|
Marina Komissarowa
Nikogo nie kochałam, nie kocham i nie pokocham Zanim kobieta weźmie się za jakąkolwiek manipulację miłosną, dobrze by było, żeby była świadoma, po co jej zasadniczo potrzebni ci nieszczęśni mężczyźni. W przeciwnym razie ryzykuje powtórzeniem smutnego doświadczenia Marylin Monroe, która rozkochała w sobie całą mocniejszą połowę świata i umarła z braku miłości. Marylin Monroe, jeszcze jako Norma Jean Mortensen, często miewała wciąż ten sam proroczy sen: zrzucała z siebie wszystko w kościele, a zaszokowani wierni zamierali w niemym zachwycie. Fred Giles pisał w biografii Marylin: „Była zanadto pochłonięta swoją urodą, by adekwatnie reagować na wszystko, co dotyczyło mężczyzn, nawet włącznie z seksem”. Niewątpliwie większość kobiet jest zanadto pochłonięta swoim wizerunkiem, aby odbierać mężczyzn. Biorąc pod uwagę, że parametry symbolu seksu nie są przez naturę zbyt hojnie rozdawane, kobiety są skazane na cierpienia Marylin Monroe, nie poznawszy jej radości. Niewykluczone, że bracia Kennedy, jak i wszyscy inni amanci, którzy porzucili Marylin, zostali przez nią prawie niezauważeni. Złotowłosa Wenus uciekła na tamten świat ze strachu przed czterdziestką, składając resztę życia w ofierze swojemu bożkowi - własnej urodzie.
Gdy trybun Hiperides w sądzie korynckim zamiast mowy obrończej zdjął odzież z oskarżonej Fryne, piękna nagość tej hetery wydała się w oczach sędziów bezspornym dowodem jej boskiego pochodzenia. Fryne, jak się wydaje, podobnie jak Marylin umarła młodo tylko po to, by Praksyteles wykonał pośmiertny szkic jej ciała i odlał posąg Afrodyty. Jeśli w pobliżu nie ma Praksytelesa, pragnącego uwiecznić nasze oblicze, i dookoła nie krążą fotoreporterzy, pstrykający nasze boskie kształty, to co komu tak po przedwczesnej śmierci, jak i po ekshibicjonizmie? Właściwego kobietom ekshibicjonizmu nie należy rozumieć w wąskim znaczeniu - jak namiętności Fryny do ukazywania się na golasa w miejscach publicznych czy faktu, że Marylin nie nosiła majtek. Sen Normy Jean o obnażaniu się w kościele jest symbolicznym marzeniem większości kobiet. Czego chce kobieta? Tego samego, co Bóg. Każdy świeżo objawiony bożek pragnie, by ludzie odwrócili się od starej wiary i ogłosili go jako jedyną prawdziwą religię. To absurd, że tego typu ekshibicjonizm da się w kobietach pogodzić z niechęcią do własnego ciała. Fryne tleniła włosy za pomocą szafranu, Norma Jean zrobiła operację kosmetyczną nosa, ale poza tym te panie były całkiem zadowolone z siebie.
Większość kobiet siebie nie lubi, ale uparcie wymagają, żeby mężczyźni je uwielbiali. Heterze Fryne męskie hołdy do tego stopnia przewróciły wreszcie w głowie, że za pieniądze od bogatych kochanków zamierzała odbudować rodzinne miasto pod jednym tylko warunkiem: na murze miał się pojawić napis: „Aleksander zburzył Tespis, a Fryne odbudowała”. Śliczna była Fryne, bo śliczna, ale władze doszły do wniosku, że nie wypada, by jej imię stało obok imienia największego władcy starożytności. Marylin Monroe prawdopodobnie żyłaby dłużej, gdyby została, jak zresztą planowała, First Lady. Jednakże Kennedy’emu, tak jak władzom Tespis, wydało się, że olśniewające kształty to dla kobiety za mało, by mogła liczyć na ważną rolę w polityce. Wiele kobiet dotąd kopiuje styl Marylin Monroe. Jeśli nie kopiują wizerunku Fryne, to chyba tylko dlatego, że w jej czasach nie było kina. Znacznie mniej atrakcyjnym wzorem jest dla kobiet inna grecka hetera, Aspazja. Tymczasem ona, w przeciwieństwie do Fryne, cieszyła się nie tylko miłością mężczyzn, ale też ich szacunkiem. Jej dom był ośrodkiem życia kulturalnego Aten. Można było tu spotkać nie tylko malarzy i rzeźbiarzy, ale także oficerów i filozofów. Anaksagores chodził do Aspazji, Sokrates też. Plutarch twierdził, że „szło się do niej po to, by słuchać jej słów”. W przeciwieństwie do Marylin Monroe Aspazji udało się zostać ateńską First Lady - żoną Peryklesa. Kto ma jakieś pojęcie o ówczesnym prawie ateńskim, może sobie wyobrazić, ile kosztował Peryklesa rozwód ze ślubną żoną i małżeństwo z heterą - kobietą o statusie zbliżonym do niewolnicy. Jasne jest, że trudniej naśladować mądrą Aspazję, niż piękną Marylin Monroe. Wiedzy nie da się posiąść ot, tak sobie. Wygodniej zrobić operację plastyczną. Trudniej poprawić język niż chód. Talent też jest trudniejszy w rozwoju, niż urok seksualny. Gdy kobieta słyszy o sztuce manipulacji, jej serduszko może zupełnie słusznie zakołatać. Wydaje się, że to obietnica męskiej miłości i szacunku nie tylko bez wykształcenia, ale nawet bez chirurgii. Że istnieje szczególna taktyka zachowań, dzięki której można uwodzić, rzucać urok i czary. Dzięki Bogu nie jesteśmy we Francji w czasach inkwizycji. Esmeralda (ta od Quasimoda, zresztą postać historyczna) swego czasu nieźle się doigrała przez swoje czarodziejskie sztuczki. W operetce „Dzwonnik z Notre Dame” na podstawie powieści Hugo „Katedra Marii Panny w Paryżu” jeden z bohaterów podpisuje cyrograf na swoją duszę w zamian za jedną noc z Esmeraldą. A podobno jej pierwowzorem była niepiśmienna Cyganka z pieprzykiem na twarzy. Zobaczmy jednakże, co wyprawiała z facetami! Kochać - nie kochać - oto jest pytanie Esmeralda to postać klasyczna. Nie tyle z punktu widzenia historii literatury, co psychologii. Marylin Monroe i Fryne to panienki z tej samej serii. Tak w literaturze, jak i w historii jest pod dostatkiem przykładów fatalnych kusicielek, podobnych do siebie jak lalki z produkcji masowej. Barbie w peruce. Barbie łysa. Barbie w stroju ludowym (polski czytelnik od razu widzi Emilię Krakowską w roli Jagny z „Chłopów” - red.). Barbie w makijażu gejszy. Często, ale nie zawsze, kobiety z tej serii wyróżniają się urodą. Obowiązkową cechą jest co innego: lekkomyślność i niestałość w stosunku do mężczyzn. To znak firmowy - klucz do powodzenia i jego konieczny warunek. Gdy tylko kobieta z serii fatalnych kusicielek zaczyna mężczyznę traktować poważnie, natychmiast czeka ją los Esmeraldy: ukochany nie tylko ją odrzuca, ale jest dla niej okrutny. Henry Durois, przyjaciel Wiktora Hugo, opowiedział pisarzowi łzawą historię Cyganki, w której kiedyś był do szaleństwa zakochany. W interpretacji Henry’ego Esmeralda posiadała płomienne, kochające serce i coś ją podkusiło, by je bez reszty oddać jakiemuś sukinsynowi. Durois, niebożę, nigdy się nie dowiedział, jak szybko sam by się zamienił w sukinsyna, gdyby Esmeralda wybrała właśnie jego. Kennedy uciekł od zakochanej Marylin Monroe, poddany nieznanej sile. Być może ta sama siła popchnęła prezydenta do mordu na ex-kochance (jej biografowie uwielbiają czynić takie aluzje). Ukochani mężczyźni fatalnych kusicielek zawsze w pośpiechu z nimi zrywają, a jeśli kochanka nadal ich ściga, mogą posunąć się do okrucieństwa. Dlatego to kobieta, zanim zostanie kobietą fatalną, powinna się najpierw sto razy zastanowić. Niewątpliwie istnieje taktyka, która czyni mężczyzn marionetkami w ręku kobiety. Jednakże jeśli twoim celem jest nie tylko być kochaną, ale i kochać, to nie jest sztuka dla ciebie, potrzebna ci jest zupełnie inna strategia. Niebezpiecznie jest pomylić się przy wyborze celu. Istnieje bardzo mało kobiet, które są w stanie zadowolić się wyłącznie męskimi hołdami, a samych mężczyzn traktować obojętnie. Wszystkim znane są przykłady wielkiej miłości prostytutki do jej alfonsa: zawodowe uprawianie płatnej miłości najczęściej budzi w kobietach nieprzezwyciężoną potrzebę obdarzenia kogoś ofiarnym uczuciem. Kusząca jest interpretacja tego zjawiska jako kary koła fortuny: cierpienia, które wzbudza w mężczyznach kobieta fatalna, oddaje jej hurtem ten jedyny, którego w końcu wybiera. Tak naprawdę mechanizm tego zjawiska ma również zupełnie materialistyczne wytłumaczenie. Fatalne kusicielki, tak jak donżuani, mają w naturze zakorzenioną dysharmonię. Z punktu widzenia istoty harmonijnej rozrzutnością jest marnowanie sił na budzenie zainteresowania sobą u człowieka, który - jako osoba - nas nie interesuje. Identycznie, jak
pragnienie sławy i władzy dla samej władzy jest zawsze wyrazem kompleksów w samoocenie, tak potrzeba bycia obiektem powszechnego pociągu seksualnego jest patologią uczuciowości.
Jeśli pragnienie sławy jest wielkie, to dla człowieka wystarczający bodziec do reorganizowania swojej natury w tym kierunku. Jeśli głównym dążeniem człowieka jest wzbudzanie pożądania u płci przeciwnej, to starania będą mu wynagrodzone. Ale jak człowieka będą dręczyły kompleksy nawet wtedy, gdy stanie się sławny, tak patologia uczuciowości popchnie fatalną kusicielkę w ramiona dręczyciela. Wszystko na to wskazuje, że każdy, kto znajduje przyjemność w rozpalaniu miłości w partnerach a priori mu niepotrzebnych, ma charakter ukrycie lub jawnie sadystyczny. Ukrycie - jeśli za każdym razem majaczy mu się, że jest zakochany, ale to zakochanie błyskawicznie mija. Jawnie - jeśli dokłada starań dla oczarowania i zauroczenia sobą kogoś, kto od samego początku jest mu obojętny. Niestety charakter sadystyczny jest groźny nie tylko dla otoczenia. Wcześniej czy później człowiek sam się staje przedmiotem własnego sadyzmu. Z zapałem wybiera złoczyńcę i go uwielbia. Albo umiejętnie rzeźbi sobie złoczyńcę z takiego materiału, jaki mu się nawinie. Chory na umyśle najczęściej jest pewien tego, że jest zdrowy. „Jak ktoś może nie pragnąć sławy i władzy? - zdziwi się taki „zdrowy inaczej”. - Cóż jeszcze może dać szczęście?”. Jeśli się takiemu powie, że szczęście to poczucie spełnionego obowiązku i rozwój duchowy, to tak samo zwiesi nos na kwintę, jak fatalna kusicielka, gdy jej się powie, że miłość nie jest wszechogarniającą namiętnością, lecz głębokim zrozumieniem. Kobiety (jak również i mężczyźni), które słowo „miłość” natychmiast łączą z przymiotnikiem „szalona”, którym człowiek nie cierpiący z miłości nie wydaje się kochającym, prawdopodobnie są opętane przez tego samego demona, który kazał Esmeraldzie najpierw dręczyć innych, a potem sobie znaleźć dręczyciela. Ponieważ teoretyczna strona zagadnienia zawsze mnie bardziej porusza, niż praktyczna, nie będę ukrywała przed początkującymi wampami metody kuszenia mężczyzn, jednakże rozumiejąc, że dla Czytelników w większości wypadków praktyka jest ciekawsza od teorii, zalecam wszystkim wampom (tak początkującym, jak i starym wyjadaczkom) w celach samozachowawczych powtarzanie następującej mantry: „Nikogo nie kochałam, nie kocham i nie pokocham. Wybieram samotność. Chcę błyszczeć jak rzadki brylant za szybą w muzeum”.
 Siłą kobiety są jej grzechy Podobno siłą kobiet jest ich słabość. Bez żadnej wątpliwości siłą kobiet-wampów jest ich grzeszność. Na przestrzeni wieków filozofowie ze smutkiem stwierdzali, że grzech ma siłę przyciągania. Z naukowego punktu widzenia jest to całkowicie wytłumaczalne. Układ zrównoważony jest zawsze bierny. Brak równowagi - a grzech jest zawsze dysharmonią i naruszeniem równowagi - jest bodźcem do aktywności. W klasycznej psychologii jako źródło wszelkich bodźców wymienia się potrzebę, a jako źródło potrzeby - brak. Struktura, w której czegoś brak, zawsze dąży do uzupełnienia i póki to dążenie trwa, znajduje się ona w stanie aktywności, tj. w stanie wzajemnego oddziaływania: przyciągania i odpychania. Bardzo to przypomina zachowania fatalnej kusicielki - nieprawdaż? Jeśli chcesz z początkującego wampa zmienić się w starą wyjadaczkę, to potrzebne ci będzie parę drobiazgów: rozwinięcie w sobie kilku grzechów, klasycznych zboczeń seksualnych: narcyzmu, ekshibicjonizmu, transwestytyzmu, fobii intymności i sadyzmu. Narcyzm to pierwszy grzech, który musisz w sobie rozwinąć. Paradoksalne, ale słynne uwodzicielki najczęściej nie dlatego były śliczne, że mężczyźni nie lubią brzydkich kobiet, lecz dlatego, że brzydka kobieta ma mało szans na wyrobienie w sobie narcyzmu. Jeśli matka już od dzieciństwa wzdycha nad tym, że Bóg poskąpił córce urody, to z reguły dla dziewczynki oglądanie siebie w lustrze nie jest przyjemnością. Podobno Anna Boleyn, jedna z żon Henryka VIII, była dumna z tego, że ma sześć palców - nie uważała tego za feler, tylko za znak swojego boskiego pochodzenia. Trudno powiedzieć, czy rodzice wmówili to Annie, czy doszła do takiego wniosku w wyniku autotreningu w wieku dorosłym. Jedno można powiedzieć na pewno: bynajmniej nie skromność, tylko narcyzm jest najpiękniejszą ozdobą dziewczyny. Ekshibicjonizm to twórcza kontynuacja narcyzmu. Narcyz był głupi i dlatego tak sfiksował na punkcie własnej urody, aż się zamienił w kwiat. Kobieta fatalna nie może być kwiatem, który cieszy oko, lecz winem, które mąci umysł. Wątpię, by Marylin Monroe, która ponoć zamiast seksu prosiła kochanków, by ją jak najmocniej objęli, była kobietą z temperamentem. Jednakże miała dość rozumu, by wiedzieć, że w posągu Afrodyty mężczyźni nie zakochują się tak, jak się zakochiwali w żywej Fryne, której zmysłowość (choćby i udawana) obiecywała im nie estetyczną, lecz fizyczną rozkosz. Marylin przed lustrem nie tyle się zachwycała sobą, co wypróbowywała gierki seksualne, które dotąd rzucają urok na biednych mężczyzn. Podobno nie kąpała się całymi tygodniami i rzadko pozwalała zmieniać pościel. Jeśli jesteś pewna, że w ubraniu wyglądasz lepiej, niż bez, a mydło pachnie ładniej, niż twoje ciało, to daleko ci do tego symbolu seksu. Na przekór przestarzałemu przysłowiu nie dziewictwo, tylko zmysłowość jest najlepszym posagiem dziewczyny. (A brylanty, podarowane przez kochanków, to jej najlepsi przyjaciele). Transwestytyzmu nie należy rozumieć dosłownie - jako namiętnego przebierania się za mężczyznę i doklejania wąsów. Aby zostać wampem, wystarczy po prostu poczuć się mężczyzną. Słynna francuska kurtyzana, Ninon de Lenclos, na punkcie której szalał cały XVII wiek (gdy miała siedemdziesiąt lat, pojedynkowali się o nią osiemnastoletni adoratorzy), pisała: „Już w dzieciństwie często się zastanawiałam nad niesprawiedliwością losu, który mnie uczynił kobietą. A potem po prostu stałam się mężczyzną”. Istnieje w psychoanalizie prawo, zgodnie z którym
jeśli kobieta nigdy w latach dziecinnych nie marzyła o przemianie w chłopca,
to jest pozbawiona ambicji.
Ambicje zaś są tym, co zdobi kobietę jeszcze bardziej niż narcyzm. Największe uwodzicielki w historii ludzkości, od słynnej Aspazji począwszy, współcześni opisywali niezmiennie w taki sam sposób: kobiecy wdzięk łączył się w nich z męskim umysłem i charakterem. Nie trzeba zapominać, że mężczyźni zawsze odznaczali się mizoginizmem (pogardą dla płci żeńskiej). Mężczyźni lubią zachwycać się kobiecymi kształtami, ale zawsze wyśmiewają kobiece zwyczaje. Spróbujmy zaproponować im mieszankę. Fobia intymności jest nie tylko drążkiem sterowniczym manipulacji, ale także formą samokontroli. Jeśli przyjmiesz za swoją zasadę niedopuszczanie mężczyzn do zbytniej bliskości, to nie tylko stworzy wokół ciebie aureolę tajemniczości, nie tylko zmusi mężczyzn do ciągłego starania się o twoją bliskość, ale też pozwoli ci uniknąć niepotrzebnych pokus w postaci przywiązania do jednego mężczyzny. Niemal skończona kobieta fatalna może zmarnować cały swój blask, gdy tylko zostanie dotknięta zazdrością. Wamp nigdy nie traktuje mężczyzny jak swoją własność, ponieważ nie przedstawia on dla niej żadnej wartości.
Jeśli chcesz rozpalać pragnienia i mącić umysły, twoja zmysłowość i rozum powinny pozostawać chłodne. „Miłość nigdy nie umiera z głodu, ale często zabija ją przesyt”
- pisała Ninon de Lenclos.
 (Coś takiego mogła napisać tylko skończona kurtyzana, która całe życie zajmowała się uwodzeniem i nie miała pojęcia o miłości). Kobieta fatalna powinna zawsze czuć się jak Kopciuszek, który, gdy tylko nieco przedłuży spotkanie z księciem, ryzykuje, że ten zobaczy ją jak zwykle umorusaną. Sadyzm, jak to już powiedziano, jest nieodłączną cechą natury wampa. Jednakże nieźle byłoby rozwinąć go w sobie do tego stopnia, żeby żadne cierpienia mężczyzn, z zejściem śmiertelnym włącznie, nie budziły w tobie żadnego poczucia winy. Miłość powinna być szalona, dzika i namiętna, nieprawdaż? Tylko wtedy jest piękna. Król Salomon powiedział, że miłość jest silna jak śmierć. Jeśli porzucony przez ciebie mężczyzna nie umiera z żalu, a wręcz przeciwnie, zachował zdrowy sen i apetyt, to nie jest miłość i to nie jest mężczyzna, tylko... aż wstyd powiedzieć. Strzeż się nie tylko współczucia, ale nawet obrzydzenia wobec męskich cierpień. U podstaw takiego obrzydzenia zawsze leży brak szacunku do siebie. Mężczyzna, padając przed tobą na kolana, nie okazuje słabości, lecz idealny gust i prawidłowe rozumienie istoty rzeczy. Prawdziwy wamp nagradza szczególnie oddanych wielbicieli i nigdy nie odpędzi od siebie tego, który się zgodzi być jej paziem. Trzeba pamiętać o tym, że to orszak czyni królową. Jeśli nie będziesz miała przy sobie żadnego wiernego pazia, to kto uwierzy, że jesteś królową? Poza wymienionymi zboczeniami wampowi jest bardzo do twarzy także z pomniejszymi ludzkimi grzeszkami. Nieźle jest umieć kłamać. Mężczyznom trzeba umieć mówić to, czego się spodziewają, albo to, czego w ogóle się nie spodziewają - zależnie od sytuacji. Dobrze jest być chciwą. Mężczyźni cenią tylko to, co ich dużo kosztowało. Pożyteczne jest nieobliczalne zachowanie. Większość mężczyzn to narkomani, uzależnieni od adrenaliny. P.S. Pamiętacie bajkę o Timie, który nie zastanawiając się sprzedał swój śmiech, gdy zaproponowano mu dobrą cenę? Po całkiem niedługim czasie zrozumiał: niepotrzebne człowiekowi pieniądze, gdy się nie może z nich cieszyć. Czy jesteś pewna, że potrzebni ci są mężczyźni, których nie można kochać? Jeśli nie jesteś pewna, to znaczy, że patologia uczuciowości nie osiągnęła u ciebie poziomu krytycznego. Może w takim przypadku nie warto wyrabiać w sobie grzechów, lecz się od nich uwalniać?
Zachowaj opakowanie w całości Paradoksalne, ale mężczyźni w hurcie zawsze kosztują kobietę taniej, niż w detalu. Jeden jedyny to luksus, dla którego Esmeralda pozwoliła założyć sobie stryczek - na tę samą szyję, którą nie chciało jej się ruszyć, by odwrócić głowę w stronę tłumu wielbicieli. Cóż to za piekielna matematyka, według praw której jeden to dziesięć razy więcej niż dziesięciu i sto razy więcej niż stu? Ta piekielna matematyka zwie się zwykłą fizyką. We współrzędnych naszej czasoprzestrzeni jedna realna cząsteczka to dziesięć razy więcej, niż dziesięć potencjalnych i sto razy więcej niż sto cząsteczek nieujawnionych, niematerialnych. Naturalnie na pierwszy rzut oka wielbiciele fatalnej kusicielki są całkowicie realni. Mogą wyglądać niezbyt eterycznie, mogą być nawet dobrze odżywieni, zamożni i silni fizycznie. Ich prezenty najczęściej są więcej niż odczuwalne, a ich zazdrość stanowi całkiem konkretne zagrożenie. Przy tym dla kusicielki tacy adoratorzy są tylko złudzeniem i niczym więcej, ponieważ w ogóle jej nie zauważają - poświęcają swoją miłość, swoje wiersze i swoje bohaterskie czyny kobiecie postronnej, której ona w ogóle nie zna.
Można powiedzieć, że kobieta fatalna i jej mężczyźni egzystują w równoległych światach, jednakże ona może ich widzieć, a oni jej nie.
Rzadki brylant za szybą w muzeum jest tak oszlifowany, że widać tylko słońce, które się w nim odbija. Romeo umarł dla Julii, Orfeusz dla Eurydyki zstąpił do piekieł, Dante dla Beatrycze był w piekle i w raju, a nawet napisał dziennik podróży. Uczeni się zastanawiają, czy Julia, Eurydyka i Beatrycze w ogóle istniały. Podobno Beatrycze spacerowała kiedyś pod rękę z własnym mężem, sir Simonem de Bardi, i spotkała Dante Alighieriego, zupełnie obcego sobie mężczyznę. Dante spojrzał płomiennie Beatrycze w oczy i, jak twierdzi, otrzymał odpowiedź twierdzącą na pytanie: „Czy można kochać?”. A właściwie dlaczego nie? Życie Beatrycze przez to się nie zmieniło. Mąż nie mógł narzekać na Dantego. Geniusz nigdy się nie zbliżał do jego żony, lecz po prostu napisał dla niej mnóstwo nieśmiertelnych sonetów i uczynił ją Aniołem w swojej „Boskiej komedii”. Historycy i filolodzy do dziś dyskutują: czy to ta Beatrycze, czy była jeszcze jakaś inna? Może już dość, chłopaki: ta czy inna - czyż nie jedno licho? Słońce zawsze jest na niebie. Co za różnica, w czym się odbija? Oczywiście większości mężczyzn daleko do Dantego. Nie wystarczy im jedno spojrzenie na kobietę, by ją pokochać do szaleństwa. Ale dwa zwykle wystarczą. Jeśli kobiecie uda się dać do zrozumienia, że jest za szybą w muzeum, mężczyzna chętnie uwierzy, że trafił na brylant. Nawet jeśli to jest zwykłe szkiełko, w którym się odbija jego Słońce.
Stan zakochania zawsze się łączy u mężczyzny z idealizacją kobiety. Przypisze on ci wszelkie zalety, jakie trzeba. Najważniejsze - zachowaj całość opakowania, by broń Boże nie wyjrzała zawartość. Henry Durois też by się chyba obraził, jak tamten oficer, gdyby Esmeralda, zamiast błyszczeć sobie za szybą, rzuciła się na niego z całą swoją niewykwintną osobowością ulicznicy, rozbiwszy doszczętnie złudzenie drogiego kamienia. Czy rozumiesz teraz, dlaczego Dante wybrał sobie na obiekt wielkiej miłości mężatkę? Pytanie „Czy można kochać?” nie było adresowane do Beatrycze, tylko do jej męża. To znaczy - czy gwarantujesz, że będziesz ją trzymał jak najdalej ode mnie? Nieprzypadkowo większość fatalnych uwodzicielek to aktorki. Dla zawodowej aktorki przestrzeganie reguł gry jest czymś naturalnym. Udawania nie uważa za kłamstwo, lecz za sztukę. Odbiera ona mężczyzn jako zachwyconych wielbicieli swojego kolejnego wcielenia, nie żądając, by zamiast dramatycznego monologu adoratorzy wysłuchiwali jej szczerych wyznań. Jeśli trzeba chichotać, aktorka będzie chichotała, trzeba jęczeć - natychmiast jęknie, odejść - spokojnie się oddali. Dobra aktorka czyta w oczach wielbiciela, jak w oczach reżysera, każdą następną scenę i wykonuje ją, nie zastanawiając się nawet przez chwilę. Żadnej aktorce nie przyjdzie do głowy szlochanie po udanym występie: „To Szekspira oklaskiwali - nie mnie. To Julię kochają - nie mnie”. Jednakże nawet aktorka może się niechcący zakochać i wtedy strasznie zapragnie, by On przyniósł kwiaty jej, a nie Julii. Może nawet znienawidzić Julię razem z Szekspirem i Baconem, jeśli wyczuje, że ten obraz podoba Mu się bardziej niż ona. W rzeczywistości bycie zazdrosną o Julię - obojętnie jaką - jest równie głupie, jak byłaby dla sir Simona de Bardi zazdrość o Dantego. W ślad za Jungiem psychologowie lubią powtarzać, że w każdym mężczyźnie istnieje Anima - żeńska połowa duszy. Niewykluczone, że ta Anima jest tą właśnie kobietą, której cechami mężczyzna natychmiast obdarza każdą kobietę, jaka mu się wyda atrakcyjna. Podobno kobiety też mają swojego Animusa - męską połowę duszy. Moim zdaniem to nieprawda. Jeśli nawet Animus istnieje, to daleko mu do wpływu Animy. Kobiety preferują rzeczywistych mężczyzn i rzeczywiste relacje. Jednakże najczęściej nie wiedzą, co się robi z mężczyzną, gdy mu się zawali jego równoległy świat, złudzenia rozsypią się jak tłuczone szkło, a zamiast brylantu zobaczy przed sobą ją - rzeczywistą kobietę.
Teatr domowy zatrudni reżysera Z roku na rok statystyka wydaje okrutny wyrok na miłość: małżeństwa, zawarte na bazie namiętnego pociągu, okazują się najmniej trwałe. Niezmiennie od wieków najmocniej trzymają się małżeństwa z rozsądku. Nawet tzw. małżeństwa z przymusu, które nigdy nie zostałyby zawarte, gdyby nie ciąża, wyprzedzają namiętne związki na skali trwałości. Nie trzeba całkiem pomijać faktu, że ludzie zawierający małżeństwa z rozsądku już z zasady są bardziej solidni, a pary, które jedynie ciąża doprowadziła przed ołtarz, mają z reguły świadomość obowiązków rodzicielskich. Tzn. w jednym i w drugim przypadku chodzi o te cechy partnerów, które sprzyjają umacnianiu związku. A jednak - dlaczego wygasła namiętność tak rzadko zastępowana jest przez przyjaźń, a tak często przez nienawiść? Powodem tego jest rozczarowanie, którego dawni namiętni kochankowie nie potrafią godnie przeżyć. Nie ma wątpliwości, że w sytuacji rozczarowania główny cios spada na kobietę i to właśnie ona najczęściej - chcąc czy nie chcąc - przyczynia się do rozpadu rodziny. Mężczyzna, któremu minęło upojenie miłością, czuje, że kobieta nie jest winna temu, co się stało. Z reguły gotów jest zachować związek na nowych warunkach, jednakże kobieta na nowe warunki się nie zgadza. Chciałaby tych samych wierszy, tego samego gorączkowego oddechu, nieprzytomnych spojrzeń i regularnych bukietów szkarłatnych róż. Zmianę, która zaszła w mężu, odbiera jako zdradę. I po co ci to było, kobieto? Trzeba było dalej spacerować pod rączkę z poprzednim mężem. Miałabyś z tego dziesięć tomów sonetów, a w ostatecznym wypadku pijackie serenady pod oknem. Podobno miłość i małżeństwo to są rzeczy nie do pogodzenia. Tak naprawdę to małżeństwa nie da się pogodzić z miłością nierealną, jak słonecznego poranka ze spoczynkiem nocnym. Dla realnej miłości nie ma lepszych warunków, niż relacje małżeńskie. Jeśli kobieta wyobrazi sobie, że przez cały miesiąc (czy nawet rok) miodowy jej mąż kochał nie ją, tylko swoją Animę, będzie wspominała gorące westchnienia i nieprzytomne spojrzenia bez specjalnej nostalgii. Miłość realna może być równie namiętna (jeśli już tak pragniemy namiętności), jak nierealna. Z jedną tylko różnicą. Nierealną namiętność mężczyzny kobieta dostaje bez żadnych starań ze swej strony i taka namiętność równie łatwo zanika.
Realna namiętność wymaga pracy, ale za to nie rozwiewa się jak fatamorgana. Miłość nierealna to tylko uwertura do opery i nic więcej. Po tym, jak mężczyzna traktował kobietę (własną Animę) w stanie ostrego zakochania, może ona ocenić (i to z dużym przybliżeniem) jego potencjał. Jednakże kobieta popełni błąd, gdy się rozsiądzie na parterze z pop-cornem i będzie się spodziewała dalszego ciągu opery. Nikt oprócz mnie nie podejdzie i nie potrząśnie jej ramieniem: co się z panią dzieje, pani reżyser? Niewykluczone, że kobieta podskoczy jak ukąszona i oburzy się. Dlaczego ja? Dlaczego nie on? Kiedyś był inny! A teraz ja? Taki to już smutny los kobiety. Zasadniczo nikt cię nie zmusza. Mężczyźni sobie żyją i nie narzekają. Szwendają się od spódnicy do spódnicy, gdzie strona tam żona, odgrywają swoje uwertury, tęsknią za Animą (a Freud uważał, że za matką). Wystarczy ci uwertur do końca życia. A można w ogóle zostać fatalną kusicielką. Dopiero się wtedy odegrasz! Dopiero się na nich wszystkich wypniesz ze swojego balkonu! Jeśli nie jesteś moralnie gotowa, by się wypiąć na swojego mężczyznę, to pomyśl o następującej rzeczy. Być reżyserem to nie taka zła fucha. Człowiek musiałby w ogóle nie mieć wszystkich w domu, żeby taką propozycję uważać za osobistą obrazę. Jeśli wolisz słuchać serenad, siedząc na parterze z popcornem, będziesz się musiała pogodzić z sąsiedztwem innych kobiet, słuchających nie kończącej się uwertury twojego mężczyzny. Najrozsądniej jest przyjąć posadę reżysera. Ten sam parter, te same serenady, nawet popcornu nikt ci nie zabierze. Najważniejsze, to nie lenić się, od czasu do czasu wpadać na scenę i brać udział w tym, co się dzieje. Aby ukochany tenor (czy bas) nie dał dyla do innego teatru (albo nie zaczął chodzić po podwórkach jako wędrowny komediant), tylko śpiewał tak, jak mu zagrasz, trzeba ściśle przestrzegać następujących reguł. 1. Partia, którą wykonuje artysta, powinna być partią główną. Jeśli nią nie jest, to go przekonaj, że to najlepsza partia. 2. Rola, którą zaproponowałaś artyście, powinna mu przynieść sukces. Jeśli zostanie wygwizdany, nie będzie miał zaufania do ciebie jako do reżysera. 3. Artystę trzeba chwalić. Można go ganić następującymi słowami: „Ty, taki geniusz? Nie tego się po tobie spodziewałam!”. 4. Twoim najważniejszym zadaniem jest ujawnienie ukrytego potencjału artysty, a nie wykorzystywanie tylko tych zdolności, o których wiedział i bez ciebie. 5. Tylko kiepski reżyser traktuje artystę jak marionetkę. Dobry reżyser rozumie, że jego funkcją jest pomoc artyście. 6. Podnoś swój autorytet wszelkimi dostępnymi metodami. Jeśli artysta przestanie cię szanować, nie będzie potrzebował twojego teatru. 7. Nie jesteś dramaturgiem ani kompozytorem. Operę stworzono pod twoją nieobecność. Twoim zadaniem jest takie podanie tej opery, żeby artysta ją pokochał. 8. Artysta powinien być zdrowy. Trzeba dbać o jego sen i apetyt. To twoja własność. Szanuj ją.
Jeśli wyrazista ściąga dla reżysera nie wydaje ci się zbyt praktyczna, przeczytaj ją jeszcze raz. Te pojemne reguły sprawdzają się i w łóżku, i w salonie, i na działce.
Tajemnica miłości realnej polega na tym, że w przeciwieństwie do miłości nierealnej kobieta otrzymuje ją od mężczyzny tylko (!) za rzeczywiste zasługi.
Czułość w odpowiedzi na troskę. Szacunek w odpowiedzi na radę. Przyjaźń w odpowiedzi na wsparcie. Namiętność w odpowiedzi na stymulację. Pewnie, że dużo z tym kłopotów, ale cóż poradzić. Na wszelki wypadek można pamiętać o balkonie. O specjalnej loży dla fatalnych kusicielek. Fakt: ponoć tam jest zimno i przeciąg. I cały czas trzeba się pilnować. Gdy się rozmarzysz, to na pewno spadniesz do kanału orkiestrowego i skręcisz kark.
Artykuł z miesięcznika „Generation Egoist”
cdn.
|