w janczykzawadzkidlpiotr gpiaseckiniezgodaniezgodaniezgodaniezgodaniezgoda

Nowy dział

straz-miejska

Praktyki dziennikarskie w Kurierze

praca-do-kuriera

 

 

 

 

 

Informacje z urzędów

instytucje urzedy

Osoby na stronie

Naszą witrynę przegląda teraz 9 gości 

Start Aktualności Aktualności sex appeal i lekarstwo na nieszczęśliwą miłość
sex appeal i lekarstwo na nieszczęśliwą miłość Drukuj Email

Tak było, jest i będzie, że baby są interesowne i pociąga je wypchana kabza, a faceci zarozumiali i lgną do lasek, których im wszyscy będą zazdrościć”.

Naukowcy sądzą, że popęd seksualny jest podstawą wszelkiego dążenia człowieka do doskonałości. Nawet zatwardziały antyfeminista, który ma kręćka na punkcie własnej kariery, w rzeczywistości walczy o swój status materialny i prestiż po to, aby być atrakcyjnym samcem. Brzmi to obraźliwie, ale tylko na pierwszy rzut oka. Tak naprawdę atrakcyjność seksualna oznacza, że druga połowa ludzkości uważa kogoś za najlepszego z tej połowy, którą sam reprezentuje. Dotyczy to całego szeregu cech osobowych. Z drugiej zaś strony tzw. sex appeal polega na tym, że często cieszy się uznaniem płci przeciwnej ktoś, kto na pozór nie wyróżnia się niczym szczególnym. Ludzie zawsze pragnęli rozwiązać zagadkę tego typu magnetyzmu.

 

 

Seks czy portfel?
W mitologii przypuszczalnym uosobieniem magnetyzmu seksualnego jest obraz Gorgony - Meduzy. Choć perspektywa bycia otoczoną zastępem otumanionych wielbicieli niekoniecznie musi być atrakcyjna dla każdej kobiety, to niemało jest przedstawicielek płci pięknej, które marzą o zabijaniu mężczyzn wzrokiem, by padali pokotem u ich stóp.
Tymczasem, jeśli wierzyć tejże mitologii, Gorgona wcale nie była olśniewającą pięknością i Perseusz z zimną krwią obciął jej głowę, patrząc na jej lustrzane odbicie w swojej tarczy. Z tego wynika, że najprawdopodobniej sex appeal nie ma nic wspólnego z wyglądem zewnętrznym, a raczej jest cechą psychiki.
Rzecz ciekawa: liczne ankiety, przeprowadzane przez socjologów na omawiany temat, dawały niezmiennie te same wyniki. Zawsze na liście mężczyzn najbardziej atrakcyjnych seksualnie wymieniano sławnych finansistów, a za najbardziej pociągające kobiety uznawano głośne gwiazdy filmowe. „No, to macie sex appeal - będą się śmiać sceptycy. - Tak było, jest i będzie, że baby są interesowne i pociąga je wypchana kabza, a faceci zarozumiali i lgną do lasek, których im wszyscy będą zazdrościć”. Trzeba będzie oponować przeciw tej prostodusznej mądrości ludowej, choć nie jest to łatwe.
Po pierwsze to, że rekin finansjery odznacza się cechą tak pożądaną przez kobiety, jak zamożność, nie wyklucza, że posiada on też w sobie magnetyzm. Co więcej, możliwe jest, iż właśnie magnetyzm seksualny zdecydował o tym, że został on tym, kim jest. A w każdym razie te cechy charakteru, które sprzyjały jego karierze, są też ściśle związane z fenomenem magnetyzmu. Brzmi to jeszcze bardziej prawdopodobnie w stosunku do gwiazd filmowych. Aby wybić się spośród milionów rywalek, trzeba posiadać nie tylko talent aktorski, ale też być wybitnie atrakcyjną seksualnie. Poza tym czymże jest talent aktora, jeśli nie zdolnością do magnetyzowania widzów?
Po drugie ankieta socjologiczna nie jest wystarczającą podstawą do rozważań na temat tego, na czym opiera się atrakcyjność seksualna. Ta ostatnia leży bowiem poza zasięgiem sfery świadomości, nie ma odniesień do ludzkiego rozumu. A to znaczy, że ludzie, odpowiadając na pytania dotyczące sex appealu, tak naprawdę mają na myśli coś całkiem innego. Obiektywnie na takie pytania mogłyby odpowiedzieć te części ciała, które raczej nie biorą udziału w badaniach socjologicznych.


Fatalny instynkt
Jeśli wejrzymy w historię, zobaczymy mnóstwo dowodów na istnienie magnetyzmu seksualnego. Koronnymi argumentami są tu fakty, z których wynika, że legendarni donżuani i „kobiety fatalne” są postaciami historycznymi.
Oczywiście, można wmawiać sobie, iż powodzenie Casanovy u kobiet było związane ze stosowaną przez niego taktyką w trakcie zbliżeń tudzież z jego nieprzeciętną budową. Jednakże zupełnie jasnym jest, że te wszystkie cnotliwe panie i panny nie miałyby okazji bliżej poznać jego zachowania w łóżku, gdyby jego magnetyzm seksualny nie zaprowadził ich na przekór zdrowemu rozsądkowi do tegoż łóżka.
Warto mówić o fenomenie magnetyzmu seksualnego - z całego szeregu powodów, z których najważniejszym jest fakt, że jest to pożyteczne. Nietrudno wyobrazić sobie, jak przyjemne zmiany zaszłyby w życiu każdego z nas, gdyby odkryto tajemnicę fatalnych uwodzicieli. Pozwoliłoby to nam nie tylko na korzystanie z ich metod i wyrabianie tego osławionego magnetyzmu w sobie samych, ale też pomogłoby nauczyć się obrony przed urokiem innych. Należy sądzić, że mało kto uwzględnia w swoich planach możliwość stania się ofiarą magnetyzmu perfidnego uwodziciela. W każdym razie dla Perseusza bardzo pomocne było to, że zdawał sobie sprawę z mocy Gorgony. A my jesteśmy bezbronni wobec ludzi bodaj w małym stopniu obdarzonych umiejętnością rozbudzania w innych nieodwzajemnionych uczuć.
Podobnie jak w przypadku każdego innego fenomenu, magnetyzm seksualny można rozpatrywać z różnych punktów widzenia. Magnetyzm u zwierząt, po raz pierwszy odkryty przez Messmera w połowie XVIII wieku, w sto lat później przestał być uważany za przesąd, a stał się przedmiotem uważnych badań najwybitniejszych neurologów. Dlatego można mówić o magnetyzmie seksualnym z punktu widzenia psychofizjologii. Ponieważ jest to cecha ludzkiej natury odnosząca się do sfery instynktów, biologia również może ujmować tę kwestię w określonym świetle. I wreszcie umiejscowienie tego fenomenu, tj. seksualizm człowieka, wskazuje na to, że seksuologia absolutnie nie może pomijać tego niezwykle interesującego problemu.

Psychofizjologia
Przede wszystkim należy od razu zaznaczyć, że w chwili obecnej psychofizjologia praktycznie uważa kwestię magnetyzmu u ludzi w ogóle, w tym również magnetyzmu seksualnego, za rozstrzygniętą. Odpowiedź brzmi mniej więcej tak: magnetyzm seksualny nie jest niczym innym, niż zdolnością danego osobnika do wytwarzania ogniska pobudzenia w korze mózgowej innego osobnika, gdzie wcześniej miał miejsce proces hamowania. Dzięki temu mózg tego drugiego bezdyskusyjnie przyjmuje dominację tego pierwszego, czyli w tym konkretnym przypadku podporządkowuje się poleceniu odczuwania do niego popędu seksualnego.
Ktoś może pomyśleć, że psychofizjolodzy nie wiedzą, jak można to wszystko osiągnąć w praktyce - i niepotrzebnie. Są to ludzie skrupulatni, jak wszyscy naukowcy zresztą, i nie rzucają sformułowań na wiatr.
Okazuje się, że wywołać takie samo pobudzenie uprzednio wyhamowanej kory, innymi słowy wprowadzić człowieka ze stanu czuwania w trans, wcale nie jest tak trudno, jeżeli w grę wchodzą sekundy czy ułamki sekund. Najprawdopodobniej my sami mimowolnie od czasu do czasu wpadamy na moment w taki stan, ale natychmiast o tym zapominamy. Krótkotrwały stan transu może wystąpić w dwóch przypadkach: kiedy człowiek jest nadmiernie skupiony lub wręcz przeciwnie - rozproszony. W tym stanie mózg nie jest zdolny do żadnej innej reakcji na polecenie z zewnątrz, poza jego bezdyskusyjnym wykonaniem.
Tę cechę mózgu ludzkiego starają się wykorzystać wynalazcy metod manipulacji, posługujących się modnym dziś NLP - programowaniem neurolingwistycznym. Istnieje nauka oddychania zgodnie z rytmem rozmówcy, powtarzania jego mimiki i gestów po to, by później jakaś nieoczekiwana czynność wywołała u niego wstrząs i wyprowadziła go, a co najważniejsze, jego procesy mózgowe, z równowagi. To nie są żarty. Na długo przed wynalezieniem NLP, na długo przed Hitlerem, za czasów którego istniał w Niemczech ściśle tajny instytut bioradiologii, a nawet już wtedy, kiedy jeszcze starego poczciwego Messmera w ogóle nie było na świecie, metody „skupiania” przeciwnika, „rozpraszania” go i „dostrajania się” do niego, by w efekcie wprowadzić go w krótkotrwały stan transu, stosowane były we wschodnich sztukach walki.
Co się tyczy magnetyzmu seksualnego, to podobnie jak każdy inny rodzaj wpływu hipnotycznego, może on być wrodzony albo wyuczony. Nietrudno jest snuć przypuszczenia, że np. wyżej wspomniany Casanova, który zresztą nigdy się nie krył ze swoimi okultystycznymi zainteresowaniami, mógł nabyć pewnych nawyków, uczęszczając na popularne w tamtych czasach kursy magii.
Wrodzony magnetyzm seksualny wymaga bardziej szczegółowej analizy.  Skrupulatni naukowcy doszli do interesującego wniosku, że budowa oczu danego osobnika oraz ruchy źrenic i kurczenie się mięśni oka podczas patrzenia w oczy komuś innemu mogą sprzyjać wyżej omówionemu rozpraszaniu lub nadmiernej koncentracji uwagi rozmówcy, czego efektem jest wprowadzenie go w krótkotrwały stan transu.


Biologia
Podczas gdy psychofizjologia znalazła interpretację jednej z największych tajemnic starożytności, biologia - co prawda na swój sposób - też potrafi ją wytłumaczyć.
Czym jest w ogóle z punktu widzenia biologii atrakcyjność seksualna? Jest to cecha osobnicza, występująca u organizmów rozmnażających się płciowo, która umożliwia im znalezienie partnera w okresie rui, tj. w czasie sprzyjającym poczęciu potomstwa. Nie trzeba być zoologiem, aby odpowiedzieć na pytanie, cóż to takiego wynalazła pomysłowa natura, aby para ssaków (my wszak też jesteśmy ssakami) odnalazła się w celu owocnego kontaktu płciowego. Wystarczy tylko zwrócić uwagę na sam początek romantycznej randki dwóch psów różnej płci, aby zrozumieć, że z punktu widzenia biologii magnetyzm seksualny jest to swoisty zapach, świadczący o aktywności gruczołów płciowych, co z kolei sugeruje gotowość do zbliżenia.
Jeśli chodzi o gatunek Homo sapiens, to na pierwszy rzut oka rzecz wygląda tak, że źródłem podniecenia seksualnego może dla niego być wszystko, tylko nie zapach wydzielany przez gruczoły potowe. Pierwszą rzeczą, którą czyni każdy, bez względu na płeć, przedstawiciel tego gatunku, zamierzający się sprząc - przepraszam, pokochać - z osobnikiem płci przeciwnej, jest staranne mycie się pachnącym mydłem i równie staranne skrapianie się jeszcze bardziej pachnącą wodą kolońską bądź perfumami. (W Polsce słynne słowa Sztaudyngera: „Myjcie się dziewczyny, bo nie znacie dnia ni godziny” stały się wręcz przysłowiem ludowym - przyp. tłum.).
Istnieje oczywiście legenda, jakoby Napoleon, gdy po bitwie wybierał się do swojej Józefiny, na tydzień przedtem wysyłał umyślnego, który najsurowiej zabraniał jej myć się przez kilka najbliższych dni. Ale kto by tam traktował poważnie dziwactwa geniusza, który zakończył życie w stanie ciężkiego obłędu?
A jednak biolodzy twierdzą, że substancje aromatyczne, wydzielane przez gruczoły apokrynowe, odgrywają zasadniczą rolę w atrakcyjności seksualnej człowieka.
Prawdopodobnie to, że często nie zwracamy uwagi na zapach pociągającego nas partnera, nie znaczy jeszcze, że ten zapach nie zostaje przez nas zafiksowany. Znana jest hipoteza naukowa, w myśl której aparat węchowy człowieka jest nie mniej wrażliwy, niż u zwierząt, ale w przeciwieństwie do tych ostatnich człowiek tłumi swoje reakcje na poziomie świadomości. Tak np. znany badacz, Gustavsson, przeprowadził przed dziesięciu laty następujący eksperyment. Na jednym z uniwersytetów w USA naklejono na drzwiach kilku kabin w męskiej toalecie kwadraciki z materiału nasączonego androstenolem - substancją aromatyczną, strukturalnie zbliżoną do testosteronu - hormonu odpowiadającego za aktywność seksualną u mężczyzn. Zauważono, że panowie starali się unikać tych kabin i korzystali tylko z tych, na których nie zostały naklejone kwadraciki. Dokładnie to samo mamy w przyrodzie - żaden samiec nie wejdzie na teren zaznaczony przez innego samca o wysokim poziomie hormonów płciowych, gdyż u zwierząt męska aktywność płciowa jest zawsze związana z agresywnością.
Naturalnie panowie ustawiający się w kolejkach do „niezaznaczonych” kabin nie mogli uzasadnić swojego zachowania i nie zauważali wpływu zapachu.
Tak więc biolodzy sądzą, że ponadprzeciętna atrakcyjność seksualna niektórych ludzi jest uzasadniona specyfiką funkcjonowania ich gruczołów apokrynowych, wytwarzających „wabik”. Ponieważ aktywność płciowa człowieka jest praktycznie niezależna od cyklu owulacyjnego kobiety, tj. od czasu, w którym możliwe jest poczęcie dziecka, więc również zapach, spełniający rolę magnesu seksualnego, nie musi mieć nic wspólnego z płodnością.
Wiemy, że także u zwierząt samce traktują samice wybiórczo i bywa, że wszystkie kręcą się wokół jednej, mimo iż w pobliżu znajdują się inne samice, również będące w okresie rui.
Wygląda na to, że pod tym względem nie jesteśmy ani trochę lepsi od naszych starszych braci w Darwinie. Często żaden rozsądny argument nie jest w stanie uchronić nas przed wpływem uroku seksualnego osoby, która niekoniecznie musi być tego warta.

Seksuologia
Seksuolodzy twierdzą, w przeciwieństwie do biologów, że najważniejsze znaczenie w seksualizmie ludzkim ma nie chemia organizmu, lecz emocjonalna sfera człowieka.
Jeśli biolodzy argumentują, że powodem różnic w intensywności ludzkich zachowań seksualnych są różnice w ilości hormonów, przedostających się do krwi, seksuolodzy mają na to kontrargument, że z kolei ilość hormonów zależy od intensywności życia płciowego.
Najważniejszą zaś ich zdaniem rzeczą, od której zależy popęd płciowy, jest stymulacja seksualna. Jeśli człowiek w ciągu dnia zetknie się z silnym bodźcem seksualnym, np. obejrzy film o charakterze wyraźnie erotycznym, poziom hormonów i zdolność do zbliżenia będą u niego wyższe, niż gdyby takich bodźców nie było.


Atrakcyjność seksualna jest zatem zbiorem specyficznych mechanizmów, służących stymulacji seksualnej osób płci przeciwnej. Tajemnica fenomenu magnetyzmu seksualnego polega na tym, że najsilniejszym bodźcem seksualnym jest dla każdego coś innego: jednego podniecają melancholijne blondynki, innego impulsywne brunetki - a pojęcie magnetyzmu seksualnego zakłada uniwersalność oddziaływania na wszystkich ludzi płci odmiennej. Czyli ktokolwiek spojrzy na taką osobę, poczuje do niej pociąg niezależnie od własnych gustów. Czy coś takiego jest możliwe?
Seksuolodzy uważają, że tak. Chodzi o to, że najsilniejszy ze wszystkich bodźców seksualnych jest jednak taki sam dla wszystkich: jest nim wspomnienie własnego orgazmu. Zapachy, odgłosy i wrażenia wzrokowe, towarzyszące gwałtownemu przeżyciu orgazmu, w konsekwencji działają na człowieka podniecająco. Silnym bodźcem seksualnym staje się wygląd zewnętrzny i głos partnera, z którym obcowanie dostarczyło nam niezwykłych wrażeń.
Z punktu widzenia tej teorii magnetyzm seksualny jest istniejącą w rzeczywistości zdolnością niektórych ludzi do wywoływania u innych krótkotrwałego wyobrażenia intensywnego przeżycia seksualnego.
W opisach tzw. „miłości od pierwszego wejrzenia” często używa się takich określeń, jak „prąd przebiegający przez ciało” czy „iskry w oczach”. Zwróćmy uwagę, jak bardzo te obrazy przypominają charakterystykę orgazmu.
Ale najciekawszą rzeczą jest jeszcze coś innego. Okazuje się, że aby powstały w nas emocje właściwe dla silnego przeżycia seksualnego, wystarczy tylko nieoczekiwanie zobaczyć takie przeżycie w oczach innej osoby.
Naukowcom dawno wiadome jest, że efektywnym sposobem przezwyciężenia nawet całkowitej niemocy męskiej jest słuchanie nagranych odgłosów, wydawanych przez kobietę bliską orgazmu.
Jeśli bodaj przez sekundę zobaczymy obraz cudzej rozkoszy, możemy synchronicznie doświadczyć tego samego. Dlaczego zatem równoczesny orgazm u kochanków jest taką rzadkością, nawet wtedy, gdy przy tym patrzą oni sobie w oczy? - spyta ktoś. Chodzi o to, że dążąc do orgazmu tak naprawdę hamujemy procesy swojego układu nerwowego, niepotrzebnie koncentrując uwagę na odczuciach. W tym przypadku wizualizacja cudzego orgazmu powinna być dla nas zupełnie nieoczekiwana - tylko wtedy osiągnie ona swój cel.
Człowiek, któremu zawdzięczamy takie przeżycie, staje się dla nas magnesem seksualnym. On sam zaś, nie podejrzewając niczego, ponieważ może sobie nawet nie uświadamiać specyfiki swojego spojrzenia (sic!), zajmuje się własnymi sprawami jakby nigdy nic i nadal nie ma pojęcia, jakim cudem ni stąd, ni zowąd doszliśmy do przekonania, że właśnie z nim jesteśmy nawzajem dla siebie stworzeni.

Lekarstwo na nieszczęśliwą miłość
Jeśli chodzi o naukowców - biologów, psychofizjologów, seksuologów, zasadnicze znaczenie dla nich ma doktryna naukowa jako taka. Jeśli jest ona spójna i przekonująca, naukowiec przeżywa uniesienie. My, ludzie dalecy od nauki, jesteśmy stworzeniami bardziej przyziemnymi. Teoria jest dla nas prawie tym samym, co papierek od cukierka. Jeśli jest ładny, to w porządku, ale najważniejsze, żeby cukierek dał się zjeść. Jeżeli istnieją tak sympatyczne teorie magnetyzmu seksualnego, to chcielibyśmy otrzymać instrukcję ich praktycznego zastosowania.
Ktoś krótkowzroczny może sobie pomyśleć, że nie można stosować w praktyce teorii magnetyzmu seksualnego. Jak przerobić własne oczy, zmienić wydzielinę gruczołów apokrynowych albo nauczyć się wzbudzać w sobie krótkotrwałe przeżycie orgazmu za każdym razem, kiedy trzeba obdarzyć kogoś magnetycznym spojrzeniem?
Jednakże sama znajomość mechanizmów atrakcyjności seksualnej może posłużyć jako obrona przed tzw. atakiem magnetycznym. Cierpienia czy nawet samobójstwa z powodu nieodwzajemnionej miłości prawie zawsze są konsekwencją magnetycznego przywiązania. Prawdziwa miłość oparta jest na harmonii odczuwanej przez oboje partnerów. Jeśli ktoś nie pragnie nas równie mocno, jak my jego, jest mocno prawdopodobne, że po prostu jesteśmy owładnięci jego magnetyzmem. W takim przypadku, jeśli ukochanego czy ukochaną otacza cały rój złamanych serc, możliwe, że mieliśmy szczęście spotkać autentycznego magnetyzera, obdarzonego przez naturę szczególnym zapachem czy budową oka. Jeśli zaś nikt z wspólnych znajomych nie ma pojęcia, „co on(ona) w niej (w nim) widzi”, to prawdopodobnie jesteśmy ofiarą przypadku. Znajdując się w pobliżu tego człowieka, mogliśmy przeżyć krótkotrwały stan transu, z którym ta osoba mogła nawet nie mieć nic wspólnego, i znaleźć się pod wpływem jej chęci podobania się.
Dla uwolnienia się od magnetycznego przywiązania zwykle wystarczy zrozumieć, że to nie jest miłość. W tym wypadku obiekt uczuć traci dla nas romantyczną aureolę, wręcz przeciwnie, nabiera wrogich rysów. Ważną rzeczą jest, żeby nie pozwalać sobie na fantazje pod tytułem: „Jak by nam było razem dobrze”. Musimy czuć, że jesteśmy zwyczajną ofiarą, może nawet jedną z całego szeregu jego ofiar. Jeśli wystarczająco poważnie przejmiemy się taką wizją, magnetyczne przywiązanie natychmiast słabnie i stopniowo przemija.
Pozostaje natomiast otwarta kwestia sposobu, w jaki sami możemy wyrobić w sobie cechy magnetyczne. Zrozumiałe jest, że kurs hipnozy, odbyty pod przewodnictwem doświadczonego mistrza, wzmocni nasze zdolności do narzucania innym swojej woli, jednakże aby osiągnąć sukces w uczeniu się hipnozy, niezbędne są jednak wyżej wspomniane wrodzone cechy charakteru, a może nawet skłonności magnetyczne.
Jedyną prostą i efektywną metodą, którą można doradzić ludziom, pragnącym wzmocnienia swojego magnetyzmu seksualnego, jest nauczenie się erotycznego spojrzenia. Spróbujmy spojrzeć w oczy przedmiotowi naszego pożądania i przez półtorej sekundy patrzeć na niego tak, jak patrzylibyśmy na partnera w chwili orgazmu. Zdajmy sobie sprawę, że to nie może być ani wzrok rozmarzony, ani ognisty, chociaż każde spojrzenie, które daje się zinterpretować erotycznie, czasem przynosi pożądany efekt. Autentyczne spojrzenie seksualno-magnetyczne ma to do siebie, że zawsze działa. Spróbujmy zwrócić uwagę na to, jak wyglądają oczy naszego partnera podczas orgazmu, o ile on ich przy tym nie zamyka ani nie wywraca nimi. To samo mniej więcej mają wyrażać nasze oczy. Czasem mówi się, że w takiej chwili w oczach widać Wieczność. Tylko nie wytrzeszczajmy ich za długo na swoją ofiarę. Po pierwsze dlatego, że nie wiemy, czy to spojrzenie wyszło nam tak jak trzeba, a po drugie - obiekt w żadnym razie nie może odczuć, że jest obiektem.
Marina Komissarowa
Fragment artykułu, który ukazał się numerze miesięcznika
„Generation Egoist”