|
Jeśli równowaga duchowa jest zachwiana, zaczyna cierpieć na tym nasze ciało.
Na długo przed uznaniem bioenergetyki za naukę Back uważał, że choroba rodzi się na poziomie mentalnym i na pierwszym miejscu stawiał energię myśli. Opisał nawet relacje między stanami psychoemocjonalnymi a określonymi chorobami, uogólniając rzeczy dzisiaj dość powszechnie znane.
Na przykład stwierdzamy u siebie stan przygnębienia i depresji. Leczymy się wyciągiem z dzikiej gorczycy, a potem szukamy przyczyny tego stanu i dodajemy uzupełniające preparaty lecznicze. Depresja może wynikać z braku sukcesów - w takim przypadku pomoże gencjana, z poczucia winy - dodajemy sosnę, ze słabości - dołączamy oliwkę.
Trudno znaleźć człowieka, któremu kwiaty byłyby obojętne. Te kruche twory są samą doskonałością. Zachwycają nas one wykwintem kształtów i bogactwem kolorów. Ich niepowtarzalny aromat poprawia nastrój i rozbudza pragnienia. Zapach, kształt i kolor to trzy znane komponenty zachwycającej symfonii kwiatów. Istnieje jednakże jeszcze czwarty - energia o cudotwórczych zdolnościach. To odkrycie należy do znanego uczonego angielskiego, doktora Backa. Jego wyciągi kwiatowe już od blisko siedemdziesięciu lat pomagają ludziom w powrocie do zdrowia. Doktor Back i jego kwiaty Edward Back urodził się w roku 1886 niedaleko angielskiego miasteczka Birmingham w rodzinie zwykłego odlewnika. Ojciec od dzieciństwa przygotowywał go do pracy w kuźni. Przeszkodą w planach rodzinnych było wątłe zdrowie chłopca i jakaś niemęska wrażliwość: Edward ubóstwiał przyrodę, mógł godzinami spacerować po ogrodzie i zachwycać się roślinami. Sam Back-junior widział swoje przeznaczenie w pomocy ludziom. 17-letni młodzieniec wyruszył po naukę na akademię medyczną w Birmingham. Czasem wydawało się, że Edward chciałby ogarnąć nieogarnione. W czasie, w którym koledzy z roku zdobywali jeden zawód, udało mu się otrzymać aż cztery dyplomy: internisty, chirurga, bakteriologa i immunologa. Sam Back uważał dodatkową edukację za szczeble na drodze do zrozumienia przyczyn chorób. Pocieszał się nadzieją wynalezienia panaceum. Wydawałoby się, że fortuna sprzyjała uporowi młodego lekarza. Udało mu się osiągnąć wybitne efekty w medycynie. Zajmując się immunologią, wykrył on wzajemne powiązanie między pewnymi schorzeniami a stanem mikroflory jelitowej i stworzył siedem szczepionek w celu ich leczenia. Wtedy właśnie zapoznał się z teorią naukową doktora Samuela Hanemana, ojca homeopatii. Natchnieniem dla Backa było jego hasło:
„leczymy chorego, a nie chorobę”
W efekcie Edward opracował siedem szczepionek homeopatycznych, których nie trzeba było wstrzykiwać - wystarczyło je zwyczajnie wypić. Jednakże wszystkie te osiągnięcia i rosnąca popularność u pacjentów nie mogły zadowolić go do końca. Back coraz bardziej przychylał się do założenia, paradoksalnego dla lekarza-praktyka:
prawdziwą przyczyną wszystkich chorób jest stan ducha pacjenta i tylko natura
może pomóc człowiekowi w wyzdrowieniu.
 Co za tym idzie, powinny istnieć zupełnie nowe metody leczenia chorych. Ciężka choroba dała początek nowemu okresowi w życiu uczonego. U Backa wykryto raka żołądka. Lekarze dawali mu co najwyżej dwa miesiące życia. Wszystko wyszło prawie tak, jak w przyszłej filozofii Backa - zgodnie z nią nasze dolegliwości duchowe i fizyczne dane są nam po to, abyśmy lepiej rozumieli samych siebie i nasze cele w życiu. Choroba wyrwała Backa z gwarnego miasta i znowu znalazł się sam na sam z ukochaną naturą. Na słonecznej, nieśpiesznej i patriarchalnej prowincji w pobliżu Wells zaczęła się jego własna droga do wyzdrowienia. Edward Back zwrócił się w stronę kwiatów. Ale jego stosunek do tego cudu przyrody był jednocześnie naukowy i pogański. Back odbierał krótką chwilę kwitnienia jako apogeum życia rośliny, kumulację jej siły życiowej i poszukiwał sposobu na przekazanie ludziom tej energii. Uczony rwał kwiaty i kładł sobie na języku. Od urodzenia obdarzony niezwykłą wrażliwością, odnotowywał zmiany w swoim samopoczuciu. W ten osobliwy sposób przetestował mnóstwo roślin i stworzył pierwsze trzy wyciągi. Były one odbiciem jego własnych problemów i lęków. Wyciąg z kwiatów rzepika pomagał przy skłonnościach do nadmiernego poczucia obowiązku, wyciąg z kwiatów niecierpka pomagał unikać chaosu i pośpiechu, jeszcze inny ekstrakt leczył lęk przed biedą i samotnością. Gdy Back otrzymał te wyciągi, poczuł się uzdrowiony. Mijał czas i na niewielkiej farmie powstało prawdziwe laboratorium. Lista roślin ciągle się poszerzała. Z czasem doszła do 38 pozycji i każda z nich uwalniała od określonej dolegliwości duchowej. Najtrudniejsze okazało się zachowanie w roślinach energii słonecznej. Back wynalazł dwa sposoby. Pierwszy tak właśnie się nazywał - słoneczny. Trzeba było zbierać kwiaty w pogodny, słoneczny dzień, w miarę możliwości w pobliżu wody. Potem wsypywał płatki do przezroczystej, źródlanej wody w taki sposób, aby tylko pokrywały jej powierzchnię, przypominając latające motyle, a nie sklejały się w zbitą masę. Cocktail kwiatowy trzeba było na kilka godzin pozostawić w słońcu, potem wyjąć z wody i dodać do niej koniaku jako środka konserwującego. Drugi sposób to zagotowanie. Kwiaty i pączki, zebrane wczesnym rankiem, trzeba było zagotować w wodzie źródlanej, otrzymany wywar przecedzić i wymieszać z alkoholem. Gotowe preparaty otrzymuje się metodami zbliżonymi do homeopatii - rozcieńczane są w wodzie aż do uzyskania takiego stężenia, przy którym roztwór prawie już nie zawiera substancji wyjściowej, ale przechowuje informacje o niej i jej energię. Zalecano przechowywanie wyciągów w specjalnych ciemnych butelkach. Wyciągi doktora Backa szybko zdobyły w Anglii popularność. Wkrótce na małą farmę zaczęli zjeżdżać się pacjenci z całego kraju. Stopniowo udało mu się zorganizować niewielki zakład produkcyjny, dzięki któremu maleńkie flakoniki z leczniczym płynem pojawiły się w wielu aptekach. Idealista z Wells
„Za wszystkimi chorobami kryją się nasze lęki, niepokoje, nasze urazy i nasze antypatie. Uwolnijcie się od nich, wyleczcie się z nich, a razem z nimi odejdą choroby, na które cierpimy”
- pisał w swojej książce Edward Back. Te słowa są najpełniejszym odzwierciedleniem jego filozofii życiowej. Wierzył w to, że człowiek tylko wtedy jest zdrowy, gdy żyje w harmonii ze swoim wewnętrznym „ja”. Jeśli równowaga duchowa jest zachwiana, zaczyna cierpieć na tym nasze ciało. Poglądy Backa na zdrowie przez to były wyjątkowe, że całkowicie i bezwzględnie skoncentrowane były na stanie duchowym pacjenta. Zakładał, że w ogóle nie należy zwracać uwagi na naturę choroby. Gdy tylko zostanie przywrócony spokój w duszy człowieka, schorzenie samo zniknie. Na długo przed uznaniem bioenergetyki za naukę Back uważał, że choroba rodzi się na poziomie mentalnym i na pierwszym miejscu stawiał energię myśli. Opisał nawet relacje między stanami psychoemocjonalnymi a określonymi chorobami, uogólniając rzeczy dzisiaj dość powszechnie znane. Dziś mówi się, że wszystkie choroby biorą się z nerwów. Ludzie zapadają na zdrowiu z powodu ciągłych sytuacji stresu. Z reguły długotrwałe rozdrażnienie powoduje schorzenia wątroby i woreczka żółciowego; nieprzypadkowo od niepamiętnych czasów słowo „wątrobiarz” jest synonimem malkontenta. Brak satysfakcji w życiu intymnym prowadzi do schorzeń macicy lub prostaty. A permanentne stany lękowe mają wpływ na trawienie. Edward Back wyróżnił bardziej nieuchwytne stany psychiczne człowieka, często niedostrzegalne dla oka, i opowiedział o ich związku z konkretnymi chorobami.
Historia choroby „Jeśli cierpisz na ograniczenie ruchomości stawu czy kończyny, możesz być pewien, że masz skostniałe poglądy, twój mózg jest zablokowany. Trzymasz się wciąż tej samej koncepcji, zasady. Może nie warto tak czynić. Jeśli cierpisz na astmę, to znaczy, że w taki czy inny sposób przytłaczasz innego człowieka, nie pozwalając mu na samodzielne działanie. Nawet jeśli masz sparaliżowaną jakąkolwiek część ciała, wskazuje to na pochodzenie winy. Jeśli np. masz bezwładną rękę, to znaczy, że zrobiłeś coś złego, nogę - nie pomogłeś innym. Gdy masz chory mózg - nie kontrolujesz innych, serce - jesteś zbyt gorliwy lub w miłości zachowałeś się niegodnie, oczy - nie przyjmujesz prawdy życia, w obliczu której stajesz”. Back, będąc idealistą, wierzył w wyższe „ja”, czyli pierwotną harmonię, negował grzech pierworodny i sądził, że każdy człowiek z natury jest cnotliwy.
Człowiek zmienia się na gorsze pod naciskiem okoliczności życiowych i często nie ma władzy nad samym sobą.
Wszystkie nasze wady są odwrotną stroną cnót. Tyle, że w trakcie życia odwaga i wiara zamienia się w lęk, pewność siebie - w kompleks niższości, radość życia w melancholię, nadzieja w rozpacz itd. Wyciągi z kwiatów miały dać ludziom powrót do ich poprzedniego stanu bezgrzeszności, stać się katalizatorem dodatnich emocji i pomóc człowiekowi zmienić się od wewnątrz. Uczony podzielił negatywne stany swoich pacjentów na 7 podstawowych grup: lęk, poczucie bezbronności, brak zainteresowania życiem, samotność, podatność na urazę, rozpacz, zazdrość o powodzenie innych. Wewnątrz grup istniała bardziej precyzyjna gradacja emocji i każdej z nich odpowiadała inna roślina. Tak np. preparat z kwiatów osiki ma usuwać bezpodstawny niepokój i lęk, uwalniać od złych przeczuć. Kwiaty buka - pomagać na brak tolerancji i pobłażliwości w stosunku do ludzi. Kwiatostany wierzby - leczyć urazę i litość nad samym sobą. A preparat z kasztanowca - pomóc poradzić sobie ze stanami przygnębienia i natręctwami myślowymi. Doktor Back nie uważał charakteru za coś danego z góry, choć nie roił sobie cudownych metamorfoz. Człowiekowi melancholijnemu z natury nie jest dane zmienić się w optymistę, kipiącego energią, a sekutnica nie będzie łagodną owieczką. Niemniej jednak ostre kanty mogą być oszlifowane, a cechy negatywne mogą przejść pewną transformację. Np. stan smutku może być zastąpiony przez współczucie, a agresja przez aktywność życiową. Człowiek nie stanie się kimś zupełnie innym, ale będzie mógł rozwinąć najlepsze strony swojej natury. Najbardziej wartościowe jest takie wyzdrowienie, które pomaga nam rozwinąć w dobrym kierunku nasze skłonności i możliwości, wzrastać w naszym życiu, zdobywać dojrzałość i wypełniać swoje przeznaczenie - twierdził Edward Back.

Jak działają wyciągi Nierzadkie są w historii przypadki, kiedy to zrozumienie odkrycia przychodziło z czasem. Tak właśnie stało się z wyciągami kwiatowymi doktora Backa. Ich oddziaływanie na nasze samopoczucie jest dzisiaj wyjaśnione przez medycynę wibracyjną, która twierdzi, że człowiek nie jest tylko ciałem i krwią, ale jest też połączeniem wielowymiarowych systemów energii eterycznej lub ciał energetycznych, z których każde posiada inną częstotliwość drgań. Sama nasza świadomość jest też rodzajem energii, wpływającej na pracę każdej komórki naszego ciała i zdolnej do przynoszenia organizmowi czy to zdrowia, czy chorób. Częstotliwość wibracji energetycznych organizmu osłabionego bądź chorego różni się od tej, która jest właściwa dla niego w stanie harmonii. Jeśli człowiek nie może samodzielnie przywrócić równowagi, potrzebne mu jest dodatkowe, zewnętrzne zasilanie energią. Takim właśnie dodatkowym zasilaniem są wyciągi kwiatowe doktora Backa. Mechanizm ich działania przypomina wpływ preparatów homeopatycznych, ponieważ zawierają one pewną substancję siły życiowej, a nie fizyczną materię kwiatu. Ta właśnie substancja oddziałuje na nasz organizm na poziomie fal. Energia, czyli wibracja wzięta z kwiatów pomaga człowiekowi na poziomie ciał eterycznych, działając prawie jak antidotum. Wyciągi łagodnie i bezpiecznie usuwają energię emocji i myśli negatywnych, wypełniając organizm swoimi dodatnimi wibracjami. Przy tym nie tłumią emocji negatywnych, lecz pomagają im zaniknąć. Dzięki wyciągom z kwiatów kruszą się blokady energetyczne i uwalnia się energia życiowa, niezbędna do normalnej pracy całego organizmu. Lecz, w przeciwieństwie do homeopatii, przechodzi do płynu nie „odcisk energetyczny” substancji chemicznej, lecz struktura bioenergoinformacyjna kwiatów i roślin. Rośliny zaś zajmują szczególne stanowisko w świecie natury. Z jednej strony są nośnikami życia organicznego, z drugiej zaś, w odróżnieniu od zwierząt, nie przeżywają zaburzeń nerwicowych. Do tego posiadają największą siłę wzrostu i regeneracji spośród wszystkich istot żywych. Energia kwiatów jest życiodajna i natychmiast sprzyja wzrostowi duchowemu.
Środki homeopatyczne działają w inny sposób: przejściowo nasilają chorobę, zmuszając szczególne siły organizmu do odbudowy zakłóconej równowagi. Poza tym klasyczna homeopatia jest bardzo skomplikowanym systemem leczenia, wymagającym wielu lat studiów i wysokich kwalifikacji. System doktora Backa zaś jest prosty i przystępny dla każdego. Dziś homeopatia i wyciągi świetnie się nawzajem uzupełniają, jako dwa rodzaje medycyny rezonansowej. Np. preparaty kwiatowe stosuje się wtedy, gdy pacjent jest osłabiony i niewskazane jest dla niego gwałtowne zaostrzenie choroby. Albo wtedy, gdy używanie zwykłych leków może kolidować z preparatami homeopatycznymi. Co więcej, wyciągi z kwiatów mogą pomóc w „odkryciu” choroby, w uwydatnieniu objawów. W takim przypadku homeopacie łatwiej jest dobrać potrzebne flakoniki. Preparaty doktora Backa nie odznaczają się efektami trankwilizatorów czy środków antydepresyjnych, nie należy patrzeć na nie jako na zioła czy witaminy, absolutnie nie ingerują w działanie innych stosowanych przez nas leków. Ponieważ są całkowicie bezpieczne, niemożliwe jest także przedawkowanie ich.
Zajrzyj w swoje wnętrze Na co trzeba być przygotowanym, jeśli zdecydujemy się wypróbować na sobie system doktora Backa? Będziemy musieli stać się odważni, szczerzy i umieć zajrzeć do własnego wnętrza. Najważniejsze, by nie chować głowy w piasek i nie bać się spojrzeć problemowi w twarz. Jeśli zaś nadal będziemy idealizować samych siebie, to nigdy nie będziemy mogli osiągnąć pełnego zdrowia. Nie ukrywajmy przed sobą prawdy. Może jesteśmy despotyczni, zazdrośni lub roztargnieni. Może cierpimy z powodu niepowetowanej straty lub chowamy w sobie dawne urazy. Może prześladuje nas uświadomiony lub nieuświadomiony lęk. Może jesteśmy chorobliwie ambitni, chciwi i fałszywi. Może straciliśmy zainteresowanie życiem lub czujemy, jak po kropelce wycieka z nas energia. Wszystko to znaczy, że mamy zakłóconą harmonię wewnętrzną. Jeśli szczerze przyznaliśmy się do swojego stanu wewnętrznego, musimy teraz znaleźć dominantę. Przede wszystkim są to cechy typowe dla nas w zwykłych okresach życia, np. duma, uległość, surowość, zarozumiałość, siła woli. Wybierzmy najważniejsze z nich i zatrzymajmy się na dwóch lub trzech zasadniczych lekarstwach. Można do nich dołączyć wyciągi odpowiadające naszemu aktualnemu stanowi: lękowi przed gderliwym szefem lub bólowi po niedawnej stracie. Te środki bierze się w zaostrzeniu choroby. Kiedy zmieni się stan, środki też się zmieniają. I naturalnie ważne jest zawsze pytanie samego siebie, dlaczego tak się dzieje. Na przykład stwierdzamy u siebie stan przygnębienia i depresji. Leczymy się wyciągiem z dzikiej gorczycy, a potem szukamy przyczyny tego stanu i dodajemy uzupełniające preparaty lecznicze. Depresja może wynikać z braku sukcesów - w takim przypadku pomoże gencjana, z poczucia winy - dodajemy sosnę, ze słabości - dołączamy oliwkę. Zwracajmy szczególną uwagę na te preparaty lecznicze, które w pierwszym odruchu odrzucamy. Z reguły to właśnie one są najważniejsze, ponieważ istnieje niewidzialny związek ze wszystkim, co nam niemiłe, najczęściej nieuświadomiony albo wyparty do podświadomości. Poza tym doświadczenie uczy, że najczęściej gnębią nas te cechy innych ludzi, których sami nie posiadamy i które pragniemy osiągnąć. Zwykle dwie - trzy krople otrzymanej mieszanki rozpuszczamy w szklance wody i wypijamy w ciągu dnia. Ten sposób uważany jest za najlepiej działający. Przy leczeniu ostrych dolegliwości pije się uzyskany roztwór - co godzinę jeden łyk - lub skrapia się język jedną kroplą czystej esencji. Niektórzy pacjenci, gdy zaczną zażywać wyciągi, bardzo szybko doświadczają uczucia satysfakcji i uspokojenia. Taka reakcja jest charakterystyczna dla osób najwrażliwszych, niestety wśród nas jest ich niewiele. U znakomitej większości widać reakcję po dwóch lub trzech tygodniach i wtedy występują wyraźniejsze symptomy poprawy. Maksymalny zaś efekt dodatni osiągany jest po dwóch miesiącach. Znaczenie ma czas, od jakiego znajdujemy się w konkretnym stanie emocjonalnym, na ile głęboko ten problem zapuścił w nas korzenie.
Sukces bądź porażka w naszej terapii zależy od tego, na ile będziemy uparci i konsekwentni. Efekty można dostrzec tylko przy regularnym leczeniu.
Wykorzystano artykuł Swietłany Troickiej, który ukazał się w miesięczniku „Generation Egoist”
|