
| Kulisy pracy Straży Miejskiej w Szczawnicy |
|
|
|
Zgodnie z zapowiedzią w dziale MULTIMEDIA najnowszy materiał o działalności szczawnickiej Straży Miejskiej
O czynnościach wykonywanych przez funkcjonariuszy, które nie wchodzą w zakres ich obowiązków pisaliśmy w materiale Na straży łamania prawa. Uwagę poświęcaliśmy m.in. sprawie przeprowadzania dzieci przez jezdnię w okolicy szkoły. Kontrowersją było wykorzystywania do tego celu funkcjonariuszy SM, chociaż istnieje profesja specjalnie do celu powołana – tzw. „przeprowadzaczy”.
Dbanie o dobro najmłodszych jest zawsze godne pochwały, o ile nie towarzyszy temu tzw. „drugie dno”. Dzieci często wykorzystywane są w zabiegach pijarowskich do ocieplania wizerunku, co nagminnie wykorzystywane jest przez polityków, np. w okresie kampanii wyborczych, ale nie tylko.
Przyjrzeliśmy się bliżej tej troskliwości szczawnickich włodarzy. Nasuwa się pytanie: dlaczego SM dba o dzieci tylko rano? Nie uświadczymy bowiem funkcjonariusza w późniejszych godzinach, gdy uczniowie zaczynają zajęcia od 9, czy kończą naukę i wracają do domów.
Jak wiadomo (i co także sygnalizuje w wywiadzie Morawczyński) SM podlega gospodarczo burmistrzowi i jest zależna od radnych. Na szczawnickim podwórku mundurowi, którzy troszczą się o najmłodszych mieszkańców to widok, który u niejednego rodzica wzbudza odruch aprobaty, zwłaszcza w godzinach porannych, gdy miasto i okoliczne dzielnice ruszają do pracy. To przekłada się na poparcie dla władz, które tak chronią najmłodsze pokolenie. Obraz jak z widokówki, szkoda jednak, że propagandowej…
Co zatem sądzić o funkcjonowaniu Straży Miejskiej w Szczawnicy, która jest organem powołanym do strzeżenia prawa? Jak usprawiedliwiać to, że funkcjonariusz rozpoczyna dzień od łamania przepisów ruchu drogowego, po czym udaje się na interwencje – nieuzasadnione w żadnej mierze zakresem jego uprawnień?
Cytując Morawczyńskiego: "Pracownik straży miejskiej, który powinien znać przepisy, świadomie je łamie! Ale nie wierzę by robił to z własnej woli. Jest kierowany przez zwierzchników". Owym zwierzchnikom najwyraźniej jest obojętny fakt, że to właśnie funkcjonariusz ponosi bezpośrednio odpowiedzialność w razie nieszczęśliwego wypadku, który prowokują zleceniodawcy takich akcji, zainteresowani tylko kreowaniem własnego, pozytywnego PR-u.
|