Praktyki dziennikarskie w Kurierze

praca-do-kuriera

Osoby na stronie

Naszą witrynę przegląda teraz 34 gości 
Start Łącko Łącko: „Demokracja” za wójta Janusza Klaga – Poustawiać wszystkich w kąt i udawać niewiniątko
Łącko: „Demokracja” za wójta Janusza Klaga – Poustawiać wszystkich w kąt i udawać niewiniątko Drukuj Email

 On jest taki cukmlynarczykierkowaty; udaje niewiniątko stara się robić wrażenie, że nikomu nie szkodzi, ale robi swoją robotę.

Wywiad Kuriera z wieloletnim wójtem Gminy Łącko Franciszkiem Młynarczykiem.

Część I

Kurier: Jakie ma pan uwagi i zarzuty wobec obecnego wójta?

Franciszek Młynarczyk: Jest tego dużo, ale zacznijmy od najważniejszych. Takie pierwsze to brak szacunku dla mieszkańców i pracowników. Dla przykładu, pani Irena Owsianka została zwolniona z funkcji skarbnika z brakiem poszanowania godności. Nie została wcześniej poinformowana przez wójta o planowanym zwolnieniu, co jest niezgodne z kodeksem pracy. Dowiedziała się o zamierzeniach wójta bezpośrednio przed sesją, która miała ją odwołać, no i rada ją odwołała. Ja ją ceniłem i długo z nią współpracowałem. Pracowała w urzędzie gminy na stanowisku głównego księgowego, później skarbnika. Uważałem ją za wzór pracownika: uczciwego, kompetentnego. I tu ni stąd ni z owąd została usunięta; była niewygodna, wywalono ją na zbity pysk, trzy lata przed emeryturą. To jest pierwszy zarzut.

K: Jak Pan podejrzewa, czym kierował się wójt i po co usuwał panią skarbnik skoro była kompetentnym pracownikiem i merytorycznie dobrze przygotowanym?

FM: Była dla niego niewygodna, bo nie godziła się na nadużycia, mówiła że tak nie można, że to jest niezgodne z prawem. Domyślam się głównego powodu, ale to jest tylko mój domył. W Kadczy, przy głównej drodze, od lat stał budynek, który utrudniał przejazd, za bardzo wcinał się w jezdnię. Jego właściciel mieszkał w Stanach Zjednoczonych i mimo starań gminy nie udało się go przekonać do wyrażenia zgody na rozbiórkę. Gdy w Ameryce nastąpił krach właściciel wrócił do Polski i wreszcie sprzedał dom. Gmina wykupiła ten budynek, czego nie powinna robić z własnych finansów, to należało bowiem do obowiązków zarządu dróg wojewódzkich. Można było podpisać umowę z zarządem i wtedy byłoby to legalnie. Pani skarbnik prawdopodobnie powiedziała, że tak nie powinno się robić, i przypuszczam, że właśnie dlatego ją wyrzucono.

K: Z tego co wiem miał pan swój projekt odnośnie mandatów w gminie. Jest to układ, który bardziej odpowiada reprezentatywności.

FM: Powstał kodeks wyborczy. W jego myśl powinny być obwody głosowania. Dawniej było to tak zrobione, żeby wszyscy byli sprawiedliwie traktowani. Dlatego obliczało się reprezentatywność, czyli liczbę mieszkańców dzielono przez liczbę mandatów. Wnioskowałem do sejmu, żeby liczba mandatów była dostosowana to liczby mieszkańców. Bo to jest niesprawiedliwe jeżeli gmina Łącko ma 16 tys. mieszkańców i ma 15 mandatów, a gmina Rytro ma 4,8 tys. ludzi i też ma 15 mandatów. To jest absolutnie niesprawiedliwe, ale nikt na to nie reagował. Natomiast po powstaniu nowego kodeksu wyborczego zrobiono to tak, żeby wieś wójta została wypromowana. Ustalono, że okręg Czerniec, z którego pochodzi obecny wójt, a który zamieszkuje 710 mieszkańców dostanie 1 mandat. Dawniej Czerniec był połączony z Zarzeczem i też miał jeden mandat. Dla porównania Obidzę zamieszkuje 1496 mieszkańców i posiada ona również 1 mandat, a ma dwa razy tyle osób. To sytuacja z 2012 r. Ja proponowałem, żeby Brzynę połączyć z Obidzą i dać im 2 mandaty, oraz Zarzecze z Czerńcem i przyznać im 1 mandat. Reprezentatywność wtedy byłaby utrzymana. Obskakali komisarza wyborczego, stwierdzili, że tak będzie najlepiej, a przecież komisarz siedzi w Sączu i nie zna terenu. W prawdzie Zarzecze się skarżyło do państwowej komisji ale sołtys spóźnił się ze skargą i komisja ją odrzuciła. To jest rażąco niesprawiedliwe, pod wójta zostało zrobione.

K: Przeważnie każdy wójt stara się zmniejszyć znaczenie opozycyjnych radnych.

FM: Nie. Za mojej kadencji było tylko 4 opozycjonistów. Dwóch z nich pełniło funkcję przewodniczących komisji: jeden kultury i oświaty, a drugi rolnictwa. Obecnie jest 5 opozycyjnych radnych, którzy nie mają żadnej komisji. Taka jest różnica między nami, tak wygląda demokracja w gminie Łącko podczas kadencji Janusza Klaga.

K: Co z inwestycjami gminnymi? Jak są rozstrzygane przetargi?

FM: Jak można było zrobić tak, żeby dużą inwestycję gminną budowała rodzina? Szef Erbetu jest bratem ojca wójta i Erbet wygrał przetarg. To jest moralnie w porządku? Niby w tej chwili się uzasadnia, że z rezerwy budżetu państwa dostali 2,5 mln, i że te pieniądze trzeba było wydać do końca grudnia, że nie było innej firmy. A Chemobudowa? A tutaj te nasze miejscowe firmy? Co z nimi? To jest pic na wodę fotomontaż.

K: Na ostatniej sesji rady miasta zadziwiło nas, że wszyscy radni głosowali jednomyślnie, nikt nie powstrzymał się od głosu. Debata dotycząca firmy Stefar nie zrobiła na nikim wrażenia.

FM: Kto nie jest z nami ten przeciw nam. Demokracja jest taka, żeby poustawiać wszystkich w kąt, dlatego radni tak się zachowują jak się zachowują. Wszystkie wsie, które sympatyzowały ze mną były poszkodowane tym, że tam się mało inwestowało. Robiło się tylko tak dla oka, bo nie można nic nie robić. Tam gdzie wójt dostał poparcie, tam się robi inwestycje. Dba się o swoich.

K: Jak pan ocenia notowania wójta w najbliższych wyborach?

FM: On jest taki cukierkowaty; udaje niewiniątko stara się robić wrażenie, że nikomu nie szkodzi, ale robi swoją robotę.

Zapraszamy na część II