Seks nie zna granic Drukuj

Mężczyzna, który znalazł się w twoim łóżku, czy to się stało przypadkiem, czy też długo o tym marzyłaś - jest Ozyrysem, Baalem, Mardukiem, słowem, bogiem. Niech ten mężczyzna będzie sobie poza łóżkiem zerem bezwzględnym, niech będzie pięć razy głupszy od ciebie i absolutnie niewypłacalny, ale w czasie zbliżenia jest on bóstwem.

Pożądanie mężczyzny zawsze jest wprost proporcjonalne do rozkoszy, którą osiągnął wcześniej. Im orgazm jest silniejszy i dłuższy, tym bardziej pozytywna jest fiksacja mężczyzny na seksie, lepsza erekcja, silniejsze pożądanie i w efekcie jeszcze silniejszy i dłuższy orgazm.

 

Dziś na użytek Czytelniczek temat tego, co robiły ze swoimi jeńcami syreny, ondyny, rusałki, najady, nereidy, słowem - nimfy wodne, które miały rzeczywiste pierwowzory w postaci kapłanek w świątyniach Posejdona. Wiedza tych kapłanek o seksualizmie męskim jest przedmiotem żmudnych studiów współczesnej seksuologii.

W przypadku Kleopatry, jeśli będziemy uważać ją za kobietę, mającą szczęście do mężczyzn, nie chodziło o to, co umiała, gdy chodzi o seks, lecz o to, co wiedziała o seksie.
Kiedy August pobił pod Akcjum Marka Antoniusza, co oznaczało zupełną klęskę wyprawy, w wyniku której Antoniusz miał nadzieję zostać drugim Aleksandrem Macedońskim, Kleopatra zaproponowała mu to samo, co Ewa Braun swojemu Adolfowi, gdy już wiedziała, że nie sądzone mu zostać Aleksandrem.
W danej chwili obydwie pary rozumiały, że jeśli już mają jakiś wybór, to chyba tylko pojazdu, który najwygodniej przewiezie je do Krainy Cieni.
I tak, jak Ewa chciała choć przez kilka godzin być ślubną żoną Hitlera, tak Kleopatra szybko zorganizowała ceremonię na wzór egipskiego obrzędu zaślubin.
Lecz o ile Ewa tańczyła z radości, że jednak zdążyła wcisnąć się do historii jako żona wodza Trzeciej Rzeszy, to dla Kleopatry obrzęd ślubny miał znaczenie symboliczne.
Ubrawszy się w strój kapłanki Izydy i przebrawszy Antoniusza za Ozyrysa, Kleopatra po prostu potwierdziła charakter relacji, które zawsze istniały między nimi.
Kochane dziewczyny bez względu na wiek! Nie ma żadnej wątpliwości, że natychmiast, najpóźniej w następnym akapicie, uzyskacie pełnowartościowe wtajemniczenie w sekret seksu, jeśli potraficie zrozumieć pewną bardzo prostą, choć trudno dostępną rzecz.
Mężczyzna, który znalazł się w twoim łóżku, czy to się stało przypadkiem, czy też długo o tym marzyłaś - jest Ozyrysem, Baalem, Mardukiem, słowem, bogiem. Niech ten mężczyzna będzie sobie poza łóżkiem zerem bezwzględnym, niech będzie pięć razy głupszy od ciebie i absolutnie niewypłacalny, ale w czasie zbliżenia jest on bóstwem.
Jeśli nie wychodzi ci odczuwanie tego każdą komórką ciała, uprawianie seksu jest nie tylko bezsensowne, ale i szkodliwe. Rzecz jasna, że gdy się znajdziesz sam na sam z mężczyzną przypadkowo (a zwłaszcza gdy przy tym uważasz go za takie właśnie zero), jest bez porównania trudniej czuć, że jest on bogiem, niż wtedy, gdy ten mężczyzna jest twoim wymarzonym ideałem. Dlatego to seks bez miłości (przynajmniej ze strony kobiety) jest rzeczą niebezpieczną (dla mężczyzny też).
Jeśli nie jesteś kapłanką, która może zobaczyć boga w pierwszym lepszym, nigdy nie dotykaj partnera i nie pozwalaj mu się dotknąć, póki nie poczujesz, że masz do czynienia z istotą nieziemską. Przy tym nie jest takie ważne, co on o tobie myśli. Niestety współczesne panie nie tylko słabo rozumieją, co może być seksualnego w Ozyrysie, ale udaje im się, nawet gdy mężczyznę kochają, nie czuć do niego nic z tych rzeczy, o których tu mowa.
Kiedy Marcin Luter wyzywał kobiety od narzędzi szatana, miał rację. Każda kobieta powinna rozumieć, że płciowość jest kluczem do szkatułki, w której zamknięte są potężne żywioły, i jeśli nie umie ona nimi kierować, zniszczą one i ją, i jej partnera jak tysiąc rozwścieczonych diabłów.
Generalnie kobieta ma na tym świecie tylko dwie drogi: zachować dziewictwo albo uczyć się sztuki kochania. W pierwszym przypadku szkatułka z diabłami pozostanie zamknięta, w drugim żywioły będą służyły tak jej dobru, jak i jej mężczyzny.

 

Miłość pod mikroskopem
Bracia Grimm, którzy pisali nie tylko o Tomciu Paluchu, ale też o etymologii języków starożytnych, udowodnili, że słowo „chram” oznaczało święty gaj, w którym kapłanki spały z bogami.
O ile w mitach bogowie wykorzystywali do takich celów postać zwierzęcia, o tyle w rzeczywistości zamiast motywów zoofilskich najczęściej pobrzmiewał temat obrzędowego seksu ze śmiertelnikiem.
Tradycyjnie we wszystkich kulturach królowie, herosi i po prostu wybitne jednostki uważane były za dzieci bogów, mając często przy tym drugiego ojca, najzupełniej śmiertelnego.
W ten sposób nie można nie tylko zebrać plonów i odwrócić klęski żywiołowej, ale nawet urodzić czegoś naprawdę porządnego, gdy uprawia się seks byle jak.
Z mojej strony głupotą naturalnie byłoby zakładać, że czytelnicy nastawią ucha i uwierzą mi na słowo jedynie dzięki mojej pełnej przekonania intonacji, jeśli obiecam odkrycie przed nimi tajemnic seksu, powołując się na trudno dostępne źródła sakralne.
Zgodnie jednakże z kwantową teorią korelacji nielokalnych, której przypominanie, czy trzeba, czy nie trzeba, weszło mi już w nałóg, mikro- i makroprocesy w naturze są identyczne. Oznacza to, że nic nie może być równie dokładnym odzwierciedleniem teorii wzajemnego oddziaływania płci i istoty kontaktu seksualnego mężczyzny i kobiety, jak obraz biochemiczny połączenia się plemnika z jajem.
Czy znajdzie się bodaj jeden sceptyk, który zdolny jest do obalenia twierdzenia, że w naturze nie istnieje nic, co byłoby bardziej yin niż komórka jajowa i bardziej yang niż plemnik?
Jeśli rozpatrzymy ich spotkanie pod mikroskopem i spojrzymy na to, co się dzieje z punktu widzenia najświeższych danych naukowych, bez żadnej wątpliwości uchroni nas to przed niewdzięczną pracą rozszyfrowywania glinianych tabliczek ze świątyń w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie o tajemnice seksu. Jest to tym bardziej słuszne, że takie tabliczki nie odnoszą się do czasów wcześniejszych niż nadejście patriarchatu, kiedy to stosunek do seksu stopniowo zaczął sprowadzać się do słów św. Augustyna: „Pociąg płciowy, podobnie jak akt poczęcia, zawsze jest występny”.
W takim samym stopniu stosunek do kobiety w czasach radykalnego patriarchatu charakteryzują trącące dziś paranoją słowa innego doktora Kościoła, św. Tomasza z Akwinu: „Za sprawą interwencji szatana nasienie męskie czasem okazuje się wadliwe albo kobieta ma chorą macicę i wtedy rodzą się córki”.
Trudno sobie nawet wyobrazić, do jakiego stopnia inaczej wygląda ten obraz pod mikroskopem.
Dobrą rozrywką jest obserwowanie procesu biochemicznego połączenia yin i yang, jeśli rozpatrujemy go równolegle z adaptowaną koncepcją seksu sakralnego.
1. Aby powstała komórka o dwóch jądrach, z której poprzez podział może ukształtować się genom embrionu, tj. zarodek ludzki, plemniki powinny zaatakować komórkę jajową, która stała się dostępna w wyniku procesu jajeczkowania.
„Aby wywoływać pożądanie, kobieta powinna być wystarczająco dostępna”.
2. Mimo to, że w powstaniu zygoty bierze udział jeden i tylko jeden plemnik, jego rywale są niezbędnym warunkiem procesu, ponieważ zmieniają jajo, wydzielając enzymy, które przygotowują je do zapłodnienia przez wybrany plemnik.
„Energię seksualną kobiety podwyższają wibracje mężczyzn pożądających jej”.
3. W procesie wzajemnego oddziaływania na komórkę jajową, która pozostaje taka, jaka była, a tylko się aktywizuje, plemnik ulega totalnej transformacji.
„Mężczyzna po to rozbudza kobietę, żeby uczyniła go innym człowiekiem”.
4. Początkowym stadium transformacji plemnika jest jego kapacytacja, tj. usunięcie z powierzchni plemnika wszystkiego, co zbędne, w wyniku czego staje się on hiperaktywny.
„Aby zwiększyć aktywność mężczyzny, kobieta powinna uwolnić go od lęku przed powtórzeniem się negatywnych doświadczeń”.
5. Zmiany strukturalne plemnika zachodzą w wyniku reakcji akrosomowej, odbywającej się przez rozmiękczenie powierzchni jaja.
„Aby mężczyzna stał się silniejszy i twardszy, niezbędne jest, by kobieta stawała się bardziej miękka”.
6. Plemnik, wnikając do jądra jaja i będąc przez nie wchłaniany, pobudza bierne dotąd jajo, wywołując w nim mejozę.
„Dopóki mężczyzna nie poczuje pochłaniającej go rozkoszy, nie będzie mógł dostarczyć kobiecie prawdziwej satysfakcji”.
7. Pod wpływem jaja plemnik uwalnia się od błony komórkowej, zmieniając się w kulę, która mocno nabrzmiewa, wielokrotnie powiększając swoje rozmiary, i tworzy nową błonę.
„Pod wpływem kobiety mężczyzna uwalnia się od problemów, wzrasta i nabiera nowych cech”.
8. Teraz komórka męska i żeńska są zupełnie identycznymi kulami, które łączą się w jedność i dzielą, by stworzyć nowe życie.
„Przy harmonijnych relacjach mężczyzna i kobieta nieuchronnie zamieniają się w swoje lustrzane odbicia i zrastają się w androgynium - istotę wyższego rzędu”.

 


Seks nie zna granic
Doświadczenia kapłanek Posejdona, lub syren, na ten temat, dlatego są interesujące, że liturgia ku czci tego boga już w czasach piśmiennych, w czasach w pełni ukształtowanego ustroju patriarchalnego, ze swej istoty pozostawała matriarchalna.
Kapłaństwo kobiet naturalnie tradycyjnie było poświęcone kultowi Bogini-Matki (Isztar, Isztaran, Asher, Ninhursag, Ninni-Zaza itd.), której ziemskim uosobieniem była arcykapłanka. Bogini-Matka miała boskiego męża, a kapłanka króla, który był personifikacją tego męża. Kiedy bóstwa żeńskie ustąpiły miejsca męskim, kapłanki zaczęto nazywać inaczej, jednakże, tak jak to było z kapłankami Posejdona, zachowywały one czasem swoją pierwotną istotę.
Co się tyczy syren, to podobnie jak matrony rzymskie po kryjomu przyprowadzały do córek hetery, by uczyły je tego, czego nie mogła nauczyć matka, bardzo chciałabym ściągnąć Czytelniczkom nereidę, by im powiedziała prawdę o mężczyznach.
Jednakże, podobnie jak heterom niełatwo było przekonać sztywne matrony, że nie wszystko, co mężczyzna ma poniżej brody, to ohyda, tak i syrenie byłoby trudno udowodnić współczesnej pani, że jej poglądy na seks są kompletnie fałszywe.
Któż nie wie np., że koniecznie musi minąć jakiś czas od ejakulacji, aby zregenerować potencję mężczyzny?
Gdyby syrena coś takiego usłyszała, byłaby szczerze wstrząśnięta.
Jeszcze bardziej zdziwiłaby się, gdyby się dowiedziała, że wstrzemięźliwość zwiększa pożądanie.
Zdumienie syreny wręcz nie miałoby granic, gdyby jej ktoś powiedział, że intensywne uprawianie seksu wyczerpuje organizm mężczyzny.
Gwoli sprawiedliwości należy zauważyć, że choć tego typu mity nie budzą wątpliwości u większej części ludzi, współczesne naukowe poglądy na organizm mężczyzny obalają je nie mniej kategorycznie, niż zrobiłaby to syrena.
Większość seksuologów naturalnie do dziś uważa, że proces tworzenia spermy w męskiej mosznie wymaga czasu. Gdy się tego nie bierze pod uwagę, próba zbliżenia intymnego nie ma sensu, jednakże dotyczy to tylko warunków powstawania spontanicznej erekcji.
Tajemnica męskiego seksualizmu polega na tym, że jego mechanizm spontaniczny nie ma nic wspólnego z mechanizmem stymulowanym.
Wszelkie funkcje organizmu ludzkiego poddane są prawu autoregulacji i, jak udowodniły to ofiarne zwierzątka profesora Pawłowa, reakcje są zawsze adekwatne do bodźca.
Natura byłaby okrutna, gdyby potrzeby seksualne mężczyzny pozostawały cały czas na tym samym poziomie, niezależnie od możliwości ich zaspokojenia. Mówiąc po prostu, jeśli partnerka nie jest zdolna do kontaktu, funkcje seksualne mężczyzny ulegają redukcji.
To, iż takie twierdzenie wydaje się błędne, to tylko dowód, że współcześni mężczyźni nigdy nie byli poddawani wystarczającej stymulacji.
Stereotypowy małżeński „raz na tydzień” to dla zdrowego mężczyzny dolna granica reakcji spontanicznych, tj. stanu, w którym nie doznaje on żadnej stymulacji (nie widzi nic atrakcyjnego seksualnie). Jest to minimalna potrzeba męskiego organizmu w warunkach izolacji, która musi być zachowana po to, aby funkcje seksualne nie wygasły całkowicie. Przy wstrzemięźliwości zapotrzebowanie stopniowo się obniża i z biegiem lat może całkiem pozbawić mężczyznę płciowości.
Pośrednia forma stymulacji (kiedy w polu widzenia mężczyzny znajduje się atrakcyjny obiekt) normalnie powinna prowadzić do codziennego zapotrzebowania na seks. Trzeba rozumieć, że ten poziom w dalszym ciągu pozostaje spontaniczny i to właśnie on charakteryzuje się potrzebą regeneracji po wytrysku.
Przyczyna, dla której większość mężczyzn nigdy nie przekracza tego progu, nawet mimo sztuczek partnerek seksualnych, staje się zrozumiała, jeśli spróbuje się myśleć z punktu widzenia natury. Prośby partnerki, którym towarzyszą pieszczoty, a tym bardziej namowy, którym towarzyszą groźby, nie są niezbędnym bodźcem do uruchomienia w organizmie mężczyzny mechanizmu wysokiego poziomu potrzeb seksualnych (kiedy mężczyzna nie może się powstrzymać i zbliżenia następują jedno po drugim).
Obroty takiego mechanizmu mogą wzrastać tylko stopniowo i tylko wtedy, gdy są do tego wystarczające podstawy. Podstawą zwiększenia potencjału organizmu jest zawsze stres.
Taki stres można porównać z reakcją karmiącej matki na ssanie przez głodne dziecko suchych piersi, kiedy to zapotrzebowanie przekracza możliwości. W sytuacji takiego stresu organizm się mobilizuje i już następnego dnia rosną jego możliwości.
Dla seksualizmu męskiego istnieje tylko jedna droga stymulacji: stan, w którym zdolność do erekcji przekracza możliwości wytrysku. Nie mylmy tego stanu z sytuacją, w której wytrysk nie może nastąpić z powodu zbyt słabej erekcji.
Podobnie, jak organizm matki nigdy nie otrzyma sygnału do zwiększenia dobowej produkcji pokarmu, jeśli dziecko pozostawi w piersi choć jedną niewykorzystaną kroplę, tak mężczyzna nie zwiększy możliwości seksualnych, jeśli nie wykona swojej normy.
Ta zasada zawiera w sobie odpowiedź na pytanie, dlaczego większość mężczyzn przez całe życie sądzi, że ma jakąś określoną granicę, nad którą nie może się wznieść. W istocie rzeczy gdyby mężczyźnie udało się choć raz dojść do swojej granicy, natychmiast poprzeczka by się podniosła.
Co się tyczy rzeczywistych ograniczeń męskiej płciowości, to nereidy sądziły, że tego się nie da ustalić, ponieważ fizjologiczna potrzeba snu nigdy nie pozwoli mężczyźnie dobiec do mety maratonu seksualnego.


Koło rozkoszy
Dokładnie tak samo, jak chrześcijanie, niewiele myśląc, zmienili Baala, boga Kanaan, najpierw w demona Baal-Zebuba, a potem w diabła - Belzebuba - zaliczywszy do jego piekielnego orszaku całą plejadę starożytnych, pogańskich bogów, tak władcy patriarchalni proklamowali wstrzemięźliwość seksualną jako zjawisko dopuszczalne, a intensywne uprawianie seksu jako z gruntu niebezpieczne.
Swoja drogą intensywny seks istotnie kryje w sobie niebezpieczeństwo: mężczyzna zaczyna doznawać tak silnej rozkoszy, że staje się uzależniony od partnerki.
To właśnie mieli na myśli miłujący wolność taoiści, kiedy zalecali mężczyźnie wytrysk raz na tydzień i, przy zaspokajaniu zapotrzebowania kobiety na wielogodzinny masaż macicy, zachowywanie własnych potrzeb seksualnych na ascetycznym poziomie wojownika, zawsze gotowego bez bólu rozstać się z partnerką i ruszyć na wojnę.
Jeśli kobieta nie chce, aby jej ukochany mógł w każdej chwili wyruszyć na wojnę, powinna zrezygnować z ponętnych na pierwszy rzut oka praktyk taoistycznych.
Tak samo powinna zrezygnować z przeciągania gry wstępnej i długotrwałego pettingu, jednym słowem, ze wszystkiego, co ma na celu doprowadzenie jej do orgazmu bez wywoływania wytrysku u mężczyzny.
Pozornie niesprawiedliwy fakt, że kobieta dochodzi do orgazmu z wielkim trudem, a mężczyzna jest zdolny do szybkiego wytrysku, jest jedynym naturalnym czynnikiem, który pobudza kobietę do stymulowania mężczyzny natychmiast po jego orgazmie.
Właśnie te kilka minut, w ciągu których seksuolodzy zalecają pozostawienie mężczyzny w spokoju albo nawet pozwolenie mu na drzemkę, to najbardziej sprzyjający czas na stymulację męskiego seksualizmu.
Naturalnie u mężczyzny nie może od razu powstać dostrzegalna reakcja na taki bodziec, tj. erekcja najprawdopodobniej opadnie i mężczyzna zacznie się ubierać. Jednakże nawet kilka minut stymulacji po stosunku uczyni dla seksualizmu twojego mężczyzny więcej niż długie pieszczoty przed zbliżeniem.
Aby ocenić zalety powtarzania stosunków i zrozumieć, dlaczego jest to bardziej godne uwagi niż seks przedłużony, trzeba pamiętać o wyżej wspomnianym naturalnym mechanizmie.
Pożądanie mężczyzny zawsze jest wprost proporcjonalne do rozkoszy, którą osiągnął wcześniej. Im orgazm jest silniejszy i dłuższy, tym bardziej pozytywna jest fiksacja mężczyzny na seksie, lepsza erekcja, silniejsze pożądanie i w efekcie jeszcze silniejszy i dłuższy orgazm.
W seksie, jak nigdzie indziej, najtrudniej ruszyć proces z martwego punktu, a potem koło rozkoszy samo zacznie się kręcić.
Z tego punktu widzenia jasne jest, że zawsze lepsze sto orgazmów niż jeden.
Poza tym tylko w sytuacji seksualizmu spontanicznego pierwszy orgazm może być silniejszy od kolejnego z powodu większego zapasu nasienia. Kiedy seksualizm jest stymulowany, mężczyzna przeżywa każdy następny orgazm nie tylko mocniej, ale i dłużej niż poprzedni, zanim nie zanurzy się w nieprzerwanej ekstazie.
Co się tyczy szkodliwości intensywnego seksu dla organizmu mężczyzny, to równie dobrze można mówić o szkodliwości silnych emocji dodatnich dla organizmu. Niewątpliwie gwałtowna radość może być nadmiernym stresem i stwarza niebezpieczne obciążenie przy chorobach serca i naczyń.
Poza tym, ponieważ seks związany jest z utratą energii, mężczyzna powinien liczyć się ze swoim stanem fizycznym.
Jednakże nawet przy najbardziej efektywnej stymulacji intensyfikacja seksu bynajmniej nie odbywa się błyskawicznie i praktykę tę można uważać za metodę stopniowego przystosowywania organizmu mężczyzny do obciążeń fizycznych i emocjonalnych.
Aby zostać wtajemniczoną w grono kapłanek, wystarczy odczuć boskie pochodzenie mężczyzny. Nawet nie znając mechanizmu męskiej płciowości, kobieta ubóstwiająca swojego mężczyznę może uruchomić dźwignię niezbędnej stymulacji.
Jeśli wystarczy ci miłości, aby od rana do nocy całować swojego mężczyznę po stopach, będzie musiał albo natychmiast się od ciebie uwolnić, albo zacząć powoli stymulować swój drzemiący seksualizm.
Opracowano na podstawie artykułu Mariny Komissarowej - „Generation Egoist”