|
W związku z liczną korespondencją, jaka trafia do nas od chwili interwencji medialnej w sprawie straży miejskiej, postanowiliśmy wyjaśnić parę kwestii.
Wielu odbiorców "Kuriera Pienińskiego" podziela nasze wątpliwości. Otrzymujemy listy zawierające wyraźne poparcie działań i zachęcające do interwencji. Są także na forach internetowych opinie negatywne i takim właśnie pragniemy poświęcić chwilę uwagi.
Kwestia przeprowadzania dzieci przez jezdnię jest jedynie wierzchołkiem góry lodowej. Różnorakie nieprawidłowości w SM w Szczawnicy piętrzą się, a kontrowersyjna kwestia to jedynie przykład łamania prawa. Przykład oczywisty i dostrzegalny gołym okiem. Proceder uprawiany na oczach mieszkańców wymaga jedynie wskazania podstaw prawnych, które są naruszane, bez konieczności długodystansowych analiz. Sygnalizowaliśmy inne nieprawidłowości jak np. interwencje SM obejmujące kontrolę działalności gospodarczej, pobór opłaty uzdrowiskowej itd. Jak zostało zaopiniowane przez właściwe organy: nie są to czynności wchodzące w kompetencje strażników. Interwencja dziennikarska wymaga tu jednak długofalowej obserwacji, analizy nadsyłanych dowodów, jest czasochłonna i wiąże się z postępowaniem sądowym - a opinia sądów w regionie bywa stronnicza - czego przykładem była choćby długa sprawa Ciesielki.
Pragniemy zdecydowanie podkreślić, że nasze działania nigdy nie miały i nie mają na celu godzenia w najmłodszych mieszkańców. Zdecydowanie popieramy pomoc dzieciom - jeśli jest słuszna tzn. nie kryje drugiego dna. W tym jednak przypadku jest to łamanie prawa przez organ powołany do stania na jego straży. Bynajmniej nie w celu ochrony najmłodszych, a w ramach planu działań marketingowych, na których zyskują władze miasta.
Nie mamy nic przeciwko dbaniu o bezpieczeństwo naszych pociech. Zapewnienie im ochrony w ruchliwej okolicy szkoły to istotna kwestia. Dlaczego jednak ta pomoc nie zostanie zorganizowana w należyty sposób? Dlaczego odpowiednie osoby nie zostaną wydelegowane do przeprowadzania przez jezdnię w wyznaczonym miejscu i w odpowiednich godzinach? Przecież dzieci do szkoły uczęszczają nie tylko na godzinę 8 rano. Co z ich bezpieczeństwem po zajęciach lekcyjnych? Kończą wszak o różnych godzinach.
Każdy rodzic chce dobra swojego dziecka, rozumiemy zatem wszelkie przejawy irytacji. Prosimy jednak o podejście mniej emocjonalne, a w większej mierze racjonalne. Rozumnie i w zgodzie z prawem zorganizowana pomoc procentuje. Rodzi zaś kłopoty, gdy ociera się o granice przyjętych norm lub też stanowi kpinę z zasad i kodeksów w imię dobrego PR.
Kończąc, pozwolimy sobie także na pewną dygresję. Skoro troska o dzieci ze strony władz jest takim priorytetem, to dlaczego do innych problemów nie mogą podejść indywidualnie i zwyczajnie, po ludzku?
Trwa zima. W tym roku wyjątkowo dotkliwa pod względem temperatur. Wszyscy wiemy o tym że grożą wysokie kary za spalanie tzw. odpadów w domowych piecach grzewczych. Czy jest to świadome działanie zagrażające środowisku? W większości przypadków nie wynika z bezmyślności, a ludzkiej biedy. Rodzina, której nie stać na zakup opału radzi sobie jak tylko może. W trosce o DOBRO DZIECI, by miały odpowiednie warunki np. do nauki. Ukarani grzywną w wysokości 500zł tym bardziej nie pozwolą sobie na węgiel, koks, itd. Zziębnięte dziecko pójdzie rankiem do szkoły, w pobliżu której czekał nań będzie strażnik - reprezentant troskliwości władz, który wcześniej wystawił mandat rodzicom. Dobro dzieci w tym przypadku powinno również być brane pod uwagę - a niestety nie jest.
|