| Limanowa - Rozmowa z właścicielami firm przewozowych |
|
|
Redaktor portalu Limanowa in nie przedstawia naszego stanowiska w taki sposób, w jaki mu je przekazujemy, opisuje problem dość zachowawczo, nie chce nikomu stawiać zarzutów wprost. Nasze stanowisko jest przemilczane...
Co mają do powiedzenia przewoźnicy na temat działań burmistrza Limanowej Władysława Biedy? Rozmowa z właścicielami firm przewozowych na temat trwającego konfliktu. Co skłania firmy przewozowe do szukania pomocy medialnej? Od kilku miesięcy zupełnie nie radzimy sobie z problemem, który dotknął nas, nasze rodziny, a także naszych pracowników. Burmistrz Limanowej chce pozbawić tych ostatnich możliwości zarobkowania oraz świadczenia usług przez przewoźników w zakresie przewozu ludności. Czy mógłby pan przybliżyć kulisy konfliktu? Konflikt rozpoczął się w momencie, gdy burmistrz Limanowej zarządził, aby dworzec w Limanowej stał się przystankiem docelowym dla naszych przewoźników. A co w tym złego? Jest to niemożliwe, ponieważ spowodowałoby to kolizję oraz utrudnienia w mieście, dodatkowo busy musiałyby odjeżdżać co 10 minut, a według potrzeb, jakie wynikają z ilości podróżnych, odjazdy muszą odbywać się co minutę mówimy o godzinach szczytu. Ponadto miasto jest dzierżawcą dworca, ale zarządcą i administratorem jest prywatna firma Pasyk&Gwaron, która stanowi naszą konkurencję. Jak łatwo się domyślić, w przyszłości mogłoby to skutkować rozmaitymi niedogodnościami w rozkładzie jazdy, utrudniającymi pracę pozostałym przewoźnikom. Może burmistrz nie ma złych intencji i chce jedynie uporządkować rynek usług, a co za tym idzie - zapewnić mieszkańcom wygodniejsza komunikację? Na dworcu PKP istnieje naturalna krzyżówka wszystkich linii, ponieważ tam wszystkie busy podjeżdżają; przy dworcu istnieje przystanek gdzie te krótkie trasy dają możliwość przesiadania się bez konieczności zajeżdżania na dworzec. Czy opłaty za użytkowanie dworca przez przewoźników będą wyższe niż te za korzystanie z przystanku? Za wjazd na dworzec będziemy płacić złotówkę, ale przy czym należy pamiętać, że burmistrz ma tak zawartą umowę z właścicielem dworca, iż otrzyma tylko 10% tej kwoty, a praktycznie do budżetu miasta wpłynie 8 groszy - dotychczasowe wpływy wynikające z korzystania z przystanków wyniosły 5 groszy. Czyli faktem jest, że kasa miasta zyska 3 grosze? Nie do końca. My chcemy zrekompensować te straty i płacić za ten przystanek przy dworcu tyle, ile otrzymałby burmistrz, gdyby za przystanek docelowy służył dworzec. Czy powiedzieliście wprost burmistrzowi, że jesteście w stanie zrekompensować te straty? Przecież na pewno niejednokrotnie mieliście możliwość negocjacji? Nie było żadnych negocjacji z burmistrzem. Wypowiedział nam umowę bez podstawy jej rozwiązania, dodatkowo umowa jest rozwiązana jakoby za porozumieniem stron - pomimo że, jako strona, my nie wyrażamy na to zgody. W naszym pojęciu to był typowy szantaż. Zostaliśmy postawieni wobec wyboru: albo godzimy się na nowe umowy, albo nie będziemy mieć prawa do świadczenia usług przewozowych. A zdajemy sobie sprawę z tego, że jeśli podpiszemy nowe umowy, to poniesiemy straty finansowe, co najpewniej spowoduje wyeliminowanie z rynku wielu przewoźników, ponieważ nie ma żadnych zapisów gwarantujących, że firma Pasyk&Gawron nie będzie miała uprzywilejowanej pozycji na rynku. Być może burmistrz nie jest świadomy waszych obaw, czy kiedykolwiek próbowaliście mu je przedstawić? Nie, ponieważ postawa burmistrza wobec nas jest bardzo stanowcza. Skutecznie, nie zawsze w elegancki sposób, potrafi uderzyć w stół aby wymusić na nas swoją wolę. Co to może oznaczać? Pozwoli pan, że póki co tę wiedzę zachowamy dla siebie. Czyli w działaniach burmistrza dostrzegacie aż takie nieprawidłowości? Tak, przykładowo, jakiś czas temu, aby uniemożliwić nam wjazd na przystanki, burmistrz sprowadzał koparki i przeprowadzał prace budowlane bez wcześniejszego poinformowania o tym przewoźników; blokowano wjazd na ulicę Kilińskiego, co było przez nas zgłaszane na policję. Szczególnie oburzający jest fakt, że z przystanków zdjęte zostały tablice informujące o godzinach odjazdu busów, stanowiące naszą własność. Jako przewoźnicy mamy obowiązek je wieszać, bo zaniechanie tego grozi karą finansową. Może to nie burmistrz zdejmuje tablice, a konkurencja? Może wnioski są zbyt pochopne? Zaraz po zaobserwowaniu braku tablic na przystankach zgłosiliśmy ten fakt na policję i wtedy okazało się, że tablice są zdejmowane na polecenie burmistrza. Dowiedzieliśmy się o tym za pośrednictwem portalu internetowego Limanowa.in. Czyli mamy rozumieć, że portal Limanowa.in wspiera Was i pomaga ujawniać kulisy tej sprawy? Redaktor portalu nie przedstawia naszego stanowiska w taki sposób, w jaki mu je przekazujemy, opisuje problem dość zachowawczo, nie chce nikomu stawiać zarzutów wprost. Nasze stanowisko jest przemilczane, a przedstawiane przez nas problemy formułowane są w dość łagodny sposób. Ale jaki cel miałby redaktor w nieopisaniu problemu, skoro jest znany z dokładnego rozliczania co niektórych polityków? To oczywiste, że redaktor Toporkiewicz jest zależny od burmistrza i będzie unikać otwartego konfliktu. Sytuacja rzeczywiście jest niekomfortowa. Czy macie jednak sprzymierzeńców? Tak, jest bardzo wielu uczciwych polityków, którzy nas wspierają i pomagają. Za przykład może posłużyć postawa posła Janczyka, który złożył interpelację poselską w naszej sprawie. Należy także podkreślić, że senator Stanisław Kogut zwrócił się w naszej sprawie do ministra, jak i również to, że starosta Jan Puchała nie wyraził zgody na likwidację przystanków, a tym samym okazało się, że wszelkie działania burmistrza, jeżeli starosta utrzyma swoją decyzję mocy, były bezprawne. To właściwie sprawę macie wygraną? No i tu leży problem. Co z tego, że burmistrz działa bezprawnie, skoro my i tak tracimy klientów poprzez brak rozkładów jazdy? Kilkumiesięczna wojna to zresztą nie tylko straty finansowe, ale także wiele nerwów i nieprzespanych nocy, nie wspominając o problemach natury biurokratycznej. Z tego co wiemy zatrudniacie od kilku do kilkudziesięciu pracowników, jakie jest ich zdanie w tej sprawie? Pracownicy skarżą się na to, że tracą wolność rynkową, ponieważ burmistrz broni prywatnego interesu. Mają do niego żal również o to, że miasto dostaje „czyste” pieniądze, ponieważ nie dokłada ani grosza do komunikacji, a dodatkowo nie chce dać zgody na dodatkowe przystanki. Właściciele firm przewozowych składają wiele propozycji burmistrzowi, żeby zażegnać spór, jednak to nie przynosi żadnego rezultatu. Jeśli pracownicy podpiszą umowę, to znajdą się na usługach prywatnej firmy a ich przyszłość stanie się niepewna A czy ten spór odbija się w jakiś sposób na mieszkańcach? Robimy wszystko, aby jak najmniej był on odczuwany, jednak wiele osób jest zupełnie zdezorientowanych - szczególnie Ci, którzy korzystają z naszych usług okazjonalnie i nie pamiętają dokładnie rozkładu jazdy busów. Do tego dochodzi fakt, że pasażerowie muszą przejść przez miasto pieszo, teraz jest jeszcze ciepło, ale co będzie zimą, to strach pomyśleć. Uważacie, że burmistrz nie ma racji i wypowiedział wam wojnę? Oczywiście, mało tego, nie tylko nam, ale wszystkim mieszkańcom, którzy korzystają z naszych usług, to dotyka wielu osób. Wojewoda próbuje wpłynąć na decyzję burmistrza jednak nie przynosi to jak na razie konkretnego rezultatu. Co w takim razie zamierzacie zrobić? Czy macie zamiar podjąć jeszcze jakieś działania w tej sprawie? Mamy zamiar zrobić demonstrację i blokadę miasta celem nagłośnienia problemu. Oczywiście mamy świadomość, że burmistrz nie wyda zgody na tego typu działania, ale zrobimy to zgodnie z prawem. Planujemy zablokować ruch w mieście wjeżdżając na limanowski rynek. Na pewno tę wojnę, którą rozpoczął burmistrz, postaramy się wygrać, prawo jest po naszej stronie. Nie możemy godzić się na to, by urzędnik wspierał jednego prywatnego przedsiębiorcę, bo przez to nie mamy wolnego rynku w świadczeniu usług przewozowych.
|