Start
Polska beczka prochu - Zmierzch okupacji Polski Drukuj Email

250px-Hotel Pod Orłem z Wędowcem zmierzch1

Mam nieodparte wrażenie, że nadchodzi coraz szybciej zmierzch okupacji Polski w wykonaniu dotychczasowych okrągłostołowych elit i to bez wyjątku czy mam tu na myśli formację rządzącą czy prawdziwą parlamentarną opozycję.

Polska beczka prochu napełnia się z każdym dniem i dzisiaj nie jest już takie pewne, że tym, kto podpali lont, a później zagospodaruje krajobraz po bitwie będzie Jarosław Kaczyński i jego partia.

Są już symptomy tego, że narodzić się może jakiś spontaniczny, wymykający się spod kontroli wielki ruch obywatelski i to on stanie się głównym rozgrywającym nie dając się upchnąć pod szyldem żadnej opozycyjnej partii.

 

 Bez znieczulenia i owijania w bawełnę

Autor: Mirosław Kokoszkiewicz

Sprawa jest wstydliwa.

Po prawej stronie widoczne jest zakłopotanie i pomysł, że trzeba to jakoś przeczekać, przemilczeć, aż zapomną. Przynajmniej to jedno imię i nazwisko…Marek Kuchciński.

Historia premii dla prezydium sejmu i pani marszałek Kopacz sięga przecież jeszcze listopada ubiegłego roku. Jak to się stało, że poseł opozycji z najbliższego otoczenia Jarosława Kaczyńskiego milczał i nie zwołał oburzony konferencji prasowej?

Przecież to ta sama piętnowana przez PiS kłamczyni smoleńska, osoba przynajmniej dla mnie skreślona raz na zawsze z listy ludzi przyzwoitych i przypisana na wieki do tych, którym żaden porządny Polak po tym co zrobiła nie poda ręki.

Za co te 45 tysięcy złotych dla Kopaczowej panie pośle i wicemarszałku Kuchciński? Skąd to nagłe uznanie? Czyżby przyjął Pan, że pracowała ona na akord i powinna mieć płacone od metra? Od metra przekopanej w głąb smoleńskiej ziemi? A może pańskie milczenie, czyli omerta wywołana została tymi 40 tysiącami, które dzięki niej wpadły Panu do kieszeni, a dziś przez czyjąś cholerną niedyskrecję trzeba było je oddać?

Nie raz tu na łamach Warszawskiej Gazety wspierałem PiS. Nie raz mówiłem, że głosowałem i będę nadal głosował na partię Jarosława Kaczyńskiego, szczególnie po „Smoleńsku”, który jakby wskazał nam tę formację, jako jedyny możliwy na dziś wybór.

Jednocześnie nigdy nie uważałem, że uzasadniona krytyka to „kalanie własnego gniazda”. Wręcz przeciwnie, jest ona niezbędna gdyż zapobiec może kompletnej demoralizacji i przywracać do pionu polityków, dla których długi, trwający nawet kilka kadencji pobyt w sejmie mógł zadziałać podobnie jak przebywanie latami w jednej celi z bandytą i recydywistą.

Zastanawiałem się nie raz, również na łamach Warszawskiej Gazety nad tym, dla ilu polityków PiS opozycyjność stała się już tylko sposobem na wygodne życie, a chęć przejęcia władzy i wzięcie odpowiedzialności za Polskę to tylko retoryka pozwalająca trwać i inkasować diety, a jeśli się da to i nagrody?

Tylko gdzie tu poczucie odpowiedzialności i elementarnej przyzwoitości w kraju gdzie zdarzają się przypadki dyskryminacji „pisiorów” czy nawet pozbawiania ich pracy zarobkowej zaś ich idole po cichutku przełażą na drugą stronę barykady i z rąk wężycy-okularnicy, jak gdyby nigdy nic przyjmują jabłko, zdając sobie sprawę, że jest to zakazany owoc?

O tym, że nie wszystko jest w PiS-e takie „cacy” pomyślałem już wtedy, kiedy tak zwani „Kluzikowcy” tuż po smoleńskiej tragedii spiskowali z Palikotem i Millerem, a Urban wysyłający limuzynę po Niesiołowskiego to kolejny już symbol zblatowania się środowisk solidarnościowej opozycji z ich komunistycznymi oprawcami. Oni nie ukrywają już tak jak kiedyś Adam Michnik i Monika Olejnik, bliskich kontaktów z Urbanem.

Kiedyś to był wielki wstyd i obowiązywały zasady konspiracji, a dziś Urban w świetle jupiterów podstawia samochód z kierowcą po Niesiołowskiego.

Nie dajmy się jednak zwariować.

Więce:j Artykuł opublikowany w ogólnopolskim tygodniku Warszawska Gazeta

Foto:  http://upload.wikimedia.org/wikipedia