Aromat o znamionach smrodu Drukuj

Ziemiekiewicz1Jeszcze w piątkowej – sprzed tygodnia – "Wyborczej" słowa "prawdziwi patrioci" używane są, tradycyjnie, jako obelga, i odnoszone do "faszystów i kiboli", którzy zakłócili wykład zasłużonego NKWD-ysty. A w sobotę w bombastycznym artykule Adam Michnik oznajmia, że generał Jaruzelski jest i zawsze był
prawdziwym patriotą. I tym razem "prawdziwy patriota" jest pochwałą.

 


Ktoś powie, że Michnik chwali Jaruzelskiego od dwudziestu lat, cóż niby
za sensacja? Otóż nie, wbrew pozorom, narracja sprezentowana przez Michnika
najwyższemu przełożonemu "nieznanych sprawców" na urodziny jest nowa.
W narracji dotychczasowej Jaruzelski był dobry tylko jako "architekt Okrągłego
Stołu"; tym dziełem architektonicznym, aktem założycielskim III RP, zmazywał
swe wcześniejsze winy. Teraz idziemy śmiało dalej: okazuje się, że Jaruzelski
w ogóle żadnych win do zmazywania nie miał. Zawsze był dobry i zawsze jako
dobry patriota służył Polsce.
Logika nakazuje zapytać, kim był w takim razie Michnik? Jeśli Jaruzelski
wsadzając Michnika i jego kumpli do pierdla dobrze służył Polsce, to znaczy się
oni Polsce szkodzili. Jeśli Jaruzelski wielkim patriotą był, czyszcząc
z "syjonistów" tzw. ludowe wojsko polskie, to znaczy ci "syjoniści" naprawdę
zasługiwali na wyczyszczenie, jeśli nawet nie "subiektywnie", to "obiektywnie",
dla dobra Polski. A jeśli tak, to zasługiwali na – excuse my french –
wypierdzielenie z partii i z kraju również inni "syjoniści", których w tamtym
czasie wypierdzielono, włącznie z wypierdzielonym z uczelni Michnikiem.
Boże mój, toż "jednym maleńkim słowem" właśnie się poszła czochrać cała
marcowa martyrologia, z takim poświęceniem budowana latami przez gazetę
Michnika! Jeśli Jaruzelski był patriotą, knując grudniową masakrę na wybrzeżu,
by wysadzić z fotela Gomułkę i zastąpić go Moczarem (bo to on miał być,
Gierka mocą deus ex z Kremlina usadził na opróżnionym przez partyjny
przewrót stołku Breżniew) to i na Moczara, jako takiego samego patriotę, trzeba
spojrzeć okiem równie przychylnym.
Człowiek wykształcony dostrzeże może w tej sytuacji godny starożytnych
filozofów paradoks, jak w anegdocie o nieszczęsnym balwierzu, któremu tyran
pod karą śmierci nakazał golić tylko tych swoich poddanych, którzy się nie golą
sami (cokolwiek balwierz zrobi, ogoli się sam czy nie – czapa). Autorytet
Michnika i jego prawo do wystawiania świadectw moralności wynika faktu, że
był prześladowany przez zbrodniczy reżim ("Michnik za ciebie i twoją wolność
siedział w więzieniu!" – chciałbym mieć dyszkę za każdy raz, kiedy to
słyszałem). Ale w momencie, gdy reżimowi, który go prześladował, wystawia
certyfikat Dobra, przestaje być ofiarą Zła, a więc traci prawo wyrokowania
o Dobru i Złu, ale skoro je stracił, to jego świadectwo moralności dla reżimu jest
nieważne, czyli jednak Michnik był niesłusznie prześladowany, a więc ma
prawo, ale w takim razie... Może Michnik specjalnie wkręca nas w taki
paradoks, bo go na starość pozorność wszelkich znaczeń i odarcie słów z sensu
zaczęły bawić?
Pęknięta nuta pobrzmiewa nie tylko w peanach Michnika, ale w całej
jubileuszowej owacji urządzonej Jaruzelskiemu przez lewicę. Niechby go sobie
okadzali jako Wielkiego Komunistę albo Wielkiego Europejczyka, jako
promotora i prasprawcę naszego wejścia do Unii, bohatera walki
o sprawiedliwość społeczną, zasłużonego pogromcę Kościoła i prawicy, który
klechów spławiał z prądem, pałował rocznicowe marsze młodych faszystów,
a nacjonalistycznym liderom aranżował wypadnięcia z okna i inne śmiertelne
wypadki – proszę bardzo, wtedy będzie równie ohydnie, ale przynajmniej
z sensem. Ale za co czci rodzime lewactwo czerwonego dyktatora? Za
patriotyzm? Ludzie, którzy zawsze głosili, że "patriotyzm to idiotyzm"!?
Za zasługi dla Polski zachwala Jaruzelskiego Palikot, który otwartym
tekstem ogłaszał, że nie będziemy dobrymi Europejczykami ani ludźmi
nowoczesnymi, dopóki się z polskości nie wyzwolimy. Za prawość – Urban,
największy piewca wszelkiego ześwinienia i cynizmu. Za uczciwość
i nieumoczenie w afery – banda ordynackich przekrętaczy rodem z osławionej
spółdzielni "Młoda Gwardia", na czele z "drobnym krętaczem Olusiem" który
całą tę fetę sfinansował z "wyrazów wdzięczności" od banku Goldman Sachs za
doradzanie, jak wyprowadzić z Polski miliony spekulowaniem na naszej walucie
– względnie od Nursułtana Nazarbajewa i Kulczyka za nie-chcecie-wiedzieć-co.
Wreszcie, osobistą skromność generała Jaruzelskiego oraz jego kulturę osobistą,
wyrażającą się faktem, że nie pił alkoholu, nie przeklinał i nie chodził na k...
sławi towarzyska śmietanka, której obyczaje zapisały dla potomności różne
taśmy Gudzowatego i CBA oraz notesik Fibaka ("o ty, co mieszkasz dziś
w pałacu, a sr... chodziłeś za chałupę", jak tę formację społeczną poetycko
opisał Tuwim).
Nie zdążyłem domknąć opadłej ze zdziwienia szczęki, gdy z kolei wlazł
mi w ręce kolejny wstępniak od lat aspirującego do michnikowego tronu Lisa.
Jak zwykle o Kaczyńskim, że jest obrzydliwy, groźny, straszny, godny pogardy
i tak dalej, to u Lisa evergreen, ale – dlaczego w tym tygodniu jest taki straszny
i godny pogardy? Owoż, ogłasza Lis, dlatego, że kontynuuje dzieło
Jaruzelskiego. To znaczy, niszczy Polskę, niszczy polską gospodarkę, budując
socjalizm, zalewa nienawiścią i tak dalej. Jednym słowem – Kaczyński, ogłasza
Lis, jest synem Jaruzelskiego.
Co jest o tyle zabawne, że w tę samą sobotę, w którą zachwalał spiżowy
patriotyzm Jaruzelskiego, rzucał też Michnik koło ratunkowe Tuskowi
osobiście, firmując wiernopoddańczy wywiad z premierem, tak się przypadkiem
składa, opublikowany akurat na wyborczą ciszę przed sprawdzianem w Elblągu.
A tam premier – Lis, nawiasem mówiąc, nie zauważył, że teraz deklarujący się
właśnie jako zwolennik socjalizmu, czego dowiódł między innymi wycofując
się demonstracyjnie z "liberalnej" reformy emerytur górniczych, za którą tyle
spłynęło nań swego czasu pochwał – a więc, tam premier ogłasza przekaz
tygodnia, iż "nacjonaliści i rasiści są dziećmi Kaczyńskiego". Przekaz
niewątpliwie od razu rozesłany esemesami, bo jeszcze w ten sam weekend
powtórzyły go w różnych mediach pani Kudrycka, pani Pitera, redaktor Wroński
i dziesiątki pomniejszych inżynierów i technologów dusz.
Tym sposobem, via PiS, nacjonaliści i rasiści stali się wnukami
Jaruzelskiego. Jeśli tak, to ich budzący grozę salonów atak na Baumanna,
którego patriotyzm, jako współpracownika tej samej stalinowskiej Informacji
Wojskowej jest równie bezdyskusyjny, można zbagatelizować jako po prostu
spór w rodzinie. Panowie Sienkiewicz i Seremet, zamiast się wtrącać
w niesnaski między dziadkami a wnuczkami tudzież "tłumić antysemickie
postawy w zarodku" (Wasza świątobliwość, idziemy po eminencję – !?) mogą się
zająć łapaniem prawdziwych złodziei i bandytów, bo jak na razie (patrz
Kraków, Prokocim, ulica Teligi) nie chce im się tego robić, nawet gdy mają
bandytyzm nagrany na taśmie wideo.
Targowica wyznacza standardy patriotyzmu, komunizm okazuje się
patriotyzmem, a "Żołnierze Wyklęci" faszystami, podnoszenie podatków
i mnożenie urzędników liberalizmem, kult wojska polskiego i polskiej tradycji
atrybutem lewicy, narodowców ogłosiła niedawno "Wyborcza" dziećmi
Gomułki (równolegle z ojcostwem Kaczyńskiego każe to przypomnieć sławny
lapsus o "cudownym dziecku dwóch pedałów"... tylko jak to się ma do świętej
wojny z "homofobią?") Nowicka, Palikot i inne egerie antyklerykalizmu ręczą
nam za szczerość wiary księdza Lemańskiego, a zagorzali ateiści pouczają, co
jest prawdziwym katolicyzmem, a co "szamańską magią"
i "uzdrowicielstwem"... I na to wszystko Sejm prostuje historię większością
zwykłą, czyniąc oczywiste ludobójstwo "czystką etniczną o znamionach..."
Leksyka i logika "aromatu identycznego z naturalnym", który, w rzeczy
samej, nieodparcie się nad tym wszystkim unosi.

Rafał Ziemkiewicz

<http://fakty.interia.pl/felietony/ziemkiewicz/news-aromat-o-znamionach-smrodu,nId,994995>