
| Straż Miejska w Szczawnicy - czy dochodzi do mobbingu? |
|
|
|
Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka!
Komendant Straży Miejskiej w Szczawnicy Andrzej Bańkosz od zawsze pełnił swoją służbę wobec mieszkańców miasta bardzo stronniczo. Nie zyskał sobie jednak w ten sposób zbyt dużego poparcia, bo jak wiemy nadgorliwość i wybiórczość nie zawsze popłacają.
Mieszkańcy miasta są już zmęczeni działaniami komendanta i byciem pod ciągłą obserwacją Straży Miejskiej, która w każdym czynie potrafi się dopatrzyć wykroczenia. Sami funkcjonariusze mają zgoła inny powód do zmęczenia i niepokoju. Komendant Andrzej Bańkosz nie oszczędza swoich podwładnych. O dziwo, ci nie poodnoszą w tej sprawie głosu. Czy zatem mamy do czynienia z mobbnigiem? Bo jak inaczej można określić milczenie szczawnickich funkcjonariuszy, którzy są zmuszani do pracy ponad godziny, za co nie dostają nawet wynagrodzenia, co wykazała kontrola Państwowej Inspekcji Pracy. Należy przyjrzeć się dokładnie działaniom komendanta Straży Miejskiej w Szczawnicy pod kątem stosunków na linii przełożony - podwładny. Obecna sytuacja nie jest bowiem korzystna ani dla samych funkcjonariuszy ani dla mieszkańców miasta. Z funkcji jaką pełni Andrzej Bańkosz wypływa nie tylko obowiązek dbania o porządek i przestrzeganie przepisów prawa w mieście, ale również obowiązek bycia wzorem obywatela i przełożonego. Na dzień dzisiejszy nie można wiec powiedzieć, że komendant Andrzej Bańkosz wypełnia wszystkie swoje obowiązki sumiennie. Państwowa Inspekcja Pracy skierowała pozew do sądu w Nowym Targu przeciwko komendantowi. Będzie okazja na uzyskanie odpowiedzi na pytanie czy komendant Andrzej Bańkosz działał w porozumieniu z burmistrzem Grzegorzem Niezgodą i czy w szczawnickiej jednostce Straży Miejskiej rzeczywiście dochodzi do mobbingu? |