
| Cieszyłabym się gdyby dziennikarze, którzy o mnie piszą konsultowali to ze mną |
|
|
|
Czasami zastanawiam się, czym sprowokowałam to towarzystwo, że tak bardzo mnie nienawidzą. Burmistrz Rabki-Zdrój Ewa Przybyło w rozmowie z „Kurierem” - część 2
Redakcja: Chciałbym zapytać o artykuł ,,Zwodnicza gmina” dotyczący pewnej inwestycji w parku. Ponad placem zabaw miał powstać kompleks rekreacyjno-sportowy dla dzieci: plac gier, kort tenisowy, a w zimie mini-lodowisko i zespół nowoczesnych urządzeń narciarskich dla małych dzieci. Z informacji wynika, że zażądała pani ćwierć miliona złotych rocznie za podmokłą łąkę? Ewa Przybyło: Pierwotnie wizja tego przedsięwzięcia przedstawiona mi przez Inwestora dotyczyła kolejki krzesełkowej nad placem zabaw. Na jego wniosek wystosowałam prośbę do Rady Miejskiej o zwolnienie z trybu przetargowego wydzierżawienia tego terenu. Proponowałam, aby czynsz wynosił przysłowiową złotówkę – jak dla działalności niekomercyjnej. Jednak podczas rozmów z Radą, co potem zostało potwierdzone w piśmie do Urzędu, okazało się, że całą inwestycja podzielona jest na III etapy. Etap I to powstanie kawiarenki, czyli uruchomienie klasycznego biznesu, II etap to mini wyciąg narciarski, a dopiero III wspomniana kolejka krzesełkowa. Skoro zatem Inwestor zaplanował tam działalność w pełni komercyjną, to należało naliczyć czynsz przewidziany dla takiej działalności. Rzeczywiście wyniósł on dosyć dużo, ale pomysłodawca chciał na cel swojej działalności wydzierżawić 1,6 ha w centrum Parku Zdrojowego. Po wyliczeniu faktycznej wysokości dzierżawy – zgodnej ze stawkami obowiązującymi w naszej Gminie wnioskodawca ograniczył przyszłą inwestycję jedynie do wybudowania domku Baby Jagi. Na to, aby teren pod kawiarnie wydzierżawić bez przetargu nie zgodziła się Rada i ostatecznie Pan Artur wycofał się z inwestycji. Jest jeszcze jeden wątek dotyczący jego osoby. Gdy planował on swoją inwestycję, poprosił, aby na koszt miasta wykonać podłączenie planowanej kawiarni do kanalizacji i wodociągu. Firma wykonująca rewitalizację parku wyceniła te roboty na 150 tysięcy złotych. Nie zgodziłam się na wykonanie sieci na koszt miasta i Pan Artur poprosił o zgodę na założenie przez niego rury ochronnej pod ciągiem pieszych, aby w przyszłości nie musiał rozkopywać alejek. Umówiliśmy się też, że gdyby nie doszło do dzierżawy, to miasto zwróci mu koszty założenia rury. Jednak Pan Artur nie potrafi udokumentować poczynionego wydatku, nie ma na niego żadnej faktury, nie chce też wskazać, kto wykonał te roboty. Na koniec mogę tylko powiedzieć jeszcze, że Inwestor planował uruchomienie biznesu na działce gminnej otrzymanej w dzierżawę bez przetargu, w bardzo intratnym miejscu i chciał za to płacić przysłowiową złotówkę R: Przejdźmy do kolejnej sprawy, czyli sporów wokół kanalizacji i przyłączy w tym zarzutów pana Żurka, sprawa zapewne jest dobrze znana? EP: Tak. Od roku 1998 do roku 2006 pracowałam w Urzędzie Gminy Raba Wyżna. Gmina ta była zrzeszona, tak jak Rabka w Związku Gmin Dorzecza Górnej Raby i Krakowa. Związek wykonywał kanalizację na obszarze gmin, na których działał. W Rabce w ramach tych działań wykonywano m.in. kolektory na Nowym Świecie i Traczykówce, a planowano ich wykonanie w Ponicach i Rdzawce. Ówczesna Rada, której członkiem nota bene był Pan Żurek, podjęła wówczas niezgodną z prawem uchwałę, że każdy, komu związek wykona przyłącz do kanalizacji, zapłaci gminie 2 tysiące złotych. Wszyscy mieszkańcy Nowego Światu i Tarczykówki, którzy dokonali tej wpłaty zostali przyłączeni do kanalizacji. Mieszkańcy Ponic i Rdzawki również wpłacali pieniądze do gminy, ale inwestycji tam nie wykonano. Już podczas mojej pierwszej kampanii wyborczej mówiłam o niezgodności z prawem tej uchwały. Wówczas też obiecałam zwrot pieniędzy tym osobom, które wpłaciły je gminie, ale nie miały wykonanego przyłącza. Od 2007 roku zwracamy wpłacone pieniądze wszystkim tym, którzy nie zostali podłączeni do kanalizacji mimo dokonanej wpłat. Natomiast na Traczykówce, gdzie mieszka pan Żurek, przyłącza były wykonane. Pan Żurek zainicjował spotkanie z mieszkańcami Nowego Światu i Tarczykówki, na którym zażądał zwrotu pieniędzy wszystkim, którzy je wpłacili. Poinformowałam mieszkańców, że ponieważ mają wykonane przyłącza, to mogę zwrócić pieniądze tylko tym , którzy udowodnią, że przyłącz wykonali na swój koszt. Zaproponowałam też, aby każdy kto się nie zgadza z moją decyzję złożył pozew do sądu. R: Dlaczego trzeba się procesować z magistratem aby otrzymać zwrot należnej kwoty? EP: Dlatego, że sprawa nie jest jednoznaczna. Co prawda uchwała rzeczywiście nie była zgodna z prawem, ale ludziom przecież wykonano przyłącza. Ostatecznie pozew złożyły 4 osoby. Dwie wycofały wniosek, ponieważ nie wykonywały samodzielnie przyłącza. Pan Żurek z jeszcze jedną osobą przedstawił przed sądem dowody, na podstawie których sędzia uznał, że część przyłącza wykonali oni osobiście i na tej podstawie Sąd nakazał zwrot wpłaconej kwoty. Panu Żurkowi i tej drugiej osobie wypłacono 2 tysiące złotych zaraz po wyroku. Zawsze realizuję decyzje sądu, nawet gdy się z nimi nie zgadzam. Jeśli chodzi o pozostałych mieszkańców, to mogą oni dochodzić swoich racji przed sądem. Sąd może orzec o zwrocie kosztów, ale jeśli mieszkaniec nie uprawdopodobni, że przyłącz wykonał sam, to gmina będzie musiała naliczyć koszty wykonania map, projektu, robót instalacyjnych, inwentaryzacji i odbioru, a to wszystko nie wyniesie ryczałtowe 2 tysiące złotych, ale zapewne około 7,5 tysiąca złotych. R: Chciałbym jeszcze zapytać o plan zagospodarowania, który budzi wiele emocji. Wojewódzki Sąd Administracyjny stwierdził jego nieważność. Jak to ujął pan Górski: „burmistrz śpieszyło się aby uczynić z uchwalenia planu w 2010 roku swój osobisty sukces i chwaliła się tym faktem, nieosiągniętym przez jej poprzedników, w czasie kampanii wyborczej na jesieni 2010 roku”. EP: Gminą nie można dobrze zarządzać bez planu zagospodarowania przestrzennego. Plan bowiem porządkuje przestrzeń publiczną, wyznacza tereny pod inwestycje, ale też chroni tereny przed chaotyczną i kłócącą się ze sobą zabudową. Nad unieważnionym planem Rabka pracowała od 2001 roku. Był on tworzony na podstawie starego studium uwarunkować i kierunków zagospodarowania, które trudno dopasować do obecnych wymogów urbanistycznych. Udało mi się wówczas przekonać radnych, że plan trzeba przygotować najlepiej, jak się da w takich warunkach, a w przyszłości trzeba pilnie podjąć prace nad nowym studium. Urbaniści przygotowali więc projekt planu, który po licznych konsultacjach został uchwalony w 2010 roku. Nie był on idealny, to znaczy na pewno nie spełniał w 100 % oczekiwań wszystkich ludzi, ale nie był zły – porządkował architekturę oraz przyszłe zamierzenia. Przeciwko planowi występowali tak naprawdę ekolodzy i były burmistrz. Były burmistrz zapewne dlatego, że zarządzając Rabką sam podejmował decyzje, które inwestycje otrzymają, a które nie otrzymają jego zgody na lokalizacje. Gdyby wygrał wybory w 2010 roku plan był dla niego niewygodny. Ekolodzy tak długo naciskali na pana wojewodę, aż złożył on skargę do sądu. Sąd orzekł, że plan jest nieważny, bo po uwzględnieniu wniosków mieszkańców, nie doszło do jego powtórnego wyłożenia i uzgodnienia. Ja się z tym nie zgadzam. Wszystkie wnioski, które uwzględniłam nie naruszały uzyskanych wcześniej uzgodnień. Ale muszę realizować postanowienia i wyroki sądów. Wracając do ekologów, uważali oni, że przy obowiązywaniu tego planu Rabka pogrąży się w degradacji uzdrowiska. Przez ten czas, kiedy plan obowiązywał powstała tężnia i domki jednorodzinne na obrzeżach uzdrowiska, nastąpiła rewitalizacja parku zdrojowego oraz modernizacja amfiteatru. Żadna z tych inwestycji nie zagrażała i nie zagraża statusowi uzdrowisku. R: Czyli zezwolono na inwestycję „swoim ludziom” – tak to może być obecnie interpretowane. EP: Wcale tak nie było. Podczas wyłożenia planu wiele osób złożyło swoje wnioski i uwagi. Uwzględniłam wszystkie, które nie były w sprzeczności z uzgodnieniami. Następnie podczas obowiązywania planu, każdy, kto wystąpił o pozwolenie do Starostwa Powiatowego, a jego projekt był zgodny z zapisami planu, pozwolenie otrzymał. Obecnie sytuacja wygląda tak, że w strefie B i C uzdrowiska oraz w sołectwach wydaję decyzje lokalizacyjne wszystkim, którzy spełniają warunki tzw. dobrego sąsiedztwa, a dla strefy A opracowywany jest plan. Mamy też dwa wnioski tego samego inwestora, które dotyczą budowy kolejnych dużych marketów w samym mieście. Na podstawie uchwały rady przystąpiliśmy do opracowywania punktowego planu dla tych terenów. Chodzi tu o działki przy Rabkolandzie i przy ulicy Zakopiańskiej. Jeśli nie zdążymy z planem punktowym, będę musiała wydać wnioskodawcy decyzje lokalizacyjne, choć osobiście uważam, że Rabce potrzebne są restauracje, zakłady lecznictwa, hotele, obiekty Spa, tereny rekreacyjne, a nie kolejne obiekty wielkopowierzchniowe. . R: „Burmistrz Rabki odmawia informacji – kary płacą mieszkańcy”, to częste stwierdzenia dostępne w lokalnej prasie. „Burmistrz Ewa Przybyło łamie podstawowe zasady państwa prawa”, „Burmistrz Rabki znów ukrywa, za co urząd płaci”. Te tytuły robią wrażenie. Jest pani w nich przedstawiona jako osoba nagminnie łamiąca przepisy prawa i nie licząca się z mieszkańcami, nie robi to na pani wrażenia? EP: Owszem boli mnie to. Nie mogę zrozumieć dlaczego dziennikarz, który pisze taki artykuł nie prosi mnie o złożenie wyjaśnień. Rzetelny dziennikarz powinien porozmawiać z osobą, R: Taki obraz jawi się po lekturze gazet. EP: To jest kłamstwo. Ale widać „każdy mierzy swoją miarą”. R: W samorządach dzieją się różne rzeczy, także takie, że ABW i CBA też mają co robić! EP: Tak, w obecnym czasie patologia dotyka różne grupy zawodowe, nie tylko samorząd. Zgadzam się z Panem, że czasami jest tak, że i w gminach dzieję się coś złego. Czasami też jest tak, że ktoś złośliwie atakuje burmistrza – wójta, bo chce go zdyskredytować. Ale dziennikarze mogą przecież zawsze porozmawiać z mieszkańcami i zapytać co myślą oni o włodarzu. Gdyby ktoś w Rabce zechciałby zrobić taką sondę, zapewne obok pochwały wykonanych inwestycji, usłyszałby również o przydzieleniu mieszkań chłopakowi i dziewczynie z domu dziecka, czy też matkom uciekającym przed przemocą, o utworzeniu w każdej szkole świetlicy środowiskowej i dożywianiu tam dzieci, o zakupie siłowni dla młodzieży w sołectwach, o utworzeniu spółdzielni socjalnej zatrudniającej bezrobotnych z terenu gminy, o uratowaniu szpitala przed likwidacją czy też o przekazaniu obiektu dla Stowarzyszenia na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym po to, aby powstał tam Ośrodek Rehabilitacyjno – Edukacyjno – Wychowawczy. R: Ale te informacje nie przebijają się do mediów, oznacza to, że jeżeli idzie o negatywny wizerunek burmistrza, to opozycja jest na tym polu skuteczniejsza? EP: Czy rzeczywiście? Pan Żurek w pierwszej mojej kadencji był radnym. W drugiej kadencji już nim nie został. Jeśli mieszkańców Rabki zapytamy, kto to jest pan Wojciechowski, Pan Górski, czy pan Żurek – większość nie wie. Interesują się oni bardziej tym, co jest w Rabce zrobione. Myśląc o kolejnych wyborach nie martwię się, że mogłabym je przegrać. Bardziej martwiłabym się o to, żeby stanowisko burmistrza nie przejął ktoś skłonny do nadużyć. Burmistrz powinien służyć ludziom i rozwiązywać ich problemy posługując się obowiązującym prawem. Szkoda Rabki, gdyby miała wejść ona w sferę nadużyć. R: W pewien sposób te artykuły również charakteryzują pani działania jako „sferę nadużyć”. EP: Te artykuły są mocno inspirowane i nie różnią się treścią, tak jakby były pisane przez te same osoby. Warto, by dziennikarze przestali szukać tanich sensacji i skupili się na tym co pozytywne. Mogliby zauważyć ile dobrego zrobiono w Rabce w ostatnich latach. Mogli by skupić się na temacie uratowania szpitala, powstawania nowych przedszkoli, założenia spółdzielni socjalnej, jedynej tężni w Małopolsce powstałej z funduszy Unii Europejskiej, planach utworzenia wodnego placu zabaw, skateparku, toru przeszkód do nauki jazdy dla wózków inwalidzkich. Ciekawy artykuł mógłby powstać też o rabczańskim dworcu kolejowym. Zaraz po objęciu funkcji burmistrza zaproponowano mi podpisanie ugody z PKP i przejęcie budynku w zamian za długi podatkowe. Nie zgodziłam się. Po paru latach PKP oddały miastu milion złotych. Za te pieniądze wykonaliśmy rondo przy Mikołaju. PKP pozyskało też ostatecznie fundusze na remont dworca z budżetu państwa. Gmina nie partycypuje finansowo w tych kosztach. Po wykonaniu remontu gmina przeniesie tam bibliotekę i dodatkowo utworzy punkt informacji turystycznej i małe kino cyfrowe. To była pierwsza moja ważna decyzja. Jako inżynier często mam intuicję, potrafię przewidzieć niektóre rzeczy. Obejmując urząd nie musiałam uczyć się administracji, ponieważ wcześniej przez 8 lat pracowałam w Urzędzie Gminy w Rabie Wyżnej. Może ktoś o tym napisze? R: Oczywiście, jeżeli tak jest, to nie uchylamy się od takich tematów. EP: W dzisiejszych czasach często dziennikarze chcą wkroczyć w prywatność osób publicznych. Można zrobić ze mną taki wywiad o tym jak godzę obowiązki domowe ze stanowiskiem burmistrza. Mam męża i dwoje dzieci. Samodzielnie prowadzę dom, nie zatrudniam sprzątaczki, kucharki, osobiście czuwam nad edukacja moich dzieci, chodzę na wywiadówki do szkół. Może jakiś dziennikarz poruszyłby ten wątek? R: Zawsze uwagę bardziej przyciąga sensacja. EP: Sensacją w Rabce może być to, że gdy zostałam burmistrzem, gmina finansowała działalność Miejskiego Ośrodka Kultury, Biblioteki i Klubu Sportowego, a po 8 latach przydzielamy ponad 30 grantów w kulturze i sporcie. Wspieramy wszystkie organizacje pozarządowe działające na rzecz naszej społeczności. To są wymierne efekty mojej pracy. Czasami zastanawiam się, czym sprowokowałam to towarzystwo, że tak bardzo mnie nienawidzą. R: Mówi się, że nic nie dzieje się bez przyczyny. EP: Wydaje mi się ,że wszystko zaczęło się od pana Żurka. Przed moim pierwszym startem w wyborach był on z opozycji do urzędującego wówczas burmistrza, ja też. Wszystko wskazywało na to, że powinniśmy działać razem. Z biegiem czasu odkryłam jednak, że pan Żurek w swojej działalności często zniekształca prawdę. Tak zaczął się konflikt między nami. Pierwszą poważną kwestią sporną był rzeczywiście plan zagospodarowania przestrzennego. Później pan Żurek staną na czele rabczańskich ekologów. R: Czyli uważa pani, że to oni stoją za tą ilością krytycznych artykułów? EP: ,,Dziennik Polski” i ,,Gazeta Krakowska” mają tego samego wydawcę. Autorem tych negatywnych artykułów jest ten sam dziennikarz. Inne gazety też piszą o trudnych sprawach, ale zawsze dziennikarz pozwala mi przedstawić sprawę z mojego punktu widzenia. Dobrze by było, żeby tak rzetelnie podchodził do swojego rzemiosła pan Bartuś, który umieścił swoje artykuły w Dzienniku Polskim czy Gazecie Krakowskiej. Cieszyłabym się gdyby dziennikarze, którzy o mnie piszą konsultowali to ze mną. R: Konsultować nie mają obowiązku. Jeżeli publikują nieprawdziwe informacje, to może należy głośniej akcentować swoje stanowisko? EP: Ludzie nakłaniają mnie do odporu i do założenia spraw w sądzie o pomówienie. Wzbraniam się jednak przed tym. Wygrywając pierwsze wybory propagowałam hasło ,,Zgoda buduje” i nadal się nim kieruję. Nie chcę nikogo oddawać do sądu. Zwłaszcza, że w pierwszej kadencji przez dwa lata podpisywałam ugody w ponad 40 procesach, które wytoczył, lub w których uczestniczył mój poprzednik. Wolę czas i energię poświęcać dla dalszego rozwoju naszej pięknej miejscowości.
Dziękuję za rozmowę
|