O nadużyciach Straży Miejskiej w Szczawnicy cd. Drukuj

 

Wywiad z redaktorem naczelnym Jackiem Piaseckim.

Niedawno pisaliśmy o  nadużyciach Straży Miejskiej w Szczawnicy. Sprawa zyskała ogromny oddźwięk. Przewinęła się fala krytyki. Zostało wykazane, że Straż Miejska w Szczawnicy dopuszcza się łamania prawa. Niczego to jednak nie nauczyło komendanta Andrzeja Bańkosza. W ramach retorsji zostały zaatakowane osoby współpracujące z redakcją.

Jak ocenia Pan to, co się stało?

To, że Straż Miejska łamie prawo w Szczawnicy to jedno, ale istnieje jeszcze poważniejszy problem. Mianowicie jest ona wykorzystywana do represjonowania osób, które dopuszczają się krytyki takich działań i krytyki władz, które na te wybryki zezwalają.

Nie łączy Pan tych dwóch aspektów?

Oczywiście, że łączę. Przy czym w pierwszym przypadku na zaistniałą sytuację mogą mieć wpływ cechy osobowościowe takie jak zawziętość, wyniosłość czy chorobliwy upór.

Czy chce Pan przez to powiedzieć, że mając takie cechy można łamać prawo?

Oczywiście, że nie. Co do zasady każdy zdrowy i normalny człowiek potrafi panować nad sobą i powstrzymywać swoje negatywne skłonności, a jeżeli wymykają się one spod kontroli, to wtedy może to świadczyć o jakimś problemie psychologicznym, mówiąc najłagodniej.

 

Nie rozumiem.

Na ten temat powinni wypowiedzieć się specjaliści. Środowisko psychologów przy takim opisie zachowania wskazuje, że może to być przykład osobowości dyssocjalnej. Dla tego typu osobowości specyficzne jest  lekceważenie zobowiązań społecznych, nieliczenie się z innymi ludźmi i z powszechnie przyjętymi normami, zasadami etycznymi i moralnymi. W myśleniu tych osób często spostrzega się tendencję do pogardzania innymi ludźmi i uznawania ich za winnych konfliktów, które sami spowodowali. W przeżywaniu nie pojawia się poczucie winy i wstydu.

To brzmi bardzo poważnie?

To jest duży problem, tacy ludzie są skłonni do dominacji, nie posiadają zdolności przewidywania skutków własnego postępowania i wysuwania wniosków z doświadczeń. Charakteryzuje ich swoisty brak wglądu, brak zdolności oceny samego siebie oraz nierozróżnianie granicy między rzeczywistością a fikcją, prawdą a kłamstwem.  To, o czym mówię absolutnie nie tyczy się w żaden sposób komendanta Bańkosza, bo żeby taki stan stwierdzić, należałoby przeprowadzić badania kliniczne. Ja tylko zacytowałem, co na temat pewnych analogicznych zachowań mówi teoria psychologii, aczkolwiek mogę się mylić.

Czy może to mieć wpływ na wykonywaną pracę?

Tak, dlatego planujemy w najbliższym czasie wystąpić w tej sprawie do specjalistów. Bo tak jak wspomniałem wcześniej, każdy normalny człowiek wie co mu wolno, a czego mu nie wolno w ramach pełnionych przez siebie funkcji zawodowych. Jeżeli do funkcjonariusza nie dociera informacja powtarzana przez zwierzchników i poprzedników, że od kilkunastu miesięcy łamie prawo, co więcej, jest to również napisane wprost w ustawie o straży i mówi o tym kodeks ruchu drogowego – to oznacza, że mamy do czynienia z jednostką, która musi mieć najprawdopodobniej  problemy z percepcją.

 

Czy te represje wobec osób wspomagających działania redakcji mogą być inspirowane przez burmistrza?

Burmistrz zapewnia, że nie i my to stanowisko przyjmujemy, ale papierkiem lakmusowym okaże się rozprawa sądowa w Nowym Targu.

Dlaczego?

Zarzuty wobec tych osób to typowa prowokacja. Dochodzi do tego kwestia poświadczenia nieprawdy przez strażników miejskich, co będzie łatwo udowodnić. Tak więc komendant straży powinien przegrać w sądzie, jeżeli nie będzie miał wsparcia – już w pierwszej instancji i to będzie znaczyło, że burmistrz nie maczał w tym palców. Zdajemy sobie sprawę jak potężny ma wpływ burmistrz Szczawnicy w lokalnym wymiarze sprawiedliwości. Pokazał to proces z Józefem Ciesielką – byłym szczawnickim radnym, który został skazany trzema wyrokami za przekazanie informacji prasie. Informacji tych, jak się okazało (gdy doszło do zaskarżenia wyroku) nigdy nie przekazał. Był to wyrok totalnie pogrążający i kompromitujący nowotarski wymiar sprawiedliwości, w tym sędziego Sławomira Biskupa, który dopuścił się uchybień tak kolosalnych, że zainteresował się tą sprawą sam wicemarszałek sejmu i minister sprawiedliwości. Wspomniany sędzia nie stanowi wyjątku. Są również inni, którzy umarzają wszystkie postępowania przeciw szczawnickim urzędnikom.

Można z tego wywnioskować, że jak komendant przegra w pierwszej instancji, to będzie oznaczało, że nie otrzymał wsparcia od lokalnych władz. A co będzie, jeżeli komendant wygra?

Nie dopuścimy, by fałszywe oskarżenia i spreparowane dowody doprowadziły do skazania tych ludzi. Będą odwołania do sądów wyższych instancji tak długo, aż sprawa trafi poza region wpływu lokalnych władz. W tym czasie dojdzie do kolejnych kompromitacji działań zarówno komendanta straży, jak i wymiaru sprawiedliwości. Zwrócimy się o pomoc do posłów i senatorów, nagłośnimy sprawę w parlamencie. Proszę pamiętać, że wygrana burmistrza z Józefem Ciesielką w sądzie oznaczała tak naprawdę klęskę Grzegorza Niezgody i to w każdym wymiarze: prawnym, moralnym, medialnym i marketingowym - teraz będzie tak samo.

Czy będziecie wnioskować o usunięcie komendanta z funkcji?

Na pewno wpłynie skarga na jego czynności do Wojewody Małopolskiego, do Komendanta Straży w Krakowie. Powiadomimy o incydencie Komendę Główną Policji w Warszawie i poprosimy Najwyższą Izbę Kontroli o przeprowadzenie czynności wyjaśniających łamania prawa przez straż miejską.

Czy skarga zostanie też skierowana do burmistrza?

To jest problem Grzegorza Niezgody, jaką osobę ma na stanowisku. Trudno przewidzieć zachowanie człowieka, wręczając mu nominację i powołując go na funkcję komendanta. Ale nie ma też potrzeby brać na siebie odpowiedzialności za jego nadużycia, chyba, że burmistrz odczuwa taką wewnętrzną potrzebę lub zachodzą inne okoliczności, o których nie wiemy, a które powodują, że ten patologiczny i chory układ trwa. Komendant, gdyby miał minimum godności i uczciwości wobec swojego przełożonego podałby się do dymisji. Również burmistrz, widząc w jaką sytuację uwikłał szczawnickie władze Andrzej Bańkosz i jaki może mieć to skutek w oczach opinii publicznej, powinien odwołać go ze stanowiska. Dlatego nie ma sensu, abyśmy w tej sprawie zwracali się do burmistrza. Sensowniej byłoby raczej przeprowadzić referendum czy Szczawniczanie chcą utrzymywać i łożyć niemałe finanse na straż miejską, która zamiast bronić lokalnej społeczności, jest wykorzystywana do represjonowania mieszkańców i politycznej opozycji.

Czy były przypadki wybiórczego represjonowania?

Przykładem może być postać Witolda Zawadzkiego – byłego komendanta straży miejskiej. Sprawa o uchybieniach służbowych komendanta straży nie jest jedyną. Dla przykładu Zawadzki padł ofiarą swojego następcy. Został oskarżony o parkowanie niezgodne z obowiązującymi przepisami ruchu drogowego. Dowodem miało być zdjęcie wykonane przez Bańkosza, na którym widniał za parkowany na części chodnika samochód. Z kolei w sprawie innych samochodów, zaparkowanych na chodniku, Bańkosz nie wszczął żadnego postępowania. Po przesłuchaniu wielu świadków (policjantów, strażników miejskich i właściciela warsztatu samochodowego) nie znaleziono dowodów winy.


Co planuje Pan zrobić w najbliższym czasie?

Musimy przeanalizować, co mogło być przyczyną prowokacji. Należy wziąć pod uwagę, że dziennikarze mogą być w posiadaniu jakiejś sensacji, która może być kompromitująca dla lokalnych władz, a nie są świadomi znaczenia i wagi tych informacji.

Jaką wiedzę mogli zdobyć lokalni dziennikarze, że postanowiono ich w ten sposób zdyskredytować ?

Dziennikarz dysponuje podobną wiedzą, jaką ma ksiądz i choć redakcja to nie kościół,  to ludzie chętnie dzielą się swoimi problemami i spostrzeżeniami. Często są to nowinki, plotki, które interesują mieszkańców, np. gdzie władza buduje swoje domy, dlaczego w tej dzielnicy, a nie innej (pierwotnie zakładanej); co było przyczyną zmiany. Mówią o inwestycjach prowadzonych niezgodnie z kosztorysem. Są to zarzuty poważne, które my musimy zweryfikować, co nie zawsze jest łatwe. Docierały do nas jeszcze bardziej szokujące informacje, że dochodziło do prób zastraszania i szantażowania lokalnej społeczności. Często Czytelnicy pytają dlaczego redakcja nie zajmuje się taką czy inną sprawą, dlaczego nie podejmuje publikacji na trudne tematy?

A  zatem dlaczego?

Redakcja jest bardzo mała. Osoby w niej pracujące nie są zatrudnione na etatach. Wykonują swoją pracę po godzinach, traktując ją bardziej jak hobby. Chcieliśmy, aby głównym celem „KP” była edukacja, dlatego pragniemy się skupiać na tematach bliskich ludziom, ale od nieco innej strony. Naszym celem jest wyjaśnianie pewnych mechanizmów, procesów zachodzących w człowieku. Będziemy publikować więcej artykułów psychologicznych, tak jak ostatni cykl o erotyce czy o psychologii władzy. Na rynku działa „Tygodnik Podhalański” i to on powinien podejmować te trudne tematy, ponieważ jest gazetą płatną, a klient jeśli za coś płaci, to ma prawo oczekiwać rzetelnych informacji.

To oznacza, że Wy możecie być nierzetelni?

Nie, to oznacza, że my nie podejmujemy tematów, które wymagają wielotygodniowego śledztwa, bo nas zwyczajnie na to nie stać. „Tygodnik Podhalański”, pisząc o kontrowersyjnych tematach, ma zagwarantowaną sprzedaż. Jeżeli takich tematów nie podejmuje, to Czytelnicy powinni rozważyć, czy zamiast gazety w to miejsce nie lepiej kupić sobie tabliczkę czekolady na poprawienie humoru? Oczywiście ciągle jednak obserwujemy to, co dzieje się wokół nas i jeżeli zajdzie taka potrzeba, to będziemy podejmowali też inne tematy – społeczne czy polityczne.