Szkolenia w urzędach pracy to fikcja i marnowanie pieniędzy Drukuj

 

 

 

Jeśli nie zmienimy prawa, nie będzie kwitł przemysł, nie będzie hoteli i firm na naszym terenie.

Rozmowa ze Stanisławem Gągałą - prezesem Regionalnego Stowarzyszenia Przedsiębiorców w Limanowej

 

 

K: Co najbardziej utrudnia życie przedsiębiorcom na Limanowszczyźnie?

 

S.G.: Nie ma prostej, jednoznacznej odpowiedzi. Na pierwszy plan wysuwa się jednak brak terenów inwestycyjnych. Te tereny charakteryzują się dużym rozdrobnineiniem działek, brakuje obszarów wielohektarowych. Osoba zainteresowana zakupem większego metrażowo gruntu zazwyczaj musi rozmawiać z wieloma właścicielami (często tych właścicieli już nie ma – zmarli lub są na emigracji) i borykać się z zawiłościami spadkowymi, prawnymi. Wiem to z doświadczenia. Kupując 2 ha działki rozmawiałem z 27 właścicielami!

 

K: Lokalne samorządy nie dysponują własnymi gruntami?

S.G.: W starostwie postulowałem, że trzeba tworzyć strefę - są tereny, ale wymaga to narażenia się wyborcom, gdyż np. trzeba zablokować jakiś teren pod budownictwo indywidualne. Jeśli tego nie zrobimy, to nikt na naszym terenie nie będzie inwestował, nie będzie kwitł przemysł, nie będzie hoteli i firm. Sama działalność usługowa to za mało – już dziś w Limanowej część lokali tego typu stoi pusta.

K: Ale zdaje się, że działki pod inwestycje nie są jedynym problemem?

S.G.: Drugi kłopot to opieszałość urzędników, nie tylko tutaj w Limanowej. Pracownicy urzędów zwlekają z decyzjami. Jeśli mają na jej podjęcie ustawowe 14 czy 20 dni, to decyzja zapada pod koniec tego terminu, chociaż mogliby to zrobić od ręki. Może u podstaw leży obawa, że takie załatwienie sprawy wiąże się z podejrzeniami o ulgowe, wyjątkowe traktowanie?

K: Mało przychylni urzędnicy to problem ogólnopolski.

S.G.: Są również problemy komunikacyjne. Co z tego, że powstają drogi, kładzie się nowy asfalt i chodniki (proszę zwrócić uwagę ile ich kładziemy)? Mieszkamy w górach, gdzie przy drogach powinny być szerokie pobocza. Zimą np. jedzie pług i zgarnia śnieg z drogi na chodnik, po którym nikt nie chodzi. Chodników się nie odśnieża, bo gminy nie mają na to pieniędzy. Mało tego, chodniki tu i ówdzie zarastają trawą, bo nikt ich nie używa, a chwalimy się inwestycjami z tego tytułu – to strata pieniędzy, które należy przeznaczyć na co innego.

K: Może takie inwestycje wymuszają projekty unijne?

S.G.: To jest kolejny problem - marnowanie pieniędzy na tzw. szkolenia w urzędach pracy. Przestańmy się szkolić – od tego jest szkoła. Zainwestujmy w szkolnictwo zawodowe. W socjalistycznej Polsce na szczeblu szkolnictwa średniego szkolono wykwalifikowanych pracowników. Uczono zawodów: malarza, zbrojarza, tokarza, murarza, kamieniarza – dziś tego nie ma. Szkolenia w UP to fikcja, one nic nie dają, to są zmarnowane miliony złotych. Sam prowadzę firmę, zatrudniam 200 osób. Jeśli przyjdzie pracownik, który jest dobrze wyszkolony i wykaże się wiedzą i umiejętnościami, to ma pewną pracę i nikt go nie zwolni.

K: Jakie widzi Pan rozwiązania tego problemu?

S.G.: Należałoby wspierać młodych. Absolwent po studiach powinien otrzymać np. darmowy ZUS przez pewien czas.

K: Dziękuję za rozmowę.

Foto źródło: www.hurtidetal.pl