Dramatyczna sytuacja stacji narciarskich w Pieninach – część druga Drukuj

Mieszkańcy naszego regionu zasługują na więcej


Karnety na stoki narciarskie o 40 procent taniej, do tego tańsze noclegi, wypożyczenie nart czy obiad w karczmie, do większości karnetów dołączane ubezpieczenie.

Najtańszy karnet open na 5 dni kosztuje w promocji  231 zł, na Palenicy 220 zł  za trzy dni - to stawka z ubiegłego roku - w tym sezonie ceny mają być prawdopodobnie jeszcze wyższe - o tym  wszystkim pisaliśmy w części pierwszej.

 

Można być nierozsądnym i rozpocząć wojnę, ale trzeba być szaleńcem, żeby przy niej trwać.

Za taki stan  rzeczy obarczony jest w dużej mierze burmistrz Szczawnicy, nie jako bezpośrednio winny, ale jako włodarz największej gminy w Pieninach. I to od jego działań, propozycji rozwoju, współpracy jaką podejmuje, zależy dobre prosperowanie regionu.

Burmistrz zamiast podjąć działania na rzecz rozwoju gminy, podnosić koniunkturę i atrakcyjność regionu  promocyjnymi  ofertami, jednoczyć wokół siebie lokalne firmy turystyczne  celem wspólnego wypracowania strategii w walce o turystów, angażuje się w „lokalne wojenki”. Na takie zmagania poświęca nie tylko swój czas, ale również osób z nim współpracujących. Można być nierozsądnym i rozpocząć wojnę, ale trzeba być szaleńcem, żeby przy niej trwać. Oczywiście nie podejrzewamy, aby taki sposób myślenia na stałe wpisał się w działania burmistrza  Szczawnicy, który z pewnością w końcu podejmie się realizacji przedsięwzięć, które leżą w jego kompetencjach  i obowiązkach mających na celu intensywną promocję regionu.  W te działania powinna  zaangażować się również firma Thermaleo.

 

Od kilkunastu miesięcy informowaliśmy prezesa uzdrowiska jak i włodarzy miasta, że należy wyjść bardzo ofensywnie na tereny ościenne i pozyskać turystę np. z Białki Tatrzańskiej, dla którego dobrą alternatywą byłyby mniej zatłoczone stoki. Wygrały jednak górnolotne idee, że nie powinno się robić konkurencji sąsiednim gminom. Głosił je również Krzysztof Mańkowski, teorie te w tym przypadku się nie sprawdziły. Widać to na przykładzie Beskidów, które sięgnęły po klientów za pomocą atrakcyjnych karnetów, proponujących ceny dwukrotnie niższe od innych stacji narciarskich.

Ignorancja w stosunku do rzeczywistości się mści, pierwszy klaps w portfel uzdrowiska, gminy i kieszenie mieszkańców

Szczawnica doświadczyła już jednej przegranej w związku z brakiem umowy uzdrowiska z ZUS-em. Sprawa dotyczy sanatoriów, które nie otrzymały kontraktu na 3,5 miliona zł. ZUS uznał, że nie spełniają one obowiązujących wymogów, bo odległość Rabki, gdzie pacjenci mają korzystać z zabiegów, od miejsca zameldowania pensjonariuszy - Szczawnicy - wynosi ponad 60 kilometrów, czyli przekracza dozwolone 40 km. Krzysztof Mańkowski prezes Uzdrowiska Szczawnica komentuje sytuację w następujący sposób: Stwierdzono, że oferowane przez nas zabiegi są za daleko od Szczawnicy. Miała być zachowana odległość 40 km i taka jest w linii prostej ze Szczawnicy do Rabki, ale nie drogą, którą pokonuje samochód. Przez ostatnie trzy lata nikt tego nie kwestionował. Oczywiście takie rozwiązanie miałoby rację bytu, gdyby Uzdrowisko Szczawnica jak i Rabka miały swoje lądowiska, a prezes Uzdrowiska Szczawnica gwarantowałby swoim kuracjuszom przemieszczanie się drogą lotniczą.

„Interesujących” wypowiedzi pojawia się więcej. Przykładem może być ta, której udzieliła jedna z pracownic uzdrowiska „Gazecie Krakowskiej”:

- Naszym zdaniem, dla pensjonariuszy to nie ma jednak znaczenia, czy pojadą 10, 20 kilometrów dalej. To nie są osoby, u których występuje zagrożenie życia.

Tym razem zbyt duża odległość była głównym argumentem niepodpisania umowy z ZUS-em. W efekcie od przyszłego roku w każdym turnusie przyjedzie do Szczawnicy o 200 kuracjuszy mniej. Rocznie jest to około 3 tys. osób.

ZUS nie zamierza renegocjować kontraktu. W czerwcu Zakład Ubezpieczeń Społecznych na stronie internetowej opublikował informację o nowych zasadach konkursowych.

Równocześnie zaznaczyliśmy, że prosimy o ocenę przez sanatoria tych warunków. Niektóre zakłady zwróciły się do nas z opiniami, Szczawnica jednak w ogóle nie odpowiedziała. A wtedy była szansa na skorygowanie tych odległości. Myślę, że gdyby pienińskie uzdrowisko zaalarmowało nas o tym, to zapisy o odległościach bez problemu zostałyby zmienione - wyjaśnia Jacek Dziekan, rzecznik prasowy ZUS.
Tak się jednak nie stało. W efekcie Szczawnica konkurs przegrała. - Teraz już nic nie możemy z tym zrobić. Mogą stanąć do konkursu za rok
- dodaje rzecznik ZUS.

Kolejne zaniedbanie, jakim jest brak atrakcyjnej oferty dla narciarzy może być błędem, na który Szczawnicy już nie stać. Niepodpisanie kontraktu, to już duże ograniczenie zysków w regionie i obniżenie  dochodów mieszkańców. Szczawnica znajduje się w bardzo trudnej sytuacji, dlatego należy podjąć konkretne decyzje i zacząć działać.

Mieszkańcy naszego regionu zasługują na więcej

Walory pienińskiego regionu to bezapelacyjny as, dzięki któremu zyskuje wielu: od turystów mogących cieszyć oczy pięknem natury, przez zarabiających na szeroko pojmowanej branży turystycznej, po włodarzy – dumnych z gospodarowania i inwestowania w ziemię tak atrakcyjną pod wieloma względami.

Zabieganie o możliwie intensywną promocję, angażowanie sił w propagowanie Pienin to wspólne zadanie, które powinno łączyć ponad podziałami. Tylko w ten sposób promocja zaowocuje skutecznymi rozwiązaniami i obopólną korzyścią.

Jak dowodzą przykłady, oferty rodzimych stoków czy hoteli wcale nie wyprzedzają pod względem cenowym czy jakościowym np. sądeckiej czy limanowskiej branży turystycznej. Nie zostawiają też daleko w tyle konkurencji pod względem przychylności wobec inwestorów. Szkoda byłoby tracić klientelę napływającą okresowo z północy kraju, która w drodze na południe wybierze lepiej wypromowaną ofertę turystycznego rywala. Jeszcze nie jest za późno. Szczawnica może kopiować pomysły konkurencji, szkoda, że nie zdecydowała się na bycie prekursorem, do takiego działania w wielu rozmowach zachęcaliśmy szczawnickich decydentów.

Warto byłoby, aby zarówno lokalne władze, jak i przedstawiciele branży hotelarskiej i gastronomicznej, wspólnie zjednoczyli siły i chęci do promowania małej ojczyzny. Jest wiele do wygrania, jeśli tylko spojrzymy na sprawę obiektywnie i odłożymy na bok wzajemne uprzedzenia i animozje.

Komentarz Krzysztofa Mańkowskiego do publikacji zamieścimy już  niebawem, o ustosunkowanie się do publikacji zostanie poproszony również burmistrz Szczawnicy.