
| Rynek Maślany: Władze miasta w tej sprawie zachowują się niedorzecznie |
|
|
|
Zarówno moja firma, jak i podwykonawcy oczekujemy, że Inwestor wywiąże się ze swoich zobowiązań pieniężnych, w końcu roboty zostały wykonane. Wywiad z wykonawcą Panem Jackiem Pasowiczem właścicielem firmy Budoimpex - część II K: To miasto może stracić dotacje? J.P.: To jest subtelna gra władz miasta; widzą, że nie przeskoczą wymaganych pozwoleń. Choćby kwestia przepychu wodnego, który znajduje się w umowie. W ofercie było wykonanie tego przepychu, w celu połączenia kanalizacji. Pozwolenia na zrobienie tego przepychu nie otrzymaliśmy do września, a umowa została już w kwietniu podpisana. Prace stanęły. Odesłałem wykonawców, bo nie było papierów, ale koszty poniosłem ja. K: I co było dalej? J.P.: Zrobili wreszcie pozwolenie na budowę, ale inspektor zakwestionował mi, że ma być umocniona komora przepychowa. Zwrócił także uwagę na to, że nie ma zatwierdzonego projektu budowlanego. Nowe prawo, z tamtego roku, odnośnie inwestycji w rejonie rzek i potoków mówi, że projekt powinien mieć uzgodnienie wodnoprawne. Zrobili projekt budowlany w lutym, już po umowie, ale bez pozwoleń wodnoprawnych. Myśmy sprawdzali w starostwie czy miasto złożyło stosowny wniosek. Nigdzie go nie złożyli, nie robią żadnego ruchu. Projekt obejmuje dwie działki m.in. spółki wodnej, która nie wyraziła zgody na wejście. K: Czy można podejrzewać, że burmistrz tę grę założył od samego początku? J.P.: Tak, można tak powiedzieć, że jest to ze strony władz miasta pewnego rodzaju gra. Przygotowując dokumenty, musieli przecież wiedzieć, że nie ma dokumentacji na instalację, pozwoleń na SAP - system alarmowania pożarowego, a wymogi są takie, że musi to być. Istnieją kolizje przez które budowa stoi- na przykład rozbieżność pomiędzy specyfikacją, a opisem technicznym. Kolizje są także z wyjazdami – inaczej jest wyjazd zaprojektowany w konstrukcji, a inaczej w projekcie drogowym. Masa rzeczy jest nieujętych. K: Kiedy Pan podpisał umowę z Inwestorem? I kiedy kończy się Pana umowa? J.P.: Umowa została podpisana ze mną w kwietniu 2013 roku, natomiast według aneksu nr 2, czas realizacji był wyznaczony do dnia 20 stycznia 2014 roku. Przesunięcie terminu zakończenia realizacji robót, było uwarunkowane tym, ze inwestor miał dostarczyć Wykonawcy brakującą dokumentację. Tymczasem, do dnia dzisiejszego, opisanej we wniosku o przedłużenie terminu dokumentacji nie ma. K: Jak Pan myśli, kto może się podjąć pracy nad niedokończoną inwestycją? J.P.: Podejrzewam że miejscowy. Władze miasta w tej sprawie zachowują się niedorzecznie. Ja dowiedziałem się półtora tygodnia po fakcie, że rozwiązali ze mną umowę; w Internecie i w prasie o tym pisali. Ludzie przechodzący obok placu budowy pytali: ”ludzie, co wy tu robicie, jak przecież zeszliście z budowy” i pokazywali nam w gazecie artykuł. K: Dbają tylko o własny wizerunek; dobro inwestycji zdaje się być na drugim planie – to Pan sugeruje? J.P.: Inwestor zamiast rozwiązywać problemy i wywiązywać się ze swoich obowiązków, jako Inwestor woli udzielać wywiadów w informatorze lokalnym na temat naszej pracy, przykładowo w artykule: „Lekkie opóźnienie na placu maślanym”. Opóźnienie w procesie budowlanym jest rzeczą normalną, jeśli sytuacja tego wymaga, powstają problemy natury technicznej i trzeba nanieść pewne zmiany. Jeżeli nie ma kompletu dokumentów to inwestor na wniosek wykonawcy ma obowiązek przedłużyć prace. Wykonawca nie może realizować robót bez pozwoleń i projektów, co jest rzeczą oczywistą, ale widocznie nie dla wszystkich. K: Świadoma gra włodarzy? J.P.: Od sierpnia żadne wnioski, projekty nie są złożone do urzędu. Ktoś w urzędzie nie podejmuje odpowiednich decyzji. Podwykonawcy żądają pieniędzy, a nikt o wypłacie nie mówi. Wiem, że są straszne przepychanki o nadzór projektowy. Ja zażądałem takiego nadzoru, bo dopatrzyłem się masy nieścisłości i niejasności. To dopiero po 2-3 miesięcznych dyskusjach dali wreszcie nadzór, z tym, że tylko inwestor może zwracać się do projektanta, ja nie. K: Co Pan planuje? J.P.: Umowa została rozwiązana. Zarówno moja firma, jak i podwykonawcy oczekujemy, że Inwestor wywiąże się ze swoich zobowiązań pieniężnych, w końcu roboty zostały wykonane. K: Czy ta władza zupełnie nie liczy się z przedsiębiorcami, jakie jest Pana zdanie? J.P.: Mam wieloletnie doświadczenie, zarówno w kraju, jak i zagranicą, pracowałem z różnymi inwestorami, w tym z władzami publicznymi, jak i przedsiębiorcami i przyznam, że czasem pojawiają się jakieś konflikty, ale zawsze da się je rozwiązać, z korzyścią dla obu stron. W przedmiotowej sprawie inwestor nie podejmuje konkretnych działań i decyzji, żeby inwestycja została dobrze zrealizowana, nie chce podjąć się obowiązków, które, zgodnie z przepisami, jest zobowiązany wykonać. Dziękuję za rozmowę |