
| Odpowiedź na list otwarty, część II - "Niepoczytalni moralnie" czy "pozbawieni świadomości moralnej" |
|
|
|
Wasza empatia i współczucie w stosunku do „swoich” niestety nie przekłada się na współczucie dla całego gatunku ludzkiego. Najłatwiej przychodzi bezczynność, zwłaszcza kiedy ma się stałe dochody, dobre posady i sprecyzowane plany na przyszłość. Na miesięczną pensję burmistrza, przeciętnie zarabiający mieszkaniec Szczawnicy musi pracować cały rok.
Mieszkańcy naszego regionu zasługują na więcej Można być nierozsądnym i rozpocząć wojnę, ale trzeba być szaleńcem, żeby przy niej trwać. Burmistrz zamiast podjąć działania na rzecz rozwoju gminy, podnosić koniunkturę i atrakcyjność regionu promocyjnymi ofertami, jednoczyć wokół siebie lokalne firmy turystyczne celem wspólnego wypracowania strategii w walce o turystów, angażuje się w „lokalne wojenki”. Na takie zmagania poświęca nie tylko swój czas, ale również osób z nim współpracujących. Za promocją miasta ponad podziałami w styczniu tego roku mocno obstawał Krzysztof Mańkowski - ale Wam widać na tym nie zależało. Władzy bowiem wydaje się, że problem ten ich nie dotyczy, a skoro tak, to może w ogóle nie istnieje i nie warto się nim zajmować? Najłatwiej przychodzi bezczynność, zwłaszcza kiedy ma się stałe dochody, dobre posady i sprecyzowane plany na przyszłość. Na miesięczną pensję burmistrza, przeciętnie zarabiający mieszkaniec Szczawnicy musi pracować cały rok. Nierzadko można odnieść wrażenie lub namacalnie się o tym przekonać (list do redakcji), że władze traktują urząd i jednostki mu podległe jak zwykłą prywatę, Krytyka burmistrza rozpoczęła się dwa lata temu od artykułu „Prawo czy bezprawie?” - tyle faktów. W związku z tym zarzut jakoby odrzucenie oferty promocji regionu było podstawą do krytyki włodarzy jest bezzasadny. Ignorancja w stosunku do rzeczywistości mści się - pierwsze uderzenie w portfel uzdrowiska, gminy i kieszenie mieszkańców odczuliśmy już w styczniu. „Kurier Pieniński” od samego początku stał po stronie ludzi i naszą dewizą jest działać dla dobra lokalnej społeczności. W związku z tym nieistotne jak dużo nas dzieli, my zawsze jesteśmy gotowi do współpracy w obszarze promocji regionu, która może przynieść korzyść wszystkim mieszkańcom naszego pięknego zakątka Polski. Walory pienińskiego regionu to bezapelacyjny as, dzięki któremu zyskuje wielu: od turystów mogących cieszyć oczy pięknem natury, przez zarabiających na szeroko pojmowanej branży turystycznej, po włodarzy Szczawnicy – dumnych z gospodarowania i inwestowania w ziemię tak atrakcyjną pod wieloma względami. Zabieganie o możliwie intensywną promocję, angażowanie sił w propagowanie Pienin, to wspólne zadanie, które powinno łączyć ponad podziałami. Tylko w ten sposób promocja zaowocuje skutecznymi rozwiązaniami i obopólną korzyścią. Nie dziwi fakt, że konieczność walki z konkurencją i wzmożonych prac, aby utrzymać i pozyskiwać klientów, dostrzega Krzysztof Mańkowski. - W Szczawnicy obserwujemy spore bezrobocie, więc trzeba tworzyć miejsca pracy. W tym celu należy rozwijać biznes, gospodarkę, dać ludziom możliwość zarobku zamiast blokować każdą niezależną inicjatywę. Jeśli burmistrz nie dysponuje dużym budżetem, to powinniśmy usiąść razem i poszukać rozwiązania. Każdy ma swoje kontakty, pomysły. Usiądźmy i uzgodnijmy, że wykładamy konkretne pieniądze, np. 100 tys. zł na stół, aby robić promocję Szczawnicy. Jeśli dalej będzie się utrzymywał taki stan rzeczy, biorąc pod uwagę, że konkurencja nie śpi, to kuracjusze i turyści będą zostawiali pieniądze gdzie indziej. My stracimy klientów, a odrobienie strat będzie bardzo trudne. Odzyskiwanie klientów wymaga dużo więcej nakładów i w większości jest nie do odrobienia. Inwestowanie w promocję, aby być cały czas na topie, jest o wiele tańsze. Działania UM nie zawsze postrzegam jako korzystne dla ogółu. Lokalne „wojowanie” to marnowanie czasu. Brakuje go później na strategie globalne. Obecna sytuacja nie stawia nas w najszczęśliwszym położeniu. Region musi walczyć z konkurencją w dobie kryzysu – konkluduje Krzysztof Mańkowski.
"Będę wrogo nastawiony do prostego ludu i będę zamyślać wobec niego same rzeczy najgorsze" Atak na redakcję „KP” nastąpił już po naszej pierwszej interwencji w sprawie Józefa Ciesielki - byłego radnego, lokalnego działacza społecznego, który został oskarżony przez Grzegorza Niezgodę – podkreślmy, z powództwa cywilnego - za przekazanie informacji prasie na temat nadużyć, jakie zaobserwował Wyrok wydany przez Sąd Rejonowy w Nowym Targu został podważony ze względu na nieprecyzyjność dowodów oskarżyciela, wątpliwości co do rzetelności postępowania wyjaśniającego oraz rażące uchybienia. Można odnieść wrażenie, że decyzja sądeckiego wymiaru sprawiedliwości, całkowicie pogrążyła wyrok przychylny burmistrzowi Szczawnicy. Ponowne rozpatrzenie sprawy przez Sąd Rejonowy w Nowym Targu uniewinniło Józefa Ciesielkę. Zanim jednak to nastąpiło, były radny został skazany i obciążony grzywną, którą z racji bardzo trudnej sytuacji rodzinnej i finansowej, oddanie i poświęcenie rodzinie, szczególnie z uwagi na opiekę nad niepełnosprawnym dzieckiem, chciał zamienić na karę więzienia lub chłosty. Pierwszy wyrok sądowy w tej sprawie oraz jego uzasadnienie budziły kontrowersje z uwagi na fakt, iż wydawały się mieć wydźwięk prewencyjny – - Tragedia Ciesielki była dla nas wstrząsem – mówi jeden z mieszkańców, ale chyba jeszcze większym wstrząsem było to, że władza, która jawiła się jako uczciwa, którą postrzegano jako najlepszą z dotychczasowych, okazała się tak bezwzględna wobec swojego kolegi – byłego radnego, który miał odwagę zwrócić uwagę na nadużycia władz. - Nie, nie było asfaltu na Zaskalskim. Drogę zrobiono z finansów na powodzian Niestety ani prawda, ani rodzina, ani empatia, ani wreszcie zwykła ludzka przyzwoitość nie okazały się wartościami nadrzędnymi dla kierującego sprawę do sądu, która dopiero po naszym nagłośnieniu i interwencji została przeprowadzona z należytym poszanowaniem prawa. - Nie chce mi się żyć, gdyby nie dzieci, odebrałbym sobie życie - mówił Józef Ciesielka w wywiadzie dla „KP”. Wasza empatia i współczucie w stosunku do „swoich” niestety nie przekłada się na współczucie dla całego gatunku ludzkiego. Określenie, że „władza ujawnia prawdziwą naturę człowieka" w tym przypadku ma swoje potwierdzenie. Hegel nazywał ludzi o takim sposobie myślenia „niepoczytalnymi moralnie”, a Schopenhauer „pozbawionymi świadomości moralnej”. Koniec części drugiej, zapraszamy na część trzecią i czwartą.
|