Ta powódź pokazała bezradność władz. Sam głosowałem na obecną władzę, teraz mam wyrzuty sumienia Drukuj

kordas

Burmistrz przyjedzie na miejsce tragedii to ręce trzyma w kieszeni i się śmieje, a dramat się rozgrywa. Mógłby przynajmniej pozory stwarzać, że mu zależy na dobrej akcji przeciwpowodziowej.

 

 Wykuliśmy dziurę w murze oporowym, żeby nam papier i inne fekalia nie wypływały w pubie. Tutaj wszystko jest spieprzone, to jest ten szajs za 9 mln. złotych o którym mówił Zenon Kasprzak.

Co się w tej Szczawnicy dzieje to się włosy na głowie jeżą. Ludzie się boją, są zastraszeni.

 

 Zapis rozmowy z Magdaleną Kowalczyk i Edwardem Kordasem dzień po powodzi.

 

K: Zgłosiliście się Państwo do nas, ponieważ macie wiele uwag do burmistrza odnośnie jego działań podczas ostatniej powodzi.

 

Magdalena Kowalczyk: Budynek, w który zainwestowaliśmy ponad 300 tys. zł został zniszczony; to jest dla mnie dramatyczna sytuacja. Zadzwoniłam do sztabu kryzysowego i do starosty o pomoc, to później burmistrz miał pretensje - rozmawiał ze mną i pytał mnie: dlaczego dzwonię i mówię, że on nic nie robi? Teraz musi raport pisać. Tłumaczyłam mu, że nic nie zrobił w celu ratowania naszego budynku. Skarżył się, że nie śpi 3 dni i 3 noce. Ja mu powiedziałam, że my też nie śpimy, i że nikt nie kazał mu być burmistrzem, mógł pracować dalej w banku i mieć normowany czas pracy. My płacimy podatki, a on z nich żyje. To jest zachowanie skandaliczne.

Chcieliśmy zorganizować koparkę, żeby udrożnić rzekę i przepchnąć kamienie pod nasz brzeg, bo wtedy woda płynęłaby drugą stroną i nie podmywałoby uszkodzonego muru. A mur koło budynku był pęknięty, ziemia odchodziła, i w każdej chwili mógł się on zawalić. Mało tego, podczas opadu deszczu mieliśmy w pubie pełno szamba, podkreślę - nie wody, ale szamba - z racji tego jak mamy w mieście zrobioną kanalizację. Kolanko było zatkane, a burzowiec nie działał. Wykuliśmy dziurę w murze oporowym, żeby nam papier i inne fekalia nie wypływały w pubie.

     Moto-Pub int      

K: Gdyby koparka była i pracowała na miejscu to czy można by coś więcej uratować?

 

Edward Kordas: Co się stało to się stało, ale trzeba było zabezpieczyć budynek, bo woda ciągle podmywała. Bałem się, że filar mostu może zostać podmyty, bo jak położyłby się na rzece to zablokowałby ją i zalałoby ludzi na dole. Były zapowiadane burze. Mówiłem to burmistrzowi, ale on na to, że nie ma wolnej koparki. No to ja załatwiłem koparkę: jedną na Tylce u pana Tkacza, i drugą w Krakowie, też chcieli przyjechać. Zadzwoniłem do burmistrza z tymi informacjami . Oni, jako urząd, powinni wydać odpowiednie zlecenia: potrzebna była zgoda na wjazd do koryta rzeki. Koszty koparki wcale nie byłyby dużymi kosztami, w porównaniu z tym jakie mogłyby być, jeśli zalałoby budynki po zawaleniu mostu. Pan z Krakowa chciał przyjechać z koparką i usunąć skały z rzeki, ale w urzędzie nie było osoby decyzyjnej, nie otrzymał więc zgody. W 3 godziny odsunąłby kamienie.

 

MK: Było to po południu, koło 15 - 16 wprawdzie, ale przecież na naszym terenie jest sporo koparek, a sztab kryzysowy był powołany i nie potrafili niczego załatwić. To dla mnie parodia.

 

K: Może miał inne problemy? Jak Państwo zareagowaliście na te działania burmistrza, na ten brak interwencji?

 

EK: Ściągnąłem telewizję, pojechaliśmy również na Staszową, bo tam też ich podtopiło. Był tam jeden z podwykonawców, który zawsze pracuje dla urzędu miasta, poinformował on Grzegorza Niezgodę, że telewizja przyjechała. Burmistrz szybko się pojawił. Parę osób zdążyło się wypowiedzieć, resztę ludzi odepchnął na bok. Sam zaś lansował się na antenie, udzielał wywiadów, zamiast pracować i działać w terenie. Można powiedzieć dwa słowa, ale potem trzeba się brać do roboty. Sztab kryzysowy powołano, ale Tadeusz Machlocki padł po 48 godzinach, miał prawo. Został Pałka, ale na noc wyznaczyli pracownicę z urzędu 20 - letnią, która przecież nic nie wie. Taka dziewczynka nie może o niczym decydować. Ja mieszkałem we Wrocławiu i wiem co to znaczy powódź. Mówię im zabezpieczajcie wszystko co się da, póki jeszcze jest możliwość.

 

MK: Burmistrz dał ludziom na Staszowej worki, ale bez piasku; to go pytali: czy sami mają się w tych workach położyć? Miał do mnie pretensje, że pracuje 3 dni bez odpoczynku - ale przecież on nic nie robi. Burmistrz przyjedzie na miejsce tragedii to ręce trzyma w kieszeni i się śmieje, a dramat się rozgrywa. Mógłby przynajmniej pozory stwarzać, że mu zależy na dobrej akcji przeciwpowodziowej. Burmistrz mi mówi, że wydali 150 tys. na projekt muru i przez 2 lata nie mogą się dogadać z Polskim Związkiem Wędkarskim. A ja mówię, że trzeba sprawę nagłośnić w mediach, odwołać się do wyższych struktur. Spaceruje po promenadzie z Tuskiem, z Komorowskim i się lansuje, zamiast usiąść przy stole i rozwiązać problemy gminne. Wraz z tą powodzią wypłynęły gówna - dosłownie i w przenośni. Co się w tej Szczawnicy dzieje to się włosy na głowie jeżą. Ludzi przychodziła tutaj masa, jakby tak mieć dyktafon i to nagrać, to co mówią, to aż strach, okropne rzeczy mają miejsce w Szczawnicy.

mostek na Zawodzie 03 int

EK: Ludzie się boją, są zastraszeni, ale już powoli zaczynają mówić.

 

K: Na Staszowej również skarżyli się, że nie podjęto od razu prac.

 

MK: Gdyby nie telewizja, nic by nie zrobili.

 

K: Może burmistrzowi nie opłaca się pokrywać kosztów pracy koparek, obciążać gminy kosztami, bo jeśli dojdzie do zniszczeń to otrzyma pomoc ze środków popowodziowych?

 

EK: Może rzeczywiście my nie rozumiemy punktu widzenia burmistrza? Dzisiaj też ktoś stwierdził, że może celowo ma ten budynek zjechać, może w tym jest jakiś interes?

 

MK: Ale on się nie interesuje ludźmi. Do jednego z zalanych domów przyjechała straż z Nowego Targu, ale tylko dlatego, bo dwa domy niżej mieszka ciotka burmistrza. Innych ludzi zalewało, a straży nie było. Po jakimś czasie burmistrz do mnie zadzwonił, że pan Tkacz nie przyjedzie z koparką, bo jest zajęty, ale nie powiedział mi, że nie podpisali zlecenia. Za to poinformował mnie, że przyjedzie Robert Szczepaniak w poniedziałek.

 

K: To jest oddzielny problem - brak przetargów paraliżuje rozwój Szczawnicy, powoduje jej stagnację, ponieważ nie wygrywają najlepsze firmy i nie ma konkurencyjności.

 

EK: No tak, mi się raz udało wygrać przetarg, kładliśmy płytki w gimnazjum, ale były to bardzo małe pieniądze. Zrobiliśmy to solidnie. A jak wygrywają inne firmy to są to ogromne sumy i to na drobne rzeczy. Dobrze to w wywiadzie powiedział Kasprzak. Kasprzak wyciągnął zakład z kryzysu, a teraz tak go traktują. Zastanawiam się czy nie zadzwonić do sanepidu, żeby zbadali co tam wypływa spod drogi. Może siedzimy na szambie – ja i moi klienci. Było takie ciśnienie, że jak przewierciliśmy otwór w murze to woda tryskała na 2 - 3 m. Tutaj wszystko jest spieprzone, to jest ten szajs za 9 mln.

 

MK: Nie raz lało w Szczawnicy nawet przez okres 1 – 2 tygodni, a teraz wystarczyło parę dni i już pojawiły się problemy. Wycinają drzewa, ziemia się nie trzyma, regularnie o 1 w nocy jeżdżą auta z drzewem. Przecież o 1 w nocy nadleśnictwo nie pracuje. Ze Szczawnicą to jest gruba sprawa.

 

EK: Pojechałem o 5 rano na ujęcie wody, był tam też starszy człowiek, z 90 lat pewnie miał. Pytam go: czy pamięta taką wodę. Mówi, że aż takiej nie. Ale to jest właśnie wina wycinania drzew. Spora ilość dróg jest robiona przez nadleśnictwo, żeby dojechać po to drzewo, budowane są mostki, przepusty, które się zatykają, a potem woda idzie obok, piętrzy się, i jak jest ulewa to pojawia się problem. Przecież to nie był długi deszcz. Nie raz lało tydzień, dwa, ale nie było takich uderzeń, to efekt niszczenia lasów. Podobnie jest na Słowacji - tylko tam doszło do wiatrołomu, a tutaj celowo niszczy się las. Samochody, które mają po 35 ton jeżdżą mostami, które dopuszczają masę 15 ton. Dlaczego nadleśnictwo ich nie remontuje?

 

MK: Burmistrz na to pozwala, bo wie o tym. Nawet jak przyjedzie policja to dostaną tylko mandat i jeżdżą dalej, bo stać ich na zapłatę kary.

 

EK: Oni wywiozą drzewo i zniszczą mosty, a potem cierpią ludzie. Zrobią interes, a my musimy remontować, przecież lasy państwowe mają finansowe nadwyżki.

 

K: Burmistrz nie żąda od instytucji tego co mu się należy, nie potrafi wyegzekwować od wykonawcy rzetelnej pracy i fachowo przeprowadzonych inwestycji. Być może obowiązują tu pewne układy?

 

EK: Tak, oddają inwestycje po cichu, nie pozwolą się wtrącać, każą udawać, że nic się nie widzi. Ta powódź pokazała bezradność władz. Sam głosowałem na obecną władzę, teraz mam wyrzuty sumienia.

 

MK: Uważam, że trzeba się zagłębiać w sprawy miasta, w interesy władzy, wcześniej nie miałam na to czasu, bo mam sklepy, których muszę dopilnować. Czytywałam gazety, ale pobieżnie, nie pod takim kontem. Nic się tutaj nie robi, nowego muru ciągle nie ma. Burmistrz zwala na RZGW i związek wędkarski. Ja rozumiem, że ktoś może blokować inwestycję, że może być problem z dokumentacją, ale wtedy trzeba szukać nowych rozwiązań. Albo, tak jak już mówiłam, zwracać się do wyższych rangą urzędników o pomoc, albo poinformować media. Dziennikarze mogą pomóc ludziom, bo patrzą władzy na ręce. Ale tutaj nie prosi się telewizji o pomoc w sprawie budowy muru, bo oni nie chcą, żeby im ktokolwiek patrzył na ręce.

 

K: Czy ta powódź może zabrać też burmistrza?

 

EK: Coś trzeba wreszcie zrobić, trzeba wziąć sprawy w swoje ręce. Burmistrz odepchnął sprzed kamery człowieka, gdy ten chciał udzielić wywiadu Polsatowi, aż żałuję, że tego nie nagrałem.

 

MK: My nawet myśleliśmy, żeby zrobić z ludźmi jakąś debatę, zebrać mieszkańców Szczawnicy, póki wszystko jest na gorąco, są emocje po tej powodzi i ludzie są źli na burmistrza.

 

K: Jeśli telewizja nie puszcza materiału kompromitującego burmistrza to jakiś układ musi być.

 

EK: No tak. Musi powstać jakiś program podsumowujący to co się stało. Teraz powinny trwać prace tutaj na miejscu, przy podmytym moście, a nic się nie dzieje. Musimy zacząć mówić głośno, bo to za daleko już zaszło. Trzeba wreszcie zacząć mówić głośno i zmienić władzę w urzędzie.

 

MK: A ja musiałam ewakuować pub, sklepy, mam w towarze 200 tys. zł. Burmistrz tego nie rozumie, nie wie jakie to są straty. A przecież skoro się wynosi towar szybko, to i się ubrudzi i pogniecie.

 

K: Tym bardziej, że dużo wcześniej Instytut Meteorologii informował o nadciągających nad południową Polskę intensywnych opadach. Podawano nawet ich przybliżoną ilość, można było sobie zatem uzmysłowić co może się dziać jeśli tyle deszczu spadnie.

 MK: Tak, dla mnie taka postawa urzędu miasta jest druzgocąca, oni w razie awarii powinni być gotowi do przyjazdu i mieć sprzęt w pogotowiu. Jestem z Katowic, ja burmistrza się nie boję, a ludzie tutaj są zastraszeni. Wie Pan, prokuratorzy i sędziowie w Nowym Targu to jedna klika, ja przeżyłam już tyle kontroli z policji celnej, zabrali mi nawet towar kupiony na fakturę.

 

EK: A szczególnie, że, tak jak Pan powiedział opady były zapowiadane i wiedzieli o nich doskonale. Burmistrz obstawia czas antenowy sobą, bo wie, że inni ludzie wyrażą własne zdanie, nieschlebiające mu, powiedzą prawdę. Mnie mieszkańcy pytają: czy nie bałem się ściągnąć telewizji? Ostrzegają, że będę teraz miał problemy. Ja na to: ludzie czego wy się boicie? To oni będą mieć problemy, nie ja. W Szczawnicy obowiązuje jeden wielki układ, który dodatkowo ma dobre krycie.