Start
Jeśli PE raz urzęduje w Brukseli, a raz w Strasburgu, cały pociąg z aktami przejeżdża w dwie strony Drukuj Email

https://encrypted-tbn2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTp3M7plj5U2vnL2qz2YGXPeMrBt_sgGnR6bJ2f4GVz9H7UcsGw

Parlament Europejski o najbardziej zbiurokratyzowana instytucja w historii ludzkości. To zupełne bzdurstwo.

 

 

 

Jak pan ocenia kampanię wyborczą do Parlamentu Europejskiego?

Prof. Witold Kieżun:  Parlament Europejski nie ma w gruncie rzeczy: podyskutuje się, porozmawia, zarobi pieniądze i tyle… To chyba jedyny w historii parlament, który nie podejmuje uchwał. Ten zespół 700 osób, mówiący w dwudziestu paru językach, zarabiający tak duże pieniądze – to nonsens bez znaczenia. UE, jeśli traktować ją poważnie, to trzeba byłoby radykalnie zmienić. Przytaczam opinię od jednego z wiceprezydentów USA, który określił mianem niepoważnej instytucji.

Jeśli PE raz urzęduje w Brukseli, a raz w Strasburgu, cały pociąg z aktami przejeżdża w dwie strony, to nie jest to poważne i kosztuje ogromne pieniądze. 250 mln euro rocznie! To tak niepoważna dyskusja, że nie dyskutujmy o tym. UE musi być radykalnie przebudowana – to najbardziej zbiurokratyzowana instytucja w historii ludzkości. To zupełne bzdurstwo. W gruncie rzeczy i tak wszystko ustala się poza tym budynkiem.