Limanowa - Zamach na demokrację, czy pieniactwo w ograniczeniach prawa radnego? Drukuj

sukiennik

- Urząd Miasta nie jest prywatnym folwarkiem wiceburmistrza Wacława Zonia.

Rozmowa z przewodniczącym Komisji Rewizyjnej - Mieczysławem Sukiennikiem.

Kurier: Proszę opowiedzieć  o sytuacji, która miała miejsce na ostatniej sesji Rady Miasta.

Mieczysław Sukiennik: Na ostatniej sesji rady miasta odbył się zamach na demokrację.

K: Jak to rozumieć?

M.S.: Podjęto działania aby zablokować moje prawa i obowiązki jako radnego i przewodniczącego Komisji Rewizyjnej, wynikające z Ustawy z dnia 8 marca 1990r o samorządzie gminnym oraz Statutu Miasta nr XX/138/2008 z dnia 30 maja 2008r  § 76 punkt.2 oraz planu pracy Komisji Rewizyjnej zatwierdzonego przez Radę Miasta.

K: Jaki włodarze Limanowej mogli mieć w tym swój cel?

M.S.: Zapewne moja skromna osoba jest dla nich niewygodna w dociekaniu nieprawidłowości w wydatkach publicznych.

K: Proszę opisać całą sytuację.

M.S: Na początku miesiąca października  dowiedziałem się, że pod koniec września w Truskawcu odbyły   się Międzynarodowe Dni Turystyki, na które miało zaproszenie Miasto Limanowa. Na wrześniowej sesji burmistrz nie informował Rady, że jest zaproszenie w celach promocyjnych. Poszedłem do biura promocji i tam uzyskałem informację, że miała jechać  delegacja 3-osobowa. Na sesji, w punkcie 7 „Interpelacje i zapytania radnych” zadałem burmistrzowi pytanie o ten wyjazd. Odpowiedzi w punkt.14 porządku obrad  udzielił wiceburmistrz Zoń. Powiedział, że w dniach 27-29 września w Truskawcu odbywały się Międzynarodowe Dni Turystyki, w których wzięła udział 5-osobowa reprezentacja Limanowej, na czele z zastępcą. Zadaniem delegacji  było promowanie Limanowszczyzny, zwłaszcza pod kątem atrakcji zimowych, w tym oferty okolicznych wyciągów narciarskich. W skład delegacji wchodził on sam, radca prawny UM Krzysztof Smaga oraz trzy osoby niezwiązane z UM, które podczas targów rozdawały ulotki i materiały promocyjne, nie pobierając za to wynagrodzenia. Osoby te nie życzyły sobie podobno aby ich dane zostały upublicznione.

K: Jak to „nie życzyły sobie”, przecież były reprezentantami Urzędu Miasta?

M.S.: Okazało się to na tyle delikatną kwestią, że wiceburmistrz zarzucił mi, iż przeprowadzam śledztwo i inwigilacje wśród jego pracowników  dotyczące jego osoby. Ja zastępcy żadnego niestosownego pytania nie zadałem. Jego sprawy osobiste mnie nie interesują. Padły tylko pytania zgodne z moimi obowiązkami. Uważam, że ja jako radny, przewodniczący Komisji Rewizyjnej, oraz każdy mieszkaniec tego miasta mamy prawo wiedzieć kto był w delegacji skoro był to wyjazd służbowy a nie prywatny, którego koszt ponosiło Miasto. Niestety, na wspomnianej sesji przerwano naszą wymianę zdań i poproszono o omówienie tego tematu w kuluarach. Na tym rozmowa się skończyła. Od pewnego czasu, gdy chcę uzyskać informacje dotyczące mojej pracy jako radnego, bo mam takie prawa i obowiązki, urzędnicy odpowiadający za poszczególne działy „nabierają wody w usta'', gdyż boją się, że zostaną wyciągnięte odpowiednie konsekwencje  przez burmistrza. Sytuacja ta mnie zabolała - szanuję zarówno burmistrza, wspólnie z Radą  dużo zrobiono dla miasta, jak i wiceburmistrza - mimo iż nie zawsze się zgadzaliśmy. Nie spodziewałem się, że będą ograniczane moje prawa jako radnego.

K: Uważa pan, że można to potraktować jako naruszenie praw demokracji?

M.S.: Oczywiście, później burmistrz  udzielając dalszych odpowiedzi powiedział, że chcąc porozmawiać z urzędnikami należy na piśmie zapytać go wcześniej czy będzie to możliwe.

K: Czy przewodnicząca rady postąpiła słusznie przerywając rozmowy i sugerując, aby tak istotny problem omawiać w kuluarach?

M.S.: W moim przekonaniu takie sprawy powinno się omawiać publicznie, gdyż nie są to sprawy prywatne. Zaskoczyła mnie reakcja zastępcy Zonia, nie spodziewałem się, że ktoś mnie będzie posądzał o inwigilację, śledztwa, dochodzenia, sprawy rodzinne itp. – zwłaszcza, że jestem trzecią kadencję radnym oraz przewodniczącym komisji. Nigdy nie spotkałem się z takimi dziwnymi zachowaniami. Uważam, że Urząd Miasta nie jest prywatnym folwarkiem wiceburmistrza. Pragnę przypomnieć, że to Rada podejmuje decyzje  uchwalając budżet miasta, którym są pozycje takie jak pobory burmistrza, pobory pracowników,  środki na promocję, środki na delegacje  urzędników i radnych itp. Jeżeli zadałem proste pytanie, to oczekiwałem tylko odpowiedzi, a nie ingerencji w moje kompetencje - co mi wolno, a czego nie. Pan wiceburmistrz zapomniał, że ja nie jestem jego pracownikiem aby publicznie mnie ośmieszał, przekraczając rażąco swoje kompetencje względem mojej osoby. Ponieważ zostałem pozbawiony odniesienia się do wypowiedzi wiceburmistrza, nie przyjmuję do wiadomości takiego wyjaśnienia na zadane moje pytania. Pan wiceburmistrz zrobił sobie na koszt podatników służbowo-prywatno-biznesową  wycieczkę w tajnie egzotycznym składzie, nie mającą nic wspólnego z promocją.

K: Może po prostu panowie pojechali się zabawić, trochę pohulać, odpocząć po stresującej pracy, a tu taka afera? Proszę powiedzieć czy promocja dotyczyła wszystkich wyciągów położonych na terenie powiatu, czy tylko tych z terenu Gminy i Miasta?

M.S.: Jak mi jest wiadomo, to na terenie Miasta – chyba, że się mylę – nie znajduje się żaden wyciąg narciarski, natomiast znajdują się wyciągi na terenie powiatu limanowskiego. Czy mam zrozumieć,  że w błyskotliwej karierze wiceburmistrza jest kolejny etat w wydziale promocji starostwa,  promujący  piękne walory powiatu limanowskiego poza granicami kraju? Apeluje do wiceburmistrza: jeżeli Pańska wycieczka nie miała nic wspólnego z promocją Miasta Limanowa, to mając trochę honoru i minimum przyzwoitości należałoby zwrócić koszty delegacji i przeprosić za swoje zachowanie.

K: Honor i przyzwoitość to raczej cecha przeciwstawna i obca niektórym politykom, apele niewiele przynoszą, lepiej takie postępowanie poddawać pod presję opinii publicznej i odwoływać się do instytucji upoważnionych do kontroli. Prawdę mówiąc takie patologiczne sytuacje powstają wtedy, gdy burmistrz ma radnych ze swojego zaciągu. Czy tak jest w tym przypadku?

M.S.: Burmistrz ma w radzie swoją większość, co widać w trakcie głosowania.  Nie chcę się wypowiadać na ten temat, aby znów mnie nie posądzono o złe zamiary.

K: Radni boją się, głosują ze „strachu” czy też szanują burmistrza?

M.S.: Szanuję pracę burmistrza,  ale gdy mam uzasadnione wątpliwości i pewne rzeczy próbuje się załatwić w dziwny, nieprzemyślany, chaotyczny  sposób, to ja nie mogę być „za”. Nigdy nie będę głosował pozytywnie za projektami uchwał, które są niekorzystne, budzą moją uzasadnioną wątpliwość pod względem formalnoprawnym. Wyborcy mnie wybrali i zamierzam robić to co należy do moich obowiązków. A inni niech to jak głosują biorą na swoje sumienia.

K: Ma pan sojuszników jak głosuje pan „przeciw” czy to są samotne działania?

M.S.: Zależy od sytuacji. Jednak powiedzmy, że są to raczej przykłady jednostkowe kiedy otrzymuję wsparcie.