|

W odwecie za publikacje „najechali” na dom dziennikarza.
Komendant Straży Miejskiej zeznając pod przysięgą oświadczył, że kontrole przeprowadza z polecenia burmistrza.
PRL bis - metody SB i komunistycznej propagandy w wydaniu szczawnickich włodarzy przy udziale służb mundurowych. W odwecie za publikacje „najechali” na dom dziennikarza.
Groźby wobec dziennikarza to eskalacja problemu, który od dawna wpisany jest niestety w codzienną pracę redakcyjną w regionie, gdzie sprawują władze ludzie, którym mentalnie bliżej do Aleksandra Łukaszenko, choć zabiegają aby zaistnieć się w otoczeniu premiera oraz prezydenta.

Dotychczas władze stosowały ”dyplomację”, wykorzystując środki nacisku za pośrednictwem organów i instytucji sobie podległych. Wzmożone kontrole, inspekcje, „anonimowe” donosy, nieuzasadnione interwencje służb porządkowych na terenie posesji zamieszkiwanej przez współpracownika redakcji. Związki przyczynowo-skutkowe między publikowaną krytyką a wymienionymi formami represji stały się nazbyt czytelne i… przewidywalne. Oficjalnie UM umywa ręce, w praktyce jednak chętnie i często stosuje wymienione metody. W tym konkretnym przypadku zmieniło się to, że wystosowano je bezpośrednio z UM i nadawcą był urzędnik.

Pokaz siły służb mundurowych - kolejna przegrana w sądzie Porzekadło głosi: „Kto pod kim dołki kopie, ten sam w nie wpada”. Po wielomiesięcznym borykaniu się z serwowaną pod byle pretekstem biurokracją, właśnie ona przyniosła niezbity dowód na to, kto rzeczywiście inicjuje tego typu działania. Jedna ze spraw, w której główną rolę odegrała Straż Miejska w Szczawnicy (nazywana nie bez podstaw policją polityczną) znalazła finał w sądzie. Wydane wyroki okazały się bardzo niekorzystne dla SM, a tym samym nie po myśli UM. Komendant SM Andrzej Bańkosz wystąpił do sądu z wnioskiem o sporządzenie i doręczenie uzasadnienia wyroku. Z uwagi na fakt, że w sprawie występował w charakterze oskarżyciela publicznego i świadka, sąd uznał to za „niedopuszczalną kumulację ról procesowych” i wezwał SM w Szczawnicy do uzupełnienia wniosku poprzez jego podpisanie przez osobę uprawnioną. Wniosek podpisał… burmistrz Grzegorz Niezgoda, który oficjalnie w niniejszej sprawie nie brał udziału, więc formalnie nie przysługuje mu status strony.
Sędzia sądu nowotarskiego nie zezwolił na uchybienia procesowe i zarządził nieprzyjęcie wniosku. W treści zarządzenia z dnia 11 października 2013 roku czytamy: (…)Pomimo prawidłowego wezwania do uzupełnienia braku formalnego skierowanego do Straży Miejskiej, wniosek ten podpisała osoba nie będąca funkcjonariuszem Straży Miejskiej ani też stroną postępowania, a mianowicie Burmistrz Miasta Szczawnica. Mając na uwadze, że Grzegorz Niezgoda – Burmistrz Miasta Szczawnica w żadnej z w/w ról procesowych w niniejszej sprawie nie brał udziału, nie jest także funkcjonariuszem Straży Miejskiej w Szczawnicy, nie przysługuje mu więc przymiot strony. Tym samym nie jest on osobą uprawnioną do zgłaszania żądania (…).
Totalna kompromitacja burmistrza Szczawnicy Ta „pomyłka”, która jest oczywistą kompromitacją burmistrza ujawnia mechanizmy sprawowania władzy i obnaża prawdę o aparacie represji, za jaki już od dawna uchodzi SM. Funkcjonariusze są narzędziami w rękach włodarzy, według których informacje niewygodne nie mają prawa bytu, a krytykę zwykli tłumić w białych rękawiczkach. Jedno zastanawia: skoro szczawniccy włodarze potrafią pozyskać na jedną inwestycję od kilku do kilkudziesięciu milionów złotych dotacji, to jak rozliczają tak duże kwoty, skoro nie potrafią, sporządzić prawidłowo wniosku do sądu z prośbą o uzasadnienie wyroku. Komendant szczawnickiej SM Andrzej Bańkosz, który złożył doniesienie o możliwości popełnienia niedozwolonego czynu, na rozprawach nie był już tak pewny swoich racji i plątał się w zeznaniach, ale jednego był świadomy – zeznając pod przysięgą oświadczył, że kontrole przeprowadza z polecenia burmistrza.
Foto:
https://www.premier.gov.pl/
http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wizyty-krajowe/art, |