Fiskus tropi ofiary Amber Gold: Skąd mieliście pieniądze? Drukuj

Gdański fiskus ściga ciułaczy, sprawdzając, czy są w stanie udowodnić skąd mieli pieniądze, które stracili. Jak nie wykażą, że mieli je z legalnego źródła, to do strat będą musieli dopisać karny podatek: 7,5 tys. złotych od każdych 10 tysięcy.

 

Fot. Wistula/CC/Wikipedia Commons

Urzędnicy skarbówki uznali, że nadarzyła się świetna okazja do masowej kontroli.

Wg dziennikarzy "Newsweeka" równocześnie śledczy zajmujący się sprawą Amber Gold nie przykładają uwagi do kilku wielomilio­no­wych wpłat, których dokonano na samym początku istnienia piramidy finansowej. Jak podejrzewają dziennikarze, mogły być to pieniądze tajemniczych sponsorów małżeństwa P., które kierowało firmą.

Klienci Amber Gold mogą czekać na swoje pieniądze do 2018!

więcej

Dziennikarze zwracają również uwagę na brak zaintereso­wa­nia śledczych działaniami samych urzędników fiskusa:

Nikt nie ściga referentki z gdańskiego urzędu skarbowego, która "zapomniała" wpisać spółkę Amber Gold do ewidencji podatkowej. Dzięki temu spółka przez kilka lat mogła się rozwijać nie niepokojona przez skarbówkę, choć nie składała sprawozdań finansowych – relacjonuje newsweek.pl.

Jak podkreślają dziennikarze, z punktu widzenia Izby Skarbowej piramidy finansowej znanej jako Amber Gold po prostu nie było.

Za hotmoney.pl