Start
Skurw…, zasłużyłeś na wyrok śmierci i ja go wykonam!" – Poseł Armand Ryfiński do ojca Drukuj Email
altRyfiński zażądał 60 tys. zł w zamian za darowanie ojcu życia i wyprowadzenie się z domu rodzinnego
„Ty, k…, nie wtrącaj się w moje sprawy".
Armand Ryfiński, nazywany „papieżem antyklerykałów", kilka miesięcy temu przebrał się za biskupa i paradował po Warszawie z roznegliżowanymi „zakonnicami"
 
Poseł, groźby i swastyki

Armand Ryfiński, poseł Ruchu Palikota, groził śmiercią własnemu ojcu – wynika z akt sądowych, do których dotarliśmy

Skurw…, zasłużyłeś na wyrok śmierci i ja go wykonam!" – groził swojemu ojcu Armand Ryfiński, poseł Ruchu Palikota. Jeden z najbardziej antyklerykalnych polityków szokuje po raz kolejny – 13 lat temu do Prokuratury Warszawa-Mokotów zgłosił się Zygmunt Ryfiński, ojciec obecnego posła, ze skargą na własnego syna w obawie o swoje życie. Po kilku latach procesu sąd dał wiarę zeznaniom pokrzywdzonego. „Uważam Rze" dotarło do akt tej sprawy.

Armand Ryfiński, nazywany „papieżem antyklerykałów", spędza sen z powiek posłom Ruchu Palikota. Chciał od papieża 5 mld euro na rodziny ofiar duchownych pedofilów, nazwał obraz Matki Boskiej Częstochowskiej „bohomazem", a kilka miesięcy temu przebrał się za biskupa i paradował po Warszawie z roznegliżowanymi „zakonnicami". Wcześniej swoich najbliższych straszył „policzonymi dniami" i eksmisją „na śmietnik".

Ryfiński zażądał 60 tys. zł w zamian za darowanie ojcu życia i wyprowadzenie się z domu rodzinnego

„W 1988 r. doszedłem do wniosku, że Armand wieczorami w swoim pokoju wykonuje tajną pracę. Kiedy wchodziłem do jego pokoju, natychmiast nakrywał biurko dużym kartonem, gasił światło i wychodził z pokoju. Ponieważ to się powtarzało wiele razy, zmuszony byłem dokonać rewizji podczas jego nieobecności. Wynik rewizji był dla mnie ogromnym zaskoczeniem. (…) Ujawniłem bowiem, że Armand produkuje opaski hitlerowskie ze swastykami, które zbrodniarze Niemiec nosili na lewych rękawach mundurów. Piętnaście opasek, jak również materiał do produkcji następnych oraz farby, pędzle oraz różne inne drobiazgi zniszczyłem na oczach Armanda. Wyjaśniłem Armandowi, że taką działalnością naraża się on na nienawiść wszystkich ludzi. Mogą go za to aresztować i nie znajdzie się nikt, kto będzie go bronił czy żałował. Armand oznajmił, że wspólnie z Wachowiczem opaski te sprzedawali i mieli na nie zbyt, lecz ze złości nic więcej nie chciał mi powiedzieć. Przed wyborami do parlamentu znalazłem u Armanda w pokoju kilkadziesiąt metrów płótna pochodzącego z transparentów wyborczych, z których litery zostały zniszczone. Otrzymałem wyjaśnienie od Armanda, że nocą wraz z Wachowiczem wchodzili na słupy i zrywali zawieszone transparenty. Podobno materiał z nich był potrzebny Wachowiczowi" – zeznawał przed sądem Zygmunt Ryfiński.

To były dopiero początki. Potem ojciec dostał stos wezwań na policję w sprawie wykroczeń drogowych syna, który miał się stawić na kolegium ds. wykroczeń. Na wszelkie uwagi ojca poseł odpowiadał: „Ty, k…, nie wtrącaj się w moje sprawy". Język wyostrzył mu się jeszcze bardziej, gdy doszło do otwartego konfliktu z ojcem o mieszkanie.

Mieszkanie albo śmierć

Warszawskie mieszkanie przy ul. Puławskiej zajmowały cztery osoby – Zygmunt Ryfiński, jego córki Angelika i Gerta oraz syn Armand. Gdy Gerta wyjechała za granicę, a Angelika przeprowadziła się do innego mieszkania, Armand został z ojcem sam. Po pewnym czasie obecny poseł poprosił ojca o odstąpienie dwóch pokojów, do których chciał się wprowadzić ze swoją ówczesną narzeczoną Alicją. Zygmunt Ryfiński przystał na tę propozycję (sam w zeznaniach temu zaprzecza, jednak sąd dał wiarę wersji przedstawionej przez Armanda Ryfińskiego). Gdy syn był w połowie remontu i wstawiania nowych mebli, ojciec zmienił zdanie. Armand Ryfiński wpadł w furię.

Armand Ryfiński, nazywany „papieżem antyklerykałów", kilka miesięcy temu przebrał się za biskupa i paradował po Warszawie z roznegliżowanymi „zakonnicami"

„W końcu października zajął całkowicie 3 pokoje, przywiózł łóżko i kilka małych szafek. Oświadczył, że będzie tu mieszkał ze swoją narzeczoną. 31 października polecił mi, abym zameldował ją na stałe. Kiedy kategorycznie odmówiłem, gdyż lokal należy do MSW, wtedy około 20 minut krzyczał, obrzucając mnie wyzwiskami, i oświadczył, cytuję: »Skurw…, zasłużyłeś na wyrok śmierci i ja go wykonam!«. Powtórzył to około 10 razy, ja stałem jak wryty, bałem się ruszyć, żeby go nie sprowokować" – zeznał ojciec parlamentarzysty.

Na groźbach się nie skończyło. 3 listopada po kilku nieprzespanych nocach Zbigniew Ryfiński zasnął w fotelu. W pewnym momencie usłyszał słowa syna: „Co, k…, śpisz czy udajesz?", na co zerwał się i ruszył do wyjścia. Wówczas Armand paznokciami i sprzączką od zegarka pokaleczył ojcu ręce do krwi, krzycząc: „K…, nie wyjdziesz stąd żywy". Ze zwichniętym palcem Zbigniew Ryfiński pobiegł na policję. By osiągnąć zamierzony cel, Armand Ryfiński nie przebierał w środkach. Zaledwie kilka dni później zastał w mieszkaniu ojca z Angeliką. Wciąż wściekły rzucił w stronę ojca: „Zapamiętaj, skurw…, że twoje dni są policzone. Tu wykonam wyrok śmierci na tobie, to znaczy, że cię za kilka dni zapier…". Następnie zwrócił się do siostry: „A tobie, k…, też nie podaruję". Wtedy również zaproponował swojego rodzaju ugodę: jeśli otrzyma od Angeliki 60 tys. zł, daruje ojcu życie, zabierze resztę swoich rzeczy z mieszkania i się wymelduje. Angelika zgodziła się na wypłacenie 40 tys. zł tylko za to, by odwołał wyrok śmierci i dał im spokój. Armand dalej szantażował rodzinę i próbował wyłudzić 50 tys. zł bez pokwitowania. Wszelkie rozmowy na ten temat ucięto, ale od tamtej pory Zygmunt Ryfiński robił wszystko, by nie zostawać w domu samemu, zwłaszcza że groźby ze strony syna nie ustawały. W swoich zeznaniach oskarżył go nawet o próbę otrucia.

Więcej http://www.uwazamrze.pl

źródło: Fotorzepa
autor: Darek Golik