| Druga gruba kreska |
|
|
|
Od ostatniej niedzieli, gdy zmarł Wojciech Jaruzelski, żyjemy w jakiejś schizofrenii. Z lewa i prawa różne autorytety, media, politycy przekonują Polaków, że byłemu komunistycznemu dyktatorowi należał się pogrzeb z pełnym ceremoniałem państwowym i wojskowym.
Bo przecież bez niego nie byłoby „przełomu”, upadku komuny, wolnej Polski. No i przecież Jaruzelski był generałem armii, prezydentem. Ale jednocześnie chyba mało kto nie miał świadomości, że jest czymś niestosownym honorowanie człowieka, który odpowiada za wiele zbrodni komunistycznych, za które nigdy nie został osądzony. Inaczej by wyglądała teraz sprawa jego pogrzebu, gdyby Jaruzelski został skazany choćby za Grudzień ’70 i za stan wojenny. I choć kary uniknął, to nie da się nad tym przejść do porządku dziennego, uznać, że tym samym został „oczyszczony”. Przedstawiciele władz niespecjalnie kwapili się do uczestnictwa w pogrzebie, dlatego premier Donald Tusk w ogóle się na nim nie pojawił – rząd reprezentował minister obrony Tomasz Siemoniak. Nie było też marszałków Sejmu i Senatu. Na Mszę św. do katedry polowej przyszedł za to prezydent Bronisław Komorowski i wygłosił kuriozalne przemówienie, utrzymane oczywiście w tonie „narodowego pojednania”. Komorowski podkreślał zasługi Wojciecha Jaruzelskiego „w umożliwieniu pój- ścia przez Polskę drogą głębokich przemian systemowych po wyborach 1989 roku”. I apelował, aby uszanować „majestat śmierci”. Jego zdaniem, w momencie śmierci kończą się „ludzkie oceny” Wojciecha Jaruzelskiego. Czyżby prezydent chciał przez to powiedzieć, że nie mamy prawa oceniać czynów byłego I sekretarza KC PZPR? Że podlega on teraz jakiejś szczególnej ochronie? Komorowski wezwał po prostu do zastosowania grubej kreski wobec Jaruzelskiego: umarł, więc dajmy mu spokój. Nie zdziwię się, jak niedługo każdy, kto będzie coś krytycznego pisał lub mówił o Jaruzelskim, będzie oskarżany o „zakłócanie wiecznego spoczynku” byłego dyktatora i bezczeszczenie jego pamięci. Szkoda, że prezydent nie wyszedł z katedry polowej głównymi drzwiami i nie próbował wytłumaczyć ludziom protestującym przeciwko honorowaniu Jaruzelskiego, że jednak nie mają racji. Czmychnął przez zakrystię, byle tylko nie zetknąć się z ludźmi trzymającymi portrety bł. ks. Jerzego Popiełuszki i innych ofiar komunistycznego reżimu, na którego czele stał Jaruzelski. Wielu tych bohaterów do tej pory nie doczekało się takich honorów ze strony państwa, jakimi obdarzono przywódcę wojskowej junty, która wypowiedziała wojnę całemu Narodowi. Krzysztof Losz Nasz Dziennik nr 125 (4967) |