Z badań nad buractwem Drukuj

Zybertowicz

Demokratyzacja i umasowienie kształcenia dały burakom okazję do wzlotu grupowego. Wtedy pojawiły się problemy: okazało się, iż spora część buractwa to tzw. nieloty - profesor Andrzej Zybertowicz

 

Definicja: zaburaczanie to degradacja środowiska cywilizowanego następująca w przypadku ekspansji istot nazbyt przyziemnych. Teza: stopień zaburaczenia jednostki ludzkiej wyznacza nie miejsce urodzenia, zamieszkania lub pochodzenie społeczne, ale nie/zdolność do wzlotu. Hipoteza: na UMK istnieją obszary (kierunki? wydziały?), gdzie nie tylko zanikła zdolność odburaczania, ale w których następuje tzw. zaburaczanie wtórne. Prognoza ostrzegawcza: UMK grozi nieodwracalna utrata zdolności odburaczania, tj. realizowania swej podstawowej misji kulturowej.
  Z pradziejów: choć buraki istniały od niepamiętnych czasów, to przez wieki różne mechanizmy kontroli społecznej uziemiały buraki w strefach im właściwych, tj. przygruntowych. Mimo to, co pewien czas, co któryś bardziej rzutki burak wyrywał korzenie, odziemiał się i podrywał do lotu. Niektóre buraki odnosiły sukces. Sukces polegał na tym, iż burak albo sam potrafił się odburaczyć (autopsychoterapia), albo poddawał się procesowi odburaczania ze strony środowiska, do uczestnictwa w którym aspirował (socjalizacja wtórna).
  Demokratyzacja i umasowienie kształcenia dały burakom okazję do wzlotu grupowego. Wtedy pojawiły się problemy: okazało się, iż spora część buractwa to tzw. nieloty. Środowisko lotne (nazwijmy je "U"), w którym pojawia się spora liczba buraków, przekształca się według jednej z dwóch możliwych trajektorii:

  1. buraki zostają poddane procesowi selekcji – część strefę U opuszcza, część lotu się uczy; środowisko zachowuje swój poziom lotności;
  2. środowisko traci zdolności selekcyjne i się apatycznie wkurza, tj. uzyskuje lotność właściwą kurom.

  W ostatnich latach buraki na UMK obrodziły. Oto wzory buractwa widoczne na naszej Uczelni:

  • wyrażanie entuzjazmu z powodu zdanego egzaminu za pomocą okrzyków o tonacji akustycznej typu RE-zer-WA!, wyrzucanych przez buraka ze swych płuc pod salą egzaminacyjną;
  • głośne posługiwanie się tzw. bluzgami;
  • przeszkadzanie podczas wykładu lub dyskusji;
  • palenie w obiektach dydaktycznych; w tym i takie wersje: faciorki kurzą w damskich, dziewczyny (?) w męskich toaletach;
  • przylepianie ogłoszeń (np. "Sprzedam notatki z metodologii" tel. kom. xxx) na tablicę z napisem: "Informacje od pracowników do studentów", chociaż kilka kroków dalej jest tablica na ogłoszenia studenckie;
  • wyrywanie artykułów z czasopism i kradzież książek z bibliotek;
  • plagiaty.

  Samo istnienie buractwa na uczelni nie jest niczym nowym. Problemami są obecne proporcje między grupą buraków a istotami lotnymi oraz stosunek kadry do buractwa. Ekspansji buractwa sprzyja koleżeństwo nauczycielsko-akademickie, które:

  • organizuje egzaminy pisemne w zatłoczonych salach (piekła nie ma – niech hula dusza ściągacza);
  • bez umiaru opuszcza zajęcia dydaktyczne;
  • nie zjawia się na dyżurach;
  • czyta prace studenckie po łebkach lub nie czyta tych prac w ogóle;
  • jest "puszczalskie" – przepuszcza chętnych do otrzymania zaliczenia bez umiaru, nawet najsłabszych;
  • nie reaguje na plagiaty prac zaliczeniowych, egzaminacyjnych, magisterskich;
  • przyzwala na posługiwanie się egzaminem komisyjnym jako drugą poprawką;
  • nie stosuje procedur dyscyplinarnych tam, gdzie należałoby to czynić;
  • hołduje przekonaniu, że w dzisiejszych czasach z buractwem trzeba się pogodzić.

  Aby buraki wykorzeniać, nie trzeba zmieniać konstytucji; nie trzeba specjalnej uchwały senatu uczelni; nie trzeba wynajmować dodatkowej armii ochroniarzy. Ale nic za darmo: odburaczanie kosztuje. Emocjonalnie, moralnie i towarzysko. Przyjemniej jest stawiać czwórki i piątki niż dwójki; wygodniej przymykać oczy na chamstwo. Oto niektóre koszty, jakie ponosi nauczyciel próbujący "U" odburaczać. Wikła się w konflikty nie tylko ze studentami; od sponsorów buraków dowiaduje się o swoich przypadłościach; waha się, czy nie brać sprawy poważnie, gdy do egzaminatora dzwoni rodzic studenta (który otrzymał ND z poprawki) i przedstawia się, że jest lekarzem, a następnie proponuje spotkanie w celu znalezienia "niekonwencjonalnego rozwiązania", i gdy egzaminator odmawia przyswojenia zasady: "lekarz bierze, lekarz daje", otrzymuje diagnozę: "Pan jest bez serca". Odburaczający bywają uznani za nawiedzonych, którzy "nie wiadomo, czego wymagają!". Puszczalscy takich etykiet oszczędzają sobie.
  Uczelni buraki najwyraźniej się opłacają (inaczej przecież nie przyjmowano by ich na studia), krajowi już nie. Ale to odmienne skale racjonalności. Problem nie polega na tym, iż na uczelnię buraki przychodzą; kłopot w tym, że buraki uczelnię kończą. Przeprowadzone badania upoważniają do sformułowania następujących praw socjologicznych klasy B:

  1. Buractwo było, jest i będzie.
  2. Proporcje między światem zaburaczonym i cywilizowanym są dziejowo zmienne.
  3. Każde lotne środowisko typu "U" posiada wyznaczoną strukturalnie zdolność odburaczania.
  4. Przekroczenie tzw. proporcji krytycznych między lotną (niech go symbolizuje świat czytelni) a przyziemną częścią środowiska (świat pubu, dyskoteki i gier komputerowych) powoduje następującą sekwencję: "U" najpierw traci moc odburaczania; następnie samo "U" ulega zaburaczeniu.
  5. Za odburaczanie płaci się tu i teraz; za rezygnację z odburaczania zapłacimy jutro.
    W s z y s c y.

  6. link do strony: http://glos.umk.pl/2002/04/buractwo.html