
| Straż Miejska bywa ważnym elementem tworzenia się patologii władzy |
|
|
Druga część wywiadu z Dariuszem Lorantym - nadkomisarzem w stanie spoczynku, uznanym mediatorem i biegłym sądowym. Zachęcamy do lektury!
KP: W powszechnym rozumieniu termin „stróż prawa” to policjant, czy tylko do tej profesji należy używać tego określenia? DL: Ależ nie, to starodawne pojęcie obejmuje wszystkie instytucje zajmujące się bezpieczeństwem i przestrzeganiem prawa. Historycznie wywodzi się z okresu średniowiecza gdzie stróż miejski zajmował się bardzo szeroko rozumianym bezpieczeństwem publicznym, prewencją kryminalną – odstraszał rabusiów i złodziei; prewencją przeciwpożarową – gasił lampy uliczne, nakazywał gaszenie świec i pierwszy organizował akcje gaśnicze. Ba, spełniał funkcje obronne z obrzeży kontrwywiadu, bo miał baczenie na nowo przybyłych i obcych w mieście, a przypadku napadu zbrojnego w pierwszej chwili stawał na czele obrony. W miarę rozwoju cywilizacyjnego i tworzeniu systematyki prawa, stróż miejski stał się stróżem prawa. Praktycznie obecnie w tym pojęciu zawierają się wszyscy funkcjonariusze służb czyli instytucji bezpieczeństwa, policjanci, agenci służb cywilnych i wojskowych. KP: W jakim stopniu w to pojęcie można dziś wpisać współczesną straż miejską? DL: Panie redaktorze, proszę mi pozwolić dokończyć. Dziś to strażnik miejski lub gminny jest kwintesencją tego pojęcia, jest w pełni osobą zajmującą się przestrzeganiem w praktyce prawa, tego dużego, ogólnopolskiego, stanowionego przez Sejm i tego lokalnego, stanowionego przez samorząd. SM to instytucja o największym obszarze działania mająca kontakt ze społeczeństwem w najszerszym wymiarze. KP: Czy dylematy moralne poruszone w 1 części wywiadu są zjawiskiem marginalnym w SM? DL: Wręcz przeciwnie, to problem bardzo poważny i występujący niestety powszechnie. Można stwierdzić, że w stopniu znacznie bardziej intensywnym niż w strukturach policji. Miało być tak pięknie a rzeczywistość jest bardzo szara. KP: Problemy SM są zauważalne, nie przebijają się bowiem w mediach ogólnokrajowych? DL: Tak, to prawda, media tym nie epatują, ale to mały problem. Gorzej, że ustawodawca (sejm) zauważa to w małym stopniu. Choć posłowie to ludzie z ludu i powinni widzieć i czuć, a na dodatek polityk to osoba, która powinna przewidywać przyszłość - a przynajmniej skutki stanowienia prawa w przyszłości. Czasami odnosi się wrażenie, że posłowie są oderwani od rzeczywistości i nic nie wiedzą o szarości dnia codziennego swoich wyborców. KP: Był Pan ekspertem połączonych komisji sejmowych ds. stanowienia prawa i spraw wewnętrznych i chyba się udało Panu naświetlić problem posłom? DL: Na posiedzeniu połączonych komisji w trakcie publicznego zapoznania z projektem Ustawy o Zgromadzeniach Publicznych w swoim wystąpieniu zwróciłem uwagę, iż projekt narzuca organizatorowi zgromadzenia obowiązki, których nie ma prawnie możliwości spełnienia. Musiał by mieć uprawnienia Policji, np. do legitymowania czy ustalania tożsamości. Ku mojemu zdziwieniu wszyscy zgodzili się z moimi uwagami, bez względu na przynależność partyjną, podobnie jak przedstawiciele organizacji społecznych, bez względu czy są za czy przeciw w trakcie zgromadzenia. Odniosłem wrażenie, że niektórym posłom brakowało dalekowzroczności a projekt był wyjątkowo niechlujnie napisany i większość z nich raczej go nie czytała. Zgłaszane uwagi z innego zakresu przez pozostałych ekspertów dobiły projekt, podważając jego sens. KP: Czy posłowie zauważają problemy na linii społeczeństwo-władza samorządowa? W szczególności konflikt ze strażami miejskimi? DL: Wydaje mi się, że nie tylko ustawodawca ale całe społeczeństwo pomija problem, który prędzej czy później wybuchnie z ogromną siłą konfliktu społecznego. Ekscytujemy się w głośnej debacie publicznej w jakich warunkach policja lub służby mogą robić przeszukanie w mieszkaniu lub na posesji, jaki dokument (określa ustawa Kodeks Postępowania Karnego) i jak sytuacja kryminalna (rodzaj przestępstwa) pozwala na ingerencję w naszą wolność obywatelską. Natomiast pozwalamy by Straż Miejska w ramach walki ze śmieciami dowolnie wchodziła na naszą posesję i do domów, wchodziła na podstawie... prawa lokalnego. Dajemy uprawnienia SM takie jakich nie ma policja. To w najbliższym czasie zrodzi niespotykaną wcześniej patologię. KP: Jakie zatem nadużycia może to rodzić? DL: Przewiduję, że w domu kontrkandydata w wyborach obecnego burmistrza funkcjonariusze SM kolejny raz dokonują przeszukania np. czy pali w piecu plastik!!!! To, że nie znajdują tego jest bez znaczenia. W eter idzie informacja, że sprawdzają i że pali śmiecie. Następuje wyeliminowanie przeciwnika. Inny przykład to intensyfikacja działań SM w określonych rejonach gminy lub miasta. KP: Co może być celem takiej wzmożonej kontroli? DL: W danej części rejonu, dziwnym zbiegiem okoliczności odpowiadającym obwodowi wyborczemu, gdzie urzędujący burmistrz (może być prezydent miasta) osiąga bardzo niski wynik wyborczy, SM miejska przeprowadza intensywne kontrole np. wywozu śmieci czy parkowania aut, w innych częściach zaś nie ma żadnych kontroli. Mieszkańcy, a właściwie wyborcy, otrzymują czytelny sygnał z kim trzymać. KP: Czy zna pan sytuację w naszej gminie? DL: Nie znam i nie chcę się odnosić, ale skoro pan pyta, to domyślam się, że macie chyba jakieś objawy patologii w tym obszarze. Proszę pamiętać, że SM bywa ważnym elementem tworzenia się patologii władzy, koterii układu nie do ruszenia, która może opanować cale miasta i ciągle wygrywać wybory. Dlatego przy obecnym systemie barku prawidłowego nadzoru nad SM ważna jest postawa lokalnych mediów i... niepokornych obywateli. Często nazywanych „oszołomami” czy „krzykaczami” - to oni są sumieniem społecznym i często jedyną instancją kontrolną. KP: Czy jest Pan pewien, że prasa lokalna w odpowiedni sposób nagłaśnia nadużycie jakich dopuszczają się funkcjonariusze SM? DL: Absolutnie nie radzą sobie z problemem, proszę pamiętać, że np. burmistrz ma wpływ na to, czy da ogłoszenia o przetargach, organizowanych imprezach. Prasa lokalna w większości całkowicie jest podporządkowana włodarzom regionu.
__________________________________________________ Dariusz Loranty - nadkomisarz w stanie spoczynku; pierwszy w historii stołecznej policji koordynator negocjacji i dowódca zespołu negocjatorów, współtwórca nowatorskiej koncepcji negocjacji policyjnych jako elementu taktyki zwalczania przestępstw z zakresu terroru kryminalnego, wymuszeń rozbójniczych i uprowadzeń. Jest wykładowcą szkół wyższych, m.in. kierownik autorskich Studiów Podyplomowych Negocjacji Kryzysowych i Policyjnych. Współautor m.in. "Słownika wiedzy o policji" pod redakcją prof. dra hab. Konstantego Wojtaszczyka. Publikował artykuły popularnonaukowe. Obecnie felietonista w "Focusie Śledczym". Biegły sądowy (pierwszy w polskim wymiarze sprawiedliwości) z zakresu negocjacji policyjnych i kryzysowych i przestępczości z zakresu terroru kryminalnego, mediator ds. karnych przy Sądzie Okręgowym dla m. Warszawy. fot.:dariuszloranty.cba.pl |