Wykorzystaj prawo –patrz władzy na ręce Drukuj

ustawa

Ustawa o dostępie do informacji publicznej. „Kto, wbrew ciążącemu na nim obowiązkowi, nie udostępnia informacji publicznej, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.”

 

Ustawa o dostępie do informacji publicznej – 10 najważniejszych informacji

Maciej Kwaśniewski

Ustawa o dostępie do informacji publicznej to niemal gotowy katalog dziennikarskich powinności. Trzeba tylko nauczyć się nią posługiwać. To rozszerzy skalę naszych możliwości.
Te uwagi to nie prawnicza interpretacja, ale wypadkowa przekonania o roli dziennikarza i funkcjach demokratycznego państwa oraz doświadczenia zawodowego w kontakcie z urzędnikami.
 

Po pierwsze. Nie znasz? To poznaj!
Przeczytaj ustawę (jest niezwykle krótka i przejrzysta), wydrukuj, ściągnij na pulpit komputera – to uświadomi Ci rolę, jaką możesz pełnić w społeczeństwie.
 
Po drugie. Informacja publiczna to…
Wyrób w sobie przekonanie, że wszystko, co robi władza robi w imieniu, dla i za pieniądze obywateli. Stąd twoje nadrzędne prawo jako obywatela i dziennikarza do informacji. Definicja informacji publicznej wg ustawy jest niezwykle prosta i tylko prawnicy mogą mieć tu wątpliwości. Art. 1 mówi: „Każda informacja o sprawach publicznych stanowi informację publiczną w rozumieniu ustawy i podlega udostępnieniu i ponownemu wykorzystywaniu”. Ustawa daje, co bardzo dla nas ważne, prawo wglądu do dokumentów i prawo udostępniania informacji publicznych. Oczywiście są w państwie informacje o sprawach publicznych, które nie mogą zostać udostępnione, ale do tego wrócimy za chwilę.
 
Po trzecie. Kto ma informacje publiczne?
Tu bywa najwięcej kontrowersji i nieporozumień. Czy spółka gminy działająca na gruncie prawa handlowego ma obowiązek udostępniania informacji o swoich wynikach finansowych i zarobkach zarządu? Odpowiedź wynika z art. 4, który daje katalog zobowiązanych do udostępniania informacji. Są to „władze publiczne: oraz „podmioty wykonujące zadania publiczne”. Ustawa wymienia tu m.in.:
- organy władzy publicznej,
- organy samorządów gospodarczych i zawodowych,
- podmioty reprezentujące zgodnie z odrębnymi przepisami Skarb Państwa,
- podmioty reprezentujące państwowe osoby prawne albo osoby prawne samorządu terytorialnego oraz podmioty reprezentujące inne państwowe jednostki organizacyjne albo jednostki organizacyjne samorządu terytorialnego,
- podmioty reprezentujące inne osoby lub jednostki organizacyjne, które wykonują zadania publiczne lub dysponują majątkiem publicznym, oraz osoby prawne, w których Skarb Państwa, jednostki samorządu terytorialnego lub samorządu gospodarczego albo zawodowego mają pozycję dominującą w rozumieniu przepisów o ochronie konkurencji i konsumentów,
- organizacje związkowe i pracodawców reprezentatywne w Trójstronnej Komisji do Spraw Społeczno-Gospodarczych i wojewódzkich komisjach dialogu społecznego,
- partie polityczne.

Zwracam uwagę na określenie „wykonują zadania publiczne”. Tu chodzi np. o podmioty (także firmy), które za pieniądze publiczne wykonują zadania dla ogółu. Na gruncie tego przepisu możemy domagać się informacji od firm zajmujących się np. wywozem śmieci.

Nie powinno być wątpliwości, co do zakresu zdobywanych informacji. Ustawa precyzuje to dokładnie. Są to informacje dotyczące np. (art. 6):
- nie tylko samych decyzji, ale także ich planów, projektowanych rozwiązaniach prawnych, np. uchwał, czy ustaw
- programów realizacji zadań publicznych, sposobów ich realizacji, wykonywania i skutkach realizacji tych zadań,
- statusu, przedmiocie działalności i kompetencjach, osobach sprawujących funkcje w podmiotach wykonujących zadania publiczne i ich kompetencjach,
- struktury własnościowej, majątku, którym dysponują,
- sposobów stanowienia aktów publicznoprawnych,
- sposobów przyjmowania i załatwiania spraw,
- stanu przyjmowanych spraw, kolejności ich załatwiania lub rozstrzygania,
- prowadzonych rejestrów, ewidencji i archiwów oraz o sposobach i zasadach udostępniania danych w nich zawartych,
- naborze kandydatów do zatrudnienia na wolne stanowiska, w zakresie określonym w przepisach odrębnych,
- konkursów na wyższe stanowisko w służbie cywilnej,
- treści aktów administracyjnych i innych rozstrzygnięć,
- dokumentacji przebiegu i efektów kontroli oraz wystąpień, stanowisk, wniosków i opinii podmiotów ją przeprowadzających,
- majątku Skarbu Państwa i państwowych osób prawnych,
- majątku jednostek samorządu terytorialnego oraz samorządów zawodowych i gospodarczych oraz majątku osób prawnych samorządu terytorialnego, a także kas chorych,
- dochodach i stratach spółek handlowych, w których instytucje publiczne mają pozycję dominującą oraz dysponowaniu tymi dochodami i sposobie pokrywania strat,
- długu publicznego,
- pomocy publicznej,
- ciężarach publicznych.
Jak widać pracy jest na długie lata.

I rzecz najważniejsza. Wg ustawy „dokumentem urzędowym w rozumieniu ustawy jest treść oświadczenia woli lub wiedzy, utrwalona i podpisana w dowolnej formie przez funkcjonariusza publicznego w rozumieniu przepisów Kodeksu karnego, w ramach jego kompetencji, skierowana do innego podmiotu lub złożona do akt sprawy”. Na tej postawie można domagać się np. treści maili wysyłanych przez urzędników podczas procedowania konkretnej sprawy.
 
Po czwarte. BIP – najlepszy przyjaciel dziennikarza.
Wielu dziennikarzy poczyniło sobie z Biuletynu Informacji Publicznej najlepsze źródło informacji, także newsowej. Inni w ogóle nie wiedzą, że coś takiego istnieje. Biuletyn (art. 8), forma elektronicznej gazety, to miejsce, gdzie każda instytucja publiczna powinna umieszczać wszystkie informacje publiczne. Tak tylko jest w teorii. Do BIP trafiają najczęściej „oczywiste oczywistości”, np. książka teleadresowa urzędu, informacje o przetargach i ich rozstrzygnięciach, konkretne decyzje.

W rzeczywistości, wobec braku społecznego nacisku, urzędy coraz słabiej pracują w BIP, co też powinno wywołać reakcję dziennikarzy. Art. 8 pkt. 5 mówi wyraźnie, że wszystkie wyłączenia z katalogu informacji publicznej (a można to rozumieć jako wyłączenie jawności), muszą być specjalne zaznaczone i opatrzone informacją o zakresie wyłączenia, podstawie prawnej oraz muszą wskazać organ lub osobę, które dokonały wyłączenia.
Wszystkie BIP-y mają to samo logo i podobną strukturę, różnią się niestety zawartością.
 
Po piąte. Czy poza BIP-em jest życie?
Gdyby wszystko było w BIP-ie świat byłby zbyt piękny. Praktyka pokazuje, że BIP zawiera tylko dokumenty będące najczęściej urzędowymi decyzjami. Jeżeli chcemy dowiedzieć się więcej musimy prosić o udostępnienie informacji.
 
Po szóste. Nie jesteś petentem, ale panem.
W tym miejscu najbrutalniej widać, jak nikła jest wiedza o funkcjonowaniu ustawy zarówno wśród urzędników i dziennikarzy. Urzędnicy domagają się pisemnego wniosku, wskazania interesu prawnego, zwlekają z odpowiedzią powołując się na zasady postępowań urzędniczych. I wielu dziennikarzy, nie znając przepisów godzi się na to.
Tymczasem ustawa w art. 10 mówi w sposób jednoznaczny, że informacja może być udostępniana nawet na wniosek ustny, bez oficjalnej formy. W praktyce oznacza to także mail. I co ważne mail nie musi być podpisany. Co, jak wskazują interpretatorzy, chroni obywateli (w tym dziennikarzy) w małych społecznościach. I jeszcze jedna ważna rzecz: jeżeli informacja jest w BIP urzędnik powinien wskazać miejsce (link) do jej treści.

Urzędnik nie ma też prawa żądać podania interesu prawnego do informacji, bo to sprzeczne jest z ideą tego prawa. Art. 2, pkt 2 mówi: „Od osoby wykonującej prawo do informacji publicznej nie wolno żądać wykazania interesu prawnego lub faktycznego”.
I jeszcze jedna ważna rzecz: Podmiot udostępniający informację publiczną jest obowiązany zapewnić możliwość: kopiowania informacji publicznej albo jej wydruk lub przesłania informacji publicznej albo przeniesienia jej na odpowiedni, powszechnie stosowany nośnik informacji (art. 12).
 
Po siódme. Co nie jest informacją publiczną?
Oczywiście życie nie zawsze jest tak pięknie, jak nam się wydaje. I ponad dziesięcioletnia praktyka funkcjonowania ustawy uczy, że „prawo do informacji publicznej podlega ograniczeniu” (art. 5). I tu kolejna dobra rada: Jeżeli tylko urzędnik odmawia informacji, natychmiast trzeba żądać od niego podania podstawy prawnej. Bo jak wiemy, wyłączenie czegoś z katalogu informacji publicznej musi być sankcjonowane prawnie.

Przyznać też trzeba, że to ta część ustawy, która budzi najwięcej kontrowersji i prawnych kłopotów, ale raczej na szczytach władzy a nie w urzędach miejskich, czy gminnych. I tu np. „prawo do informacji publicznej podlega ograniczeniu ze względu na ochronę ważnego interesu gospodarczego państwa w zakresie i w czasie, w jakim udostępnienie informacji: osłabiłoby zdolność negocjacyjną Skarbu Państwa w procesie gospodarowania jego mieniem albo zdolność negocjacyjną Rzeczypospolitej Polskiej w procesie zawierania umowy międzynarodowej lub podejmowania decyzji przez Radę Europejską lub Radę Unii Europejskiej”. Zwróćmy uwagę na określenie „w zakresie i w czasie”, co oznacza, że informacje takie nie pozostają tajne na zawsze.

Ustawa mówi też o ochronie prywatności i tajemnicy przedsiębiorcy, ale jednocześnie znosi te ograniczenia w stosunku do osób pełniących funkcje publiczne. 
 
Po ósme. Co zrobić temu, kto odmawia
Nie można tak sobie odmówić udostępnienia informacji publicznej. Musi to być decyzja urzędowa (art. 16), której zasady reguluje Kodeks postepowania administracyjnego, co oczywiście zezwala poznać pokrętną i najczęściej całkowicie bezprawną podstawę odmowy. Trzeba domagać się by odmowa zawierała nazwiska i funkcje wszystkich osób, które podejmowały decyzję. Rzeczywistość jest taka, że decyzje o nieudzieleniu informacji podejmuje arbitralnie wójt, burmistrz czy prezydent zmuszając swoich urzędników do sygnowania decyzji. Dokument ujawniając jednak te nazwiska wskazuje jednak ich, jako naruszających prawo.
 
Po dziewiąte. Urzędniku, chyba nie chcesz pójść do więzienia?
„Kto, wbrew ciążącemu na nim obowiązkowi, nie udostępnia informacji publicznej, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.” To treść art. 23. Tak na wszelki wypadek.

Po dziesiąte. Przyjaciół najlepiej poznać przed biedą.
W Polsce pojawiły się wyspecjalizowane organizacje społeczne śledzące m.in. zakres dostęp do informacji publicznej. Najczęściej tworzą je prawnicy, którzy często sami procesują się o udostępnienie informacji. Bardzo często robią to wtedy, gdy dziennikarze widzą tylko skutki jakiś działań, a nie dostrzegają przyczyn. To właśnie takie organizacje prowadziły procesy z premierem, prezydentem, ministrami.

Ale i zajmują się także sprawami drobnymi, służąc pomocą i radą. Ważny to partner, zwłaszcza dla mediów lokalnych, których nie stać czasem na adwokatów. Organizacje te to także zasób bardzo praktycznych informacji, a w końcu straszak na opornych i tych, którzy sensu ustawy nie rozumieją. Przyjaźnijmy się więc z tymi miłymi ludźmi, bo dobrze służą demokracji. Są to np.:

Pozarządowe Centrum Dostępu do Informacji Publicznej
www.informacjapubliczna.org.pl

Fundacja Instytut Myśli Obywatelskiej im. Stańczyka
www.stanczyk.org.pl

Popierajmy też miejscowych strażników i watchdogów, czyli wolontariuszy sprawdzających w imieniu tych organizacji stan przestrzegania prawa. Jesteśmy sojusznikami w jednej sprawie.
 

Za: http://www.pogotowiedziennikarskie.pl.