
| Arytmetyka Wyborcza - dlaczego na prowincji klany rządzą dożywotnio |
|
|
|
Potrzebne jest znaczne ograniczenie uprawnień samorządów. Pracownicy wójta / burmistrza wraz z rodzinami to, przy obecnych frekwencjach wyborczych, ok. 30 proc. uczestniczących w wyborach. Wójt na dożywociu Reforma samorządowa uważana jest za podstawę naszej demokracji i oceniana jest na ogół bardzo dobrze. Komentatorzy podkreślają fakt, że samorządy lokalne są wybierane przez mieszkańców spośród ludzi im znanych, którzy najlepiej wiedzą, co jest tym mieszkańcom potrzebne. Do pozytywów zalicza się wzrost nakładów inwestycyjnych i wysokie wykorzystanie przez gminy funduszy unijnych.
Mocno krytykowane są pozostałe reformy - ubezpieczeń społecznych, służby zdrowia i szkolnictwa, których skutki odczuwamy na co dzień. Jednakże to reforma samorządowa jest chyba najmniej udaną reformą III RP. Nie narzekamy na nią, bo nie odczuwamy bezpośrednio jej wad. Ujawniają się one w innych dziedzinach życia i nie są tak oczywiste. System nie zapewnia demokratycznych wyborów na poziomie lokalnym i stwarza warunki do rozwoju korupcji w samorządach. Wójtowi podlegają wszystkie znajdujące się w gminie tzw. zakłady budżetowe. Wójt jest więc liczącym się pracodawcą. Pracownicy wójta wraz z rodzinami to, przy obecnych frekwencjach wyborczych, ok. 30 proc. uczestniczących w wyborach. Gminy są za małe, by można było zignorować wpływ tych ludzi na wynik wyborów. Jest to liczba, która na ogół gwarantuje zwycięstwo wyborcze bez względu na rzeczywiste nastroje społeczne. Wójt, prowadząc odpowiednią politykę związaną z zatrudnieniem, może zapewnić sobie przewagę głosów. Weźmy konkretny przykład gminy gdzie występuje bardzo wysokie zatrudnienie w jednostkach budżetowych, a wójt urzęduje kolejną już kadencję.
Wójt w tej gminie zatrudnia w przybliżeniu 143 osoby. urząd to 39 zatrudnionych szkoła w Lipinach 31 osób szkoła w Skoszewach 19+5 = 24 osoby gimnazjum w Wiączyniu 24+5 = 29 osób Zakład Komunalny, świetlice, dom kultury – dodajmy łącznie 20 osób
Jak widać mnożenie etatów w obecnych realiach to lepsza inwestycja wyborcza niż rzeczywista praca na rzecz gminy. Spróbujmy oszacować, jakie poparcie społeczne wystarczy takiemu wójtowi, by wygrać wybory. Jeśli od wszystkich głosujących odejmiemy owe 572 „pewne” głosy, to zostanie nam 1480 głosów niezależnych. Spośród tych niezależnych aż 70% musiałoby głosować przeciw, by urzędujący wójt przegrał. Jeśli przeciwko niemu zagłosuje 69%, to urzędujący wójt wybory ma wygrane.
W rzeczywistości problemy te dotyczą również wyborów do Rady Gminy. W praktyce bowiem wójt może „swoim” kandydatom na radnych zapewnić taką samą przewagę, a to oznacza, że wpływ mieszkańców na wybór radnych jest nieznaczny. W praktyce to wójt dobiera sobie radnych, przynajmniej w znacznej części okręgów wyborczych. W tych okolicznościach trudno mówić o niezależności radnych ani nawet o tym, że będą oni reprezentować interesy mieszkańców. Ich kariera samorządowa zależy wprost od przychylności urzędującego wójta. Zrozumiałe więc, że jego interesów będą bronić i z nim się utożsamiać. Na pewno nie będą skłonni sprawować nad nim kontroli wymaganej przez ustawę o samorządzie gminnym, pilnować jawności i przejrzystości finansów, gospodarki gruntami, sensowności inwestycji czy też uznawać za uzasadnione skargi na niego zgłaszane przez mieszkańców, nawet wtedy, gdy będą w pełni uzasadnione. Ten wójt to ich szansa na kolejną kadencję i związane z tym przywileje.
|