|

Orientacja zawodowa dla karierowiczów
Zawsze wybieramy:
czy sterować zmianami, czy być ich ofiarą. Czy być twórcą okoliczności, czy bezradnym zbieraczem ich plonów.
"Problem z przyszłością polega na tym, że zawsze przychodzi wcześniej, niż się do niej przygotujemy"
Czy nie zdarza Ci się widzieć ludzi, niezadowolonych ze swojej sytuacji, którzy nie podejmują żadnych kroków w celu jej zmiany? Stale takich widuję i to mnie śmieszy i dziwi... Porozmawiajmy o rozwoju kariery i o głównych kluczach do jego powodzenia.
Dla tych, którzy zwyczajnie mieli pecha. Na początek spróbujmy zrozumieć to, co najważniejsze. Oto mały improwizowany test. Czy następujące twierdzenia, dotyczące Twojego obecnego statusu zawodowego i miejsca pracy, nie wydają Ci się znajome? - Najważniejsze, by nie stracić tej pracy. - Bardzo wiele rzeczy mi się tutaj nie podoba. - Już za późno na zmianę czegokolwiek. - Gdybym miał możliwość, robiłbym co innego. - Mam rodzinę na utrzymaniu i dźwiganie krzyża jest moim obowiązkiem. - Kierownictwo nigdy nie pozwala na wykazanie inicjatywy. - Głupi zawsze ma szczęście, a ja po prostu mam pecha. - Zawsze znajdę zewnętrzną przyczynę na wytłumaczenie niepowodzenia w pracy. - Moja pensja to małe piwo w porównaniu z ilością pracy, którą wykonuję. - Komu jestem potrzebny? Nikt tam na mnie nie czeka. Jeśli to nie są Twoje wypowiedzi, to zasadniczo możesz dalej nie czytać. Idź i twórz! Ale jeśli coś w nich przypomina Ci siebie, to porozmawiajmy o tym co nieco. Po pierwsze, czy nie wydaje Ci się, że wiele z tych zdań jest ze sobą nawzajem sprzecznych? Np. jeśli jesteś gotów do wykazania inicjatywy i czekasz, aż „góra” Ci na to pozwoli, to już nie będzie to inicjatywa, tylko wykonywanie polecenia. Poza tym jeśli jesteś tak cennym pracownikiem i wykonujesz tyle pracy, to skąd ten pesymizm pt. „nikomu nie jestem potrzebny”? Może akurat trafił Ci się ślepy szef, ale są inni, widzący, którzy bardzo potrzebują wartościowych pracowników... Po drugie, nasze myśli, jak już kiedyś o tym pisałem, materializują się. Są one energią, która jest w stanie tworzyć - proszę tego nie uważać za magiczne myślenie. Faktem jest - jak sobie wyobrażasz zmiany na lepsze w ramach wyżej zaproponowanych twierdzeń? Skąd miałyby się wziąć? A teraz gołe fakty: komu potrzebny nudziarz? Jeśli spojrzymy z tego punktu widzenia, to Twój szef jest wręcz filantropem... Strategia człowieka, który się poddał pod naciskiem okoliczności myślenia jest strategią przetrwania. Ta strategia nie pozwala na rozwój zarówno zawodowy, jak i osobisty. Ogranicza ramy wyboru do „minimum przetrwania” - w sensie dosłownym i przenośnym. Ta strategia pozwala innym na wykorzystywanie nas, manipulowanie nami. Nic nam się nie podoba, nie znajdujemy zadowolenia w pracy, którą wykonujemy, nie przestajemy narzekać, ale i tak robimy to, co nam każą?! Proszę wybaczyć patos, ale staliśmy się wirtuozami w szukaniu kozłów ofiarnych. Rzadko się spotyka sytuację, w której człowiek po prostu podchodzi i mówi: „Przepraszam, popełniłem błąd”. Co jeszcze? Nie proponujemy tutaj szukania innej pracy, gdy się nie zgadzasz z szefem. Po prostu wydaje mi się, że jeśli nie pragniesz żadnej zmiany, znacznie uczciwiej jest pogodzić się z istniejącym stanem rzeczy i uznać, że tak jest wygodniej i korzystniej. Przynajmniej opóźnisz zużycie komórek nerwowych.
O zachowaniu się przy stole Przetrwanie nie jest dążeniem do czegoś, nie jest stwarzaniem pożądanych warunków, lecz przeciąganiem liny i ciągłą walką z tym, co już jest. To nie jest ruch „do”, tylko „od”. Łatwo jest odróżnić przejawy takiej strategii u siebie i u innych. Niezawodnym symptomem jest przyjęcie w życiu postawy obronnej. Przyłapuję się na myśli, że zaczynam jak gdyby się ostrzeliwać, odpierać ataki, tłumaczyć się. Rozejrzyjmy się w otoczeniu, spójrzmy w lustro - przetrwanie nietrudno zauważyć, o ile istnieje. Weźmy przykład poszukiwania pracy. Ktoś, kto bierze przetrwanie za punkt wyjścia, poszukuje wśród tego, co ma, a ściślej wśród tego, co mu się wydaje, że ma. Świat, w tym też rynek pracy, wyobraża sobie jako statyczny i nieruchomy. Niezbyt świeże powietrze wciąż tych samych ofert, skostniałość pracodawców... Wyobraźmy sobie: podchodzi do stołu, który tak naprawdę jest obfity i różnorodny. Na wszelki wypadek: w dużych miastach codziennie prasa lokalna publikuje setki ogłoszeń o pracy. Nie licząc potrzeb rynku, nie wyrażonych w ogłoszeniach prasowych. Człowiek znajduje się przy ogromnym nakrytym stole przekąsek. Jest na nim wszystko i na każdy gust. Co więcej, można mieszać i rozcieńczać. Nasz bohater, ponieważ za punkt wyjścia bierze przetrwanie, uważa już, że to wszystko nie dla niego albo że w tym tkwi jakiś podstęp. Z taką filozofią bierze najmniejszy talerzyk. Czeka, aż pozostali wezmą wszystko, czego potrzebują, i przeciska się na koniec stołu. Dalej rządzi nim jeszcze mnóstwo nastawień w stylu „człowiek dobrze wychowany nie nakłada sobie za dużo” (czyt. pieniądze to bagno), „jestem ponad to wszystko” i cała reszta idiotyzmów...Z taką filozofią bierze łopatkę i nakłada sobie na talerz małą kokilkę z jakąś sałatką owocową. Wreszcie zasiada jak najwygodniej, ocierając pot z czoła, doświadczając przykrych uczuć na widok całych tych bachanaliów i „stadności” i... zaczyna delektować się przysmakiem. A niech to piekło i szatani!!! Okazuje się, że ta kokilka to ciastko z orzechami włoskimi, na które jest uczulony! Boże, znowu mnie doświadczasz...
W logice proaktywności Strategią przeciwną do przetrwania jest strategia rozwoju i proaktywności. Wątpię, żeby się okazała łatwiejsza. Jest ryzykowna i sprzężona z szeregiem bolesnych chwil. Można się rozczarować w wyborze, doświadczać dyskomfortu, można szukać rozwiązania nie tam, gdzie trzeba albo dowiedzieć się o sobie wielu nieprzyjemności. Na czym w takim razie polega jej przewaga? Niech zatkają uszy ci, którzy sądzą, że pensja i konto w banku są wyznacznikami szczęścia: przewaga satysfakcji moralnej. Ktoś, kto bierze za punkt wyjścia rozwój i proaktywność, rozpatruje świat zewnętrzny jako środowisko przyjazne. Jest w nim mnóstwo niuansów i aktów prawnych, ale raczej ma to wszystko, czego potrzebujemy, niż nie ma. I jest gotowe dzielić się tym, czego potrzebujemy. A to znaczy, że praca, która zadowalałaby moje dzisiejsze potrzeby i ambicje, w rzeczywistości istnieje. Trzeba ją tylko znaleźć. Co więcej, jeśli znajdę coś podobnego, zbliżonego do moich pragnień, to mogę to dostroić do idealnego wizerunku. Np. mogę przekonać kierownictwo do zmiany mojej funkcji i dania mi innych uprawnień. Ostatecznie proponuję im godny towar - dlaczego miałbym nie wiedzieć, w jakie ręce trafi? Czy gdy oddajemy dziecko do przedszkola, jest nam obojętne, czy jest w nim czysto i przytulnie i czy nikt nie bije maluchów? W logice proaktywności mam prawo targować się o cenę, o własną wartość. Na rozmowie kwalifikacyjnej mogę zadawać pytania o firmę, oceniać jej perspektywy, dowiedzieć się czegoś o celach i, powiedzmy, o nieformalnych regułach. Jak wskazuje praktyka, tacy ludzie, o ile ich pytania nie wyglądają na chamstwo ani na manię wielkości, bardziej imponują pracodawcy, niż milczący i urażeni. Tendencja jest taka: o ile wcześniej firma potrzebowała lojalnych wykonawców, to teraz potrzebuje fachowców z inicjatywą, znających swoją wartość i wartość pracy. Wreszcie w strategii rozwoju i proaktywności świat jest odbierany jako stale się zmieniający, cały czas stwarzający nowe możliwości i sytuacje. To znaczy, że jutro potrzebni będziemy my i nasza wiedza, że jeśli zamierzamy zmienić dziedzinę działalności, to komuś jest potrzebny pracownik akurat z naszymi poprzednimi doświadczeniami zawodowymi. Wreszcie znaczy to, że stół jest nakryty właśnie dla nas i możemy wziąć ze stołu wszystko, co na nim znajdziemy. Jest zastawiony pod wszelkie gusta!
Wyprzedzajmy zmiany Strategia rozwoju zakłada akceptację nieokreśloności i zmian tak jak, dajmy na to, zmianę dnia i nocy.
Kryzys może polegać już na tym, że poziom zmian poza naszą firmą okaże się wyższy, niż poziom zmian w obrębie firmy.
To samo można powiedzieć o każdym żywym systemie, o każdym z nas. Jeśli poziom zmian poza nami jest wyższy, niż poziom zmian wewnątrz nas, to pacjent raczej umarł, niż żyje... Co jest przez co określane? Czy poziom zmian i ich gwałtowność wpływa na nasze życie? Czy to my na nie wpływamy, każemy im dla siebie pracować? Co stwarza i determinuje zmiany? Istnieją trzy kluczowe czynniki, wpływające na poziom zmian i oddziałują one na życie każdego z nas: rodzinę, karierę, firmę, w której pracujemy. Ogół wiedzy, nagromadzonej przez ludzkość, co 2 - 3 lata się podwaja! Jak Ci się ta liczba podoba? Eksplozja informacji! Przez ostatnie 5 - 10 lat informacje już włączyły się w nasze życie na mnóstwo sposobów. Oznacza to, że jednostki i firmy powinny w istotny sposób podwyższać co roku swój poziom wiedzy, jeśli chcą pozostać konkurencyjne na tle ciągłych rynkowych zmian. Druga eksplozja to eksplozja technologiczna. Będzie ona wciąż rosła aż do poziomu znacznie przekraczającego zasięg naszej dzisiejszej wyobraźni. Trzecim czynnikiem jest globalizacja. Rywalizacja przybiera absolutnie nowe formy. Na razie programistę, a jutro nauczyciela, będzie można znaleźć w Nowej Zelandii czy w Chinach. Te trzy czynniki, trzy rzeczywistości stają się poważnymi siłami. I wygra ten, kto jest przystosowany do zmian, konkurencyjny i mobilny. Nie lubisz Murzynów? Jesteś antysemitą? To Ci się nie przyda w nowym świecie... Nie podobają Ci się geje? Zapomnij... Poza tym przypominam, że
wszystko, czemu stawiamy opór, wzmaga się...
Chciałbyś mieć jak najmniej problemów? Słuchaj - zostało Ci bardzo mało czasu, żeby to wszystko polubić! Wtedy spytaj siebie: „Jakie są moje strategie w każdej z tych trzech sfer, które dopasowują mnie do szybkości przemian? Co robię albo co jestem gotów zrobić, aby osiągnąć efekt nie pomimo tych czynników, lecz dzięki nim?”.
Osobista analiza SWOT Czy wiesz, co to jest analiza SWOT? Jest to metoda diagnostyczna oceny konkurencyjności. Stosowana jest do analizy zewnętrznego i wewnętrznego środowiska firmy. A dlaczego nie zastosować jej do samego siebie? Podstawa analizy polega na regularnym monitoringu (śledzeniu) zmian z czterech punktów widzenia: mocne i słabe strony środowiska wewnętrznego, którym dla samych siebie jesteśmy my sami, jak również zagrożenia i możliwości środowiska zewnętrznego, którym jest dla nas cała reszta: rodzina, krąg towarzyski, firma, rynek, klienci, polityka itd. Pewna periodyczność prowadzenia inwentaryzacji samego siebie może być bardzo pożyteczna. W tym celu sporządzajmy listę informacji w czterech powyższych kierunkach. Zaczynajmy od możliwości. Ustalmy, co może być możliwością już teraz lub w perspektywie krótkoterminowej w następujących dziedzinach: tendencje światowe (globalizacja, rozwój Internetu); czynniki ekonomiczne (inflacja, bezrobocie); czynniki branżowe (zmiany technologiczne, konkurencja); czynniki społeczne (przyrost naturalny, tendencje migracyjne); czynniki kulturowe (wartości, sposób myślenia); zmiany ustawodawcze (zezwolenie osobom fizycznym na grę na rynku papierów wartościowych); czynniki polityczne (wojna, wybory). Zróbmy to w sposób maksymalnie obiektywny, formułując uzyskane odpowiedzi w postaci opisów faktów. Dalej przejdźmy do analizy zagrożeń w tych samych dziedzinach. Opis mocnych i słabych stron, aczkolwiek wydaje się to dziwne, jest zadaniem o wiele bardziej skomplikowanym, gdyż obiektywne podejście do samooceny jest nader trudne. Ale tutaj jest konieczne i dlatego tak przemyślmy procedurę, żeby w niej przynajmniej na jakimś etapie uczestniczyła osoba trzecia. Jeszcze jedna trudność - ta osoba powinna nas dobrze znać, ale być maksymalnie nieuprzedzona. Informacja, której wyciągnięcie z siebie jest konieczne, również będzie dotyczyła kilku dziedzin: - cechy osobowości (maksymalnie precyzyjnie i bez wartościowania, żeby nie było określeń typu „dobry”, „miły”), - dziedziny wiedzy, w których jesteśmy specjalistami, - opis konkurencyjnych nawyków i umiejętności, - wolne środki finansowe (lub wartość swojego dnia pracy), - zdolności (podejmowanie decyzji, zachowania w sytuacjach ekstremalnych, wychodzenie z kryzysu), - przewaga na rynku („jestem jedynym fachowcem w gminie” lub wyposażenie techniczne). Zestawiając parami informacje z uzyskanych list kształtujemy cztery potencjalne dziedziny własnego rozwoju, czyli „przemian wewnętrznych”: - realizacja możliwości rynkowych poprzez wykorzystanie moich mocnych stron, - neutralizacja moich słabych stron w celu realizacji możliwości rynkowych, - usunięcie zewnętrznych zagrożeń poprzez wykorzystanie mocnych stron, - przezwyciężenie słabych stron w celu odparcia zewnętrznych zagrożeń. Nikt z nas nie rodzi się z zaprogramowanym kompletem nawyków wzajemnych relacji z przemianami. Z drugiej strony samo życie jest podstawowym narzędziem do przechodzenia zmian.
Odgrywanie się jako podstawowa forma życia Rzeczywiście wszystko się szybko zmienia. W tym pośpiechu czasami nie zdążymy przyjrzeć się osobom dramatu, dekoracjom, motywom zarówno własnym, jak i innych. Nie nadążamy się zastanawiać, analizować tego, co się stało. Do tego potrzebna jest wewnętrzna przestrzeń psychologiczna, w której będzie miejsce na refleksję, a nie nagą „zwierzęcą” reakcję na to, co się dzieje.
To, co nam pomogło dostać się tam, gdzie się teraz znajdujemy, nie wystarczy, by się tam utrzymać.
Każde wyjście poza granicę powszedniego jutra staje się nową ramą. Rozwój, ku żalowi wielu osób, nie pozwala ugrzęznąć w „strefie komfortu”. To, co dziś jest osiągnięciem, jutro może stać się absolutnie nie do przyjęcia. Dlatego aktualna sytuacja w pracy i w domu wymaga ciągłej oceny. Takie przewartościowanie jest oparte na ciągłych badaniach i uwzględnianiu najświeższych informacji, najświeższego sprzężenia zwrotnego, najświeższych odkryć, które są dostępne tylko nam. Czasem wystarczy się rozejrzeć i wiele rzeczy stanie się zrozumiałe. Zrozumiemy na przykład, dlaczego postąpiliśmy tak, a nie inaczej, dlaczego taka była odpowiedź rozmówcy. Możemy dokładniej określić, w czym się przeliczyliśmy, i na przyszłość podjąć jaśniejszą i bardziej wyważoną decyzję. Ale nie mamy na to czasu... Nieszczęście polega na tym, że główną cechą współczesnego życia i w pewnym sensie obroną przed nim jest odgrywanie się. Zamiast wyrażać słowami swoje pragnienia i uczucia, przedyskutować z kolegą z pracy jakąś nabrzmiałą kwestię, podzielić się z nim swoimi emocjami, wyładowujemy złość i urazę na kimś innym, kto z tą sytuacją nie będzie miał nic wspólnego: podwładny, żona (mąż) itd. Zwróćmy uwagę, jak często nie przeżywamy naszego życia, jego chwil: radosnych, smutnych, niewytłumaczalnych. W skrajnym przypadku po prostu racjonalizujemy wszystko w zwykły sobie sposób. A najczęściej po prostu nie zauważamy. Wyobrażenia, przyzwyczajenia i sztampa, która opiera się nowej wiedzy, skazuje nas na niezdolność do podejmowania świeżych decyzji. Czyż nie jest to przetrwanie? Ten proces przewartościowania bieżącej sytuacji często wymaga wyrzeczenia się starych założeń.
Kto tworzy przyszłość Nie jestem zwolennikiem poglądu, że cokolwiek się dzieje, zmierza ku lepszemu. W ogóle akurat dla mnie inspirujący jest fakt, że nikt nic nie obiecywał. A ten pogląd to raczej jeszcze jeden przykład stawiania oporu temu, co trwa. Niechęć lub niemożność dopuszczenia, że cały ten bajzel nie znajduje się pod niczyją czujną kontrolą. Inaczej - strach pomyśleć... Właśnie wtedy, kiedy się boimy, wymyślamy sobie wszechmoc. Kiedy ktoś nas puści i nagle się okaże, że jesteśmy na śliskim lodzie, bardzo chce się przestrzegać obrzędów, wierzyć w Opatrzność Bożą. Ale kto powiedział, że On będzie nas ratował? On jest pewien efektu końcowego. On wie, że w rezultacie wszystko będzie dobrze. I w tej logice nie musi nas ratować. Powiedziałbym inaczej: absolutny efekt końcowy jest z góry postanowiony i wstrząsający. A na razie możemy się po prostu delektować daną nam możliwością życia. Nie marnować sił i emocji na lęki i udowadnianie własnych racji, lecz delektować się życiem. Możliwe, że to jest właśnie klucz do osłabienia napięcia, wywołanego zmianami. Pewnie, każdy jest ciekawy, co mu jutro przyniesie. A z drugiej strony, czy jutro w ogóle coś nam niesie, czy my je sami tworzymy? Sądzę, że to kwestia wyboru.
Zawsze wybieramy: czy sterować zmianami, czy być ich ofiarą. Czy być twórcą okoliczności, czy bezradnym zbieraczem ich plonów.
Teraz nie musimy się z tym twierdzeniem zgadzać, ale może właśnie to jest ta jedyna pozostała bariera, która nas oddziela od naszego sukcesu? Szukamy swojej niszy na rynku? Wybieramy towarzysza życia? Już kiedyś przytaczałem przykład: ten sam człowiek w identycznych warunkach, ale przy różnym poziomie wymagań będzie miał różne osiągnięcia! W obydwu przypadkach będzie wyszukiwał środki, możliwości, wykorzystywał szczęśliwe zbiegi okoliczności(?!), ale w każdym z wariantów będą one różne - że tak powiem, na miarę celu. Ktoś powiedział: możemy wybrać siłę i możemy wybrać słabość. Dokonanie jednego z dwóch wyborów wymaga mniej więcej takiego samego wysiłku.
Iwan Bubnow - Forum Psychologiczne |