Wzór na miłość Drukuj

Nasze najpiękniejsze uczucia to tylko reakcje chemiczne.

Na poziomie biologicznym tak mężczyzna, jak i kobieta podświadomie wybiera partnera jako nosiciela pewnych hormonów. Zatem w miłości człowiek jest zwierzęciem jak każde inne.

A wszystko przez chemików
Neurofizjolodzy z uniwersyteckiego college’u w Londynie zeskanowali mózg 17 ochotników, którym pokazywano fotografie ich partnerów. Tak odkryto fragment mózgu, w którym powstaje uczucie miłości. Jest to tzw. płat wyspowy. Okazało się, że w tym „płacie miłości” reakcje mężczyzn i kobiet są identyczne.


Profesor Cindy Hazan z uniwersytetu w Corneille twierdzi, że kiedy się zakochujemy, w naszym mózgu wzrasta stężenie trzech substancji chemicznych: dopaminy, fenyloetylaminy i oksytocyny. W trakcie obserwacji kilku tysięcy par udało się odkryć, że stężenie tych substancji osiąga maksimum najwyżej po 1,5 - 2,5 roku znajomości, a potem spada. To znaczy, że z punktu widzenia chemii miłość zamienia się w przyzwyczajenie.
Inna substancja chemiczna - androstenol, obecny w męskim pocie, wydziela ostrą woń piżma, która przyciąga kobiety. Jednakże w procesie utleniania z androstenolu powstaje androstenon, którego zapach wywołuje u kobiet reakcje raczej negatywne (z wyjątkiem kobiet będących w okresie jajeczkowania).
Zdaniem profesora psychologii, Gary’ego Kelly, w pierwszej fazie zakochania zachodzi stymulacja mózgu przez fenyloetylaminę oraz być może przez dopaminę i norepinefrynę. Substancje te są tej samej natury, co amfetamina i jej pochodne - środki pobudzające, które wywołują u człowieka poprawę nastroju aż do euforii. Jednakże zakochanie jest stanem przejściowym - okazuje się, że także z przyczyn biochemicznych. Gdy organizm przyzwyczaja się do tych „narkotyków”, przestaje reagować na nie. Ktoś, kto przyzwyczai się do euforii miłosnej, chciałby ciągle od nowa oszałamiać się stanem zakochania. Dlatego „narkomani miłości” wciąż poszukują kolejnej „działki” i za każdym razem, gdy poprzednia namiętność zaczyna przygasać, dążą do zawarcia nowej znajomości. Możliwe, że Don Juan był po prostu człowiekiem o zbyt gwałtownym przebiegu reakcji chemicznych.
Kiedy zaś stan zakochania zostaje zastąpiony przez uczucia spokojniejsze, ale też i trwalsze, przebywanie sam na sam z bliską osobą stymuluje tworzenie się endorfiny w mózgu. Endorfina jest naturalnym środkiem przeciwbólowym, który daje nam poczucie bezpieczeństwa i wyciszenia. Czasem określa się to mianem „szczęścia rodzinnego”.

 

Potęga urody
Wiktor Johnson, profesor psychologii, twierdzi, że na poziomie biologicznym tak mężczyzna, jak i kobieta podświadomie wybiera partnera jako nosiciela pewnych hormonów. Zatem w miłości człowiek jest zwierzęciem jak każde inne.
Preferencje kobiet np. zależą w pierwszej kolejności od fazy cyklu miesięcznego. W trakcie jajeczkowania kobietę pociąga typ macho o masywnej żuchwie, głęboko osadzonych oczach i krzaczastych brwiach a’la Schwarzenegger. Taki wygląd jest świadectwem wysokiego poziomu hormonu męskiego - testosteronu. A to znaczy, że jest dla kobiety gwarancją, że tak powiem, jakości rozpłodowej. Z drugiej strony mężczyźni też się o to starają: na zapach kobiety, w której organizmie trwa owulacja, organizm mężczyzny reaguje wzrostem stężenia testosteronu. (Nie jest zresztą przypadkiem, że najwięcej kobiet pada ofiarą gwałtu właśnie w trakcie okresu płodnego).
W innych dniach, kiedy organizm kobiety nie jest gotowy do zapłodnienia, atrakcyjni są dla niej mężczyźni o łagodniejszych rysach - typ Leonarda di Caprio.
A mężczyzna jest zawsze gotowy, jak żołnierz do boju. Dlatego w męskich sercach niezmiennie żywa jest reakcja na takie cechy zewnętrzne kobiety, jak krótka dolna szczęka, wydatne usta i duże oczy - cechy świadczące o wysokim poziomie żeńskiego hormonu - estrogenu.
To znaczy, że mężczyzna mimowolnie ocenia urodę kobiety na podstawie innych parametrów, niż jej potencjalną zdolność do macierzyństwa. W tym ostatnim przypadku takimi parametrami są w pierwszym rzędzie szerokość bioder i wielkość piersi. Jeśli chodzi o wymiary szczęki mężczyzny, naukowcy w bardzo zabawny sposób uzasadniają zwracanie uwagi przez kobietę na ten szczegół jego twarzy. Im większą ma on szczękę, tym więcej i lepiej żuje, czyli jest silniejszy i zdrowszy, czyli zdolny do ochrony przyszłego potomstwa.
(Faktem jest, że kobiety współczesne łamią ustanowione przez naturę prawa miłości. Wedle danych statystycznych w większości cywilizowanych krajów świata symbolami seksu już od dawna są mężczyźni „niemęscy” - o niskim stężeniu testosteronu. Dlatego to Leonardo di Caprio jest idolem milionów pań. Wygląda na to, że we współczesnym świecie dobre przeżuwanie pokarmu nie jest aż tak potrzebne do zwycięstwa na froncie Amora. Znacznie ważniejszy jest wypchany portfel).
Wspomniany wyżej Wiktor Johnson wyróżnia trzy składniki „wzoru na miłość”. Pierwszym są wymagania doboru naturalnego, zgodnie z którymi zwracamy szczególną uwagę na te osoby, które można uważać za swego rodzaju uogólniony dla danej rasy, narodu i wieku typ urody.
Sir Francis Galton przeprowadził w XIX wieku następujące doświadczenie: narysował uśrednione portrety osób reprezentujących różne sfery, umieścił je między portretami prawdziwych ludzi, żyjących w tamtych czasach i zaproponował badanym wskazanie najbardziej atrakcyjnej osoby. Wszyscy preferowali właśnie te zbiorcze portrety.


W czasach nam współczesnych Judith L’angloise z uniwersytetu w Teksasie powtórzyła badania Galtona. Za pomocą techniki komputerowej wykonała „statystyczne” twarze. Dla trzystu badanych te właśnie okazały się atrakcyjniejsze od większości oryginalnych twarzy, które były podstawą do stworzenia tych uogólnionych portretów.
Zdaniem uczonej dzieje się tak dlatego, że na podstawie tysięcy widzianych osób już małe dziecko wyrabia w sobie pojęcie czegoś w rodzaju przeciętnego wzorca, a potem taki „uśredniony” portret jest podstawą jego skali porównawczej.
Biologia ewolucyjna poucza nas zresztą, że w każdej populacji cechy skrajne, „ekstremalne” zanikają. Ptaki o ponadprzeciętnie długich lub krótkich skrzydłach giną, zanim zdążą przekazać dalej swoje geny. Dążenie do przeciętności zwie się koinofilią - słowo pochodzenia greckiego od „koinos” - zwyczajny i „philos” - miłość. Zdaniem wspomnianej badaczki człowiek jest z natury istotą koinofilną.
Drugi składnik „wzoru na miłość” jest wynikiem doboru seksualnego, kiedy nasze oko mimowolnie zatrzymuje się na tych rysach twarzy i cechach sylwetki partnera, które wyróżniają go w korzystny sposób jako najlepszego przedstawiciela swojego rodzaju. Uważa się np. że szerokie barki są przez kobietę podświadomie odbierane jako oznaka dużej masy mięśniowej, a co za tym idzie, lepszej zdolności mężczyzny do ochraniania jej i potomstwa.
Trzecim wreszcie czynnikiem są szczególne cechy wychowania i kultury. Dlatego nic dziwnego, że amanci filmowi i światowej sławy modelki podobają się milionom kobiet i mężczyzn, ale mimo wszystko nie każdej i nie każdemu z nich. Naomi Campbell bynajmniej nie dla wszystkich mężczyzn posiada „wabik”. Przecież na pewno nawet nie czytała „Wojny i pokoju”...
W dodatku my, w przeciwieństwie do zwierząt, znamy pojęcia bogactwa i sukcesu. One właśnie odgrywają ważną rolę w wyborze. W trakcie eksperymentu pokazywano mężczyznom i kobietom zdjęcia różnych osób płci przeciwnej, przypisując im najróżniejsze zawody. Kobiety w pierwszej kolejności wybierały bogatych i przystojnych. Ale gdy miały alternatywę między mało pociągającymi bogaczami a niezamożnymi przystojniakami, to, jakkolwiek wydaje się dziwne, preferowały one nieatrakcyjnych mężczyzn o atrakcyjnych zarobkach. Przystojni nauczyciele zajmowali ostatnie miejsce. Co się zaś tyczy męskich wyborów, na pierwszym miejscu stawiali oni urodę kobiety, a na jej sytuację materialną nie zwracali w ogóle uwagi. Piękna sprzątaczka bez trudu wyprzedzała brzydką milionerkę.
Nikita Maksimow
Artykuł ukazał się w miesięczniku „Paradox”