
| „Kawa na ławę” - samobójczy strzał burmistrza |
|
|
|
Odzyskiwanie klientów wymaga dużo więcej nakładów i w większości jest nie do odrobienia. Inwestowanie w promocję, aby być cały czas na topie, jest o wiele tańsze.
Fragment dyskusji z Krzysztofem Mańkowskim Koniec roku to czas prawdziwie dantejskich scen na rynku usług medycznych. Dawno wykorzystane limity zabiegów i wizyt refundowanych, brak miejsc, zapisy na nowy rok i niekończące się kolejki – tak wygląda rzeczywistość. Niemałym zaskoczeniem dla tych, którzy zdrowie chcieli poratować w szczawnickim uzdrowisku był fakt, że nie podpisało ono kontraktu z ZUS-em. – Sytuacja jest trudna, ale nie dramatyczna – twierdzi w rozmowie z „KP” Krzysztof Mańkowski, prezes Uzdrowiska Szczawnica. – Na przełomie marca i kwietnia będziemy starali się odnowić kontrakt z NFZ.
Czy to uratuje sytuację? Brak kuracjuszy to poważne uszczuplenie dochodów. To są straty nie tylko dla Thermaleo, ale i dla całego miasta, ponieważ zmaleją wpływy z pobieranej opłaty uzdrowiskowej. Każdy turnus to o ok. 200 kuracjuszy mniej. Rocznie jest to zatem niemała strata.
Mańkowski dementuje pogłoski o planowanych zwolnieniach. Blady strach padł bowiem na pracujących w Uzdrowisku Szczawnica, że z powodu braku kuracjuszy stracą zajęcie i dochody. Wyjściem z sytuacji ma być według prezesa m. in. aktywne pozyskiwanie klientów zagranicznych, którzy przybyliby w Pieniny z wypchanym portfelem, chętni korzystać z odpłatnych zabiegów. – Będziemy uczestniczyć w międzynarodowych targach, aby zachęcić obcokrajowców do pobytu w Szczawnicy. Zarząd Thermaleo nie widzi też problemu z ewentualnymi przekwalifikowaniami, do których podchodzi elastycznie i planuje efektywne działania komercyjne. Na pytanie dlaczego nie dopilnowano tak ważnego kontraktu, co jest kolosalnym uchybieniem, Krzysztof Mańkowski odpowiada: - Trzeba pamiętać, że jestem prezesem od lipca 2011 roku i nic nie wiedziałem o sugestiach z ZUS-u. Do tego nałożyły się sprawy z placem pod kolejką, wieczny spór prawny z burmistrzem, to wszystko zabiera bardzo dużo czasu. Ciągła walka o swoje mienie, o prawidłowe wykonanie prac, o to aby realizowana była nasza wizja - skoro to my wykładamy środki. Zgadzam się z publikacją „Kuriera”, że te „wojenki”, które rozpoczyna burmistrz, niczemu nie służą i wcześniej czy później „wykończą” Szczawnicę. Krzysztof Mańkowski przyznaje, że reklama miasta to nadal problematyczna sprawa i według niego nie dość dobrze rozwiązana kwestia. O intensywną promocję zabiegać powinien w głównej mierze UM, a pokutuje przekonanie, że „prywatna” Szczawnica to zmartwienie właścicieli historycznych obiektów uzdrowiskowych. Faktem jest, że nie szczędzą oni zabiegów i funduszy na ten cel, jednak tylko solidarne działania wielu podmiotów mogą wypromować miasto na szerszych wodach. Na nic bowiem bogata i nowoczesna infrastruktura, która będzie świecić pustkami zamiast zarabiać na siebie. Pamiętam sytuację sprzed ponad roku. Odbieraliśmy w firmie „Kuriera Pienińskiego” jako gazetę z dużym potencjałem, gdzie byłaby możliwość promocji całego regionu i to mówiąc wprost za żadne pieniądze. Rozważaliśmy intensywną promocję za pośrednictwem tego periodyku – wspomina prezes Uzdrowiska Szczawnica. - Byłem w tej sprawie u burmistrza, może nie jako mediator, bo to za dużo powiedziane, ale jako osoba, która widzi możliwości bardzo ekspansywnej współpracy i zagrożenia wynikające z braku takiego współdziałania. Zdziwiło mnie, jak szybko bez jakiejkolwiek analizy, burmistrz tę propozycje odrzucił, mówiąc krótko - tylko nie „Kurier Pieniński” – relacjonuje Krzysztof Mańkowski. Burmistrz Szczawnicy chciał pozbawić gazetę wpływu z reklam, a poprzez brak promocji może pozbawić dochodów mieszkańców żyjących z turystki i uszczuplić budżet gminy. Każdy, kto reklamowałby się w „Kurierze”, byłby odbierany jako jawny wróg burmistrza. Od dawna dochodziły do nas takie głosy. Słowa Krzysztofa Mańkowskiego są tylko ich potwierdzeniem. Jedynie współdziałanie owocuje przełamaniem złej passy i efektywnym konkurowaniem z innymi regionami oferującymi podobne dobra i usługi. Mańkowski otwarcie przyznaje, że już ubiegły sezon przyniósł o wiele niższe dochody. Co zatem stanie się teraz, gdy lokalny biznes stoi w obliczu walki o klienta, a nie ma solidarnego wsparcia ze strony władz, zajętych ucieraniem nosa niepokornym zamiast skupianiem się na sezonowej promocji miasta? Prezes Uzdrowiska Szczawnica, komentując obecne zagrożenia, mówi: - Na dzień dzisiejszy nie wiem, czy są planowane jakieś akcje w Szczawnicy. Faktem jest, że trzeba reklamować miasto. Szczawnica urządza imprezy raz na jakiś czas. Są mniejsze miejscowości, które robią dużo więcej. Nie organizujemy imprez sztandarowych. Jest Redyk latem, ale to za mało. A co w sezonie zimowym? Wiem, że takie działania wymagają środków, ale trzeba szukać sponsorów, trzeba się rozwijać.
Promocja powinna wyjść przede wszystkim od miasta, tak robią wszystkie miejscowości. Pieniądze z podatków należałoby przeznaczyć na promocję. Takie działanie byłoby z korzyścią dla ludzi, którzy tutaj żyją i muszą zarabiać pieniądze. Ich byt jest uzależniony od turystów, kuracjuszy, dlatego też należy się rozwijać, zamiast spoczywać na laurach i rozkoszować np. faktem, że powstała promenada.
W Szczawnicy obserwujemy spore bezrobocie, więc trzeba tworzyć miejsca pracy. W tym celu należy rozwijać biznes, gospodarkę, dać ludziom możliwość zarobku zamiast blokować każdą niezależną inicjatywę. Jeśli burmistrz nie dysponuje dużym budżetem, to powinniśmy usiąść razem i poszukać rozwiązania. Każdy ma swoje kontakty, pomysły. Usiądźmy i uzgodnijmy, że wykładamy konkretne pieniądze, np. 100 tys. zł na stół, aby robić promocję Szczawnicy. Jeśli dalej będzie się utrzymywał taki stan rzeczy, biorąc pod uwagę, że konkurencja nie śpi, to kuracjusze i turyści będą zostawiali pieniądze gdzie indziej. My stracimy klientów, a odrobienie strat będzie bardzo trudne. Odzyskiwanie klientów wymaga dużo więcej nakładów i w większości jest nie do odrobienia. Inwestowanie w promocję, aby być cały czas na topie, jest o wiele tańsze.
Działania UM nie zawsze postrzegam jako korzystne dla ogółu. Lokalne „wojowanie” to marnowanie czasu. Brakuje go później na strategie globalne. Obecna sytuacja nie stawia nas w najszczęśliwszym położeniu. Region musi walczyć z konkurencją w dobie kryzysu – konkluduje Mańkowski. Trzeba jednoczyć siły, bo na polu bitwy coraz mniej graczy. PKL oczekujące na prywatyzację nie podejmują się działań promocyjnych, co rzutuje niekorzystanie na sytuację rodzimych stoków. Prezesowi Uzdrowiska Szczawnica należą się słowa uznania za świadomość presji czasu i zagrożeń. W biznesie liczy się siła przebicia, savoir vivre schodzi na dalszy plan. Zapytany o brak konkurencyjnej promocji na lokalnym rynku Krzysztof Mańkowski twierdzi: – Agresywna promocja to mało elegancka forma pozyskiwania klienta, ale w dobie kapitalizmu nie mamy innego wyjścia. Najlepsze rozwiązanie to rzecz jasna by „wilk był syty i owca cała” – w biznesie jednak łatwiej o rekiny hołdujące zasadzie „kto pierwszy, ten lepszy”. |