Sędziowie i prokuratorzy, którzy łamią prawo wykonując obowiązki Drukuj

alt... przestępstwa „zza biurka” stają się prawdziwą plagą. NIESKAZITELNI, którzy nie dopełniają obowiązków, bądź przekraczają uprawnienia są wyjątkowo szkodliwi. Nie tylko krzywdzą ludzi, ale także „psują” prawo niszcząc zaufanie społeczne do państwa.

Bernadeta Jarosz-Zaczyńska była Prokurator Prokuratury Rejonowej w Zakopanem. Wydała absurdalne postanowienie, ułatwiające prominentnemu przestępcy unikniecie odpowiedzialności karnej. 

Zakopane Knapika

Krzysztofa Knapika ściągnięto do zakopiańskiej Prokuratury po stanie wojennym, aby został sekretarzem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR). Ówczesna władza miewała kłopoty ze „starymi” prokuratorami i bardzo potrzebowała młodzieży bezwzględnie oddanej ekipie Jaruzelskiego. Po upadku PRL komunistyczny „politruk” sprawnie przekwalifikował się na „bezpartyjnego fachowca” i został Prokuratorem Rejonowym.

Swoistą „wizytówką” rządów Krzysztofa Knapika stał się incydent na sesji Rady Powiatu Tatrzańskiego. Podczas debaty o przestrzeganiu prawa jeden z radnych powiedział: Proszę nie przekazywać tej sprawy zakopiańskiej prokuraturze, bo ona jest skorumpowana. Reakcją były gromkie brawa. Na sali był starosta Andrzej Gąsienica Makowski, Przewodniczący Rady Edward Tybor, radny SLD Jerzy Muniak. W obronie Prokuratury nie odezwał się nikt…

Jak to jest możliwe, że w takim klimacie Krzysztof Knapik przetrwał na stanowisku Prokuratora Rejonowego aż 13 lat? Aby odpowiedzieć na to pytanie warto bliżej poznać styl w jakim pełnił swoją funkcję.

Selekcjoner”

Dobry prokurator niczym wytrawny polityk; musi wiedzieć, kiedy zrobić „z igły – widły”, a kiedy zignorować naprawdę poważną sprawę. A Krzysztof Knapik, niezależnie od ocen moralnych, dobrym prokuratorem był… Najlepszym przykładem jest jego strategia zwalczania samowoli budowlanych.

Pani Maria zaczęła wymieniać okna, ale nie zgłosiła tego faktu władzom budowlanym. Natychmiast (w asyście policji!) pojawił się inspektor nadzoru, nakazując wstrzymanie robót. A potem zaczęło się, nadzorowane przez prokuraturę, dochodzenie. Kilkakrotnie wzywano Marię na przesłuchanie. Niczym groźnemu kryminaliście pobrano jej odciski palców. Sąsiadów rozpytywano czy nie jest uciążliwa dla otoczenia i czy nie nadużywa alkoholu… Sprawą zajął się Sąd, który rozważał czy nie poddać Marii badaniom psychiatrycznym, aby ustalić czy istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że oskarżona w razie pobytu na wolności popełni ponownie czyn zabroniony. W końcu zaszczuta kobieta dobrowolnie poddała się karze; Prokuratura udowodniła swoją bezkompromisowość w walce z przestępczością…

W otulinie Tatrzańskiego Parku Narodowego, na terenie objętym całkowitym zakazem budowania, znany restaurator postawił Karczmę. Takie oczywiste kpiny z prawa wywołały powszechne oburzenie. Sprawę za priorytetową uznali przedstawiciele samorządu. Najpierw głośno gardłowali o „konieczności podjęcia natychmiastowych kroków”, a potem podjęli uchwałę o… odroczeniu rozbiórki Karczmy „ze względu na ważny interes społeczny”. W praktyce oznaczało to legalizację samowoli i milionowe zyski dla inwestora, który złamał prawo. Badałem sprawę jako reporter „Dziennika Polskiego”. Dotarłem do dokumentów świadczących, iż bezpośrednio przed „karczemną” uchwałą Rady Miasta właściciel Karczmy, sprzedał burmistrzowi (wyjątkowo tanio!) atrakcyjną parcelę. Kiedy ujawniłem „transakcję” sprawa stała się głośna w całej Polsce; prokurator Knapik nie zareagował.

Wspieranie „przyjaciół”

Krzysztof Knapik miał wielu „przyjaciół”. Byli wśród nich dawni towarzysze z PZPR, miejscowi notable, prominentni biznesmeni. Kiedy wpadali w tarapaty Knapik potrafił skutecznie ich chronić. Zwykle wystarczało zaangażowanie Prokuratury; czasami niezbędne było wsparcie „życzliwego” Sądu…

Jerzy P., były milicjant wspólnie z Krzysztofem Knapikiem „utrwalający” władzę ludową, kupił dom. Przy pomocy wyrafinowanych szykan, wyrugował mieszkających tam lokatorów i przystąpił do rozbudowy posesji. Jawnie łamał przepisy, w tym zakazy Naczelnego Sądu Administracyjnego. W efekcie sprawa trafiła do Prokuratury. Prokurator Ireneusz Głowiński uznał, że Jerzy P. nie złamał prawa. Żonglując paragrafami wywodził, iż kluczowe znaczenie ma pozwolenie na budowę, a odstępstwo od tego pozwolenia „nie wypełnia znamion przestępstwa”. Ten oczywisty nonsens; (zgodnie z logiką Głowińskiego w oparciu o pozwolenie na kurnik można by stawiać wieżowiec) został zdezawuowany przez, nadzorujący Prokuraturę, sąd. Jednak zanim sprawa trafiła na wokandę, doszło do przedawnienia. Jerzy P. pozostał bezkarny i… dalej kpił z prawa.

Jan, osobistość wszechstronnie ustosunkowana, a do tego teść znanego adwokata i Stanisław, obywatel zupełnie zwyczajny, byli współwłaścicielami atrakcyjnej posesji. Obydwaj panowie spierali się o pokój po odchodzącym lokatorze; rozstrzygniecie zapadło dopiero w sądzie. Stanisław wygrał, ale jak wykazało późniejsze dochodzenie, Jan zastosował przemoc, gdyż najpierw zamknął na kłódkę drzwi wejściowe, a następnie z zewnątrz zabił je gwoździami i zmurował… Prokurator Bernadeta Jarosz Zaczyńska uznała, iż Jan takim postępowaniem nie zrealizował znamion przestępstwa, a winny jest… lokator, który opuszczając lokal zostawił klucz w drzwiach. Zanim sąd uchylił taką „argumentację” i nakazał wszczęcie dochodzenia Jan poważnie zachorował. Wyzdrowiał dopiero po tym, jak sprawa została umorzona. Pokoju nigdy nie oddał…

Janusz F., prominentny dealer samochodów, próbował oszukać swojego klienta. Spreparował weksel, związany z użyczeniem od jego firmy samochodu tak, aby ten weksel wyglądał na potwierdzenie prywatnej pożyczki. Potem, grożąc nasłaniem „egzekutorów”, zażądał zwrotu „długu”. Został zdemaskowany; sprawą zajęła się Prokuratura. Najpierw do akcji wkroczyła Małgorzata Ciężkowska Gabryś, sprytnie przewlekając postępowanie. Potem Mirosław Kozak przy pomocy teoretycznych wywodów próbował dezawuować niewygodne fakty. Ostatecznie Janusza F. „rozgrzeszył”, nadzorujący Prokuraturę sędzia Janusz Kukla. Uznał, iż… zachowanie Janusza F. należy potraktować jako… żądanie nienależnego świadczenia. Tę oczywistą bzdurę (tak rozumując, można by uznać, że wymuszanie przez gangstera okupu to tylko „żądanie nienależnego świadczenia) zdemaskował inny sędzia, ale nie miało to już praktycznego znaczenia. Janusz F. pozostał bezkarny…

Bywało, że Krzysztof Knapik angażował się osobiście, sięgając do arsenału środków często stosowanych w czasach PRL-u. Prowadził rozmowy „ostrzegawczo - zniechęcające” z osobami, które składały powiadomienie o przestępstwie; czasami po prostu gubił „niewygodne” dokumenty…

Medialny „współpracownik”

Aby utrzymać stanowisko Prokuratora Rejonowego umiejętności „selekcjonerskie” i wspieranie „przyjaciół” było konieczne, ale nie wystarczające. Należało także zadbać o medialny wizerunek. Krzysztof Knapik osiągnął ten cel, „oswajając” właściciela Tygodnika PodhalańskiegoJózefa Jureckiego. Sprawa wyszła na jaw przy okazji afery w Urzędzie Skarbowym.

Kiedy Jurecki w artykule „Nietykalni” piętnował korupcję w „skarówcw” wyraźnie „oszczędził” Knapika. Nie było mowy o nieudolności Prokuratury, ani pytania dlaczego wieloletni proceder wymuszania haraczy musiała ujawniać prasa. Co więcej Jurecki zacytował wypowiedź Knapika: Prowadzimy śledztwo WSPÓŁPRACUJĄC z dziennikarzami „Tygodnika Podhalańskiego. Do tej pory dziennikarze, którzy ujawniali afery występowali wyłącznie w charakterze świadków; status „współpracownika przy prowadzeni śledztwa” był ewenementem na skalę krajową…

Początkowo, taka ostentacyjna zażyłość Knapika (dawny komunista) i Jureckiego (dawny antykomunista) budziła pewne zdumienie. Po pewnym czasie okazało się jednak, iż obydwu panów po prostu połączył biznes. W zamian za „życzliwe” publikacje, Prokuratura tolerowała nielegalne reklamy wódki… Swoistym symbolem tej „barterowej wymiany usług” stał się „Tygodnik Podhalański” z 5 lipca 2007. Tekst gloryfikujący Knapika sąsiadował z fotografią trzech butelek „Extra żytniej”…

Tępienie „wrogów”

Do Prokuratury Generalnej, Ministerstwa Sprawiedliwości, Rzecznika Praw Obywatelskich, a nawet Sejmu masowo napływały skargi związane ze stylem pracy Prokuratury Rejonowej w Zakopanem. Prokurator Knapik postanowił spacyfikować „skargopisarzy” i przy wsparciu Jureckiego, zmontował swoistą krucjatę. Celem ataku stało się kilkoro górali, którzy podpisywali skargi sporządzone przez samozwańczego „adwokata”.

Zniesławienie, normalnie przestępstwo z oskarżenia prywatnego, tym razem ścigał z urzędu prokurator Prokuratury Rejonowej w Nowym Sączu Kazimierz Piszczek. W praktyce oznaczało to, iż sprawę uznano za poważne zagrożenie porządku prawnego. Na łamach „Tygodnika Podhalańskiego Jurecki manipulował faktami, cytował kłamliwe zarzuty Knapika, piętnował oskarżonych publikując ich „kryminalne” zdjęcia z „czarnymi opaskami” na oczach…

Sprawę rozpatrywał Sąd Rejonowy w Suchej Beskidzkiej w osobie sędziego Tadeusza Dąbrowskiego. Sędzia Dąbrowski wydał wyrok skazujący podkreślając: Lokalne środowisko doskonale wiedziało, choćby z artykułów prasowych, że toczy się niniejszy proces. Dlatego konieczne jest, by wykazać społeczeństwu, że lekceważenie przepisów prawa, w tym bezpodstawne pomawianie osób sprawujących wymiar sprawiedliwości… jest skutecznie i surowo karane…

Teoretycznie skazani nie mieli szans, ale znalazłem sposób jak im skutecznie pomóc. Przy wsparciu TROP wydałem książkę „Zakopiańska sprawiedliwość-PROKURATOR”, poświęconądokonaniom” Knapika. Miedzy innymi ujawniłem, iż podczas procesu na korzyść oskarżonych zeznawał wiceprezes Sądu Rejonowego w Zakopanem Marek Marchalewicz, ale sędzia Dąbrowski jego zeznanie zignorował. Skazani wykorzystali książkę w apelacji; sprawa została cofnięta do ponownego rozpoznania, a później umorzona.

Analizując „proces beskidzki” trzeba także zwrócić uwagę na rażące łamanie procedury przez Prokuraturę i Sąd. Bezpośrednio po ogłoszeniu wyroku, na żądanie prokuratora Piszczka zaakceptowane przez sędziego Dąbrowskiego, akta sprawy zostały wysłane do Nowego Sącza. W ten sposób skazanym zablokowano dostęp do dokumentów, niezbędnych przy sporządzaniu apelacji.

Dymisja

Pierwszy krok do dymisji prokurator Knapik zrobił na własne życzenie. Wiosną 2006 roku wysłał „Zakopiańską Sprawiedliwość” do Prokuratora Okręgowego w Nowym Sączu Zbigniewa Bocheńskiego żądając, aby mnie ścigano za zniesławienie. W odpowiedzi Bocheński zainicjował postępowanie… w sprawie nie dopełnienia obowiązków przez Krzysztofa Knapika. Wprawdzie śledztwo, które prowadziła Prokuratura Rejonowa Kraków Krowodrza, zostało umorzone, ale Knapik znalazł się na cenzurowanym.

W czerwcu 2007, na łamach lokalnego kwartalnika opublikowałem artykuł „Towarzyska” sprawiedliwość dotyczący przedawnienia samowoli budowlanej Jerzego P. (czytaj: Wspieranie „przyjaciół”). Opisując sprawę całkowicie pominąłem rolę prokuratora Głowińskiego, uznając go jedynie za „wykonawcę”. Obciążyłem wyłącznie Krzysztofa Knapika jako Prokuratora Rejonowego, wskazując na wspólną „historyczną” przeszłość Knapika i Jerzego P.

1 lipca 2007 na wniosek Prokuratora Okręgowego w Nowym Sączu, Minister Sprawiedliwości Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro odwołał Krzysztofa Knapika ze stanowiska Prokuratora Rejonowego w Zakopanem za brak właściwego wewnętrznego nadzoru służbowego nad postępowaniami przygotowawczymi..

Dla wielu „przyjaciół” utrata „swojego” prokuratora była poważnym ciosem. Dlatego niemal natychmiast po dymisji Krzysztofa Knapika zaczęły się zakulisowe zabiegi o jego powrót. Doszło także do ostrej polemiki medialnej. Jurecki, nazywając adwersarzy Knapika przestępcami, grzmiał, że Knapik został usunięty ze względów politycznych. Ja, w artykule Upadek „towarzyskiego” prokuratora, wskazywałem na merytoryczne przesłanki dymisji.

Procesowy” straszak?

Niedługo po objęciu władzy przez Platformę Obywatelską prokurator Knapik oskarżył mnie o „dziennikarskie” zniesławienie. Twierdził, że Zakopiańska Sprawiedliwość - PROKURATOR; „Towarzyska” sprawiedliwość i Upadek „towarzyskiego” prokuratora naraziły go na utratę zaufania publicznego.

Zgodnie z prawem, za zniesławienie odpowiada dziennikarz i redaktor naczelny pisma, które zamieściło teksty. Knapik dodatkowo oskarżył „naczelnego” portalu internetowego, za… uwzględnienie mojego artykułu w przeglądzie prasy. Taka „eskalacja” wskazywała, że podstawowym celem oskarżenia jest „wystraszenie”, każdego, kto ośmieli się zamieszczać moje teksty.

Mimo, że nie mogłem dalej publikować, książka i artykuły objęte aktem oskarżenia Knapika nadal były „w obiegu”. Najczęściej, w formie kserokopii, stanowiły załączniki do skarg przesyłanych Prokuratorowi Generalnemu.

Mimo wsparcia Jureckiego, mimo „procesowego” straszaka nie doszło do „reaktywacji”. Powrót Knapika na stanowisko Prokurator Rejonowego w Zakopanem osobiście „zablokował” Minister Sprawiedliwości Prokurator Generalny Zbigniew Ćwiąkalski. Knapikowi poskarżył się „Tygodnikowi”. Jurecki brutalnie zaatakował Ćwiąkalskiego oskarżając go o… spiskowanie z PiS-em.

Źródło:

http://nieskazitelni.info/index.html

http://nieskazitelni.info/zakopane.html