w janczykzawadzkidlpiotr gpiaseckiniezgodaniezgodaniezgodaniezgodaniezgoda

Nowy dział

straz-miejska

Praktyki dziennikarskie w Kurierze

praca-do-kuriera

 

 

 

 

 

Informacje z urzędów

instytucje urzedy

Osoby na stronie

Naszą witrynę przegląda teraz 22 gości 

Start Aktualności Aktualności Tao przywództwa - zadaniem lidera jest tworzenie liderów wokół siebie
Tao przywództwa - zadaniem lidera jest tworzenie liderów wokół siebie Drukuj Email

Tao przywództwa - zadaniem lidera jest tworzenie liderów wokół siebie

Zarządzanie to słuszne prowadzenie spraw.
Przywództwo to prowadzenie słusznych spraw.


Kim jesteś, liderze współczesnej epoki? Jaka jest Twoja droga?
Czasy się zmieniają. Jeszcze wczoraj mogliśmy sobie pozwolić na luksus niemyślenia o jutrze - wszystko było albo zaprogramowane przez warstwę społeczną, do której należeliśmy, albo było rozwiązywane poza nami.
Ale jednak gwoli sprawiedliwości należy zauważyć, że każdy w tym przedstawieniu miał swoje korzyści z takiego stanu rzeczy: z tej pozycji, z pozycji niewinnego i nieodpowiedzialnego dziecka. A komu się takie korzyści nie podobały, musiał wyjechać: jak nie na Zachód, to na białe niedźwiedzie.
Zaszły kardynalne, jak się sądzi, zmiany i wybraliśmy nowe Tao, nową drogę. Rola jednostki w historii uległa przekształceniu. To już nie te czasy - westchnie smutno niejeden świadek. Nawet nie to, że usunięto wszystkie cokoły - zabrakło pietyzmu.


Dowiedzieliśmy się, jak to się odbywa na górze... Tam też korzysta się z WC. Z tamtych wysokości spada się na naszą grzeszną ziemię szybciej, niż się przyzwyczaimy do wszechobecnych portretów wodzów. Boże jedyny - oni są śmiertelni, co więcej, często umierają śmiercią gwałtowną...
Ledwo to odchorowaliśmy (trzeba oddać sprawiedliwość - wróżono socjalizmowi długie i bolesne umieranie, a przeszliśmy ten program metodą ekspresową), a zaczęliśmy się uczyć nowych relacji, nowych ról, nowych strategii życiowych... Okazuje się, że lider to niekoniecznie ktoś, kto jest ponad resztą!
Role odgrywane przez ludzi
Cechą państwa demokratycznego, w które teraz gramy i pasjonujemy się tą grą, są relacje „rodzica” i „dorosłego”. Stosuje się tu terminologię, wprowadzoną jeszcze przez niejakiego Erica Berne’a, znanego szerokim masom z książki „Gry, w które grają ludzie”. Jeśli pamiętamy, w swojej „analizie transakcyjnej” zaproponował on wyodrębnienie w każdym człowieku trzech zasadniczych stanów: „rodzica”, „dorosłego” i „dziecka”. Stan pierwszy to ocena tego, co się dzieje, i wpajanie norm. Dla stanu „dorosłego” właściwa jest analiza i operacje z informacjami. Nasze „wewnętrzne dziecko” jest określane przez pragnienia i uczucia. Ale najciekawsze jest nie to, że każdy z nas może z sytuacji na sytuację zmieniać te wszystkie trzy stany, tylko to, że wybór jednego z nich pod wieloma względami zależy od wzajemnego stosunku komunikacyjnego ról dwóch osób. Tę właśnie komunikację określonej roli jednej osoby z jakąś rolą innej osoby Berne nazwał transakcją.
Zatem co do państwa... W jego demokratycznej postaci, jak już powiedziałem, dominuje relacja rodzic-dorosły. Ta postać przypomina wzajemne relacje autorytarnego, moralizującego szefa z jego podwładnym o otwartym myśleniu i pozytywnym nastawieniu. O ile pierwszy jest niezadowolony, daje wskazówki i rozczula się, o tyle drugi myśli, sądzi, wyraża opinie. Państwo zsyła nam prawo, a my, porządni obywatele, „wychodzimy z cienia”. O ile nie wychodzimy, to już jest infantylizm. Dlatego, że mówi się do nas jak do dorosłych, a my jesteśmy jak marudne dzieci, które nie chcą być „grzeczne” w oczach rodzica. A to są, zgodnie z teorią E. Berne’a, transakcje krzyżujące się - jeden z rodzajów konfliktu. No dobrze. Przecież w końcu z tego cienia wychodzimy, nieprawdaż?
Wróćmy do przywództwa. Dziś samodzielnie decydujemy, dokąd jechać: na białe niedźwiedzie - kandydować tam do władz municypalnych albo na Zachód - po kredyty...Niezupełnie jeszcze wolna, ale wyzwolona gospodarka każe spojrzeć po nowemu na czynnik ludzki i na relacje w miejscu pracy. Biznes potrzebuje liderów nowej formacji. I choć nie jest tak prosto uwolnić się od socjalistycznej mentalności, ludzie zaczynają inaczej rozważać swoje miejsce na rynku.
Każdy lider ma swoje Tao
Wiara w jednego człowieka wyschła. Wodzowie już niemodni. Po pierwsze dlatego, że teraz trzeba myśleć dużo i dobrze.

Jedna osoba nie może zagwarantować wciąż tej samej jakości podejmowanych przez siebie decyzji

Dotyczy to i polityki, i biznesu. Każdy kierownik, zainteresowany dynamicznym wzrostem i rozkwitem swojego biznesu, rozumie, że nie da się zmusić ludzi do myślenia, a tym bardziej do myślenia skutecznego. Nawet pieniądze już nie są wystarczającą motywacją i jak się okazało, na pewnym etapie mogą destymulować pracę myśli.
Tj. trzeba brać pod uwagę, że te „jednostki etatowe”, jak się okazuje, nie są bezosobowymi wykonawcami, posiadającymi określone umiejętności i wiedzę, lecz ludźmi z ich przekonaniami, poglądami i postawą życiową. Od ich inicjatywy, nastawienia na cel i odpowiedzialności zależy wprost wysokość celów, które stawiamy, i realność ich osiągnięcia, a co za tym idzie, sukces całego przedsięwzięcia.
Wszystkie wyżej wymienione cechy kształtują portret współczesnego lidera. Teraz lider nie jest statusem w hierarchii organizacyjnej, nie jest autorytetem formalnym, wzmocnionym przez władzę, lecz pewną postawą życiową. Mimo to, że o wielu elementach przywództwa już rozmawialiśmy, przyjrzyjmy się jeszcze raz najważniejszym spośród nich.


Tao, które rządzi liderem
Podejście lidera to przede wszystkim pozytywny stosunek do tego, co się dzieje. Dla jednych szklanka jest do połowy pusta, dla innych w połowie pełna... Widzieć w tym, co się dzieje, nową możliwość, kolejną szansę, przekształcić energię niepowodzenia w energię wzrostu to jedna z najważniejszych cech nowego lidera. Na pewno wyrażenie

„nie ma problemów - są możliwości”


może stać się swoistą dewizą, ilustracją pozytywnego stosunku do życia.

Teraz proponuję małe ćwiczenie. Narysujmy prosty poziomy odcinek, który będzie symbolizował „termometr” odpowiedzialności. Na jednym jego końcu napiszmy zaimek „ja”, a na drugim „oni”. Tam, gdzie „ja”, znajduje się punkt naszej stuprocentowej odpowiedzialności za wszystko, co się dzieje dookoła. Tj. uważamy, że od nas zależy zarówno to, na ile bezpiecznie ta oto staruszka przejdzie przez ulicę, jak to, o ile spadnie cena ropy w następnym tygodniu. „Oni” oznacza nasz stuprocentowy brak odpowiedzialności, ponieważ - według nas - wszystko w tym życiu zależy od okoliczności zewnętrznych: pogody, czasów, rządu, ludzi. Nadszedł zatem czas na dokonanie własnego wyboru. Przeprowadźmy pionową przerywaną kreskę, odpowiadając na pytanie, gdzie leży granica naszej odpowiedzialności, innymi słowy, na ile procent odczuwamy swój wpływ na każdą konkretną sytuację, jaką rolę przypisujemy sobie w wydarzeniach. Nie opowiadajmy, że w różnych przypadkach możemy w różny sposób oceniać swoją osobistą odpowiedzialność - znajdźmy wartość uśrednioną.
Ile procent wyszło? Który zaimek jest bliżej kreski? Jeśli ta przerywana granica nie przeszła wprost przez słowo „ja”, to odpowiedzmy na pytanie: na czyje konto spisujemy niepowodzenia i pomyłki?

Dziś w cenie są ludzie gotowi do brania na siebie odpowiedzialności.


Za punkt wyjścia biorą fakt, że wszystko, co się dzieje - i firmowy plan zbytu, i brak konsensusu w negocjacjach - to efekt ich osobistej działalności. I trzeba przy tym rozumieć, że odpowiedzialność nie ma nic wspólnego z ofiarnością, samobiczowaniem i patologicznym wiązaniem wszystkich niepowodzeń np. z własnym brakiem szczęścia. To jest już mania wielkości i jej odwrotna strona - pragnienie kontrolowania wszystkiego...

„Kto chce pracować - szuka sposobów, kto nie chce - szuka powodów”. Lider uświadamia sobie własną odpowiedzialność za to, co się dzieje. Pseudolider szuka usprawiedliwienia.
„Tak czy owak nic się nie da zmienić”, „to nie zależy ode mnie”, „tu nie pozwalają wykazać się inicjatywą”, „to już nie moja działka”, „zmieniłbym się, gdyby najpierw oni się zmienili” - to są wszystko często spotykane skostniałe szablony słowne, właściwe dla negatywnego spojrzenia na to, co się dzieje. Czy nie przypomina się nam ktoś ze znajomych, kto na wszelkie sposoby szuka powodu do wymigania się od pracy, do usprawiedliwiania swoich własnych błędów i niepowodzeń okolicznościami?

Przywództwo to stawianie celów i trzymanie się ich.


I to, czym się dziś wyróżnia lider, to jest gotowość nie tylko do stawiania sobie celów, ale też wytrwałość do końca w poszukiwaniu rozwiązań.

Jeszcze jedna, wyjątkowo cenna cecha lidera: gotowość do przyznawania się do własnych błędów po to, by nie przerywać marszu do celu. Trzeba tu rozumieć, że „dążenie do tego, by mieć zawsze rację” jest bazowym, jeśli można tak powiedzieć, instynktem każdego człowieka. Jest on tym silniejszy, im mniej jesteśmy pewni siebie. W imię własnej racji jesteśmy gotowi do wielu rzeczy: do zerwania relacji z najbliższymi, do utraty klientów, udowadniając im, że nie mają słuszności, i wreszcie do utraty pracy.
Zdolność do bycia elastycznym, samokrytycznym, zmiany taktyki i ciągłego uczenia się jest czymś, bez czego zadań współczesności po prostu się nie da rozwiązać.
Liderzy mówią ludziom prawdę (pamiętamy naukę o szczerości - honestezjologię - artykuł „Uczciwość emocjonalna”, „Forum” nr 11 - red.). Nie podlizują się, nie mówią tego, co ktoś od nich chce usłyszeć, przyciągają uwagę ostrymi, nawet bolesnymi pytaniami. Nazywam to zasadą „krew, pot i łzy”.
Przy tym umiłowanie prawdy jest puste, gdy nie jest poparte propozycjami. Odróżniajmy krytykanctwo i nudziarstwo od aktywnej postawy społecznej. Myślę, że różnica polega właśnie na tym, że w drugim przypadku mówi się o tym z gotowością do zmian, doskonalenia, poprawy, pomocy. To nie jest tylko uczciwe spojrzenie na rzeczy, gotowość do rozczarowań, to jest postawa Czynu.
Zasady lidera są zawsze trójwymiarowe, wyrażają się w jego postępowaniu. Z boku zawsze można zauważyć, że podporządkowuje on swoją działalność określonym zasadom i wartościom. Lider jest bogaty wewnętrznie. Jego kontekst to kontekst samowystarczalności. Tego, co posiada, nie trzyma pod kluczem, jest gotów się dzielić. Mówiąc językiem cybernetyki: lider jest układem otwartym.
Gry, w które grają liderzy
Mój ojciec mawiał żartem, że „gdy karawana zawraca, kulawy wielbłąd znajdzie się na czele”. Jest to w zasadzie strategia życiowa. Mówiąc wprost - dosyć powszechna. Ale rozważmy bardziej praktyczną klasyfikację strategii życiowych. W istocie rzeczy jest ich kilka:
Grać po to, by wygrać
Grać po to, by nie przegrać
Grać jak się da
Nie grać

Aby uniknąć dyskomfortowego poczucia klęski, bólu i rozczarowania, dowodów na to, że nie mamy racji lub jesteśmy za mało kompetentni, zawczasu obniżamy poprzeczkę. Nauczyliśmy się stawiać cele, dla osiągnięcia których nie będziemy musieli ryzykować, wyciągać szyi, stawać się większymi niż to, co sobą reprezentujemy w danej chwili. Co więcej, jeśli cel jest nam narzucony z góry, osiągnęliśmy mistrzostwo w udowadnianiu, że „to jest niemożliwe” i „okoliczności są ponad nami”.
Innymi słowami, nauczyliśmy się wykręcać od tejże odpowiedzialności - a kto chciałby się rozczarować co do siebie? Idziemy na to, nawet rozumiejąc, że nie trzeba będzie zdejmować gwiazd z nieba, składając w ofierze prawdziwe wyżyny, które moglibyśmy osiągnąć.
Cele przeciętne może są i bezpieczne, ale rodzą przeciętnych ludzi!
Postawa lidera to grać po to, by wygrać. Tylko ta strategia pozwala się rozkoszować hazardem, intensywnością chwili i słodkim uczuciem zwycięstwa.
Liderzy tworzący
grę dla liderów
Na początku powiedziałem, że lider to nie jest ktoś, kto stoi ponad resztą. Pamiętacie? Kontynuując tę myśl - współczesny lider to ktoś, kto żyje wśród liderów!
Niewątpliwie, kontekst „przetrwania” jest dla kierownika bardziej komfortowy: możemy się otaczać przeciętnością i bezosobowością, godzić się z usprawiedliwieniami zamiast efektów. Szara załoga jest wygodna, ponieważ łatwo się z nią umawiać i nie trzeba jej dużo płacić, nigdzie nie odejdzie z braku inicjatywy i perspektyw rozwojowych. Wreszcie na jej tle można wyglądać na niezastąpionego!
Ale współczesny świat, jak już mówiliśmy, wymaga kardynalnie nowych pracowników. A wraz z tym - nowego podejścia do zarządzania personelem. Liderzy są niezbędni. Niech zadają niewygodne pytania, poddają w wątpliwość myśli i decyzje swojego „wodza”, wymagają uprawnień, pchają się z inicjatywą na każdy temat, ale bez liderów nie da się dziś zrobić kroku!
Zadaniem lidera jest tworzenie liderów wokół siebie. To znaczy proponowanie innym „wielkiej gry”: inspirowanie swoich podwładnych wyzwaniem, które im rzucamy, traktowanie ich jak równych sobie, bycie dla nich partnerem, ufanie im i wciąganie w podejmowanie decyzji. Oto skromny wizerunek lidera obecnych czasów, lidera dążącego ku nowym szczytom.

Źródło Iwan Bubnow Forum Psychologiczne