Niedobre świadectwo dla władzy, którą ten Pan reprezentuje -Radny Tomasz Hurkała, groził, ubliżał.. Drukuj

biedron1

Trzeba tej władzy lokalnej patrzeć na ręce. Przykład Szczawnicy  pokazuje, że mechanizmy demokratyczne formalnie są, ale praktycznie one nie działają, pomysł ograniczenia kadencyjności byłby sposobem na ograniczenie władzy lokalnej.

Uważają, że  funkcje należą im się z natury, niezależnie od tego, jakie mają poglądy, jakie siły reprezentują.

 Grzegorz Biedroń
Radny Województwa Małopolskiego,

Przewodniczący Klubu Radnych Prawa i Sprawiedliwości  Sejmiku Województwa Małopolskiego w rozmowie z "Kurierem"

 

KP: Sekretarz Miasta i Gminy Szczawnica Tomasz Hurkała, radny powiatu nowotarskiego, wysyła sms’y w godzinach nocnych z pogróżkami do dziennikarza. Ja może przeczytam, przytoczę ich treść:
''Widać, że do rozumu daleko, ale My rozumu uczymy''; ''O dwa słowa za dużo, miarka się przebrała''; ''To błąd o którym wnet się przekonasz''. W ten sposób, sekretarz miasta próbuje pouczać dziennikarza jak powinien publikować i kiedy?

GB: Sposób traktowania mediów nie może zależeć od tego czy one są miłe dla przedstawicieli władzy. Media pełnią na tyle ważną funkcję społeczną, że nie można się na nie obrażać jeżeli wskazują negatywne zachowanie. Należy dodać, że obserwując tę sytuację w ogóle, a jest ona specyficzna w powiecie nowotarskim, to dochodzę do takiego wniosku, że ta kolejna kadencja w podobnym układzie - takim troszkę koleżeńskim. To powoduje, że wszystko się zaczyna łamać, jeżeli chodzi o zobowiązania tych ludzi wobec swoich ugrupowań, z których startowali i to dotyczy zarówno  radnych Platformy i Radnych Prawa i Sprawiedliwości.

Szkoda, że do wyborów musimy czekać aż do przyszłego roku, bo w tej chwili wyborcy  na Podhalu są w takiej sytuacji, że głosowali na ludzi z określonych ugrupowań, z których te osoby po wyborach wyszły, a w tej chwili te osoby reprezentują jeszcze zupełnie kogoś innego o czym mieszkańcy nie do końca zdają sobie sprawę.

I to jest układ bardzo nieczytelny. W tym wypadku utwierdzam się w przekonaniu, że mechanizmy demokracji troszkę zwolniły na Podhalu i cały czas mam nadzieję, że nowe wybory ład ten przywrócą. Ludzie będą wiedzieli, kto kogo w Pieninach i na Podhalu  reprezentuje.

KP: Nie ukrywam, że często pisaliśmy o nadużyciach tej władzy, aczkolwiek taka jest rola mediów. Jest tutaj dostrzegalna próba ograniczenia wypowiedzi i publikacji krytycznych. To już nie jest zamach tylko przeciwko własnej partii, którą potraktowano jako trampolina, to jest zamach na demokrację.

GB: Ja podkreśliłem to, że oni są zupełnie nieczytelni w sensie swoich poglądów politycznych, w sensie ugrupowania. Nie chcę dosadnie tego określać, ale bardziej są przywiązani do piastowanych urzędów, być może uważają, że same funkcje należą im się z natury, niezależnie od tego jakie mają poglądy, jakie siły  reprezentują. Natomiast tak jak wspomniałem, wolne media to jest rzecz bardzo ważna dla mieszkańców Podhala czy konkretnie Szczawnicy i tutaj zachowanie tego przedstawiciela władzy jest zupełnie nieodpowiedzialne. Próba sugerowania, że można wpływać na to jak się pisze, to wydaje jak najbardziej niedobrym świadectwem dla władzy, którą ten Pan reprezentuje. Wydawałoby się, że jesteśmy oswojeni z demokracją, z krytyką,  oswojeni z tym, że działają media. Dobrze, że nadal te media niezależne  w Szczawnicy mogą działać, mogą informować mieszkańców. To jest w interesie wszystkich. Nigdy nie powinno być tak, żeby jakiejkolwiek władzy w Szczawnicy udało się te wolne media ograniczyć czy zastraszyć.

KP: Właściwie muszę powiedzieć, że tutaj ta demokracja skończyła się z chwilą wygranych wyborów przez tą ekipę. To już druga kadencja tych panów - reżim coraz bardziej nerwowo reaguje na krytykę. Panowie uznali, że swoje stanowiska będą piastować dożywotnio i każdy, kto mógłby to zakłócić, to do odstrzału.

GB: Była taka propozycja, która nam jako PiS bardzo wielu wrogów przysporzyła wśród samorządowców, żeby kadencje wójtów i burmistrzów ograniczyć do dwóch kadencji, bo jednak w tej chwili umocowanie władzy w samorządach - prawne i formalne - jest tak mocne, że umożliwia nawet rządy, które trwają ćwierć wieku i dłużej. To nie służy demokracji. I to byłoby rozwiązanie takiej sytuacji, rozwiązanie poprzez działanie ustawowe i nakładanie pewnych ograniczeń dla władzy. Być może ten przykład Szczawnicy  pokazuje, że te mechanizmy demokratyczne formalnie są, ale praktycznie one nie działają. I być może ten pomysł ograniczenia kadencyjności byłby jakimś sposobem na ograniczenie władzy lokalnej. Wszyscy się interesują władzą centralną, tam jest najwięcej polemiki, a nie zauważam tego w odniesieniu do samorządów lokalnych. Trzeba też tej władzy lokalnej patrzeć na ręce. Nie należy traktować urzędu jako dożywocia i nie może być przekazywania władzy jak w monarchiach, gdzie ktoś  namaszcza swojego następcę. Wy robicie swoją robotę, natomiast musi się w to włączyć też społeczeństwo i skorzystać z możliwości przy okazji kolejnych wyborów. No bo jedynym możliwym demokratycznym rozwiązaniem to są po prostu nowe wybory. Zawsze środek kadencji to jest moment kiedy każda władza czuje się wyjątkowo mocno i stabilnie.

KP:
Tak jak Pan mówi, łatwiej jest skrytykować prezydenta czy premiera niż wójta czy burmistrza jeżeli chodzi o media lokalne. Ja pamiętam taką wypowiedź Pani Poseł Anny Paluch, która mówiła, że w tym regionie ludzie boją się być kontrkandydatem w wyborach, bo to się często kończy represjami.

GB: Jest ograniczona ilość miejsc pracy no i niestety władze lokalne decydują  w dużej mierze komu przekażą  te miejsca pracy. Ludzie czasem  sami sobie usta kneblują  i się samoograniczają, żeby przypadkiem nie stracić możliwości zatrudnienia. I stąd to się bierze - samorządy kontrolują i decydują o miejscach pracy w strefie oświaty, urzędów, jednostek komunalnych. Ludzie również z takich powodów boją się wypowiadać i krytykować miejscowych notabli.