iko-biedaiko-puchalaiko-pazdaniko-Boleslaw Zabaiko-kswieslawpiotrowski

Start Aktualności Aktualności Miasto przegrało sprawę dworca - Gordyjski węzeł przesiadkowy trwa
Miasto przegrało sprawę dworca - Gordyjski węzeł przesiadkowy trwa Drukuj Email

busy -foto

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie stwierdził nieważność podjętej uchwały Rady Miasta Limanowa, dotyczącej zasad korzystania z dworca autobusowego.

 

 

 

- wszystkie postanowienia uchwały są wadliwe, gdyż odnoszą się do dworca, który nie był własnością Miasta Limanowa ani nie był przez Miasto Limanowa zarządzany w chwili podjęcia uchwały. Z tego powodu skarga zasługiwała na uwzględnienie bez konieczności odnoszenia się przez Sąd do poszczególnych zarzutów dotyczących treści wskazanych w skardze przepisów uchwały. – czytamy w uzasadnieniu wyroku

Konflikt burmistrza Limanowej z busiarzami, zogniskowany wokół dworca autobusowego, odbił się szerokim echem w całym powiecie a nawet i województwie.

Krytyka płynąca z różnych stron w kierunku działań burmistrza, udzieliła się również dziennikarzom Gazety Wyborczej, negatywnie oceniającym próbę zmuszenia przewoźników do każdorazowego wjeżdżania na dworzec w trakcie wykonywania kursów.

Stanowisko burmistrza, które przybliża nam Gazeta Wyborcza powiela się we wszystkich udzielanych przez niego wywiadach i rozmowach, komentuje jeden z przewoźników, właściciel firmy Max Bus Bogumił Pietrucha. Odpiera on zarzuty burmistrza, mówiąc że - przez całe lata transport funkcjonował bardzo dobrze. Nigdy nie było żadnych uwag ani ze strony starostwa, ani ze strony pasażerów. Burmistrz porusza się samochodem, przez co może mieć nikłe pojęcie na temat komunikacji w mieście.

- Dopóki nie rozpoczął swoich działań, nie było żadnego problemu, chaos został stworzony po tym jak miasto włączyło się w "porządkowanie" rynku usług przewozowych. Nie jest również prawdą, jak twierdzi burmistrz pasażerowie musieli taszczyć swoje bagaże z miejsca na miejsce, ponieważ przy dworcu PKP krzyżowały się wszystkie linie komunikacyjne jak i istniały przystanki komunikacji położone bezpośrednio przy dworcu PKS przy których zatrzymywali się przewoźnicy świadcząc swoje usługi.  Wypowiedzi burmistrza służą jedynie realizacji założonego przez niego planu, włączenia dworca do wszystkich tras komunikacyjnych co będzie równoznaczne ze wsparciem prywatnego przedsiębiorcy firmy Pasyk & Gawron, będącej administratorem i zarządcą tego obiektu. Przypomnijmy, że to do jej kasy trafi 90% zysku z opłat. W całej tej sprawie, da się zauważyć niezrozumiałe i dziwne podejście do problemu ze strony burmistrza Limanowej, podsumowuje właściciel firmy Max Bus.

Dworzec w Limanowej. Gordyjski węzeł przesiadkowy

Gabriela Łazarczyk 2013-10-05

(...) W ubiegłym roku burmistrz Limanowej Władysław Bieda postanowił, że zrobi porządek z lokalnymi busiarzami. - Przez całe lata transport publiczny w mieście funkcjonował źle. Ludzie, którzy chcieli przesiąść się na inny autobus w Limanowej, musieli szukać przystanków, taszcząc bagaże. Teraz na dworcu będzie zintegrowany węzeł przesiadkowy - orzekł.

Miasto wydzierżawiło więc plac przydworcowy na 20 lat, by ściągnąć tam wszystkie busy, czyli dokonać tego, czego nie udało się jego właścicielowi - firmie Pasyk & Gawron.

We wrześniu 2012 r. na miejski parking naprzeciwko dworca, z którego korzystało kilkunastu przewoźników, wjechał ciężki sprzęt. Ruszyła przebudowa dróg w centrum Limanowej i busy musiały wynieść się z parkingu na stałe. Wcześniej burmistrz zaproponował przedsiębiorcom, że mogą odjeżdżać z dworca. Koszt każdego wjazdu: złotówka. - Nawet byśmy zapłacili tę złotówkę, ale nie chcemy, żeby właściciele dworca - nasi konkurenci Pasyk & Gawron - ustalali nam godziny wjazdów i odjazdów - tłumaczy Bogumił Pietrucha, właściciel firmy Max Bus.

Przewoźnicy wykpiwają także ignorancję władz miasta. - Na spotkaniu rzucili nam kartki z wyrysowanymi na kolanie stanowiskami, które niby mają się zmieścić pod dworcem - wspomina Mirosław Żak, właściciel jednej z firm przewozowych. - Gdy skomentowałem, że to niemożliwe, burmistrz zaproponował, żebym przywiózł auto, a on weźmie metr i będziemy mierzyć - podśmiechuje się Pietrucha.

Przewoźnikom jednak nie jest do śmiechu. Burmistrz postanowił zobligować ich do wjazdu na dworzec administracyjnie. W październiku ub.r. zlikwidował przystanek obok obiektu. Liczył, że kierowcy busów, nie mogąc się na nim zatrzymywać, wjadą przez dworcowe bramki.

W rozmowie z nami Władysław Bieda upiera się, że zatoki przystankowe są przeznaczone dla taksówek (nie widzieliśmy przez cały dzień ani jednej) i "prywatnych pojazdów". - W projekcie organizacji ruchu mylnie oznakowano funkcję zatok. Projektant odpowiedzialny za oznakowanie wbrew naszej woli postawił w zatokach znaki przystanku autobusowego - wyjaśnia.

Na zmianę ich funkcji nie zgodziły się jednak władze powiatu limanowskiego. - Przystanki na ul. Targowej powinny zostać utrzymane, bo zatoki zostały zbudowane dla pasażerów busów - komentuje Franciszek Dziedzina, wicestarosta limanowski. Przyznaje, że nie rozumie uporu burmistrza, który nie tylko nie zastosował się do decyzji starosty, ale także złożył kolejny wniosek o likwidację przystanków. - Przecież trzeba po ludzku podejść do tego problemu - niech będzie dworzec i przystanki obok niego, w czym to przeszkadza? - pyta. I dodaje: - Chcemy dojść do jakiegoś kompromisu, ale trudno nam się porozumieć z burmistrzem, i to nie tylko w tej sprawie. Jestem w samorządzie od czterech kadencji i jeszcze nigdy współpraca z władzami Limanowej nie była tak problematyczna.

Burmistrz Bieda twierdzi, że współpraca ze starostwem odbywa się "bez emocji". Oskarża jednak starostę o złamanie prawa (brak zgody na likwidację przystanków). Rozważa złożenie na niego skargi.

W grudniu władze Limanowej poszły o krok dalej - rada miasta uchwałą zobligowała wszystkich przewoźników do korzystania z dworca. - Doszło do tego, że możemy wyjeżdżać, skąd chcemy, nawet bez zatrzymywania się na innych przystankach, byle zahaczyć o dworzec - mówi Mirosław Żak.

Uchwałą zainteresował się wojewoda małopolski. Stwierdził, że nie można zmuszać przedsiębiorców do wjazdu na dworzec, i unieważnił dokument. - Przepisy nie przyznają radzie kompetencji do ustalania przebiegu tras, a zwłaszcza obowiązku uwzględnienia we wszystkich liniach komunikacyjnych przebiegających przez miasto zintegrowanego węzła przesiadkowego - uzasadnia decyzję wojewody jego rzecznik Jan Brodowski.

Kilka dni i wszyscy się zmieszczą

- Przypuśćmy, że jutro wszyscy wjeżdżamy na ten dworzec... - puszcza wodze fantazji właściciel Max Busa, ale widać, że idzie mu to opornie. Realia trafnie diagnozuje za to wicestarosta Dziedzina. - Dworzec powinien najpierw zostać uporządkowany i ucywilizowany. Patrząc na inne dworce - w Mszanie czy Myślenicach - nie da się ukryć, że limanowski obiekt bardzo od nich odstaje pod względem standardu - opisuje.

W oczy kole szczególnie rozmiar budynku i placu, na którym na odjazd miałyby oczekiwać busy osiemnastu przewoźników lokalnych oraz autobusy dalekobieżne. Firma Arena 561 wyliczyła, że w godzinach szczytu przepustowość obiektu byłaby niewystarczająca. Na przykład od godz. 7 do 9 rano przez dworzec musiałoby przejechać 350 pojazdów, tymczasem jest on w stanie przyjąć w tym czasie zaledwie 120.

Dla burmistrza nie jest to jednak argument. - Obecnie mamy osiem stanowisk wyjazdowych i nie są one w pełni wykorzystywane - zauważa. Fakt, dworzec jest pusty, ale korzysta z niego teraz zaledwie czterech przewoźników. - Jeżeli zajdzie taka potrzeba, w ciągu kilku dni jesteśmy w stanie zorganizować więcej stanowisk - zapewnia burmistrz.

Zyski z opłat za wjazd na wiele jednak nie pozwolą. Jak wynika z umowy z właścicielem dworca, do kasy miasta trafi zaledwie 10 procent. 90 groszy z każdej złotówki zapłaconej za jeden wjazd weźmie firma Pasyk & Gawron. A dziennie wjazdów byłoby kilkaset.

Pytamy burmistrza, dlaczego przystał na tak niekorzystny dla miasta układ. - Umowa jest bardzo korzystna, bo my w ogóle nie chcemy na tym zarabiać. Naszym celem jest jedynie doprowadzenie do tego, by mieszkańcy i przyjezdni mogli dogodnie korzystać z komunikacji zbiorowej - ucina.

- To zatem czysty zysk dla właściciela obiektu, który dotąd przewoźnicy omijali - drążymy.

- Sprawy finansowe tego przedsiębiorcy to nie nasza sprawa. Ja nie robiłem mu biznesplanu - odpowiada.

O biznesplan, a także inne sprawy dotyczące dworca, próbowaliśmy zapytać prezesa Wojciecha Gawrona, jednak nie udało nam się z nim porozmawiać.

Mieszkańcy Limanowej mówią, że przedsiębiorcy chcą obok dworca zbudować galerię handlową. Sąsiedztwo "węzła przesiadkowego" byłoby z handlowego punktu widzenia idealne. Burmistrz Bieda na oskarżenia niektórych limanowian, że działa w interesie prywatnej firmy, reaguje spokojnie, zapewniając, że nie odwiodą go od zamiaru ożywienia dworca. Potwierdza, że zna plany budowy galerii handlowej.

Nie ma pozwoleń, nie ma rozkładów

W tym roku burmistrz wypowiedział busiarzom umowy na korzystanie z wszystkich przystanków w mieście. Oznacza to, że nie będą się mogli na nich zatrzymywać.

- Każdą umowę można wypowiedzieć - komentuje Bieda. - W tym roku zaistniała nowa sytuacja, bo na podstawie umów z zarządcami dróg krajowych i wojewódzkich przejęliśmy dodatkowe przystanki, które chcemy ujednolicić. W związku z powiększeniem zakresu umowy chcemy ją podpisać od nowa - tłumaczy.

Krok ten także budzi wątpliwości starostwa. - Ta decyzja jest według mnie nie w porządku. Co innego, gdyby przewoźnikom kończyły się umowy, ale niektórzy mają je podpisane do końca 2014 roku - zauważa wicestarosta Franciszek Dziedzina. Zaglądamy więc do umowy (która może być zerwana tylko za porozumieniem stron). Jednym z wymogów do zdobycia nowego zezwolenia jest... korzystanie z dworca.

Choć zbuntowani przewoźnicy próbowali odzyskać prawo do przystanków, żadnemu z nich się nie udało. Magistrat odrzucił ich wnioski. Są załamani. - Wspólnie wykonujemy 70-80 proc. przewozów, a Limanowa nie ma publicznej komunikacji. Jeśli nie podpiszemy umowy na dworzec, to kto zawiezie ludzi do pracy i szkoły? - rozkłada ręce szef Max Busa.

Podobne obawy ma wicestarosta Dziedzina. - Nie może być tak, że z dnia na dzień miasto wypowie umowy i ludzie nie będą mieli czym dojechać do urzędów, sądu i innych instytucji. Jest to działanie na szkodę mieszkańców i sprawa musi zostać rozwikłana ku pomyślności społeczności lokalnej - zapowiada.


Więcej na: http://m.krakow.gazeta.pl/krakow/1,106511,14723485,Dworzec_w_Limanowej__Gordyjski_wezel_przesiadkowy.html