
| Cywilizacyjny skok dla Rabki - Park zdrojowy, amfiteatr, sale gimnastyczne, są moimi ,,dziećmi” |
|
|
|
Tu jest jedyna tężnia w Małopolsce, plac zabaw i cały park posiada kamery, co zapewnia bezpieczeństwo. Co roku oddajemy do użytku nową atrakcję uzdrowiskową. Burmistrz Rabki-Zdrój Ewa Przybyło w rozmowie z „Kurierem” - część I Redakcja: W rabczańskim parku jest dość duża liczba drzew, które nadają się do wycięcia z powodu choroby. Jaka jest przyczyna, że tak wiele drzew choruje? Ewa Przybyło: Rabczański Park Zdrojowy został założony w drugiej połowie XIX wieku i wiele drzew w nim rosnących pochodzi z tamtego okresu. Przez wiele lat XX wieku wykonywano w nim jedynie drobne prace pielęgnacyjne. Już w latach 2002 – 2004 dendrolodzy zwracali uwagę, że drzewa rosnące w Rabczańskim Parku wymagają gruntownego przeglądu, analizy pod kątem sąsiedztwa wzajemnego roślin, inwentaryzacji drzew chorych, kontrolowanej wycinki samosiejek i tym podobnych prac. Szansa na gruntowną rewitalizację Parku pojawiła się w latach 2006 i 2007. Zinwentaryzowano drzewostan, wskazano drzewa, które z powodu choroby należy pilnie wyciąć. Wskazano też do wycinki drzewa kolidujące z planowaną nową infrastrukturą uzdrowiskową. W Parku Zdrojowym rośnie około 7 tys. drzew, pierwotnie zakładano wycinkę ok. 500 szt. Nie wszystkie drzewa udało się wówczas usunąć z powodu interwencji ekologów i unieważnienia decyzji Starosty. W ramach rewitalizacji usunęliśmy ok. 300 drzew. Drzewa były już suche, a niektóre z nich kolidowały z inwestycją. Wycinka tych, które kolidowały z inwestycją, była kontrowersyjna również dla nas. W efekcie nacisku ekologów, innych mieszkańców i własnych przekonań jeszcze raz przemyśleliśmy tę kwestię. Osobiście przeszłam przez park i zadecydowałam razem z dendrologiem i architektem zieleni, które ławki można przesunąć, żeby nie wycinać zdrowych drzew. Dotyczyło to jednak tylko kilku sztuk drzew. Ponowne oględziny jednoznacznie potwierdziły, że pozostałe drzewa wskazane do wycinki, należało jednak wyciąć z powodu złego stanu zdrowotnego i sanitarnego. Jednak protesty ekologów, choć nieuzasadnione, były tak intensywne, że w połowie wycinki Samorządowe Kolegium Odwoławcze wstrzymało wykonanie prawomocnej decyzji Starosty. Nie udało nam się wyciąć wszystkich suchych drzew. W roku 2011 – już po rewitalizacji musieliśmy ponownie wystąpić o zgodę na wycinkę niewyciętych wcześniej 100 chorych drzew. Tą decyzję ekolodzy również zaskarżyli, ale tym razem SKO utrzymało ją w mocy. Ostatecznie musieliśmy usunąć te drzewa za własne pieniądze. Nadal pozostaje do wycięcia ok. 80 chorych drzew, które nie zostały wycięte w ramach rewitalizacji z powodu protestu ekologów. Wycinanie ich w Parku oddanym do użytku, jest dużo bardziej kosztowne. R: Rozumiem, że taki stan rzeczy nie może trwać w nieskończoność, bo choroba będzie się przenosić na zdrowe drzewa. EP: Wszystkie ,,suchary” będziemy sukcesywnie wycinać, mimo protestów ekologów. Takie drzewa zagrażają nie tylko zdrowym drzewom, ale przede wszystkim przecież bezpieczeństwu użytkowników Parku. Szkoda tylko, że nie udało się wykonać tych wszystkich koniecznych prac w ramach projektu, bo dziś gmina musi pozyskiwać nowe decyzje i ponosić dużo większe koszty na wycinkę. R: Ekolodzy wysuwają zarzut, że warstwa tłucznia pod alejkami, jaka została położona, miała wpływ na odczyn gleby i to zakłóciło ekosystem, dlatego drzewa zaczynają chorować. EP: To jakiś absurd. Mamy opracowanie sprzed rewitalizacji jeszcze z roku 2004, w którym zaznaczono i opisano wszystkie chore drzewa. Można więc sprawdzić, czy po wykonaniu prac brukarskich jakieś nowe drzewa zachorowały w sąsiedztwie alejek. Nie ma ani jednego drzewa, które zachorowało w wyniku utwardzenia ciągów pieszych. Chore drzewa znajdują się w znacznej odległości od alejek i raczej chorują przez to, że choroba przenoszona jest z jednego drzewa na drugie. Wstrzymując tą wycinkę drzew ekolodzy mają też w tym swój znaczny udział. R: Kolejny temat, który bulwersuje mieszkańców, to są wysokie kary nałożone przez sąd za rażące naruszenia prawa. EP: Nigdy nie doszło do rażącego naruszenia prawa. Rzeczywiście Wojewódzki Sąd Administracyjny nałożył na organy Gminy grzywny za nieprzesłanie w terminie akt spraw, ale z tego powodu Gmina nie straciła i nie straci ani złotówki. Wszystkie koszty ponosi kancelaria, która odpowiadała za wysyłkę skarg. Nakładanie grzywien ma wymiar dyscyplinujący i nie wpływa na merytoryczne rozstrzygnięcie spraw. W związku z procedurą nakładania grzywien na przeróżne organy i instytucje państwowe pojawia się jeszcze inny problem. Czy organ, który otrzymuje grzywnę ustala winnych i obciąża ich jej kosztami. Wydaje mi się, że inne organy tego nie robią - ja jednak potrafiłam to zrobić. R: Kary nałożono za nieudostępnienie informacji publicznej, dodatkowo prawnik magistratu nie przesłał skargi do WSA w terminie. EP: Niezupełnie, urząd rabczański zawsze udzielał i udziela odpowiedzi na wnioski. Nie zawsze jednak ta odpowiedź zadawala wnioskodawcę. Kiedy oczekuje on innej odpowiedzi lub wydania konkretnych dokumentów, które według nas wcale mu się nie należą, składa na nas skargę na bezczynność. Tak się taka skarga nazywa, choć z bezczynnością to niewiele ma wspólnego, bowiem w jej ramach rozstrzygana jest merytorycznie sprawa. I właśnie takich skarg nie przesłano w terminie do sądu. Prosto rzecz ujmując grzywny nie wymierzono za nieudostępnienie informacji publicznej, lecz za nie terminowe przesłanie dokumentów do sądu administracyjnego. Zaznaczyć trzeba, że merytorycznie większość spraw Urząd Miejski wygrał. Pragnę jeszcze raz podkreślić, że kancelaria wszystkie grzywny pokrywa i budżet gminy nie ponosi w związku z zaistniałą sytuacją żadnej szkody. R: Pomimo ewidentnych uchybień, w jednym z materiałów prasowych oznajmiła pani, że jest zadowolona z tego prawnika, jak to można pogodzić? EP: Prawnik nie zawalił spraw merytorycznie, bo jak już nadmieniłam zdecydowaną większość spraw wygrał. Prawnik nie wysłał dokumentów na czas i to jedynie w roku 2011, kiedy zajęty był ratowaniem naszego Szpitala przed próbą jego likwidacji i prowadził ogromną ilość spraw o różnym charakterze przeciwko Narodowemu Funduszowi Zdrowia i Sanepidowi. To go pochłonęło, mógł więc nie mieć czasu. W tym miejscu pragnę wyjaśnić, że Narodowy Fundusz Zdrowia w Krakowie łamiąc brutalnie prawo nie przyznał naszemu Szpitalowi należnego mu kontraktu. Np. oddział wewnętrzny w styczniu 2011 funkcjonował bez kontraktu a Izba Przyjąć uzyskała finansowanie w sierpniu 2011, co jednak wcale nie oznaczało zakończenia kłopotów, które trwają do dziś. Mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że dzięki zaangażowaniu prawnika przywrócono Szpitalowi kontrakt. Właściwie mam tylko jedno zastrzeżenie do mecenasa. Grzywny zostały nałożone za niewysłanie na czas akt do sądu. Kiedy zostały one już wysłane, sąd rozpoznawał je merytorycznie i większość spraw, jak już wspomniałam rozpoznano na naszą korzyść. Skoro nie mógł wysłać na czas akt i przygotować merytorycznych stanowisk, to mógł mnie o tym poinformować wcześniej. R: Z samorządem trudno wygrać. Rabczański ekolog próbował uzyskać cyfrową mapę przygotowaną na potrzeby opracowywania Studium Przestrzennego Zagospodarowania. Odmówiła mu pani argumentując, że prawo dysponowania mapą należy do pracowni planistycznej przygotowującej studium, a ta nie zgadza się na udostępnienie materiałów roboczych. EP: Nieprawda, w wyniku postępowania sądowego mieszkaniec ostatecznie otrzymał żądaną płytkę. Na pytanie sądu: kiedy ją otworzył, odpowiedział: nigdy, bo nie mam programu do jej uruchomienia. R: Czy nie lepiej było wydać ją jak tylko się zwrócił do urzędu, warto było się procesować? EP: Tak, warto było. Chroniłam bowiem prawo autorskie pracowni planistycznej. Podam inny przykład, Kilka lat temu pan Żurek – były radny - złożył do mnie wniosek o ujawnienie zestawienia wszystkich decyzji lokalizacji inwestycji, które wydałam na terenie Rabki wraz z numerami ewidencyjnymi działek i adresem nieruchomości. Chroniąc dane osobowe i tajemnicę przedsięwzięcia odmówiłam wydania tych danych. Były radny trzykrotnie wytaczał mi postępowania przed sądami administracyjnymi i trzykrotnie je przegrywał, by wreszcie wytoczyć mi proces karny, którego zwieńczeniem była rozprawa przed Sądem Najwyższym, gdzie ostatecznie zostałam uniewinniona. Oznacza to, że postąpiłam słusznie, chroniąc prywatność osób trzecich. Gdybym wówczas ujawniła dane osobowe mogłabym odpowiadać za naruszenie dóbr innych osób. Jeśli takie dane muszę wydać w wyniku wyroku sądowego, to jest to mój obowiązek i na sądzie spoczywa odpowiedzialność za ewentualne naruszenie czyjejś prywatności. Tak samo jest z tą płytką. Wobec tylu perypetii ostatecznie Pracownia Planistyczna zażądała ode mnie zwrotu mapy studium w wersji elektronicznej, gdy dowiedziała się, że sąd pozwala na jej udostępnianie. R: Ale pani uruchamiała te pliki? EP: Ja nigdy, gdyż nie mam stosownego programu i w mojej pracy jest mi to niepotrzebne. R: Po co był więc ten cały spór o płytkę, którym urzędnikom zależało na tych informacjach, kto korzystał z niej w urzędzie? EP: Urbanista przez przypadek wgrał pliki do komputera mojego zastępcy i pracowników wydziału architektury. Gdy były radny i jego bliscy znajomi dowiedzieli się, że ta płytka jest w posiadaniu urzędu, chcieli ją za wszelką cenę przejąć za darmo. Nieprawdą jest, iż tylko dzięki płytce (mapie studium w wersji elektronicznej) osoby skupione wokół byłego radnego mogły unieważnić miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Do tego celu mogły im posłużyć wypisy i wyrysy urzędowe, które ode mnie otrzymali i którymi się posługiwali. Uważam, że osoby te potrzebowały danych zawartych na płytce być może do swojej prywatnej działalności lub tylko dlatego żeby być ze mną w sporze, skoro bowiem nigdy tej płytki nie odtworzono, to mówi to samo za siebie. Zawsze też można powiedzieć, że Burmistrz łamie prawo czy nie szanuje obywateli. Tak nigdy nie było i nie jest. Poza sprawami życia codziennego Urzędu, które zdarzają się w każdej gminie, mieszkańcy się na mnie nie skarżą, tylko tych kilka osób związanych z byłym radnym wytacza mi co chwilę jakieś sprawy. R: Niektóre osoby są szykanowane za to, że wytykają władzy niekompetencję – takie jest zdanie niektórych ekologów. EP: To są cztery osoby wspólnie działające, które lubią droczyć się z władzą. Niepokoi mnie zwłaszcza postępowanie jednego z panów, który w moim odczuciu być może wybrał mnie jako osobę do nękania. Proszę sobie wyobrazić, że we wrześniu wyznaczona była rozprawa, którą tym razem wytoczył ten Pan, a jest to znajomy byłego radnego Żurka. Parę dni przed rozprawą mieliśmy dużą uroczystość, w czasie której zmarzłam i poważnie zachorowałam. Trafiłam do szpitala, Pan Górski dzwonił na oddział i pytał, czy ja tam przebywam. Nie otrzymał odpowiedzi, bo Szpital nie ma prawa udostępniać takich informacji osobom postronnym. Nie wiem czy to przypadek, ale nagle na korytarzu szpitala natknęłam się na Pana Górskiego ! R: Czasami opozycja potrafi znaleźć jakiś błąd w funkcjonowaniu urzędu. Niekiedy warto przyznać im rację. EP: Przez to, że skargi nie wysyłano w terminie wdrożyliśmy nowy system obiegu dokumentów – skarga rejestrowana jest u pani sekretarz. Myślę, że poprawiłam już procedurę przesyłania skarg, nawet przez to, że obciążyłam kancelarię kosztami. Dziennikarze dalej kłamią na ten temat pisząc, iż gmina zapłaciła grzywny. Szkoda, że nie wyjaśniają, że ostatecznie kancelaria ponosi wszelkie konsekwencje finansowe zaistniałej sytuacji. R: Wynika z tego, że opozycja jest zdeterminowana w swoich działaniach? EP: Ilość wniosków przez nich składanych (a są to tylko cztery osoby) zmusiła mnie do zatrudnienia dodatkowego prawnika. Związany jest z tym wzrost kosztów administracji. Osoby te merytorycznie przegrały wiele spraw. Ich działania niczemu nie służą. Z pism kierowanych do sądów przez te osoby wynika, że podejrzewają mnie o tak niestworzone historie, że czasami brakuje mi już sił żeby je dalej czytać. Większość mieszkańców mnie zna i moją nieugiętą uczciwość. Tym osobom wydaję się to nie możliwe i być może stąd te ataki. R: Opozycja też musi się integrować, żeby była skuteczna. EP: Na 17 tysięcy ludzi mieszkających w Gminie Rabka- Zdrój czteroosobowa opozycja? R: Rewolucje dokonywane są przez jednostki, nie przez masy. EP: Ja tych osób nie traktuję jako opozycji. Ich działania i wnioski nie dotyczą rzeczywistej działalności gminy i problemów, z którymi się styka. Gdyby w tej sferze prowadzili działalność i na tym polu wykazywali moje braki czy niedociągnięcia, to z pewnością brałabym ich wnioski pod uwagę i traktowałbym jako opozycję. Potrafię z każdym współpracować, przez lata działalności to udowodniłam. W mojej ocenie działanie tych osób służy poniżeniu mojej osoby w opinii społecznej i nie ma nic wspólnego z dobrem naszej Gminy. Działania te mogą też służyć wygraniu przez te osoby wyborów. R: Oni chyba do tego nie aspirują. EP: Tego nie wiem. Łączy ich osoba byłego radnego. Trzeba się przyjrzeć, jakie to są osoby. Jeden z nich pięćdziesięcioletni mężczyzna, jak zeznał jest bezrobotny, mieszka u matki. Dodatkowo sąsiedzi skaża się na uporczywe nękania z jego strony. Drugi Pan złożył na mnie doniesienie, ale nie stawia się w prokuraturze, więc zawieszono postępowanie. Kolejny jest ich doradcą w zakresie prawa i działa w organizacji Stowarzyszenie Swobód Obywatelskich, a ta czwarta osoba to jego żona. Co ciekawa we wszystkich sprawach sadowych osoby te występują naprzemiennie jako oskarżycie lub świadkowie. Widział pan budżet Stowarzyszenie Swobód Obywatelskich? R: Nie. EP: Wynosi on kilka milionów złotych. Organizację tę finansują różne państwowe źródła. Subsydiarny akt oskarżenia, który wytoczył mi pan Górski sfinansowało mu właśnie Stowarzyszenie Swobód Obywatelskich. Prezes tego stowarzyszenia, Pan Osowski, na moją sprawę do Nowego Targu przyleciał z Gdańska samolotem. Kto to wszystko finansuje? Każda sprawa sądowa przecież dużo kosztuje. R: Jaki jest więc cel tych działań? EP: Nie wiem. Widocznie ja jestem teraz celem ich ataków i poligonem doświadczalnym do boksowania się z procedurami administracyjnymi. R: Władza jest łatwym obiektem do krytyki? EP: Pewnie tak, takie są moje odczucia, ale i wielu osób, które sprawują funkcje publiczne. Łatwo się atakuje i oskarża osoby nawet bezpodstawnie, które prowadzą jawnie swoją działalność. Jako burmistrz, funkcję sprawuję rzetelnie od 8 lat. Zdobyłam duże środki z Unii Europejskiej, które wykorzystałam na inwestycje. Mam dobrych współpracowników. Cieszą mnie opinie turystów, że Rabka bardzo się zmieniła w ostatnich latach. Duży park zdrojowy, amfiteatr, sale gimnastyczne, są moimi ,,dziećmi”. To cywilizacyjny skok dla Rabki. Tu jest jedyna tężnia w Małopolsce, plac zabaw i cały park posiada kamery, co zapewnia bezpieczeństwo. Co roku oddajemy do użytku nową atrakcję uzdrowiskową. Myślę, że moja walka z czterema mieszkańcami gminy nie ma znaczenia dla turystów i rozwoju naszej miejscowości, a jest jedynie wpisana w ryzyko zawodowe bycia Burmistrzem. |