
| Szum medialny wokół sztucznie rozdmuchanych afer |
|
|
|
Dawne sprawy czas wyjaśnić. Odnosimy wrażenie, że to rodzaj zabawy w kotka i myszkę, oczekiwanie na potknięcie, które można wykorzystać. Krytyka jest jak najbardziej dopuszczalna i potrzebna, anonimowa jest o wiele łatwiejsza, ale niekoniecznie wiąże się z odwagą. Franciszek Dziedzina - Wicestarosta Limanowski - Na limanowskim podwórku zawrzało po wypowiedzi starosty dotyczącej karania mandatami przedstawicieli władz samorządowych. Jeden z lokalnych serwisów mocno zaangażował się w drążenie tej sprawy, co przerodziło się w burzę w szklance wody.
- Franciszek Dziedzina: To niepotrzebna „afera” z niczego. Kosztuje trochę nerwów i czasu - a niepotrzebnie. My tu nie potrzebujemy żadnych immunitetów, bo przecież świadomy urzędnik, radny czy poseł tym bardziej powinien przestrzegać zasad i przepisów, a nie starać się o ulgowe traktowanie. Prawo jest po to, aby je przestrzegać. Zatem ta sytuacja jest niepotrzebnie absorbująca uwagę i czas, bo nie ma tutaj żadnych podejrzanych intencji - być może tylko jedno niefortunne słowo za dużo, które źle zinterpretowane dało podstawę do szumu medialnego. - Można odnieść wrażenie, że forma dialogu ze strony serwisu względem władz w tej sprawie to też kwestia dość kontrowersyjna. Oczywiście jest prawo prasowe, jednak w tym przypadku doszły nas słuchy, że redaktorzy niejako wymuszali natychmiastowy tryb odpowiedzi i przekazania materiałów w postaci nagrań z posiedzenia władz. Czy to prawda? - FD: Niestety tak. My rozumiemy prawo do informacji, które należy się społeczeństwu, jednak to regulują specjalne ustawy. Są uregulowane terminy odpowiedzi. Tu domagano się niezwłocznego przekazania nagrań, które są jedynie materiałem pomocniczym. Od rejestrowania przebiegu obrad i spotkań jest protokolant. On owszem, korzysta z zapisów cyfrowych, gdyż nie każdy ma pamięć absolutną, jednak tych materiałów pomocniczych się nie przechowuje, nie ma takiego obowiązku. Postawa mediów, od których wyszła ta „prośba” o udostępnienie nagrania była niestety mocno roszczeniowa i wywołała niepotrzebną aferę. Urzędowi zależy na zachowaniu pewnego poziomu dialogu, czy to z prasą, innymi mediami, petentami czy gośćmi. Takie sytuacje i nerwowa atmosfera nieco to utrudniają. Priorytetem są sprawy poważne. W tym przypadku odnosimy wrażenie, że to rodzaj zabawy w kotka i myszkę, oczekiwanie na potknięcie, które można wykorzystać. - Czy to w Pana ocenie postawa wobec wszystkich lokalnych władz, czy spersonalizowana? - FD: My jesteśmy Starostwem Powiatowym, zatem to trochę „wyższy szczebelek”, że tak ujmę. Być może to stanowi gwarancję większego zainteresowania tematem, większej poczytności, większego szumu. Na co dzień zajmują nas sprawy merytoryczne, sprawy inwestycji – tego bywa sporo, a takie potyczki słowne z mediami niepotrzebnie ten czas marnotrawią. Nie oznacza to, że bagatelizujemy dialog z mediami, są one potrzebne i trzeba się z nimi liczyć. Nie bez powodu to tzw. czwarta władza, jednak spełnianie w trybie natychmiastowym potrzeb w tym segmencie nie jest naszym priorytetem. - Czy takie sytuacje w jakiś sposób paraliżują działania urzędników, w jakiś sposób działają na niekorzyść mieszkańców? - FD: Niestety tak. Zajmując się takimi sztucznie rozdmuchanymi aferami, na nich skupiamy uwagę, zamiast zająć się sprawami poważnymi, z których wypływają korzyści dla regionu. Sukcesy, które się odnosi w różnych dziedzinach są przez takie napięte sytuacje niweczone. Podkreślam raz jeszcze – zupełnie niepotrzebnie. Wiem, że ta czy inne sprawy, wywołuje duże zainteresowanie wśród użytkowników serwisów internetowych. Przyznam, że sam nie jestem czytelnikiem, jednak wiem, że wypowiedzi przybierają różny ton. Sam jestem zdania, że jeśli ktoś wypowiada się w jakiejś sprawie na forum publicznym – a za takie możemy uznać Internet – to powinien mieć odwagę cywilną i brać odpowiedzialność za swoje słowa, sygnując je imieniem i nazwiskiem. Krytyka jest jak najbardziej dopuszczalna i potrzebna, anonimowa jest o wiele łatwiejsza, ale niekoniecznie wiąże się z odwagą. - Część lokalnej społeczności – głównie zmotoryzowana, w tym nasi Czytelnicy – mocno poparła Starostę. Sytuacje na drogach dowodzą, że mandaty często są niewspółmierne do winy, a obecna kondycja finansowa społeczeństwa jest dość trudna. Dodatkowe koszty z tytułu mandatów na pewno nie reperują domowych budżetów. - FD: Sam jestem uczestnikiem ruchu drogowego i obserwuję nasilone kontrole ruchu drogowego – czy to w naszym rejonie, czy też w stronę Nowego Sącza. Niestety nasuwają się wnioski, że to efekt narzuconego przez ministerstwo pewnego planu finansowego do zrealizowania, z którego dochody mają zasilić budżet. Ogólnie przyjęło się, również w administracji, że jeśli ktoś zawinił to należy go ukarać, jednak najpierw należy się upomnienie lub pouczenie o następstwach przewinienia. O tym funkcjonariusze na drogach czasem zapominają. |