podjęte działanie mające na celu wpłynięcie na linię pisma, wykorzystując dodatkowo presję środowiska oraz lokalne służby porządkowe do systematycznego nękania osoby. Gdybym dziennikarz nie mieszkał w tym miejscu a tylko pracował, mogłoby to być bez znaczenia - jednak tak nie jest. Nawet jeżeli ktoś czuje się obrażony, to w życiu publicznym trzeba mieć twardą skórę. Jeżeli się nie ma tej „skóry hipopotama”, to ciężko się obracać w życiu publicznym. Pan doskonale wie jak politycy między sobą potrafią wymieniać poglądy - delikatnie rzecz ujmując, nie przebierają w środkach. Więc pracownik administracji, czy też osoba publiczna, polityk szczebla gminnego, powiatowego lub wojewódzkiego, musi się liczyć z tym, że będzie po prostu nastawiony na krytykę ze strony mediów. Pytanie zasadnicze: co nam bardziej służy - kneblowanie mediów czy krytyka, nawet czasami zbyt daleko idąca? Nie mówię tu o Państwa wypowiedzi, bo portal jest bardzo rzetelny. Mówię ogólnie o mediach jako takich. W moim odczuciu nawet ostra krytyka jest lepsza niż kneblowanie ust mediom. Dlatego, że przypominamy sobie takie czasy, kiedy była jedyna słuszna ideologia. Wtedy media nie pisały krytycznie o administracji, o władzy, tylko cały czas uprawiały propagandę sukcesu. Jak ta propaganda sukcesu się zakończyła, chociażby w ’81 roku, a potem w dalszych latach, w ’89, to wszyscy widzieliśmy. Dlatego uważam, że media swoją rolę powinny spełniać. Powinny być krytyczne wobec administracji jakiegokolwiek szczebla, zaogniać pewne standardy kultury, bo to jest dla mnie bardzo ważny element, a pracownicy, czyli politycy, powinni się z tą krytyką liczyć, co więcej - to jest aspekt też związany z pewnym pręgierzem publicznym. Nic tak człowieka, polityka, nie skłania do właściwego postępowania, jak retorsja ze strony opinii publicznej. Pan sobie z tego doskonale zdaje sprawę. Polityk po prostu zapamięta, że potrzebuje poparcia, najbardziej boi się nie prokuratury i jej opinii, nie policji, ale opinii publicznej. I właśnie po to jest prasa, żeby opinii publicznej dobre, ale i niekoniecznie dobre zachowania administracji czy polityków pokazywać. Na każdym szczeblu – to podkreślam. Ja uważam, że nie ma się co obrażać na prasę, dobrze z nią wejść w polemikę. Jak się ma argumenty czy atuty – sprawy wyjaśnić. Napisaliście o mnie a, b lub c, to nie jest prawda, ja mogę to dowieść w każdej chwili, proszę o sprostowanie. Ja co prawda byłem w jakimś miejscu jednym, drugim czy też trzecim, ale to nie odpowiada prawdzie i nie odpowiada temu co napisaliście. I to rozumiem, że spełniałoby standardy prawa prasowego. Zwykłe sprostowanie. Nie mam w pamięci procedury dotyczącej sprostowania, ale wystarczy zwykła informacja: proszę bardzo, na czas spędzony tu, spędziłem tyle czasu w innym miejscu, ta krytyka jest zbyt daleka i nie jest uzasadniona, dlatego prosiłbym o otwartą polemikę - i tyle. Politycy nawet gdy się ścierają bardzo silnie w debatach, to na korytarzach sejmowych zachowują się w wobec siebie przyzwoicie. Taka wolność słowa i możliwości krytykowania władzy nie dotarła na prowincję. Mamy tutaj niestety jeszcze głęboki PRL i prasa lokalna sobie nie pozwala na otwartą krytykę wójta, burmistrza czy nawet wielu pomniejszych kacyków. W mojej opinii taki SMS nie powinien się zdarzyć. Powinien być zaproszeniem do dyskusji czy debaty, ewentualnie wyjaśnienia stanu rzeczy. W związku z powyższym z jedną rzeczą mogę się tu poniekąd zgodzić. Ostatnio miałem okazję spotkać się z dziennikarzami, którzy prowadzili lokalne portale, wydawali lokalne pisane media. Politycy, którzy byli także obecni na spotkaniu mówili, że odnoszą wrażenie, że ta krytyka władz na poziomie samorządu, powiatu, województwa, jest zbyt delikatna. To znaczy, że dziennikarze zbyt ważą słowa. Ja czegoś takiego nie akceptuję. Jeśli mówimy o prasie centralnej, czy to media elektroniczne czy telewizyjne, które pozwalają sobie naprawdę czasami na bardzo wiele, to wolą wrzucić informacje a potem wycofać się. Inaczej jest na gruncie lokalnym, gdzie ta ostrożność jest zbyt duża, gdzie czasem jest przesyt pochwały a niedostatek krytyki. Czyli nie ma tego wywarzenia pomiędzy tym co jest w prasie czy w mediach centralnych, a tym co jest w mediach czy prasie lokalnej. A przecież krytyka to czasami element pochwały. Ja podkreślam, odnosząc się do tego stanu faktycznego, który dzisiaj jest, który Pan mi przedłożył, nie po to walczono o wolne media w ’89, żeby każda ze stron nadużywała swoich uprawnień. Nie powinny tego czynić ani media, ani tego nie powinni czynić politycy z życia publicznego. W tym wypadku, w mojej opinii, ten SMS absolutnie zdarzyć się nie powinien, po prostu. Takie jest moje zdanie, bo taki SMS może wywołać wrażenie tłumienia krytyki życia publicznego, a tego w państwie demokratycznym absolutnie być nie może. Jeśli patrzymy na media amerykańskie to rzeczywiście tam ta ostra krytyka jest po prostu straszna. Nie bez kozery media nazywa się czwartą władzą. Ja bym powiedział dzisiaj, że media są władzą pierwszą. Bo ten pręgierz publiczny spowodowany przez media dla polityków jest największą karą. Wspominam sobie jedną z pań, która jakiś czas temu wygadała, że zamierza prywatyzować szpitale. Siła mediów spowodowała, że ta osoba została wykluczona z życia publicznego. Rzeczywiście jest problem, bo małe portale lokalne bardzo często są uzależnione finansowo od włodarzy miasta, a włodarze raczej nie tolerują krytyki. To jest kluczowe. Niestety polityk to nie jest człowiek, który stoi ani ponad prawem, ani ponad innymi ludźmi, ani nie jest od innych mądrzejszy, ani od innych lepszy, ani nie jest człowiekiem nadzwyczajnym. Każdy z nas ma swoje i zalety, ale ma też swoje wady. Jak nie potrafi się stanąć obok siebie, z pokorą przyjąć nawet pewnych krytycznych rzeczy, to ciężko się odnaleźć w polityce. Krytyka często jest odbierana jako atak personalny. To jest problem. A tu chodzi o pokazanie pewnego stanu rzeczy, który niekoniecznie odpowiada temu, jak być powinno. Jeżeli ktoś błądzi, nawet jeśli błądzą media, nie pokazują rzetelnej informacji, to trzeba to wyjaśnić i spokojnie poprosić o sprostowanie. Gdyby tego nie było, to wtedy można by było powiedzieć tak: przepraszam bardzo, ja wam przedstawiam mój stan rzeczy, wy powiedzieliście swój stan rzeczy, skonfrontowaliśmy to i wyszło na moje. Więc proszę przedstawić mój punkt widzenia. Ja się spotykam z taką rzeczą, że niektórzy mówią: nie ma co pisać sprostowania, nikt tego nie czyta, trzeba chodzić po sądach - a to niestety wymaga czasu i dla polityków jest to problem. Ja powiem uczciwie, różnie to bywa. Bo niektórym się podoba moje zachowanie, postępowanie, ale też spotykam się z cierpkimi słowami. To jeżeli takie cierpkie słowa padają pod moim adresem, to raczej zmuszają do refleksji. Choć nie są one przyjemne. Nikt nie chce słuchać krytycznych słów. Ale one bardziej zmuszają do refleksji, do zastanowienia. Znam takiego polityka z Sądecczyzny, to jest człowiek zasłużony, ale nie znosi krytyki. I na przykład jego kolega mówi, że jak ukazał się artykuł krytyczny na jego temat, to jest tragedia, to ten polityk jest wściekły. To już go tak do cna uraża, że po prostu roznosi go. Taki człowiek nie może funkcjonować w życiu publicznym. Trzeba mieć grubą skórę. Nie znaczy to jednak, że do urzędnika nic nie przenika, że nic go nie dotyka. Powinno to jednak budzić refleksję, zastanowienie. Czasami trzeba jasno powiedzieć, że polityk też powinien umieć powiedzieć słowo przepraszam. Nikt nie jest święty, nie ma ludzi, którzy nie popełniają błędów. Wtedy trzeba powiedzieć, że może Państwo to źle odebraliście, ja nie czuję się winny, ale jeśli Państwo czujecie się urażeni, to ja bardzo przepraszam, nie miałem złej intencji, nie miałem złej woli. Polacy to jest naród, który potrafi wiele wybaczyć. Jako politycy nie macie tego luksusu swobody. Media patrzą na ręce a zarobki polityków czasem wcale nie są większe od pensji burmistrza. Panie redaktorze, są niższe. Ja powiem może coś, co wyda się nieracjonalne. Ja bym wolał, żeby politykom nie patrzeć na kwestie finansowe, tylko patrzeć przede wszystkim na to co robią, na ich osiągnięcia. Bo co mi z takiego polityka, któremu płacę wyposażenie i diety, a który nic nie robi? I to na każdym szczeblu, czy to będzie radny powiatowy czy wojewódzki, poseł czy senator. Takie są dzisiaj też potrzeby społeczne, że się patrzy przez pryzmat wysokości wyposażenia i diety. W odróżnieniu od władz samorządowych musicie się z każdego zdarzenia wytłumaczyć. To i dobrze, że z każdego zdarzenia trzeba się wytłumaczyć, uzasadniać. Ja bardziej patrzę przez pryzmat dokonań. Kluczowe jest co robi się dla kraju. |