|

Wicestarosta Nowosądecki Mieczysław Kiełbasa
Obowiązkiem szefa zakładu pracy jest egzekwować dyscyplinę
Groźby karalne podlegają pod konkretny paragraf i to jest niedopuszczalne. To tym bardziej szokujące, że dotyczy pracownika samorządowego – jest to nieetyczne i niemoralne.
Na interesantów, ani na prasę nie można się obrażać.
KP - Urzędnik w godzinach pracy jeździ na nartach, czy taka sytuacja mogłaby się zdarzyć u Was w urzędzie? I czy zaatakowałby Pan dziennikarza, który ujawnił tą informację.
Mieczysław Kiełbasa - Każdy, kto pełni funkcję publiczną, musi być człowiekiem odpowiedzialnym. Owszem, na pewnych stanowiskach czas pracy nie jest normowany, jednak to wcale nie oznacza, że to czas przeznaczony na robie tego, co się komu podoba. Jest czas pracy i czas, gdy musimy być do dyspozycji.
Jeśli chodzi o współpracę z prasą, to jesteśmy zawsze otwarci – to poniekąd jest naszym obowiązkiem, musimy informować o działaniach i decyzjach. Liczymy przy tym, że prasa będzie rzetelnie informować o wszystkich wydarzeniach, bo dość często szuka się sensacji tam, gdzie w rzeczywistości jej nie ma i szuka się winnych tam, gdzie również ich nie ma.
Ja osobiście wyznaję zasadę, że my – urzędnicy jesteśmy dla ludzi i każdego interesanta trzeba traktować z należytym szacunkiem, choćby okazało się, że jego roszczenia czy racje nie są zasadne. Petenci z urzędu mają wyjść zadowoleni z obsługi, choćby ich spraw nie można było załatwić zgodnie z tym, czego sobie życzą. Chodzi o dobrą wolę i chęć pomocy, ukierunkowanie co w danej sprawie można zrobić i jak ja załatwić. Ani na interesantów, ani na prasę nie można się obrażać, nawet jeśli nasze interesy i racje są rozbieżne.
KP - Co Pan powie na takie sms-y, jakie wystosował urzędnik wobec dziennikarza : Widzę że do rozumu daleko ale my rozumu uczymy; O dwa słowa za dużo miarka się przebrała; To błąd o którym wnet się przekonasz.
MK - Groźby karalne podlegają pod konkretny paragraf i to jest niedopuszczalne. To tym bardziej szokujące, ze dotyczy pracownika samorządowego – jest to nieetyczne i niemoralne.
KP - Mogłoby się to zdarzyć w starostwie?
MK - U nas raczej nie jest to możliwe, gdyż panuje duża dyscyplina. Godziny pracy są monitorowane i ewidencjonowane, kontrolowane. Pracownicy wychodząc muszą z czytać to wyjście z karty. Obowiązkiem szefa zakładu pracy jest egzekwować dyscyplinę i za to się odpowiada. Nikt z urzędników nie robi łaski piastując swój urząd. Te stanowiska są utrzymywane z budżetu, subwencji, ale tez podatków płaconych przez mieszkańców, więc jakąś przyzwoitość obowiązuje.
KP - Co decyduje o wyborze na stanowisko np. burmistrza?
MK - Bardzo często o wyborze np. na wójta, burmistrza decydują jego predyspozycje intelektualne, społeczne zaangażowanie. Bywa i tak, że decyduje lokalny układ, bo np. na konkretnym stanowisku wygodniej mieć taką, a nie inną osobę. Urzędnik wspomagany takim układem czuje się zupełnie poza i ponad prawem. Warto mieć na uwadze, że pozycja społeczne i finansowa urzędników na szczeblu lokalnym bywa niewiele mniejsza, niż na stanowiskach dużo wyższych, gdzie każde potknięcie jest wypominane i nie przechodzi niezauważone. Na szczeblu lokalnym, z dobrze zorganizowanym zapleczem, sytuacja jest zupełnie odmienna niż w dużych miastach i każdy dobrze o tym wie. Lekceważy się obowiązki a ludzie i tak wszystko przyjmą, a jak nie przyjmą, to i tak się boją zwrócić uwagę. Z tą naszą demokracją to się cofamy.
|