w janczykzawadzkidlpiotr gpiaseckiniezgodaniezgodaniezgodaniezgodaniezgoda

Nowy dział

straz-miejska

Praktyki dziennikarskie w Kurierze

praca-do-kuriera

 

 

 

 

 

Informacje z urzędów

instytucje urzedy

Osoby na stronie

Naszą witrynę przegląda teraz 25 gości 

Start Aktualności Kurier Pieniński - ikony Prawda o szczawnickich inwestycjach część I
Prawda o szczawnickich inwestycjach część I Drukuj Email

Rozmowa z  Krzysztofem Mańkowskim, Prezesem Uzdrowiska Szczawnica.

Albo robimy biznes, albo wymagamy. Nigdy na to nie powinno być zgody, by rury zakopywać na 80cm, a nie na głębokości 1,20m. Za wszystko zapłacimy my – mieszkańcy, bo wodociągi są do poprawy. Nikt za darmo tego nie zrobi, to są duże koszty. Ludzie pompują wodę „na lewo” i są obiekty, które tak robią. Wszyscy o tym wiedzą, a nikt nie reaguje.

 

 

Zimna trwa w najlepsze. Mrozy dają się we znaki. Pamiętamy ubiegłoroczną sytuację, kiedy to minusowe temperatury spowodowały zamarznięcie nowo wybudowanej sieci wodno-kanalizacyjnej. Czy w Pana ocenie Szczawnica ma problem z wodą, z której przecież słynie?

Krzysztof Mańkowski: Miasto zainwestowało duże pieniądze w wodociągi – ich rewitalizację – i filtry wodne. To bardzo dobrze, bo wszyscy skorzystają na tym, by woda w Szczawnicy była czysta cały czas, 24 godziny na dobę. To krok bardzo potrzebny i za to brawo, gdyż pamiętamy, że wcześniej były spore kłopoty.

Jednak nowe filtry są po to, aby uzyskać wodę najwyższej jakości z jak najmniejszą ilością chloru, bez względu na deszcz. Na dzień dzisiejszy woda nie spełnia tych założeń. Z wiarygodnych źródeł wiem, że technologia, jaka została wybrana przy wspomnianych inwestycjach, krótko mówiąc, nie jest najlepiej dobrana do naszych górskich terenów, przez co jakość wody nie jest tak wysoka, jakiej należałoby oczekiwać po zastosowaniu tak zaawansowanych technologii.

Szczawnicka woda to przecież nasz regionalny skarb. Według informacji jakie posiadam miasto zużywa dobowo około 1000 – 1200m3 wody a produkuje ok. 2000m3. Czyli mamy nadwyżki rzędu 800m3, które mówiąc wprost – idą w grunt. Tu rodzi się problem także innej natury – ludzie pompują wodę „na lewo”.

Burmistrza to nie martwi? Nie może tego skontrolować, czy też jest jego ciche przyzwolenie na taki stan rzeczy?

K.M.: To wszystko jest do sprawdzenia, choćby na podstawie faktur, prostych wyliczeń szacunkowych, które są pewnym wskaźnikiem faktycznego zużycia wody. Tajemnicą poliszynela w Szczawnicy jest to, że pewne obiekty biorą udział w tym procederze.

Jest potrzeba podjęcia nowych zadań, aby zatamować nielegalny pobór wody. Należy sprawdzić, gdzie ludzie są podłączeni nielegalnie, gdzie są dziury. Ludzie pompują „na lewo” i są obiekty, które tak robią. Wszyscy o tym wiedzą, a nikt nie reaguje.

Co należałoby zrobić?

K.M.: Koniecznym wydaje się w tej sytuacji, przy rozszerzaniu sieci wodociągowej, montaż liczników np. elektronicznych w konkretnych punktach, co dawałoby pewien pogląd i możliwość monitorowania zużycia na bieżąco. Takie systemy elektroniczne, które badają przesył w sieciach wodnych, mają powszechne zastosowanie na świecie.

Zauważalnym problemem jest także duża liczba złych połączeń kanalizacyjnych. Nawet w naszych obiektach zabytkowych, historycznych, gdy zaczęliśmy się tym interesować, odkryto problematyczne kwestie kanalizacyjne, także tzw. kanalizacje deszczowe. To zostało oczywiście naprawione. Pytanie do burmistrza, czy w urzędzie ten problem jest monitorowany? Co z wodą deszczową? To woda „extra”, więc czy nie warto jej jakoś wykorzystywać, zagospodarować? Choćby do podlewania terenów zielonych czy jako uzupełnienia do zbiorników strażackich. To jest problem strategii zarządzania i gospodarowania wodą w Szczawnicy.

Kolejna sprawa: dlaczego po wykonaniu sieci wodno-kanalizacyjnej zamarza ona już w pierwszym sezonie użytkowania? Nawiasem mówiąc, zamarznie ona także zapewne i tej zimy jak będą mrozy. Rok temu był oficjalny odbiór a remonty wykonywano już (czy jeszcze) w maju. Skoro wykonano nową sieć, to dlaczego funkcjonują jeszcze stare połączenia, które są źródłem strat?

A’propos kwestii prawnych, to nadal chodzą słuchy, że inwestycja została nie do końca wykonana zgodnie z przepisami.

K.M.: Ja też pytam, czy to wszystko zgodnie z prawem? Nawet odwierty w obszarach, na których jakiekolwiek prace – nazwijmy „górnicze” – wymagają zgody Uzdrowiska Szczawnica. A robiono wykopy i szły prace bez tejże zgody, na co dostali zielone światło ze starostwa. I wszystko niby legalne, super i elegancko?

Z tego co Pan mówi wynika, że szczawnickie władze działają bardzo często niezgodnie z prawem. Mimo tego, że tak postępują gnębią niektórych mieszkańców za najmniejsze uchybienia.  Jeśli władze nie czułyby się winne i nie miałyby sobie nic do zarzucenia, to jako strona, powinny wystąpić o kontrolę głębokości położenia rur. Dlaczego burmistrz tego nie egzekwuje? Nie dziwi to Pana?

K.M.: Ja się pytam: gdzie był nadzór wtedy jak to wykonywano? Nigdy na to nie powinno być zgody, by rury zakopywać na 80cm, a nie na głębokości 1,20m. Za tym też stoją pieniądze, bo za nadzór zapłaciło miasto i nadzór ma obowiązek sprawdzić każdy punkt umowy i sieci.

Ktoś na tym zarobił.

K.M.: Ze swoich źródeł wiem, że właściciel firmy, która wykonywała wykopy pod sieć kanalizacyjną nabył w Szczawnicy spory grunt, który miał być budowlany, a nie jest – i Pan Niezgoda mocno był zaangażowany w ten projekt. Być może nabywca kupił teren leśny za sugestią burmistrza? Tego nie wiem. W każdym razie nie będzie to działka budowlana, bo podlega pod teren ochrony źródeł. Więc krótko mówiąc: ktoś wtopił pieniądze w działkę za namową – nic z tego nie wyszło, więc jak potem miasto ma od tej osoby domagać się naprawy wodociągów w ramach reklamacji źle wykonanej usługi? Albo robimy biznes, albo wymagamy. Nie można w tej sytuacji być jednocześnie po jednej i drugiej stronie barykady.

Za te uchybienia zapłacimy my – mieszkańcy, bo wodociągi są do poprawy. Nikt za darmo tego nie zrobi, to są duże koszty.

Co więcej, na takie sieci wodociągowe wymagane są też zgody strażackie, np. w kwestii hydrantów. To wymagania wynikające z przepisów przeciwpożarowych. Czy były takie kontrole? Czy staż była zaangażowana w ten projekt? Czy była jakakolwiek dyskusja na ten temat?

Skoro o straży mowa, to mieliśmy do czynienia z paroma podpaleniami. Jak Pan ocenia przygotowanie i prace strażackie w regionie?

K.M.: Ja byłem świadkiem paru pożarów tutaj w Szczawnicy i proszę mi wierzyć, nie mamy dobrej organizacji. W paru przypadkach dobrze, że była woda w starych zbiornikach przy budynkach. Mieszkamy w trudnym terenie, zarówno pod względem ukształtowania, dojazdu, jaki pod względem liczby obiektów drewnianych – takie kwestie należy mieć na uwadze. Dlatego tak ważna jest dobra strategia organizacyjna także w straży. Wiem, że pracują tam dobrzy ludzie, chętni do niesienia pomocy. Straż ma nowe samochody, ale nie ma np. podnośnika, który w kryzysowych sytuacjach pożycza z Nowego Targu. Może warto w taki sprzęt zainwestować? Jeśli miasta na niego nie stać, to może należy efektywniej szukać sponsorów?