w janczykzawadzkidlpiotr gpiaseckiniezgodaniezgodaniezgodaniezgodaniezgoda

Nowy dział

straz-miejska

Praktyki dziennikarskie w Kurierze

praca-do-kuriera

 

 

 

 

 

Informacje z urzędów

instytucje urzedy

Osoby na stronie

Naszą witrynę przegląda teraz 29 gości 

Start Aktualności Kurier Pieniński - ikony Nie można udawać bez przerwy, że jest się zupełnie białym i czystym - Tomasz Hurkała, groził,..
Nie można udawać bez przerwy, że jest się zupełnie białym i czystym - Tomasz Hurkała, groził,.. Drukuj Email

czerwinski2

 Jeśli ktoś rzeczywiście mówi, że „ja ci pokażę, bo coś mówisz o mnie”, to zastanowiłbym się jednak czy aby na pewno jest na właściwym miejscu.

Wszystkich nerwowych chciałbym zachęcić do tego, żeby przestudiowali dokładnie prawo prasowe

 

Poseł Andrzej Czerwiński o pogróżkach i zastraszaniu dziennikarzy.

 

 

 

Panie Pośle porozmawiajmy w kwestii oceny pracy prokuratury nowotarskiej. Wielokrotnie składane doniesienia na uchybienia samorządowców przechodzą bez echa, sprawy są umarzane. Wiemy to z własnego doświadczenia. Potwierdzają to także mieszkańcy, którzy nie mogą wygrać z urzędem nawet w bardzo oczywistych sprawach. Wystarczyło aby przy pierwszych próbach wykorzystywania stanowiska, prokuratura i sąd dały naganną ocenę tego typu czynów i nie mieli byśmy dziś problemu z pytaniem czy mamy do czynienia jeszcze z samorządowcem czy już z przestępcą.

 

Być może jest to tzw. redukcja dysonansu poznawczego. To jest zjawisko socjomedyczne, które przejawia się tak, że człowiek, który nawet źle postąpi, z czasem udowadnia przed samym sobą, że on musiał tak zrobić. Później przeradza się to nawet w pewność, że postąpił słusznie. Trzeba być bardzo ostrożnym pełniąc funkcje publiczne, żeby po prostu nie  tłumić swojego sumienia. Przejęcie zadań publicznych w swoje ręce wymaga czystości tych rąk. Jeśli byłoby faktycznie tak jak pan mówi, to sytuację uznać należy za niepoprawną, aczkolwiek jednym pociągnięciem pióra czy długopisu tych spraw się  nie załatwi. Mogę powiedzieć intencjonalnie, jeśli chodzi o rządy Platformy, że uniezależniono prokuraturę od polityków. Trzeba jednak trochę czasu, aby była w pełni niezależna, żeby nie mógł zadzwonić  poseł czy samorządowiec i podpowiedzieć jak pasowałoby postępować. Możemy sobie wyobrazić, że takie sytuacje miały miejsce do tej pory, ale te decyzje, które już zostały podjęte, czyli uniezależnienie prokuratury od polityków, to jest ruch w dobrą stronę i mam nadzieję, że to zostanie uporządkowane w najbliższym czasie, także personalnie.

 

 Sytuacja w Szczawnicy jest idealnym przykładem pewnych patologicznych zachowań. Zaczyna się niewinnie, niby od typowych, rutynowych kontroli w stosunku do osób krytykujących działania władz. Przeradza się to w kontrole nasyłane systematycznie. Hamulce puszczają i dochodzi do tego, że sekretarz miasta wysyła sms’y jednoznacznej treści o charakterze gróźb karalnych, bo mu się publikacja prasowa nie spodobała, bo nie czas, bo nie miejsce, bo nie ten temat.

 

Tej reakcji bardzo się dziwię. Już bez wnikania czy to jest karalne, czy nie. Każda reakcja w stosunku do dziennikarza musi być wyważona. Wszystkich nerwowych chciałbym zachęcić do tego, żeby przestudiowali dokładnie prawo prasowe i pewne sprawy, które sądy rozstrzygały. Jest prawem dziennikarza prześwietlanie pewnych informacji, nawet niesprawdzonych, dociekanie pewnych rzeczy, stwarzanie osądów. W sądach rzadko zapadają wyroki na korzyść tego, który przeciwko dziennikarzowi występuje, ponieważ często do funkcji publicznej jest przypisana społeczna krytyka. Jak ktoś mnie krytykuje, to staram się poprawiać, błędów nie popełniać. Nie można udawać bez przerwy, że jest się zupełnie białym i czystym, bo takich ludzi niestety nie ma. Tutaj (red. w Szczawnicy) wspomniana metoda przyjęła się chyba niestandardowo. Jeśli ktoś rzeczywiście mówi, że „ja ci pokażę, bo coś mówisz o mnie”, to zastanowiłbym się jednak czy aby na pewno jest na właściwym miejscu.

 

W tym konkretnym przypadku nie mówimy nawet o krytyce, gdyż podaliśmy  tylko  informację. Nawet nie poszliśmy w ocenę czy opisane zachowanie jest moralne. Gdyby to wydarzyło się w dużym mieście, to dziennikarze na sekretarzu nie pozostawiliby suchej nitki.  

 

Ten medal ma dwie strony. Możemy pokusić się też o ocenę lokalnych mediów. Czasem można odczuć, że nie chcą one przeciwko władzy napisać nic, no bo przecież przyjmują np. ogłoszenia o przetargach, zamówienia reklamowe, itp. Rzadko lokalna prasa w obiektywy sposób pokazuje dobre i złe strony. Większość przypadków to swoiste duby działania samorządów. Być może to jest właśnie sedno. Ten „wyłom” w wykonaniu „Kuriera”, w moim odczuciu pozytywny, to sygnał, że potraficie upubliczniać pewne rzeczy. Ja szczegółów nie znam, ale prawdziwa cnota krytyki się nie boi. Z uśmiechem pobłażania podchodzę do niektórych dziennikarzy, którzy na tacy uzyskali informacje, które np. obciążają samorządowca,  ale po prostu chowają to z pewnych powodów dla siebie.

 

Dokładnie tak jest,  nacisk ekonomiczny na dziennikarzy jest bardzo widoczny. 

 

Nie trzeba mówić tylko o Szczawnicy, bo tak jest w  większości miast. Dziennikarze generalnie bardzo mało zarabiają. Mówią mi o tym zwłaszcza ci początkujący. Co to za sztuka dać jakąś premię za dobry artykuł? Jeśli chodzi o oddziały terenowe, to taka sytuacja potrwa dopóty, dopóki będzie zależność finansowa wobec władzy lokalnej. 

 

Przez lata nikt samorządowców w Szczawnicy nie krytykował. Jest to dla nich teraz sytuacja niekomfortowa, do której nie przywykli. Na swoich stanowiskach mają pensje porównywalne do posłów i urzędników wysokich rangą, którzy są pod ciągłym obstrzałem mediów. Pragną swoje funkcje pełnić jedną, dwie kadencje, najlepiej dożywotnio. Demokracja była potrzebna tylko do zdobycia tej władzy.

 

Taki system działania marnie się skończy. Jeżeli ktoś działa tylko po to, żeby władzę przejmować z kadencji na kadencję, to w końcu natrafi na solidną konkurencję. Pojawi się na jego drodze taki społecznik, który zobaczy, że tego nie można przemilczeć i zorganizuje wokół siebie ludzi uczciwych, prawdziwych, którzy odrzucą te ziarna od plew i wybiorą dobrych ludzi.

 

Naturalnie, taki powinien być proces przejmowania władzy, ale ci ludzie wyprzedzają pewne ruchy, powołują straże miejskie do represjonowania rodzącej się opozycji, do uprzykrzania życia osobom, które dopuszczają się krytyki.

 

Ktoś kazał Kowalskiemu ubranemu w mundur pójść i zrobić coś. I ten Kowalski jako człowiek najlepiej wie, czy to jest represja. W służbach mundurowych też pracują ludzie i oni czasem powiedzą (np. rodzinie), że praktykowane są takie zachowania. To wcześniej czy później się wyda i skończy. Ja jestem też coraz bardziej krytyczny do tego co wyprawiają funkcjonariusze straży, ale to nie jest wina tych funkcjonariuszy jako ludzi, że wykorzystują ich właśnie szefowie gmin. Powszechnie narzekamy na fotoradary. Głośno było o tym, że ma być ich 300, że stać będą co kilometr, że to łatanie dziur w budżecie, nawet doszło do postulowania odwołania ministra transportu z tego powodu. To jest totalna bzdura. Prawdą jest natomiast to, że 90% tej złej praktyki wychodzi od samorządów, którzy polują na kierowców za pomocą fotoradarów. W szczególności małe gminy mają wysoki procent dochodów oparty o wpływ z mandatów za przekroczenie prędkości. To jest chore. Tak nie może być. Celem nie ma być mandat i ukaranie, tylko bezpieczna droga. Uważam, że powinniśmy prześwietlić ustawę o strażach gminnych, o kompetencjach samorządu, wójtów, burmistrzów, prezydentów. Należy też zebrać opinię od funkcjonariuszy - tych uczciwych, porządnych, którzy też chcą cieszyć się uznaniem społecznym, którzy nie chcą być narzędziem do wykonania praktyk indywidualnych jakiegoś lokalnego watażki. 

 

Ale ci ludzie bardzo często są bez wyjścia. Tutaj również decydującą rolę odgrywa ekonomia. Powinniśmy pamiętać, że zlikwidowano straże graniczne w naszym regionie. Dla części mundurowych to równoznaczne z utratą posady. Rekrutuje się ich na komendantów straży miejskich. Przyjmują te stanowiska, bo albo taka praca - albo żadna, mówiąc wprost. Później się okazuje, że komendant straży miejskiej już nawet nie ukrywa, że wykonuje wszystkie polecenia burmistrza, nawet te, które są niezgodne z ustawą.

 

Można o tym tylko mówić, albo zaproponować coś innego. Nie zawsze funkcjonariusz to aparat represyjny, dotyczy to też urzędników. Oni są po to, by wyjść do ludzi, porozmawiać, napomnieć, pouczyć, zwrócić na coś uwagę. Ci ludzie są potrzebni, nie trzeba ich szufladkować. Ekonomia? Owszem, gra rolę, tylko dlaczego dubluje się np. policję? Dlaczego ktoś otrzymuje coraz większe uprawnienia, łącznie z użyciem broni, dlaczego wyłamuje się z pewnej metody i powoduje, że zamiast zyskać autorytet, państwo go traci? Z tej drogi trzeba zejść na bardziej racjonalną.

 

 

Zapraszamy na drugą część wywiadu:

 

Nie można łączyć tego, że prezydent czy  premier przyjeżdża do danego  miasta z tym, że popiera tę władzę.