iko-biedaiko-puchalaiko-pazdaniko-Boleslaw Zabaiko-kswieslawpiotrowski

Start Aktualności Aktualności Rynek Maślany: Czy Limanowa straci milion złotych dotacji?
Rynek Maślany: Czy Limanowa straci milion złotych dotacji? Drukuj Email

janczyk galeria

Opinia publiczna wie dlaczego ta inwestycja stanęła i nikt z tego powodu nie jest zadowolony. Przedsiębiorcy pracują w trudnych warunkach na tym placu i tracą.

Wywiad z posłem Wiesławem Janczykiem

 

K: Chciałem zapytać odnośnie kontrowersji dotyczących inwestycji na Rynku Maślanym, o której głośno na całej Limanowszczyźnie.

 

Wiesław Janczyk: Dzieją się rzeczy naprawdę niepożądane, ta inwestycja się odwleka, nie została oddana do użytku zgodnie z terminem. Powoduje to bardzo duże niezadowolenie wśród tych przedsiębiorców, którzy prowadzą tam obok działalność w zakresie handlu. Byli u mnie w biurze z protestem, prosząc o to, żeby wykonać jakiś krok w kierunku tego, żeby udrożnić komunikację pieszą wokół tego placu handlowego, bo oni nie maja na zapłatę podatku i ZUS - u. Ludzie, żeby tam dojść przechodzą niemal wpław rzekę.

 

K: Czy interesował się Pan bliżej tą sprawą?

 

WJ: Tak, ja osobiście sprawdziłem jak wygląda sytuacja, a jest bardzo trudna. Są naliczone horrendalne kary umowne dla wykonawcy, za nieoddanie inwestycji w terminie. Ma on w tej chwili kary sięgające około 45 tys. zł miesięcznie. Na dzisiaj sytuacja stanowi węzeł gordyjski, już nie do rozwiązania na zasadzie ugody, pozostaje tylko sąd. Ustawa o zamówieniach publicznych narzuca pewne rygory na zamawiającego, którym jest burmistrz Władysław Bieda.

 

K: Mam rozumieć, że nie ma tutaj dowolności co do zmian, jeśli chodzi o umowę z wykonawcą?

 

WJ: Burmistrz nie może sobie dobrowolnie zmieniać relacji z tym wykonawcą, bo potem byłby narażony na zarzut łamania dyscypliny finansów publicznych. Dopiero sąd zdecyduje o tym: czy odsetki są naliczane prawidłowo, czy były formalne przeszkody techniczne, które mogły spowodować, że ta odpowiedzialność za wydłużenie terminu realizacji inwestycji, nie oddanie obiektu w terminie do użycia zgodnie z umową jest winą jednej ze stron, czy obie strony ponoszą odpowiedzialność.

 

 

K: Decydująca będzie siła argumentów każdej ze stron?

 

WJ: Mocnym argumentem po stronie miasta, jest fakt, że inwestycja nie została przeprowadzona zgodnie z harmonogramem. Ale argumenty drugiej ze stron też są ciężkie i sąd będzie musiał ocenić ich jakoś merytoryczną, bo to są utrudnienia techniczne, wodne, elektryczne, które w toku realizacji, zdaniem wykonawcy, są potężną przeszkodą w swobodnym wykonywaniu prac na placu budowy. Obecnie naliczane kary umowne zrównują się powoli z zapłatą za tę inwestycję. I tutaj kłania się kwestia tego co jest w ustawie o zamówieniach publicznych, czy przetarg został rozstrzygnięty przy poziomie ceny za wykonanie poniżej ceny z kosztorysu, przedsiębiorca prawdopodobnie z tego powodu miał kłopoty, żeby tę inwestycję zrealizować.

 

K: Pojawiły się informacje, że inwestor posłużył się działką należąca do banku i starając się o zezwolenie na inwestycję oświadczył, że działka ta jest własnością miasta. Wydaje się nam to mało prawdopodobne, ale biorąc pod uwagę, że jedna ze ścian rynku graniczy bezpośrednio z działką banku mogła zachodzić obawa, że inwestycja nie uzyska odpowiedniego zezwolenia i w związku z tym mogło dojść do poświadczenia nieprawdy.

 

WJ: Ta sprawa strasznie się komplikuje: miasto wypowiedziało umowę, poszukuje nowego wykonawcy. Dla jednych to jest cierpliwe czekanie na zakończenie inwestycji, żeby można było robić zakupy i kupować lokalne produkty, a dla drugich są to dramatyczne sytuacje, które decydują o być albo nie być firmy. Sprawa jest bardzo poważna. Przedsiębiorcy pracują w trudnych warunkach na tym placu i tracą. Oni też nie wiedzą jaki jest przewidywalny termin ukończenia inwestycji.

 

K: Szczególny niepokój może budzić fakt, że dowóz towaru na rynek będzie niemożliwy z powodu zbyt wąskiego wjazdu, a działka, przez którą miałyby się odbywać dostawy produktów, nie jest własnością miasta.

 

WJ: To zupełnie nowa sytuacja dla mnie, nikt mi tego nie zakomunikował. Spróbuję się do niej odnieść w późniejszym czasie. Skoro pojawiają się takie informacje to może być coś na rzeczy.

 

K: To znacznie pogarsza sytuację inwestora. Czy miasto może stracić dotacje? Chodzi o 1 mln złotych?

 

WJ: Każdy scenariusz w tej sprawie jest zły, tutaj nie ma już dobrych scenariuszy - będą straty finansowe. Nie chciałbym, żeby te straty były dotkliwe dla samorządu i dla wykonawcy. Serdecznie współczuje przedsiębiorcy, który wygrał ten przetarg za bardzo niską cenę. Tylko sąd może zdjąć kary z wykonawcy, tylko wyrok sądu da prawo wyksięgować tę inwestycję. Działanie w tym obszarze, według widzimisię burmistrza, nie wchodzi w grę, bo ustawa o zamówieniach publicznych nie daje mu żadnej takiej możliwości, a zobowiązania zawarte w umowie cywilnoprawnej zawartej w ślad za przetargiem są niepodważalne. Absolutnie nie przekonuje mnie fakt, że w tej sprawie nie musi być podjęte działanie sądu.

 

K: Tak, rozstrzygnięcie sądu musi być, ale to potrwa rok, dwa, a z wyrokiem prawomocnym być może i trzy lata. A przed nami wybory i może stać się tak, że burmistrz, chcąc przejść do kolejnej kadencji, będzie próbował niewygodne tematy wyciszyć?

 

WJ: Według mnie, mieszkańcy mają, daleko idący dostęp do informacji. Nie spotkałem się z takim wątkiem sprawy, żeby był on schowany, ukryty. Miasto się wypowiada, wykonawca też, odbywają się sesje, komisje. Wszyscy mogą sobie wyrobić opinię na temat tego co się dzieje. Inwestycja budowlana to jest skomplikowana rzecz. Martwi mnie to, że jeżeli tak stan rzeczy będzie trwał zbyt długo, to pojawi się problem z rozliczeniem tej dotacji. Przed sądem można przedstawiać różne punkty widzenia. Bedę namawiał wszystkich, żeby dążyli do ugody i działali racjonalnie. Jest prawo i jest rozsądek gospodarczy. Trudno sobie wyobrazić, że Budoimpex, za to co wybudował, a jest to spora część infrastruktury, będzie musiał jeszcze dopłacić. Wierzę, że sąd wyda szybki i sprawiedliwy wyrok w tej sprawie.

 

K: Podobnie, jak firma Budoimpex, skończyli wykonawcy i podwykonawcy polskich autostrad.

 

WJ: Bardzo mi przykro, że taki symetryczny scenariusz, z budową autostrad i stadionów, przychodzi nam na podwórko limanowskie. To jest rzecz, której nikt nie chciał, nikt nie planował, ale się zdarzyła. Teraz trzeba dążyć do szybkiego rozwiązania. Miasto może stracić dotacje, a przedsiębiorca też ma dużo do stracenia, dlatego ja będę zachęcał do ugody.

 

K: Jeśli chodzi o dostęp do informacji odnośnie limanowskiej inwestycji na Rynku Maślanym to nie można powiedzieć, że był on obiektywny. Dopóki nie wypowiedział się prezes firmy Budoimpex, to burmistrz i lokalne media utrzymywały że wykonawca zszedł z budowy, co było nieprawdą.

 

WJ: Tak miałem na myśli że ten monopol informacyjny został już przełamany. Ja mam ogólną informację z mediów, ale odbyłem też rozmowy z burmistrzem, wiceburmistrzem i wydaje mi się, że mam wiedzę na temat tego co się dzieje. Natomiast gdyby były jeszcze jakieś szczegóły, które okażą się potrzebne, to będę o nie zabiegał. Ale myślę, że opinia publiczna wie dlaczego ta inwestycja stanęła i nikt z tego powodu nie jest zadowolony.

Dziękuję za rozmowę.