„Nie będzie remontu póki ja żyję” - „Ja muszę być gotowy, jak oni padną to ja ich muszę wziąć” Drukuj

wjt gminy

Chciałem poinformować, że więcej mi PSL zawdzięcza niż ja PSL - owi. I to jest smutne

Wywiad z wójtem gminy Limanowa Władysławem Pazdanem na temat rozbudowy zbiornika wodnego w Pisarzowej.

 

 

Kurier: Panie wójcie zgłosili się do nas mieszkańcy Pisarzowej ze swoimi problemami.

Wójt: Pan poprawia temat po telewizji, bo to było już publikowane. Temat jest otwarty i nie do wzięcia. Nie będzie remontu póki ja żyję, nie będzie remontu tego budynku. Widział Pan ten budynek?

K: Nie.

W: Bardzo prosiłbym, żeby go Pan zobaczył i podpowiedział mi jak ja mam go wyremontować. Pan Włodarczyk tam był i on go ratuje razem z moim radnym opozycyjnym z PiS - u panem Antonim Frączkiem. Oni ratują ten budynek, bo tam w środku są cenne eksponaty.

K: Panie wójcie, ale Pan mówi o czyś innym, bo ja chcę zapytać o wodociąg w Pisarzowej.

W: A ja myślałem, że pyta Pan o muzeum, o dom kultury.

K: Nie Panie wójcie, ja pytam o wodociąg w Pisarzowej. Mieszkańcy w tej miejscowości chcą wyremontować zbiornik, ale żeby to zrobić muszą wybudować najpierw nowy na sąsiedniej działce, żeby nie pozbawić mieszkańców wody.

W: Mówi Pan o spółce wodnej, chcą się sprywatyzować, odpępowić od gminy.

K: Oni mówią, że to jest ich.

W: Ach to już się sprywatyzowali. Proszę Pana, jak Pan kupi las to czy może Pan wybudować domek w lesie?

K: Ale można uchwałą gminy przekwalifikować działkę.

W: Nie, z lasu nie. Można odrolnić. A to jest las i tam rosło 20 drzew jak wniosek złożyli.

K: Panie wójcie, a czy woda dla całej wsi nie jest ważniejsza niż kawałek lasu?

W: A kto złamie prawo? Najlepiej żeby wójt złamał. Może Pan dać warunki zabudowy w lesie?

K: Pewnie trzeba wystąpić o właściwe decyzje?

W: Ja wiem co trzeba zrobić. Ja nie mam planu zagospodarowania przestrzennego i świadomie go odwlekam, bo jak będę robił drogę do pól, to rolnicy muszą partycypować w kosztach. To jest tzw. ustawa adiacencka. Ja tego unikam – jak nie ma planu dla całej gminy, to dla czterech arów nie będę robił, bo w Pisarzowej tak chcą. Demokratycznie to jest niemożliwe.

K: Ale gdyby chcieli ponieść koszty?

W: To nie o koszty chodzi, tylko o demokrację i plan zagospodarowania przestrzennego. Można odlesić i zmienić klasyfikację gruntu i to robią na Jagiellońskiej 52 w Nowym Sączu, i to trwa pół roku.

K: Mieszkańcy mówią, że wójt chce przejąć ich wodociąg?

W: Ja chcę kupić, a oni mogą mi to sprzedać. Tamta stara działka jest gminna, więc to jest racjonalne, żeby całość była gminna. Jak sprzedadzą to sobie wtedy będą budować.

K: Ale oni nie chcą oddać swojego wodociągu, który budowali własnymi siłami i z własnych środków.

W: A co oni robili? Oni są młode chłopaki i nic nie robili tam, są nową władzą. Ich ojcowie budowali za pieniądze ówczesnego urzędu miasta i gminy. To temat, z którym nic nie mogę zrobić, sprawa jest w ministerstwie administracji. Wnieśli, że są sukcesorami tej starej działki jako spółka gminna w Limanowej. A nie są, bo myśmy to skomunalizowali gdy powstały samorządy i ministerstwo cyfryzacji. Oni do urzędu wnieśli, że gmina się na tej działce niesłusznie uwłaszczyła.

K: Każdy przedstawia swoje racje.

W: To jest ewenement w Polsce, jedyny przykład. Ja mam siwe włosy i znam się na tym. Ja te wszystkie spółki urodziłem, tę pisarską nie, oni powstali w 72 - 73 roku ze skarbu państwa i z urzędu gminy. Z tych pieniędzy było to zrobione, a ludzie w czyn społeczny to wkładali. Oni nie są więc sukcesorami, to gmina jest odpowiedzialna za doprowadzanie wody. Taka jest ustawa o samorządzie, Pan nie musi wiedzieć o tym, ja Pana informuję.

K: A jak braknie wody to kto będzie odpowiadał?

W: Ja muszę być gotowy, jak oni padną, to ja ich muszę wziąć. Ja zawsze jestem odpowiedzialny za doprowadzenie wody. W ustawie jest napisane, że to gmina odpowiada za dostarczanie wody. Ja spółce powierzyłem to zadanie i jeśli nie dadzą sobie rady, to ja zawsze muszę być gotowy, żeby im pomóc. A oni chcą sprywatyzować wodociąg w Pisarzowej, ci panowie chcą sprywatyzować, podkreślam to, i ja mam na to dowody. Przyszli do mnie z radcą prawnym, śmiechu warte, bo radca wmawiał panu prezesowi i mi wmawiał, że ci są już prywatni, bo każda spółka taka jest. Prezes twierdził inaczej, że nie. I to jest takie smutne, bo powiem Panu, że zbiornik w Pisarzowej wymaga remontu, i konieczna jest budowa nowego zbiornika. On się mieści na tej działce i nawet dobrze, że kupili ten las. Ja im dam warunki zabudowy takie, że oni się zmieszczą, albo z góry, albo z dołu. I jakby mało tego, jeszcze pisemnie im zadeklarowałem, że mogę odkupić od nich, po tej cenie co kupili, te 4 ary. Złe warunki im daję? A trzeba pamiętać, że wszystkie ujęcia wody mają na gminnym.

K: Może uważają, że jak oddadzą wodociąg gminie to będą ponosić większe koszty za wodę?

W: Teraz też płacą za wodę i mają niewiele niższe ceny niż gmina. My mamy 2.5 zł oni 2 zł. Ja mam 17 spółek w gminie, nie mogę Pisarzowej traktować wyjątkowo.

K: A co się dzieje jak komuś brakuje wody a ujęcie nie jest na gminnym? Albo gospodarstwa mają własne studnie a woda wysycha? Czy gmina pomaga w takich sytuacjach, czy nie ma obowiązku?

W: Pomagamy. Dowozimy jeśli mają studnie. Ludzie płacą tylko za wodę, a my pokrywamy transport. Zdajemy sobie sprawę, że to jest syzyfowa praca, bo przy suszy wylewana do zbiornika woda ucieka - tak zwany sukces na jedną dobę. Tak samo, prezes każdej spółki i jej zarząd, w tym Pisarzowej, jak braknie wody, to ma obowiązek dowieść wodę. To nie są spółki prawa handlowego, to są spółki prawa wodnego i oni nie wiedzą, że socjalizm gminy był 20 lat temu. Dzisiaj gdyby doszło do zatrucia wody bakteriami coli, na przykład w Pisarzowej, gdzie prezesem jest Krzyżak, który zapowiada się dobrze, to on odpowiada karnie. Nie wszyscy mają tego świadomość. Prezes Krzyżak kupił 4 ary lasu i wymaga od wójta, żeby dał mu zezwolenie. Wolno mu, ale jak jest pomieszany odrobinę politycznie to ja mu powiedziałem, że najbardziej psuje się woda jak ma polityczne zabarwienie.

K: Panie wójcie Pan też ma polityczne powiązania.

W: Tak, ale nie umieram za partię. Nie umieram za PSL. Do ówczesnego ZLL-u zapisałem się w 1975 r. Dzisiaj przeżyłem naczelnych prezesów komitetu Stronnictwa Ludowego. Teraz mamy Piechocińskiego, którego nawet upatrywałem, ale zawiodłem się bardzo. Uprzejmie Pana chciałem poinformować, że więcej mi PSL zawdzięcza niż ja PSL - owi. I to jest smutne, i to stwierdza człowiek, który ma niewiele ponad 3 lata do emerytury.