iko-biedaiko-puchalaiko-pazdaniko-Boleslaw Zabaiko-kswieslawpiotrowski

Start Aktualności Aktualności Krytyka komunizmu - ustroju idealnego, była przejawem choroby psychicznej
Krytyka komunizmu - ustroju idealnego, była przejawem choroby psychicznej Drukuj Email
alt

Tam, gdzie oni widzieli natręctwo myślowe, my zobaczyliśmy wytrwałość. Tam, gdzie oni dopatrywali się urojeń, my spostrzegliśmy zdrowy rozsadek.

 

 

Psychiatryczny archipelag Gułag

ALEKSANDER SZUMAŃSKI 
 
Przysięga Hipokratesa – przysięga składana przez lekarzy w starożytności, zawierała podstawy dzisiejszej etyki lekarskiej. Wbrew powszechnej opinii jej autorem nie był sam Hipokrates, lecz jego uczniowie należący do kręgu pitagorejczyków (stąd między innymi niechęć do leczenia operacyjnego). Zaś samo sformułowanie podstawowych zasad etycznych zawodu lekarza wielu przypisuje Imhotepowi.
 
Po zbrodniach dokonanych przez lekarzy niemieckich podczas II wojny światowej, Światowa Organizacja Lekarzy podczas swojego zjazdu w Genewie w 1948 r. opracowała nowożytną wersję przysięgi – deklarację genewską, zmienianą następnie w latach 1968, 1983, 1994 i 2005.
 
W Polsce obowiązuje obecnie Przyrzeczenie Lekarskie, stanowiące część Kodeksu Etyki Lekarskiej uchwalonego przez Krajowy Zjazd Lekarzy, nawiązujące treścią do deklaracji genewskiej.
 
Pojęcie etyki lekarskiej jest ściśle powiązane z tą przysięgą obowiązującą każdego lekarza, oczywiście bez względu na rodzaj specjalizacji lekarskiej wykonywanego zawodu lekarza medycyny.
 
Represje „psychiatryczne” wymierzone przeciwko „wrogom ludu” w Związku Sowieckim, opornym na czerwoną ideologię rozpoczęły tę działalność, potocznie nazywaną „psychuszka”. Według filozofii bolszewickiej, po rewolucji, nowy ustrój niosący na rękach dyktaturę proletariatu, przyniósł wolność masom robotniczo – chłopskim prowadząc do zespolenia ich potęgi, wyzwolenia spod krwiożerczego kapitalizmu, spod łap zaplutych karłów reakcji i wobec potężnej oficjalnej leninowsko – bolszewickiej propagandy; każdy myślący inaczej nazywany był nie tylko wrogiem ludu, ale musiał być chory psychicznie. I tak w praktyce ta broń „psychuszki” okazała się skuteczniejsza od Archipelagu Gułag.
 
Po rewolucji bolszewickiej rządzący „nie potrafili zrozumieć” , że nowy ustrój może w jakikolwiek sposób być odwrotnie proporcjonalny do oficjalnej potężnej leninowsko – bolszewickiej propagandy. Jeżeli zdarzały się takie jednostki, to musiały być to osoby chore psychicznie.
 
Pobyt w szpitalu psychiatrycznym był przecież okresem nieograniczonym, a leczenie przeprowadzali serwilistyczni lekarze psychiatrzy w większości szpicle NKWD. Złamano w sowieckich szpitalach rzeczoną przysięgę lekarską, powierzając zakłady lecznictwa psychiatrycznego bolszewickiej policji politycznej.
 
Na fali destalinizacji próbowano także zdemaskować i zakończyć nadużycia psychiatrii; działał w tym kierunku m.in. Siergiej Pisariew, uznany za schizofrenika z powodu napisania listu do Stalina. Pisariew w 1955 skierował list do KC KPZR z listą zdrowych osób, które spotkał w szpitalu. Specjalna komisja potwierdziła opisane fakty, ale na wprowadzenie zmian nie zdecydowano się. Nowy etap w wykorzystywaniu psychiatrii do celów politycznych znamionowało przemówienie Chruszczowa, opublikowane w gazecie” Prawda” 24 maja 1959 roku, w którym stwierdził, że w społeczeństwie komunistycznym przestępczość i naruszanie norm życia społecznego często wiąże się z rozstrojem psychicznym; w przemówieniu znalazła się fraza: "można powiedzieć, że i obecnie (w ZSRS) istnieją ludzie, którzy walczą z komunizmem... ale u takich ludzi bez wątpienia stan psychiczny nie jest w normie". Jak pisał ironicznie Żores Miedwiediew - "komuś do głowy przyszła prosta myśl, że wzrost liczby procesów politycznych i więźniów politycznych – to zły wskaźnik socjologiczny, a wzrost liczby miejsc w szpitalach – to bardzo dobra oznaka postępu społecznego"– . Przewaga diagnozy psychiatrycznej nad procesem sądowym była jednak poważniejsza: uwięzienie było bezterminowe, warunki w szpitalach gorsze i pozwalające na bezkarne wieloletnie znęcanie się, etykietka powodowała dyskredytację i pociągała za sobą nowe szykany. Na przykład placówki psychiatryczne często wysyłały do instytucji, z którymi korespondował pacjent, oficjalny list o "niecelowości korespondencji", co zamykało drogę do interweniowania i szukania pomocy.
 
Według kodeksu karnego RFSRR z 1961 roku (oraz analogicznych kodeksów w innych republikach ZSRR) skala społecznie niebezpiecznych czynów obejmowała zabójstwa i gwałty, ale także "antyradziecką agitację i propagandę" czy "rozpowszechnianie obelżywych wymysłów, szkalujących radziecki ustrój państwowy i społeczny". W 1961 wydano też "Instrukcję o niezwłocznej hospitalizacji chorych psychicznie stanowiących powszechne niebezpieczeństwo", która oddawała psychiatrom władzę przymusowego internowania nawet bez zgody sądu.
 
Głównym organem powołanym do wydawania ekspertyz sądowo-psychiatrycznych w ZSRR był Instytut Psychiatrii Sądowej im. prof. W. P. Serbskiego w Moskwie, gdzie na specjalnym czwartym wydziale pracowali sprawdzeni przez KGB lekarze (ordynatorem tego wydziału był w latach 60. prof. Danił Łunc, a współpracował z nim prof. Jakow Landau). Na podstawie akt śledczych KGB zdrowym osobom wystawiano psychiatryczne opinie lekarskie, według których uważano ich za niepoczytalnych, a następnie poddawano przymusowemu "leczeniu". W komisjach zajmujących się przestępstwami przeciw państwu znajdowały się często najwyższe autorytety psychiatrii ZSRR: Andriej Snieżniewski, Grigorij Morozow, Marat Wartanian, Rubien Nadżarow, Josif Łukomski.
 
Najbardziej rozpowszechnioną etykietką diagnostyczną była powoli rozwijająca się, pełzająca schizofrenia; ten typ schizofrenii zdefiniował w 1969 roku Snieżniewski jako postać, w której utajony proces chorobowy następuje bardzo powoli. W praktyce kryteria diagnostyczne pozwalały psychiatrom na rozpoznanie pełzającej schizofrenii na podstawie zachowań, które w normalnych warunkach byłyby charakteryzowane jako świadczące o drobniejszych zaburzeniach lub nawet powstające u osób zdrowych.
 
W celu przetrzymywania coraz większej liczby osadzonych stworzono sieć „psychuszek”, które łączyły funkcje szpitali i zwykłych więzień, w których we wspólnych celach przetrzymywano osoby rzeczywiście chore i skazane za morderstwa i gwałty ze zdrowymi osadzonymi na podstawie fałszywych ekspertyz lekarskich na zlecenie KGB. Osoby te poddawano "leczeniu" przy użyciu silnych leków psychotropowych, insuliny / wstrząsy insulinowe /, czy podskórnych zastrzyków koloidalnej siarki (w przypadku insuliny celowo wywoływano silną hipoglikemię /niedocukrzenie / wraz z szeregiem jej objawów, natomiast użycie koloidalnej siarki wywoływało silny ból mięśni i wzrost temperatury ciała do 39 °C i wyższych). Na porządku dziennym było znęcanie się sanitariuszy nad osadzonymi poprzez bicie (nazywane "zaordynowaniem kułazinu" – od rosyjskiego słowa kułak – pięść, stąd – kułazin), duszenie, a nawet gwałty. Osadzeni spędzali w takich ośrodkach wiele lat, a w przeciwieństwie do wyroków sądowych, "chorzy" nie wiedzieli ile jeszcze lat w szpitalach spędzą, gdyż zawsze według oceny lekarzy mogli nie być jeszcze "dostatecznie wyleczeni". Ostatecznie zwolnienie następowało często dopiero w wyniku nacisków grup z zewnątrz, takich jak Amnesty International. Osoby zwolnione miały jednak, ze względu na swą przeszłość, problemy ze znalezieniem mieszkania czy jakiejkolwiek pracy, nie mówiąc o zrujnowanym całkowicie zdrowiu fizycznym i psychicznym.
 
Wśród osadzonych znaleźli się m.in. Władimir Bukowski (skazany m.in. za organizowanie spotkań poetyckich oraz manifestacje w obronie innych dysydentów – spędził w więzieniach 12 lat) oraz Siemion Głuzman (ukraiński psychiatra, więziony za obronę ofiar psychiatrii politycznej), którzy napisali razem w celu obrony przed działaniami władz podręcznik „Psychiatria dla nieprawomyślnych”. W książce tej zamieścili m.in. wypowiedzi doktorów nauk medycznych z Instytutu Serbskiego T.P. Pieczernikowej i A.A. Kosaczowa: "Skłonność do walki o prawdę i sprawiedliwość cechuje najczęściej osobowości o strukturze paranoidalnej". Prócz ludzi, których skazano za takie wykroczenia, jak bezprawne przekroczenie granicy, operacje walutowe czy kontrabanda, znajdowały się także osoby skazane z przyczyn religijnych.
 
Problemem nadużywania psychiatrii w sprawach politycznych zajmowała się specjalna Komisja Robocza do Zbadania Wykorzystania Psychiatrii dla Celów Politycznych przy Moskiewskiej Grupie Helsińskiej. Od stycznia 1977 zbierała ona informacje o osobach osadzonych, a także opisywała nadużycia. Na Światowym Kongresie Psychiatrów w Honolulu w 1977 oficjalnie potępiono nielekarskie działania psychiatrów sowieckich (m.in. po przedostaniu się na zachód książki Aleksandra Podrabinka „Medycyna karna”), a w 1983 działalność Komisji spowodowała usunięcie psychiatrów sowieckich ze Światowego Stowarzyszenia Psychiatrycznego (tuż przed Światowym Kongresem Psychiatrów delegacja radziecka zrzekła się jakoby sama uczestnictwa w działaniach Stowarzyszenia).
Kres działalności psychuszek położyła pieriestrojka. Z kodeksu karnego RFSRR zniknęły najczęściej stosowane przy osadzaniu artykuły 70 i 190-1, a 5 stycznia 1988 zlikwidowano pięć spec szpitali psychiatrycznych, a szesnaście przekazano spod władzy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych ZSRR w ręce Ministerstwa Opieki Zdrowotnej ZSRR. W latach 1989-1990 wykreślono z ewidencji psychiatrycznej około 2 mln osób skazanych na podstawie już nie istniejących artykułów karnych. Próby rehabilitacji osób poszkodowanych przez "psychiatrię represyjną" spotykają się z niechęcią sądów do rozpatrywania takich spraw, a strat nie próbuje się zrekompensować. Żaden z ówczesnych lekarzy nie przyznał się do winy ani nie wyraził skruchy, nikogo nie pozbawiono też praw wykonywania zawodu.
Na założeniach sowieckiej psychiatrii represyjnej wzorowały i wzorują się także inne państwa totalitarne, takie jak Chińska Republika Ludowa. Nie są to jednak systemy tak rozbudowane, jak w ZSRS, choć uważa się, że w Chinach przymusowe osadzanie osób niewygodnych dla władz w szpitalach psychiatrycznych jest praktykowane nadal. Raporty Amnesty International sugerują też, że podobne praktyki miały miejsce także w krajach demokratycznych, m.in. w USA i Kanadzie, choć nigdy nie przybrały tam one charakteru instytucjonalnego.
W „psychuszkach” stosowano najrozmaitsze „terapie”. Najskuteczniejsze w łamaniu nieszczęsnych „pacjentów” były wstrząsy elektryczne, stanowiące terapię elektrowstrząsową, szokową, polegającą na przepuszczeniu przez mózg pacjenta prądu elektrycznego o napięciu do 450 VOLT i natężeniu do 0,9 AMPER. Wstrząs elektryczny stosuje się po jednej lub po obu stronach głowy, trwa on nadzwyczaj krótko i jest na tyle silny , że powoduje utratę przytomności, prowadzi do pewnego stopnia amnezji, ale też i do zaburzeń psychicznych, drgawek mięśniowych, które w dramatyczny sposób towarzyszą tej terapii.
Elektrowstrząsy po raz pierwszy w historii zastosowano we Włoszech .Wówczas to psychiatra Ugo Cerletti będąc świadkiem użycia tej techniki w rzeźni w celu ogłuszenia świń przed przecięciem im gardła, zdecydował się użyć jej w celach leczniczych u ludzi. Jego pierwszym pacjentem był mężczyzna, u którego stwierdzono schizofrenię.
 
Abraham Myerson amerykański psychiatra, neurolog, socjolog oświadczył:
 
„w procesie leczenia ważnym czynnikiem jest obniżenie inteligencji. Najlepsze wyniki uzyskuje się u tych osobników, u których redukujemy ją niemal do stanu niedorozwoju umysłowego...".
 
W sowieckich szpitalach psychiatrycznych stosowano jeszcze na zmianę z elektrowstrząsami, lub jako metodę alternatywną , leczenie wstrząsami insulinowymi, jako jedną z metod leczenia stosowanych w psychiatrii w stanach głębokiej schizofrenii paranoidalnej, polegającą na wywoływaniu powtarzanych stanów ciężkiej hipoglikemii / niedocukrzenia / i śpiączki przy użyciu wstrzyknięć insuliny. Metodę wprowadził do medycyny Manfred Sakel w 1933. Inspiracją do tej formy leczenia było domniemanie, iż odkryta w 1922 roku insulina może mieć znaczenie w patogenezie schizofrenii. Dawki zwiększano stopniowo podnosząc dawkę i obserwując stan pacjenta. Stosowano dawki rzędu 50-80 jednostek, rozpiętość dawki była duża. Śpiączkę przerywano poprzez podany przez zgłębnik do żołądka stężony roztwór glukozy. W późniejszym czasie stosowano dożylne podanie stężonego roztworu glukozy. Zdarzały się częste przypadki, iż pomimo uregulowanej już równowagi insulino – glikemicznej pacjent nie odzyskiwał już trwale świadomości. Takiego „wyleczonego” już osobnika wypuszczano z „psychuszki”. Nie zagrażał wówczas władzy ludowej.
Inną metodę „leczenia”, zapewne dla urozmaicenia i udokumentowania, iż nie wsio rawno, było leczenie farmakologiczne, dające podobne wyniki jak elektrowstrząsy, czy wstrząsy insulinowe. Ludzi zabijano lekami. Była to śmierć powolna, niejednokrotnie trwająca latami, przebiegająca fazami, przeważnie w wielkich cierpieniach. Pacjentów faszerowano lekami psychotropowymi stosowanymi w różnych schorzeniach psychicznych. Modne było podawanie apomorfiny, pochodnej morfiny, używanej w leczeniu przewlekłego alkoholizmu. Pacjent po obudzeniu otrzymywał zastrzyk apomorfiny i następnie podawano na czczo 150 gramów spirytusu lekarskiego o mocy ponad 90 % czystego alkoholu. Po niedługim czasie rozpoczynały się torsje trwające godzinami. I tak codziennie, miesiącami, do zmiany na inną torturę farmakologiczną.
 
„Szczególnie często idee „walki o prawdę i sprawiedliwość „ rodzą się u osobników o strukturze paranoidalnej”, a na psychikę chorego wielki wpływ ma „opętanie obroną „deptanych praw”, zaś „stany pieniacko – paranoidalne zniekształcają prawną świadomość jednostki” to fragmenty diagnoz sowieckich psychiatrów prof. Tatiany Pieczernikowej i prof. A.A. Kosaczowa z Instytutu Psychiatrii Sądowej im. prof. W. P. Serbskiego w Moskwie, który stał się jednym z narzędzi walki z garstką sowieckich dysydentów, oraz wszystkimi, którzy weszli na drogę krytyki komunizmu. Taka diagnoza była gorsza niż wyrok sądowy. Nawet kilkanaście lat łagru dawało nadzieję doczekania końca. Natomiast „leczenie” mogło się nigdy nie skończyć, a podawane „leki i terapie” czyniły nieodwracalne spustoszenie w organizmie. Z „psychuszki” wychodził wrak człowieka z piętnem wariata.
Sowiecka psychiatria na usługach KGB używana była do niszczenia ludzi, którzy odważyli się wyrazić głośno swój sprzeciw wobec komunistycznej rzeczywistości. „Jej metody okazały się skuteczniejsze od łagrów i zsyłek. W bardzo krótkim czasie dziesiątki osób zostały uznane za niepoczytalne – z zasady najbardziej zaciętych i konsekwentnych działaczy. To czego nie były w stanie dokonać wojska Układu Warszawskiego, więzienia, łagry, przesłuchania, rewizje, pozbawianie pracy, szantaż i straszenie – to wszystko dzięki psychiatrii stało się faktem” – pisał Władimir Bukowski, jeden z najsłynniejszych dysydentów, zarazem ofiara tych metod i człowiek dzięki któremu te nieludzkie praktyki stały się znane w wolnym świecie. Młoda studentka Waleria Nowodworska niezłomna opozycjonistka , młoda 21 letnia studentka po skierowaniu jej na „leczenie” w krótkim czasie stała się siwą staruszką, raczej jej cieniem z trudem się poruszającą.
Jeżeli człowieka nie złamała „psychuszka”, to wychodził z piętnem „psychicznego”, czy „wariata”. W takiej sytuacji reżimowi łatwo było podrywać autorytet takiej osoby, jako nie zasługującej na poważne traktowanie, ale także kompromitować jej działalność na rzecz wolności i prawdy.
 
Szczególną i złowrogą rolę tych działań odegrał Wszechzwiązkowy Instytut Naukowo-Badawczy Psychiatrii Ogólnej i Sądowej im. prof. Władimira Serbskiego w Moskwie.
Instytut na zamówienie KGB sporządzał diagnozy, nie mające nic wspólnego z faktycznym stanem zdrowia, przedstawiające zdrowych ludzi, jako osoby chore psychicznie. Profesor Andriej Snieżniewski stworzył nawet nową jednostkę chorobową: "schizofrenie bezobjawowa" czy "schizofrenie pełzająca", która dawała całkowitą dowolność w jej diagnozowaniu. Tym bardziej ze jednym z jej przejawów była "nieprawomyślność". Timofiejew, były naczelny psychiatra sowieckiej armii, pisał: "nieprawomyślność może być uwarunkowana chorobą mózgu, kiedy proces chorobowy rozwija się bardzo wolno, miękko (powoli przebiegająca postać schizofrenii), a inne jego przejawy pozostają niekiedy aż do popełnienia czynu przestępczego niezauważalne".
 
Tymczasem jako "czyny przestępcze" w kodeksach karnych wszystkich republik zakwalifikowano "antysowiecką agitacje i propagandę" (art. 70) oraz "rozpowszechnianie obelżywych wymysłów szkalujących ustrój państwowy i społeczny" (art. 190-191). Zaliczono je do kategorii "czynów społecznie niebezpiecznych" razem z zabójstwami i gwałtami. W tym samym roku władze wydały też "Instrukcję o niezwłocznej hospitalizacji chorych psychicznie stanowiących powszechne niebezpieczeństwo", która oddawała psychiatrom prawo przymusowego zatrzymania bez zgody sądu. Z tych możliwości korzystano szeroko, zwalczając wszystkich "nieprawomyślnych.
 
Fuszerki" nie było wobec matematyka Leonida Pluszcza, aktywnego od końca lat 60. w ruchu praw człowieka. Aresztowany w 1972 r. za "antysowiecka agitacje" otrzymał w Instytucie im. Serbskiego orzeczenie: "schizofrenia (...) od młodych lat cierpiał na zaburzenia paranoidalne przejawiające się w ideach reformatorskich. (...) Stanowi niebezpieczeństwo dla społeczeństwa. Należy uznać go za nieodpowiedzialnego i skierować na przymusowe leczenie do specjalnego szpitala psychiatrycznego". Oddzielną opinię wydala komisja pod przewodnictwem samego prof. Snieżniewskiego: "przewlekła choroba psychiczna w postaci schizofrenii. Główne cechy choroby to jej wczesny początek oraz rozwój zaburzeń paranoidalnych zawierających elementy fantazji i naiwne poglądy (...) stanowi niebezpieczeństwo dla społeczeństwa ; wymaga leczenia w szpitalu psychiatrycznym".
 
Z diagnozą z Instytutu im. Serbskiego trafiano do "psychuszki", gdzie odbywało się "leczenie". Walerię Nowodworską umieszczono w "szpitalu psychiatrycznym specjalnego typu" w Kazaniu. Nie różnił się niczym od więzienia: cele, ogrodzenie z drutu kolczastego, patrole z psami, personel wojskowy, role sanitariuszy pełnili kryminaliści. Oni tez stanowili większość "pacjentów": m.in. zwyrodnialcy, maniakalni seryjni mordercy. Dysydentów w odróżnieniu od kryminalistów raczej nie bito. Od nich wymagano akceptacji dla komunizmu - "naprawy osobowości". Nowodworska wymienia tortury, jakimi do tego dochodzono, m.in. elektrowstrząsy, borowanie zdrowych zębów. Podawano sulfazynę albo siarkę stosowane w leczeniu narkomanii lub alkoholizmu, ale poza Związkiem Sowieckim zakazane. Efektem był nieludzki ból, 40-stopniowa gorączka, ogromne pragnienie, przy czym nie podawano wtedy nic do picia. Po wstrzyknięciu pod skorę lotnego tlenu odczuwało się ból i wrażenie obdzierania ze skóry, po czym pozostawała kilkudniowa opuchlizna. Wobec Nowodworskiej ten "zabieg" zastosowano dziesięciokrotnie. Po aminozynie chciało się spać, ale strażnicy nie pozwalali zmrużyć oka, następowała utrata pamięci, marskość wątroby. Powszechnie stosowane były końskie dawki haloperidolu, czego efektem były: sztywność mięśni, trudności w mowie, ogólne oszołomienie i apatia. Natomiast wstrzykiwana insulina wywoływała silną hipoglikemię, czyli niedocukrzenie ze wszystkimi jej objawami: wymiotami, silnym uczuciem głodu, drgawkami, depresją, niemożnością skoncentrowania się, zaburzeniami rytmu serca i / ekstrasystolia komorowa / i oddychania. Ekstrasystolia komorowa należy do groźnych zaburzeń rytmu serca odczuwanych przez pacjenta jako umieranie w czasie t.zw. przerwy wyrównawczej pracy serca. Ekstrasystolia komorowa / skurcze dodatkowe serca / prowadzą do migotania komór i śmierci sekundowej. Nowodworska walczyła z myślami o śmierci, marzyła, aby się już nigdy więcej nie obudzić. Zycie uratowała jej skuteczna interwencja matki, przewiezienie do normalnego więzienia na Butyrkach i potem do szpitala. Dwa lata wracała do zdrowia, ale nigdy nie zaprzestała walki z komunizmem, mimo iż ponownie zamykano ja w "psychuszkach". Jeszcze w 1987 r. faszerowano ja tabletkami tryftazyny. Efektem była depresja, nie mogła spać, nie była w stanie siedzieć, chodzić. Tym razem życie uratowali jej życzliwi ludzie jeszcze w szpitalu (komunizm już dogorywał), pomagając przejść kuracje niwelująca działanie zabójczych dla niej leków.
Wladimir Bukowski opisał swe jakże podobne doświadczenia: "Dla "leczenia wzburzonych", a mówiąc dokładnie, karania, stosowano w zasadzie trzy środki. Pierwszy - aminozyna. Pod jej działaniem człowiek zazwyczaj zapadał w śpiączkę, w jakieś takie otępienie, że przestawał pojmować, co się z nim dzieje. Drugi – sulfazyna, albo siarka. Ten środek powodował zazwyczaj silne bóle i dreszcze. Temperatura podskakiwała do 40-41 stop. C i utrzymywała się przez dwa, trzy dni. Trzeci - "ukrytka". To uważane było za najcięższe. Więźnia mocno owijano od nóg aż po pachy mokrym, skręconym prześcieradłem albo pasami z płótna żaglowego. Schnąc materiał kurczył się, powodując straszliwy ból i pieczenie całego ciała. Zazwyczaj powodowało to szybko utratę przytomności i do obowiązków siostry należało tego doglądać. Wówczas „ukrytkę” chwilowo rozluźniano, pozwalając delikwentowi odetchnąć i dojść do siebie, po czym ponownie go zawijano. To mogło powtarzać się wielokrotnie".
 
Ratunkiem dla ludzi tak prześladowanych było ujawnienie tych metod. Dlatego w styczniu 1977 r. przy Moskiewskiej Grupie Helsińskiej powołano Komisję Roboczą do Badania Wykorzystywania Psychiatrii do Celów Politycznych. Inicjatorem jej powstania był Petro Hryhorenko, a w jej skład w różnym czasie wchodzili: Wiaczesław Bachmin, Irina Kapłun, Aleksander Podrabinek, Feliks Sieriebrow, Dzemma Babicz, Leonard Tiernowski, Irina Griwnina. Pomocą prawną zajmowała się Sofia Kallistratowa, natomiast medyczną Aleksander Woloszanowicz, a po jego wyjeździe na zachód Anatolij Koriagin. To dzięki odwadze tych ludzi o represjach psychiatrycznych w Związku Sowieckim dowiedział się świat.
Założyciel komisji Petro Hryhorenko byl sowieckim generałem, pracownikiem naukowym akademii wojskowej, autorem licznych publikacji. Po przemianach w 1956 r. dostrzegł nie tylko fikcję komunistycznego systemu, ale doszedł do wniosku, iż "nie wolno milczeć". Zaczął krytykować władze, napisał kilka ulotek kolportowanych wśród znajomych studentów i oficerów. Piętnował biurokrację, brutalne tłumienie robotniczych wystąpień m.in. w Nowoczerkasku, Tbilisi. Aresztowany przez KGB odmówił złożenia samokrytyki, co miało uchronić go od wyroku. W takiej sytuacji postawiono go przed komisją psychiatryczną, która zdiagnozowała u niego "paranoidalny rozwój osobowości, powstały u osoby z psychopatycznymi rysami charakteru" i skierowała na przymusowe leczenie do "psychuszki". Został także zdegradowany do stopnia szeregowca.
Pozostałych aresztowanych uznano za "znajdujących się pod wpływem „umysłowo chorego"... Tuż po odejściu Nikity Chruszczowa, w 1965 r. którego był krytykiem, został uznany za "wyleczonego" i zwolniony z "psychuszki". Nie zerwał z działalnością, ale nawiązał kontakty z innymi dysydentami, stając się z jednym z ich najaktywniejszych działaczy (m.in. angażował się na rzecz praw Tatarów krymskich), za co ponownie znalazł się w szpitalu psychiatrycznym. W jego obronie pisano listy, petycje, a na Zachodzie ukazała się jego książka "Myśli wariata". W 1977 r. zezwolono mu na wyjazd do USA i odebrano obywatelstwo. Na własną prośbę stanął przed komisja lekarzy amerykańskich, którzy uznali, iż jest zdrowy. W swej opinii napisali: "Wszystkie rysy jego osobowości zostały przez sowieckich diagnostów zdeformowane. Tam, gdzie oni widzieli natręctwo myślowe, my zobaczyliśmy wytrwałość. Tam, gdzie oni dopatrywali się urojeń, my spostrzegliśmy zdrowy rozsadek. Gdzie oni dopatrywali się braku rozwagi, tam my znaleźliśmy wyrazistą konsekwencję. I tam, gdzie oni diagnozowali patologię, my napotykaliśmy zdrowie duchowe". Już po jego śmierci diagnozę tę w 1991 r., po upadku komunizmu, potwierdzili psychiatrzy rosyjscy. Przywrócono mu stopień generalski, a dziś w Kijowie jest aleja jego imienia...
 
Hryhorenko na swej dysydenckiej drodze spotkał w "psychuszce" jednego z najsłynniejszych sowieckich dysydentów Wladimira Bukowskiego, "leczonego" tam na "psychopatię typu paranoidalnego" i uznanego za "niepoczytalnego" za wykonanie kilku kopii książki Milovana Dzilasa "Nowa klasa". Bukowski nie tylko sam trafiał do łagrów i "psychuszek", ale stawał w obronie w ten sposób represjonowanych, m.in. Hryhorenki, Natalii Gorbaniewskiej ("niepoczytalność"), Walerii Nowodworskiej ("niepoczytalność"). Dokumentował przypadki wykorzystywania psychiatrii do walki z dysydentami. Nikt z psychiatrów nie chciał pod nazwiskiem zakwestionować orzeczeń wydawanych w Instytucie im. Serbskiego. Wszyscy się bali. "Zdarzali się, naturalnie, młodzi psychiatrzy, bez stopni, tytułów, zdecydowani wystąpić otwarcie, ale nie miało to sensu. Co warte są ich opinie w porównaniu ze zdaniem szacownych profesorów, członków Akademii Nauk?". Jeden z owych "młodych", lekarz Siemion Gluzman, zdecydował się pomoc Bukowskiemu i wspólnie napisali "Podręcznik psychiatrii dla nieprawomyślnych", opracował także orzeczenie w sprawie Hryhorenki. W swojej publikacji zacytowali m.in. wypowiedzi doktorów nauk medycznych z Instytutu im. Serbskiego, Pieczernikowej i Kosaczowa: "Skłonność do walki o prawdę i sprawiedliwość cechuje najczęściej osobowości o strukturze paranoidalnej". I za to Gluzman dostal 7 lat łagrów i 3 lata zesłania.
Współzałożycielem Komisji Roboczej do Badania Wykorzystywania Psychiatrii do celów politycznych był także Aleksander Podrabinek. Od 1973 r. zbierał dowody wykorzystywania psychiatrii do walki z dysydentami. Na ich podstawie napisał książkę "Medycyna karna", zebrał też kartoteki ponad 200 więźniów "psychuszek". Mimo jego aresztowania przez KGB udało się te materiały dostarczyć na kongres Światowego Stowarzyszenia Psychiatrycznego w Honolulu w 1977 roku. Jemu i jego bratu zagrożono rozprawa karną z jednoczesną możliwością wyjazdu na zachód. Obaj odmówili, a Aleksander napisał w liście: "Nie chcę siedzieć za kratkami, ale tez nie boję się łagrów. Cenię swoją wolność, jak i wolność brata, ale nią nie handluję. Nie ulegnę żadnemu szantażowi, czyste sumienie jest mi droższe niż dostatek materialny. Urodziłem się w Rosji, to mój kraj i powinienem w nim zostać, jakkolwiek byłoby tutaj ciężko, a lekko na zachodzie. Na ile mi się uda, będę nadal próbował bronić tych, których prawa są w naszym kraju tak brutalnie gwałcone. (...) Zostaje". Wkrótce otrzymał wyrok 5 lat zesłania. Nie zaprzestał jednak prac nad dalszym ciągiem "Medycyny karnej". Stanął przed sadem skazany na 3,5 roku więzienia.
Wysiłek dysydentów na rzecz prawdy przyniósł efekty. Sprawa "psychuszek" stała się znana w wolnym świecie. Na wspomnianym kongresie w Honolulu podjęto - nieznaczną większością głosów, nie chcąc zbytnio drażnić Moskwy - łagodną rezolucje: "Światowe Towarzystwo Psychiatryczne (WPA) przyjmuje do wiadomości fakt nadużywania psychiatrii w celach politycznych, potępia te praktyki we wszystkich krajach, w których mają one miejsce, oraz wzywa zawodowe organizacje psychiatrów tych krajów do zaprzestania tych praktyk. WPA zastosuje tę rezolucję w pierwszym rzędzie w związku z obszernymi dowodami systematycznych nadużyć psychiatrii do celów politycznych w Związku Sowieckim". Ostatecznie jednak udało się usunąć psychiatrów sowieckich ze Światowego Stowarzyszenia Psychiatrycznego, ale było to już w zupełnie innej rzeczywistości politycznej w 1983 roku.
Nie zaprzestano jednak represji, choć nieco zelżały. Gdy w obronie prześladowanych stanął psychiatra dr Anatolij Koriagin, któremu udało się opublikować w czasopiśmie medycznym "The Lancet" prace "Pacjenci mimo woli", sam trafił do "psychuszki". To do niego w marcu 1987 r. wystosowało swój list dziesięciu polskich lekarzy, gdy opuścił łagier po siedmioletnim wyroku za organizowanie protestów przeciw umieszczaniu dysydentów w "psychuszkach". Polscy sygnatariusze pisali: "Chcemy zapewnić Pana, że również motywem naszych dążeń jest to, aby medycyna nigdy i nigdzie nie była wykorzystywana przeciw człowiekowi, a służyła w pełni obronie jego życia, zdrowia i godności".
Rosyjscy dysydenci: Bukowski, Gorbaniewska, Nowodworska i tylu innych, którzy przeszli przez "przedsionek piekła" - jak nazywano "psychuszki" - z nadzieją patrzyli na rozwój polskiej opozycji pod koniec lat 70. XX wieku oraz "Solidarności". We wspólnej walce widzieli nadzieje na zwycięstwo nad "imperium zla". Polskiej sprawie pozostali wierni do dzisiaj, wielokrotnie dając temu wyraz. Bukowski wraz z Gorbaniewska podpisali list otwarty do Polaków po katastrofie 10 kwietnia 2010 r., w której zginęła znaczna cześć niepodległościowej elity Narodu. "Trudno się pozbyć wrażenia, ze dla rządu polskiego zbliżenie z obecnymi władzami rosyjskimi jest ważniejsze niż ustalenie prawdy w jednej z największych tragedii narodowych. Wydaje się, ze polscy przyjaciele wykazują się pewną naiwnością, zapominając, ze interesy obecnego kierownictwa na Kremlu i narodów sąsiadujących z Rosją państw nie są zbieżne. Jesteśmy zaniepokojeni tym, ze w podobnej sytuacji niezależność Polski i dzisiaj, i jutro może się okazać poważnie zagrożona. Mamy nadzieje, ze obywatele Polski ceniący swoją wolność potrafią ją obronić. Także przy urnach wyborczych" - napisali w maju ubiegłego roku. Jeszcze dosadniej zabrzmiał glos Walerii Nowodworskiej: "Nie znałam go [śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego], ale był moim współbojownikiem, towarzyszem broni i będę go opłakiwać, w odróżnieniu od Adama Michnika i innych polskich lewaków, obrońców Jaruzelskiego.
Kaczyński był polskim Reaganem, następcą Kościuszki, Sowińskiego, Dąbrowskiego i Piłsudskiego. Polska oczywiście nie zginie. Polska wszystko pamięta i jest na dobrej drodze, ale czekiści lubią ugryźć i odskoczyć. Sobacze plemię od czasu sformowania opryczników. (...) Antysowiecki Kaczyński pomylił się tylko raz - kiedy poleciał sowieckim samolotem na sowieckie terytorium, zaufawszy sowieckiej władzy. A cywilizowany świat nie będzie oskarżać. Wszystko pokryje ropa, gaz i mgła". Świat będzie milczał, tak jak milczał przez wiele lat - w imię niedrażnienia Moskwy - wobec dramatu sowieckich dysydentów zamęczanych w "psychuszkach". / dr Jarosław Szarek „Psychuszka” skuteczniejsza niż łagier” „Nasz Dziennik 2-3 lipca 2011 r. – tekst kursywą /. Jarosław Szarek – jest historykiem, pracownikiem Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej w Krakowie.
 
I tak w Związku Sowieckim unicestwiono fizycznie kwiat niepokornych pisarzy, wiadomo bowiem, iż mózg narodu stanowią intelektualiści, naukowcy i pisarze. Mordy fizyczne bolszewickich władców były nie tylko ofiary łagrów Gułagu, w których unicestwiano również mózg narodu, ale również mordy intelektualne - wszechobecna propaganda bolszewicka. Sowieci unicestwili fizycznie kwiat niepokornych pisarzy – rozstrzelano Babla, Pilniaka, Gumiłowa, Klujewa, w więziennej „psychuszce” zginął poeta Charms, w łagrze zgnił Mandelsztam. Doprowadzono do samobójstwa Majakowskiego, Cwierajewą, zaszczuto Zoszczenkę, Bułhakowa. Jeszcze w 1964 roku do sowchozu pod Archangielskiem zesłano przyszłego noblistę Josifa Brodskiego, który roztrząsał widłami gnój, zwolniono go dopiero pod naciskiem światowej opinii publicznej. Mordem fizycznym pozbawia się naród jego intelektualnej siły przywódczej, aby przestał istnieć. Następnym krokiem jest wprowadzenie agentury rządzącej i niszczenie fałszywym wizerunkiem medialnym patriotycznych sił narodu, poprzez fałszowanie historii, fałszywą edukację, lub jej wyeliminowanie, przeciwstawianie się sobie potężnych grup społecznych – co oczywiście jest mordem intelektualnym dokonanym na narodzie.
 
Inna ofiara Marca 1968: Jerzy Zawieyski. „Nie możemy wykluczyć, że został zamordowany. Władza komunistyczna potrafiła bowiem obsypywać twórców dobrami i zaszczytami, jak może żadna inna. Wszelako potrafiła też ich tak skrzywdzić i niszczyć, jak żadna inna”. / Profesor Jerzy Eisler, historyk IPN, oraz Instytutu Historii PAN/.
 
Jerzy Zawieyski nie przeszedł do historii dzięki swej twórczości dziś już martwej i nieistniejącej, ale samotnej, dramatycznej mowie wygłoszonej w Sejmie 10 kwietnia 1968 roku, po wydarzeniach marcowych, w której stanął w obronie atakowanej przez władze interpelacji katolickiego koła „Znak”, protestującej przeciwko pałkom i represjom wobec studentów oraz intelektualistów, polityce kulturalnej władz, a szczególnie zdjęcia „Dziadów” w reżyserii Dejmka. Wystąpienie Jerzego Zawieyskiego odbyło się w atmosferze linczu, seansu nienawiści – gwizdów, obelg, walenia w pulpity i tupania posłów z PZPR i ZSL. Podobnej orgii chamstwa, zlośliwości, wulgarności wrzasków z sali i galerii nie było w Sejmie od czasu, gdy posłowie niszczyli Mikołajczyka i jego kolegów. Zdjęto natychmiast grany w „Ateneum” dramat Zawieyskiego „Idziemy do wujka”, cenzura zatrzymała w „Twórczości” druk opowiadania „Pomiędzy plewą i manną”, a także poświęconą mu pierwszą biografią. Roztrzęsiony, załamany, opuszczony przez wszystkich, nawet przez koło poselskie „Znak” doznał wylewu krwi do mózgu, był sparaliżowany i utracił mowę.
 
Przebywał w klinice rządowej Ministerstwa Zdrowia przy ul. Emilii Plater. Po dwóch miesiącach pobytu w klinice w niejasnych okolicznościach został wyrzucony z okna czwartego piętra, ponosząc śmierć na miejscu. „Mości Zawieyski, pora skakać”, usłyszał przed tragiczną śmiercią.
 
Mówiąc po prostu o swojej ostatniej książce „Obława” o losach pisarzy represjonowanych Joanna Siedlecka przypominała, że zwłaszcza w latach 50 i 60 gdy związkowa opozycja prawie nie istniała, konformistyczne władze ZLP nie broniły atakowanych przez władze swoich członków. Wyrzucały ich na ogół z ZLP, co spotkało m.in. Jerzego Brauna, Władysława Grabskiego, Wojciecha Bąka, Jerzego Kornackiego, Ireneusza Iredyńskiego. Milczały, gdy zaganiano do „psychuszki” Bąka i Grzędzińskiego, wsadzano do więzienia Brauna, Kornackiego, Wańkowicza, Iredyńskiego. Członkowie sądów koleżeńskich ZLP / Irena Krzywicka / „sądzili” oskarżonego o współpracę z londyńskimi „Wiadomościami” starego Jana Nepomucena Millera i Władysława Grabskiego za „paszkwil” o Gałczyńskim. Grube związkowe ryby, jak Kazimierz Koźniewski, czy Andrzej Szczypiorski współpracujący z SB, donosili na kolegów.
 
Pierwszym dokumentem, w którym psychiatrię zaczęto traktować jako element "ochrony" społeczeństwa był kodeks karny RFSRR z 1926. Pierwszy więzienny szpital psychiatryczny ze specjalnym oddziałem dla więźniów politycznych, nad którym pieczę objęło NKWD, powstał w 1939 w Kazaniu. Na tym oddziale umieszczano zarówno chorych psychicznie, których choroba miała coś wspólnego z polityką (na przykład ich urojenia dotyczyły spraw politycznych), jak i osoby zdrowe internowane na polecenie władz. Przebywał tam m.in. Jan Piłsudski brat Marszałka Józefa Piłsudskiego i były prezydent Estonii Konstantin Päts. W latach 40 jak świadczą relacje poety Nauma Korżawina i Ilii Jarkowa, NKWD szerzej wykorzystywało psychiatrów we własnych celach, np. w przypadku Jarkowa usiłowano zatuszować omyłkę śledczych.
 
Na fali destalinizacji próbowano także zdemaskować i zakończyć nadużycia psychiatrii; działał w tym kierunku m.in. Siergiej Pisariew, uznany za schizofrenika z powodu napisania listu do Stalina. Pisariew w 1955 skierował list do KC KPZR z listą zdrowych osób, które spotkał w szpitalu. Specjalna komisja potwierdziła opisane fakty, ale na wprowadzenie zmian nie zdecydowano się. Nowy etap w wykorzystywaniu psychiatrii do celów politycznych znamionowało przemówienie Chruszczowa, opublikowane w gazecie Prawda 24 maja 1959 roku, w którym stwierdził, że w społeczeństwie komunistycznym przestępczość i naruszanie norm życia społecznego często wiąże się z rozstrojem psychicznym; w przemówieniu znalazła się fraza: "można powiedzieć, że i obecnie (w ZSRR) istnieją ludzie, którzy walczą z komunizmem... ale u takich ludzi bez wątpienia stan psychiczny nie jest w normie". Jak pisał ironicznie Żores Miedwiediew - "komuś do głowy przyszła prosta myśl, że wzrost liczby procesów politycznych i więźniów politycznych – to zły wskaźnik socjologiczny, a wzrost liczby miejsc w szpitalach – to bardzo dobra oznaka postępu społecznego"– . Przewaga diagnozy psychiatrycznej nad procesem sądowym była jednak poważniejsza: uwięzienie było bezterminowe, warunki w szpitalach gorsze i pozwalające na bezkarne wieloletnie znęcanie się, etykietka powodowała dyskredytację i pociągała za sobą nowe szykany. Na przykład placówki psychiatryczne często wysyłały do instytucji, z którymi korespondował pacjent, oficjalny list o "niecelowości korespondencji", co zamykało drogę do interweniowania i szukania pomocy.
 
Według kodeksu karnego RFSRR z 1961 roku (oraz analogicznych kodeksów w innych republikach ZSRR) skala społecznie niebezpiecznych czynów obejmowała zabójstwa i gwałty, ale także "antyradziecką agitację i propagandę" czy "rozpowszechnianie obelżywych wymysłów, szkalujących radziecki ustrój państwowy i społeczny". W 1961 wydano też "Instrukcję o niezwłocznej hospitalizacji chorych psychicznie stanowiących powszechne niebezpieczeństwo", która oddawała psychiatrom władzę przymusowego internowania nawet bez zgody sądu.
 
Głównym organem powołanym do wydawania ekspertyz sądowo-psychiatrycznych w ZSRR był Instytut Psychiatrii Sądowej im. prof. W. P. Serbskiego w Moskwie, gdzie na specjalnym czwartym wydziale pracowali sprawdzeni przez KGB lekarze (ordynatorem tego wydziału był w latach 60. prof. Danił Łunc, a współpracował z nim prof. Jakow Landau). Na podstawie akt śledczych KGB zdrowym osobom wystawiano psychiatryczne opinie lekarskie, według których uważano ich za niepoczytalnych, a następnie poddawano przymusowemu "leczeniu". W komisjach zajmujących się przestępstwami przeciw państwu znajdowały się często najwyższe autorytety psychiatrii ZSRR: Andriej Snieżniewski, Grigorij Morozow, Marat Wartanian, Rubien Nadżarow, Josif Łukomski.
 
Najbardziej rozpowszechnioną etykietką diagnostyczną była powoli rozwijająca się, pełzająca schizofrenia; ten typ schizofrenii zdefiniował w 1969 roku Snieżniewski jako postać, w której utajony proces chorobowy następuje bardzo powoli. W praktyce kryteria diagnostyczne pozwalały psychiatrom na rozpoznanie pełzającej schizofrenii na podstawie zachowań, które w normalnych warunkach byłyby charakteryzowane jako świadczące o drobniejszych zaburzeniach lub nawet powstające u osób zdrowych.
 
W celu przetrzymywania coraz większej liczby osadzonych stworzono sieć „psychuszek”, które łączyły funkcje szpitali i zwykłych więzień, w których we wspólnych celach przetrzymywano osoby rzeczywiście chore i skazane za morderstwa i gwałty ze zdrowymi osadzonymi na podstawie fałszywych ekspertyz lekarskich na zlecenie KGB. Osoby te poddawano "leczeniu" przy użyciu silnych leków psychotropowych, insuliny / wstrząsy insulinowe /, czy podskórnych zastrzyków koloidalnej siarki (w przypadku insuliny celowo wywoływano silną hipoglikemię /niedocukrzenie / wraz z szeregiem jej objawów, natomiast użycie koloidalnej siarki wywoływało silny ból mięśni i wzrost temperatury ciała do 39 °C i wyższych). Na porządku dziennym było znęcanie się sanitariuszy nad osadzonymi poprzez bicie (nazywane "zaordynowaniem kułazinu" – od rosyjskiego słowa kułak – pięść, stąd – kułazin), duszenie, a nawet gwałty. Osadzeni spędzali w takich ośrodkach wiele lat, a w przeciwieństwie do wyroków sądowych, "chorzy" nie wiedzieli ile jeszcze lat w szpitalach spędzą, gdyż zawsze według oceny lekarzy mogli nie być jeszcze "dostatecznie wyleczeni". Ostatecznie zwolnienie następowało często dopiero w wyniku nacisków grup z zewnątrz, takich jak Amnesty International. Osoby zwolnione miały jednak, ze względu na swą przeszłość, problemy ze znalezieniem mieszkania czy jakiejkolwiek pracy, nie mówiąc o zrujnowanym całkowicie zdrowiu fizycznym i psychicznym.
 
Wśród osadzonych znaleźli się m.in. Władimir Bukowski (skazany m.in. za organizowanie spotkań poetyckich oraz manifestacje w obronie innych dysydentów – spędził w więzieniach 12 lat) oraz Siemion Głuzman (ukraiński psychiatra, więziony za obronę ofiar psychiatrii politycznej), którzy napisali razem w celu obrony przed działaniami władz podręcznik „Psychiatria dla nieprawomyślnych”. W książce tej zamieścili m.in. wypowiedzi doktorów nauk medycznych z Instytutu Serbskiego T.P. Pieczernikowej i A.A. Kosaczowa: "Skłonność do walki o prawdę i sprawiedliwość cechuje najczęściej osobowości o strukturze paranoidalnej". Prócz ludzi, których skazano za takie wykroczenia, jak bezprawne przekroczenie granicy, operacje walutowe czy kontrabanda, znajdowały się także osoby skazane z przyczyn religijnych.
 
Problemem nadużywania psychiatrii w sprawach politycznych zajmowała się specjalna Komisja Robocza do Zbadania Wykorzystania Psychiatrii dla Celów Politycznych przy Moskiewskiej Grupie Helsińskiej. Od stycznia 1977 zbierała ona informacje o osobach osadzonych, a także opisywała nadużycia. Na Światowym Kongresie Psychiatrów w Honolulu w 1977 oficjalnie potępiono nielekarskie działania psychiatrów sowieckich (m.in. po przedostaniu się na zachód książki Aleksandra Podrabinka „Medycyna karna”), a w 1983 działalność Komisji spowodowała usunięcie psychiatrów sowieckich ze Światowego Stowarzyszenia Psychiatrycznego (tuż przed Światowym Kongresem Psychiatrów delegacja radziecka zrzekła się jakoby sama uczestnictwa w działaniach Stowarzyszenia).
 
Na założeniach sowieckiej psychiatrii represyjnej wzorowały i wzorują się także inne państwa totalitarne, takie jak Chińska Republika Ludowa. Nie są to jednak systemy tak rozbudowane, jak w ZSRS, choć uważa się, że w Chinach przymusowe osadzanie osób niewygodnych dla władz w szpitalach psychiatrycznych jest praktykowane nadal. Raporty Amnesty International sugerują też, że podobne praktyki miały miejsce także w krajach demokratycznych, m.in. w USA i Kanadzie, choć nigdy nie przybrały tam one charakteru instytucjonalnego.
 
 
ALEKSANDER SZUMAŃSKI